Policja chce, by Sanepid ukarał demonstrantki

Opublikowano: 23.04.2020 | Kategorie: Prawo, Wiadomości z kraju

Liczba wyświetleń: 1100

Kobiety, które 15 kwietnia protestowały przeciwko zaostrzeniu ustawy antyaborcyjnej, mogą słono zapłacić za swoje działania – nawet jeśli protestowały z zachowaniem wszelkich środków ostrożności, w maseczkach, w odstępach po dwa metry od siebie. Policja wysłała do Sanepidu 45 wniosków o nałożenie grzywny na uczestniczki i uczestników protestów. Kwota maksymalna takiej grzywny to 30 tys. złotych.

Przeciwko projektowi zaostrzenia prawa antyaborcyjnego odbyły się w Warszawie dwa protesty. Podczas pierwszego, 14 kwietnia, kobiety w samochodach zablokowały Rondo Dmowskiego, inne zaś, stojąc w odstępach i w maseczkach i rękawiczkach, stały z plakatami protestacyjnymi wokół ronda. Gdy okazało się, że dyskusję nad projektem Kai Godek odłożono na następny dzień, działaczki na rzecz praw kobiet wezwały, by przyjechać 15 kwietnia w okolice Sejmu i stanąć z plakatem lub ustawić się w kolejce do znajdującego się w pobliżu sklepu, pokazując symbole sprzeciwu. W proteście brały udział różne organizacje feministyczne, i te bliższe liberalnemu nurtowi feminizmu, i te, które utożsamiają się z feminizmem społecznym.

„Zachowaliśmy wszelkie środki ostrożności, tj. mieliśmy maseczki, rękawiczki, trzymaliśmy dystans przynajmniej 2 metrów od siebie i innych osób. Pod koniec wydarzenia przejechaliśmy na rowerach trzymając baner „PIEKŁO KOBIET = WYZYSK KOBIET” oraz baner OZZ Inicjatywa Pracownicza – „PRAWA REPRODUKCYJNE = PRAWA PRACOWNICZE”. Udało nam się przejechać całą długość kolejki do sklepu Cezar, co wywołało aplauz stojących tam osób” – opowiedziała Portalowi Strajk jedna z działaczek lewicowych i pracowniczych.
Jak relacjonuje dalej, chwilę potem ich działanie spotkało się z bardzo stanowczą reakcją policji.

„Za zakrętem zatrzymaliśmy się, żeby zwinąć baner. Gdy chcieliśmy odjechać, podjechało do nas czterech funkcjonariuszy Policji w dwóch nieoznakowanych samochodach. Jeden z nich złapał mnie tak, że prawie spadłam z roweru. Zaczęli na nas krzyczeć, że co my robimy i gdzie niby jedziemy, czy nie wiemy, jaka jest sytuacja i że z banerem to na pewno nie załatwiamy niezbędnych potrzeb życiowych. Kazali nam się wylegitymować, podać numery telefonów i adresy e-mail. Początkowo jednak sami nie chcieli pokazać swoich legitymacji i co chwilę je chowali, zanim nadążałam spisywać ich dane” – mówi aktywistka.

Działaczka i inni uczestnicy protestu starali się przekonać policję, że przyszli na Wiejską w maseczkach i rękawiczkach, a podczas demonstracji zachowują odstęp, w odróżnieniu np. od polityków PiS składających kwiaty pod pomnikiem smoleńskim na Placu Piłsudskiego. Usiłowali argumentować, że manifestowanie swoich poglądów w takiej sprawie, przy zachowaniu przepisowych środków ostrożności, jest podstawowym prawem obywatelskim i może być uznane za potrzebę życiową.

