Pinokio i spółka

Opublikowano: 23.10.2021 | Kategorie: Polityka, Publicystyka

Liczba wyświetleń: 1069

Dla wszystkich, którzy słuchają wciąż co ma w planach PiS, krótkie streszczenie obietnic składanych przez tę partię w latach 2016-2019.

Pamięta ktoś, zapowiedzi rządu z lutego 2017 roku, że do 2030 r. przeciętny dochód Polaków ma zrównać się ze średnią unijną, a w 2020 r na inwestycje zostanie przeznaczone 1,5 biliona zł?

Świetlisty szlak

Tak zapisano przecież w „Planie Morawieckiego”, który wtedy nie był nawet premierem. Do tego wszechogarniającego dobrobytu miały nas doprowadzić projekty nazwane reindustrializacyjnymi.

Jak choćby taki o nazwie „Luxtorpeda 2.0”, w którym władza obiecywała wsparcie rozwoju technologii i produkcji polskich pojazdów szynowych oraz oczywiście kolei dużych prędkości.

Był i projekt „Żwirko i Wigura”, zgodnie z którym mieliśmy się stać potęgą światową w produkcji dronów i świadczeniu usług latające urządzenia wykorzystujących.

No i projekt „Batory”, czyli dofinansowanie polskich stoczni, tak aby produkowały najnowocześniejsze jednostki pływające. A głównie promy, na które z utęsknieniem czekać mieli europejscy i światowi armatorzy.

W tym zestawie nie mogło braknąć elektromobilności, czyli tego, że Polska stanie się liderem w produkcji samochodów na prąd, zaś po polskich drogach już w roku 2025 będzie śmigało milion akumulatorowych aut.

Poszczególne projekty były nawet rozpisane na zupełne detale. Jak choćby pomysł o nazwie „Leśne gospodarstwa węglowe”, w którym nie chodziło ponoć o wykarczowanie lasów, aby w ich miejscu pobudować kopalnie, ale o stworzenie „efektywnego modelu pochłaniania dwutlenku węgla przez lasy polskie oraz promowania działalności dodatkowej w gospodarce leśnej, wspomagającej pochłanianie CO2”.

Bezzałogowe pociągi latające

O tym, że te zapowiedzi, to ściema można się było przekonać już po chwili. Rządowy kolega Morawieckiego wprowadził przecież „lex Szyszko”. W jego wyniku wycięto ponad 3 mln drzew, Jak się to miało do wzmożenia pochłaniania CO2, nie trzeba chyba pisać?

Jeszcze ciekawiej, z dzisiejszego punktu widzenia wygląda „Luxtorpeda”. Bo nie dość, że ekspansji polskich szynobusów nie widać, to na dodatek dająca sobie świetnie radę w chwili pisania „planu Morawieckiego” PESA, chwilę później prawie plajtowała i to na tyle, że państwo musiało ją wykupić i dołożyć do jej funkcjonowania dziesiątki milionów złotych. Tylko po to, żeby firmę stać było na płacenie kar umownych za niewywiązywanie się ze zobowiązań.

Oczywiście znacjonalizowana PESA, tak jak i inne firmy produkujące pociągi i tramwaje, z nowoczesnością, innowacyjnością i kosmicznymi technologiami nie mają do tej pory nic wspólnego. Są polskimi montowniami zagranicznych podzespołów wkładanych do wyklepanych rękami polskiego robotnika blaszanych pudeł. Silniki, podwozia, układy hamulcowe i elektronika w nich montowane, jadą do nas z krajów, gdzie technologia stoi na wyższym, niż nasz, poziomie.

Ale pojazdy szynowe przynajmniej się u nas robi. W przeciwieństwie do zapowiadanych szumnie dronów. Bo latające roboty kupujemy. Jak choćby tysiąc bezzałogowców dla jednostki NIL od amerykańskiej firmy WB Electronics. Wartość 100 zestawów po 10 dronów w każdym to 100 mln zł.

Malutkie, bo ważące mniej niż 100 gramów drony rozpoznawcze – czyli takie z kamerą – też są widać poza naszymi możliwościami produkcyjnymi. I dlatego żołnierze z Jednostki Wojskowej Komandosów dostaną 40 kompletów takich urządzeń. Kupionych oczywiście w Stanach, za 14 mln zł.

