Obowiązkowo nie do armii

Opublikowano: 26.08.2022 | Kategorie: Polityka, Publicystyka

Liczba wyświetleń: 948

Coraz głośniej mówi się o powrocie obowiązkowej służby wojskowej. Czy taka służba powinna powrócić? Komu na tym zależy? Czy przyniesie ona więcej korzyści, czy problemów?

Zwolennicy przywrócenia obowiązkowej służby wojskowej przywołują najczęściej argument zwiększania obronności państwa. Jest on jednak absurdalny i świadczy o tym, jak silnie utrwalone jest wśród wielu ludzi postrzeganie wojska właściwe dla okresu PRL. Postrzeganie, z którym ściśle wiąże się niezrozumienie natury współczesnych konfliktów, polityki oraz ewolucji pola walki. Tymczasem oprzeć dziś obronę Polski na wojsku z powszechnego poboru, jest jak posłać do boju w czasach drugiej wojny światowej, żołnierzy w kolorowych mundurach, idących na wroga zwartą tyralierą, z bronią rozdzielnie ładowaną – jak to miało miejsce w XVIII wieku.

Obecnie konflikty nie wyglądają tak jak je widziano w czasach zimnej wojny. Dziś operacje militarne są bardziej precyzyjne, a działania wojska mieszają się z działaniami prywatnych podmiotów. Zamiast regularnej armii pojawiają się siły zewnętrzne lub prywatne – np. różnego rodzaju „zielone ludziki” i „firmy ochroniarskie”. Dużo większe znaczenie ma obecnie nowoczesne zarządzanie polem walki, współpraca cywilno-wojskowa, walka elektroniczna i informatyczna oraz walka informacyjna. Tutaj zaś potrzebne są jednostki dobrze wyszkolone, skoordynowane, potrafiące współpracować z innymi rodzajami wojsk, a także zdolne precyzyjnie i odpowiedzialnie działać – szybko reagując na konkretne potrzeby wynikające z sytuacji.

Wojsko z poboru ma w tym kontekście niewielką wartość bojową. Jest gorzej wyszkolone i posiada znacznie gorszy sprzęt. Czasem nawet na tyle zużyty, albo uszkodzony na skutek nieprawidłowego wykorzystywania – że zagrażający zdrowiu i życiu. Szkolenie takiego żołnierza będzie ogólne, niedbałe i dostosowane do potencjalnie najniższych kompetencji intelektualnych szkolonego. Takie wojsko to bowiem przekrój społeczeństwa. Wśród poborowych będą zarówno ludzie wykształceni, inteligentni, racjonalni, jak i osoby mało inteligentne, ociężałe intelektualnie i na przykład regularnie zażywające substancje psychoaktywne. Poświęcenie więc czasu szkoleniowego i sprzętu na np. byłego narkomana z wykształceniem gimnazjalnym, będzie marnotrawstwem. Niewyszkolenie i niedoposażenie człowieka z dużym potencjałem – marnotrawstwem zaś z perspektywy armii nie jest, bo to tylko zasób personalny, za który wojsko nie płaci. Poziom takiego wojska będzie więc siłą rzeczy zaniżony, a ludzie z potencjałem będą tam się marnować.

Często zwolennicy obowiązkowej służby wojskowej podają jako argument to, że wychowuje ona w dyscyplinie i uczy czegoś przydatnego w życiu. W istocie jest to jednak argument jeszcze głupszy niż argument obronności. Poza prawem jazdy na ciężarówki, jakie niektórzy zdobywali w wojsku, nie daje ono niczego, co się w normalnym życiu przydaje. Chyba, że dla kogoś niezwykle pożyteczną i ważna umiejętnością jest zdolność znęcania się nad innymi, wykrzykiwania wulgaryzmów, picia, czy korzystania z prostytutek. To samo dotyczy rzekomego wychowania w dyscyplinie. To, że ktoś musiał umieć np. szybko pościelić swoje łóżko – nie przekłada się na dyscyplinę, samokontrolę czy inne tego rodzaju cechy. Świadczy o tym zachowanie części ludzi odchodzących z takiej służby – ich problemy nadużywaniem alkoholu, skłonność do nieuzasadnionej przemocy, nieumiejętność dostosowania się do panujących gdzieś zasad czy poczucie wyższości. Sądzę, że argument odnoszący się do szkolenia i wartościowych umiejętności jest najczęściej takim samopocieszaniem się – że czas który się spędziło w wojsku nie był czasem zmarnowanym.