„Odwoływaliśmy się też do ich pracy i sumień, mówiąc, żeby wyobrazili sobie te wszystkie sprawy, które prowadzą związane z gwałtami oraz czy chcieliby, żeby ich partnerki/siostry/matki były zmuszane do rodzenia w takich sytuacjach bądź donoszenia ciąży, która zagraża im życiu i zdrowiu. Prosiliśmy, by skończyło się na pouczeniu. Niestety, nie skutkowało to i policjanci powiedzieli, że skierują wnioski o ukaranie do sądu i do sanepidu” – powiedziała nam uczestniczka protestu. „Zaczęliśmy się więc odwoływać do podstawowych zasad prawnych, takich jak to, że nie można być karanym dwa razy za to samo. Pytaliśmy też, czy uważają, że to w porządku, żeby naszą sprawę rozpoznawał sanepid, który nie jest sądem i nakłada kary, które są skandalicznie wysokie i natychmiastowo ściągalne. Mówiliśmy, że przecież nie stanowimy dla nikogo zagrożenia, że większość z nas straciła pracę w gastronomii i teraz nie ma za co żyć. Jedna osoba natomiast pracuje w sferze budżetowej i nie ma wysokich zarobków, tak jak zresztą policjanci. W odpowiedzi usłyszeliśmy, że nie będą z nami dyskutować (ewentualnie mogliby to zrobić po służbie), że prawo jest jakie jest i oni muszą je wykonywać” – podsumowuje.

Ostatecznie funkcjonariusze nie próbowali wręczyć lewicowym aktywistom mandatu. Stwierdzili natomiast, że „góra najprawdopodobniej i tak zdecyduje o skierowaniu wniosków o ukaranie do sądu i sanepidu”. Nasza rozmówczyni, podobnie jak jej koledzy uczestniczący razem z nią w proteście, spodziewa się teraz pisma z inspekcji.

Po proteście 15 kwietnia policja skierowała do sanepidu 45 wniosków o nałożenie grzywny, w maksymalnej wysokości do 30 tys. zł. Jeśli sanepid przychyli się do takiego wniosku, kara jest ściągana w trybie administracyjnym, natychmiast. Można się odwołać, ale procedura trwa, a pieniądze muszą zostać zapłacone. Niezależnie od tego funkcjonariusze skierowali 15 wniosków do sądy o ukaranie z art. 54 „Kodeksu wykroczeń” – naruszenie przepisów porządkowych o zachowaniu się w miejscach publicznych. Uczestniczki protestu na Rondzie Dmowskiego nie zostały dużo lepiej potraktowane: tam policja wystawiła 4 mandaty i skierowała do sądu sześć wniosków o ukaranie.

Źródło: Strajk.eu

1 Star2 Stars3 Stars4 Stars5 Stars Liczba głosów: 3, średnia ocena: 5,00 (max 5)
Loading...

TAGI: , ,

OD ADMINISTRATORA PORTALU

Hej! Cieszę się, że odwiedziłeś naszą stronę! Naprawdę! Jeśli zależy Ci na dalszym rozpowszechnianiu niezależnych informacji, ujawnianiu tego co przemilczane, niewygodne lub ukrywane, możesz dołożyć swoją cegiełkę i wesprzeć "Wolne Media" finansowo. Darowizna jest też pewną formą „pozytywnej energii” – podziękowaniem za wiedzę, którą tutaj zdobywasz. Media obywatelskie, jak nasz portal, nie mają dochodów z prenumerat ani nie są sponsorowane przez bogate korporacje by realizowały ich ukryte cele. Musimy radzić sobie sami. Jak możesz pomóc? Dowiesz się TUTAJ. Z góry dziękuję za wsparcie i nieobojętność!

Poglądy wyrażane przez autorów i komentujących użytkowników są ich prywatnymi poglądami i nie muszą odzwierciedlać poglądów administracji "Wolnych Mediów". Jeżeli materiał narusza Twoje prawa autorskie, przeczytaj informacje dostępne tutaj, a następnie (jeśli wciąż tak uważasz) skontaktuj się z nami! Jeśli artykuł lub komentarz łamie prawo lub regulamin, powiadom nas o tym formularzem kontaktowym.