Z małych latadełek, projekt „Żwirko i Wigura” wyewoluował jednak w stronę gigantycznego lotniska w Baranowie i budowy zbudowanego już kilka lat temu lotniska w Radomiu. Tego samego, które od otwarcia w 2014 r. do ogłoszenia upadłości w 2018r. charakteryzowało się tym, że nikt stamtąd nie odlatywał i nie przylatywał. Ale ponieważ wymyślili je lokalni notable PiS, to nie mogło zostać zaorane. I dlatego w maju „wbijając pierwszą łopatę” premier Morawiecki „zainaugurował budowę” radomskiego portu lotniczego imienia Bohaterów Radomskiego Czerwca 1976. Ma być gotowy w listopadzie 2020 roku i w pierwszym etapie odprawiać trzy miliony pasażerów rocznie z możliwością rozbudowy do 10 milionów pasażerów.

W Modlinie też jest lotnisko. Już teraz odprawia 3 miliony osób rocznie. Ale ponieważ zamiast pisowców wymyślił je peeselowski marszałek Struzik, to państwo robi wszystko, żeby Modlin splajtował.

O hubie w Baranowie, który ma być gotowy za 8 lat, przyjmować 50 mln pasażerów i kosztować z 60 miliardów zł, nie ma co wspominać. Ale można je sobie pooglądać w internecie. Bo poza opóźnioną wizualizacją, wszystkie pozostałe sprawy związane z projektowaniem i budową megalotniska, są bardziej niż w szczerym polu.

Elektryczny fotel

Sformułowanie „polski samochód elektryczny” w ekspertach motoryzacyjnych budziło śmiech od zawsze. I słusznie.

Zaczęto od powołania przez państwowe koncerny energetyczne PGE, Energa, Enea i Tauron spółki Electro Mobility Poland (EMP). Każdy z energetycznych gigantów zrzucił się na nią w kwocie po 2,5 mln zł. Spółka działa od paru lat. Jej prezesi i pracownicy zarabiają niezłe pieniądze. Ale najciekawsze są owoce ich pracy. A nie są nimi ani Ursus Elvi, ani Arriner Hussaryi i nawet elektryczna Syrena – też nie jest. I to mimo tego, że ze wszystkimi tymi polskimi prototypowymi składakami premier Morawiecki na zdjęcia.

EMP w 2017 roku obiecywało, że na początku następnego roku pokaże samochód, który będzie produkowała. Nic z tego nie wyszło, bo firma nie znalazła chętnych partnerów biznesowych do realizacji projektu. W kwietniu 2018 Piotr Naimski, minister w kancelarii premiera, zapowiedział, że w tej sytuacji samochód zbuduje Grupa Lotos.

EMP poczuło się dotknięte i szybko rozstrzygnęło konkurs na karoserię. We wrześniu wygrały go 4 nadwozia. Ogłoszono zatem, że „funkcjonalny prototyp” zostanie pokazany już na początku 2019 roku. Zamiast niego pod koniec marca na Motor Show w Poznaniu pokazał się minister energii Krzysztof Tchórzewski ogłosił, że na ukończeniu jest wybór miejsca pod nową fabrykę e-samochodów. Budowa zakładu ma kosztować 2 mld zł a pierwsze samochody trafią do klientów pod koniec 2022 roku.

A teraz najlepsze – za produkcję „polskiego elektryka” odpowiadać ma, mająca w Polsce 4 oddziały niemiecka firma EDAG Engineering. EMP, które nie dawało sobie rady, musiało wejść w układ z Niemcami, choćby dlatego, że EDAG w ostatnich 5 latach wprowadził do masowej produkcji i na rynek 20 nowych modeli aut.

Państwowa córka energetycznych gigantów musiała zatem przyznać, że nie da się zrobić samochodu elektrycznego, w oparciu o polską myśl techniczną i polską technologię. Okazało się bowiem, że w Europie są tylko dwa podmioty oprócz producentów, które mają kompetencje do zaprojektowania tak pojazdu jak i fabryki do jego produkcji.

Poza zapowiedziami szefostwa EMP i Tchórzewskiego nic w temacie elekektromobilności nie słychać. Może poza tym, że pod względem liczby aut elektrycznych Polska jest przedostatnia w UE. Do miliona „elektryków”, brakuje nam jakieś 990 tysięcy.