4
Dodaj komentarz

Chcesz skomentować? Zaloguj się!
  Subskrybuj  
najnowszy najstarszy
Powiadom o
Urnelius
Użytkownik
Urnelius

Hm wobec samego protestu i tego środowiska mam jak najbardziej negatywne zdanie, ale jeśli zachowały wszelkie wymagane środki ostrożności i odbywało się to zgodnie z prawem o zgromadzeniach (a tu mam wątpliwości), to za co karać?

smerf
Użytkownik
smerf

Urnelius

Możesz sobie mieć “w głębokim poważaniu” środowisko kobiet pragnące samo decydować o swej świadomej dzietności/macierzyńskości, ale nie o tzw. prokreracji, bowiem program 500+ de facto stał się przecież zasiłkowym, a zatem przekupnym.
Ma więc pełną rację nasz Admin w swoim wpisie i żadne moce piekielne tegoż rozsądnego wywodu nie podważą! Takie samo zdanie, żeby nie było, ma moja przewspaniała żona, która, jak i ja, powiesiłaby “za poślednie ziebro” godkową na haku inkwizycyji za jej antykobiece dyrdymały!

smerf
Użytkownik
smerf

Tak na marginesie.
Spotykam dziś wieczorem znajomka, zagorzałego pisiora.
“Będziesz głosował korespondencyjnie?”, pytam. Odpowiedź: “No przecież to obowiązek, zgodny z Konstytucją, bo kończy się 5-letnia kadencja obecnego Prezydenta”.
Ripostuję: “Ale mamy stan zagrożenia epidemicznego, a właściwie stan nadzwyczajny: wszelakiego rodzaju ograniczenia, ludzie w kwarantannie, maseczki, odstępy na 2 metry w kolejkach do sklepów itp. Wybory trzeba przełożyć zatem”.
“Nie”, odpowiada, “wybory to obowiązek”, powiada oszołom.
Pytam więc, czy zna zapisy Konstytucji w odniesieniu do tego, że wszelkie wybory, czy to samorządowe, czy parlamentarne czy prezydenckie muszą wyborcom gwarantować ich powszechność, bezpośredniość, równość i tajność?
Zrobił głupią minę, bo matoł chyba skończył edukację na poziomie zawodówki, choć ma żonę z wykształceniem wyższym, nauczycielkę w szkole średniej.
“Nie wyczuwasz zagrożenia zarażeniem wirusem?”, pytam. ” No, ale jak mi listonosz wrzuci do skrzynki karty do głosowania to przecież je wypełnię i on to potem z tej skrzynki odbierze i zaniesie do punktu wyborczego, to co się stanie?”
Nie wytrzymałem! “Jełopie”, mówię:
“Po pierwsze to nie Poczta Polska ani minister Sasin-kałasznikow ani Beata Szydło z PiS mają organizować wybory, tylko PKW, czyli Państwowa Komisja Wyborcza. To, że ci listonosz wrzuci jakieś papiery do skrzynki to nie jest przesyłka zwykła, ale polecona. Musisz złożyć podpis, że ją odebrałeś, a tym samym narażasz się na kontakt z potencjalnym nosicielem “korony” (albo ty sam nim jesteś): dotykasz przecież papiery, na których może siedzieć wirus albo je podpisując sam go naniesiesz.
Po drugie. Może i zachowana będzie zasada powszechności, równości i, nie do końca, bezpośredniości wyborów. Ale w żaden sposób nikt mnie nie przekona, że Twój wybór będzie tajny: przecież w tej samej, czy osobnej kopercie, będziesz musiał podać swoje pełne dane osobowe jako wyborca! A oni, czyli rządzący te dane przejmą. Będą więc wiedzieć, na kogo oddałeś głos i czy jesteś ICH! Jeśli nie trafisz na “wrażą listę”, bo zagłosujesz na D.-Maliniaka, będziesz ich. W przeciwnym przypadku znajdą sposób, by Cię pozbawić pracy, zabrać Ci nabyte przywileje czy też nagle wymówić Ci np. warunki otrzymanego kredytu np. we frankach szwajcarskich… Zeskanują też Twoje odciski palców. A wszystko to w myśl zasady: “kto nie z nami ten przeciwko nam”!
Matoł zanim coś z tego zrozumiał i odpowiedział został przywołany przez żonę na kolację…
Może się w trakcie jej spożywania udławił kęsem kurskiego jadu?
Oby. Im mniej pisiorskiego tałatajstwa tym… raźniej. Nieprawdaż?