Stępka czasu

Ponad 2 lata temu Mateusz Morawiecki wziął w rękę ozdobny młotek i wbił nim nit w stępkę pod budowę promu w Szczecinie. Impreza z udziałem premiera kosztowała aż 0,5 mln zł. Tyle Stocznia Gryfia zapłaciła za atrapę stępki. Zapłaciła, bo dostała 10 mln zł zaliczki od państwowej – czyli pisowskiej – Polskiej Żeglugi Bałtyckiej. Pieniądze te miały iść na budowę promu, która do dzisiaj formalnie się nawet nie zaczęła.

To i tak nic, bo wszak 6 czerwca minęły 3 lata od dnia, gdy na Międzynarodowym Kongresie Morskim w Szczecinie podpisano list intencyjny na budowę serii promów. Ani on, ani żaden z kilku innych listów intencyjnych w tej sprawie nigdy nie wyszedł poza fazę deklaracji. A przecież deklarowano, że pierwszy z promów będzie gotowy i wejdzie do eksploatacji w 2019 roku.

Gdy Morawiecki przybijał stępkę, prom był bez dokumentacji technicznej i projektu. Nie był znany wykonawca. Nie było kontraktu i oczywiście nikt nie znał ceny. Co dla działań tego rządu nie jest niczym dziwnym, bo dokładnie tak samo było i jest ze wspomnianym wcześniej Baranowem, portem zewnętrznym w Gdyni, czy głębokowodnym terminalem kontenerowym w Świnoujściu. Te i inne wydumane przez rząd „inwestycje”, gdyby ktoś chciał je zrealizować, pochłonęłyby 3 roczne budżety Polski w całości. Co, rzecz jasna jest nierealne, ale za to dobrze się sprzedaje w TVP.

Przy obchodach pierwszej rocznicy przybicia stępki minister gospodarki morskiej Marek Gróbarczyk zapowiedział w mediach, że „kładzie swoją głowę za to, że ten prom powstanie”.

Nie ma jednak gdzie powstać, bo coś co chce uchodzić za Stocznię Szczecińską jest manufakturą, w której od 2016 roku wykonano kontener z dwoma sprężarkami za 800 tys. zł.

Program „Batory” jak i reszta „planu Morawieckiego, kończy się wtopą. Symbolizowaną przez leżącą na złomowisku, poświęconą przez premiera, zardzewiałą stępką.

Autorstwo: Tomasz Borowiecki
Źródło: Trybuna.info

1 gwiazdka2 gwiazdki3 gwiazdki4 gwiazdki5 gwiazdek (Liczba ocen: 8 , średnia ocena wartości wpisu: 4,50 na 5 możliwych)
Loading...

TAGI: ,

Poznaj plan rządu!

OD ADMINISTRATORA PORTALU

Hej! Cieszę się, że odwiedziłeś naszą stronę! Naprawdę! Jeśli zależy Ci na dalszym rozpowszechnianiu niezależnych informacji, ujawnianiu tego co przemilczane, niewygodne lub ukrywane, możesz dołożyć swoją cegiełkę i wesprzeć "Wolne Media" finansowo. Darowizna jest też pewną formą „pozytywnej energii” – podziękowaniem za wiedzę, którą tutaj zdobywasz. Media obywatelskie, jak nasz portal, nie mają dochodów z prenumerat ani nie są sponsorowane przez bogate korporacje by realizowały ich ukryte cele. Musimy radzić sobie sami. Jak możesz pomóc? Dowiesz się TUTAJ. Z góry dziękuję za wsparcie i nieobojętność!

Poglądy wyrażane przez autorów i komentujących użytkowników są ich prywatnymi poglądami i nie muszą odzwierciedlać poglądów administracji "Wolnych Mediów". Jeżeli materiał narusza Twoje prawa autorskie, przeczytaj informacje dostępne tutaj, a następnie (jeśli wciąż tak uważasz) skontaktuj się z nami! Jeśli artykuł lub komentarz łamie prawo lub regulamin, powiadom nas o tym formularzem kontaktowym.

1 wypowiedź

  1. robi1906 24.10.2021 12:08

    Dziś brałem butlę z gazem do kuchni, cena 87 złotych, tankowanie 23 litrów gazu do samochodu 78 złotych, za to obietnica dana swojemu żydowskiemu panu z klanu, że Polak ma zdechnąć z biedy, wypełniona, i jak tępy poliniacki motłoch usłyszy Łukaszenka i ruski, to dostaje piany z wściekłości, i tak ma być.

Dodaj komentarz

Zaloguj się aby dodać komentarz.
Jeśli już się logowałeś - odśwież stronę.