Do tego wszystkiego dochodzi kwestia przymusu. Człowiek zmuszony do czegoś będzie zawsze robił to gorzej i mniej chętnie, niż ten zmotywowany np. pieniędzmi, pasją czy ideami. W najgorszym przypadku porzuci swój obowiązek, albo i zacznie działać na szkodę zmuszającego. Właściwa wobec tych faktów (słabego wyszkolenia, wyposażenia, motywacji) jest więc rola wojska z poboru. W razie ewentualnego konfliktu, posłuży ono głównie do wiązania przeciwnika ogniem – z nastawieniem na duże straty własne. Czyli mówiąc inaczej – żołnierz taki jest po to, żeby przeciwnik miał do kogo strzelać, w czasie gdy wojsko właściwie wyszkolone, będzie prowadziło inne akcje – np. zabezpieczało ucieczkę rządu za granicę. Absurdalny w tym kontekście jest również argument o wpajaniu poczucia obowiązku wobec Polski. Ktoś kogo państwo na siłę posyła do armii, niszcząc mu w jakiś sposób karierę czy życie rodzinne – by tracił tam czas na robienie czegoś, czego nie chce i gdzie stanie się celem przemocy – raczej nie będzie czuł się zobowiązany wobec tego państwa. A pamiętać należy, że państwo tutaj daje obywatelom także wiele innych powodów, by ci nie mieli motywacji za nie walczyć.

Przywrócenie zasadniczej służby wojskowej to marnowanie czasu i pieniędzy obywatela oraz niszczenie jego potencjału. Powołanie do wojska osoby, która szuka pracy, oznacza zmarnowane szansy za zatrudnienie poprzez odcięcie od możliwości kandydowania na wyczekiwane stanowisko lub wybicie z kolejki oczekujących na pracę, a zatem dłuższe bezrobocie. W przypadku kogoś, kto pracę już ma – oznaczać to zaś może jej utratę. Teoretycznie osoba ta powinna zostać co prawda przywrócona na swoje stanowisko, ale w praktyce w tym czasie w miejscu zatrudnienia mogą nastąpić zmiany organizacyjne uniemożliwiające taki powrót – na przykład firma może być przeniesiona do innego miasta, albo zlikwidowana.

Dla osoby, która prowadzi działalność gospodarczą, powołanie do wojska wiąże się natomiast z koniecznością zawieszenia tej działalności – a zatem utratą zysków, zdobytych klientów, naruszeniem terminów (a zatem umów), koniecznością zerwania umowy na wynajem pomieszczenia lub pozostawienia odłogiem własnego. Osoba studiująca zostaje wybita z toku nauczania (co jest szczególnie ważne przy przedmiotach ścisłych), narażona jest na utratę kierunku studiów i zainwestowanych pieniędzy (jeżeli zostanie on przeformowany czy zlikwidowany) lub wybranego toku nauczania (utrata wybranego promotora, specjalizacji itp.).

Do tego dochodzi kwestia zdrowia. Formalnie wiele dolegliwości zdrowotnych powinno zwalniać z zasadniczej służby wojskowej. W praktyce komisje lekarskie je ignorują – a więc do wojska trafiali nawet ludzie z ograniczoną sprawnością, cierpiący na różne dolegliwości i dotknięci kalectwem. W końcu – jak wspomniałem – żołnierz z poboru nie jest po to by być skutecznym i cało przeżyć walkę, a po to by przeciwnik miał do kogo strzelać. Z perspektywy obywateli zaś, istotne jest to, że człowiek mający problemy ze zdrowiem, narażony jest podczas służby wojskowej na nasilenie dolegliwości, kalectwo, albo śmierć (np. zawał).

Wojna na Ukrainie – gdzie zarówno po stronie rosyjskiej, jak i ukraińskiej pojawili się żołnierze z poboru, pokazuje czym taki system skutkuje. To wysyłanie własnych obywateli na pewną śmierć. Brak wyszkolenia, braki sprzętowe, mała wartość takiego żołnierza dla dowódców – i tysiące obywateli szybko zamienia się w zalegające na polach i ulicach, bezforemne sterty mięsa.

Autorstwo: Krzysztof Serafiński
Źródło: Trybuna.info

8

TAGI: , ,

Poznaj plan rządu!

OD ADMINISTRATORA PORTALU

Hej! Cieszę się, że odwiedziłeś naszą stronę! Naprawdę! Jeśli zależy Ci na dalszym rozpowszechnianiu niezależnych informacji, ujawnianiu tego co przemilczane, niewygodne lub ukrywane, możesz dołożyć swoją cegiełkę i wesprzeć "Wolne Media" finansowo. Darowizna jest też pewną formą „pozytywnej energii” – podziękowaniem za wiedzę, którą tutaj zdobywasz. Media obywatelskie, jak nasz portal, nie mają dochodów z prenumerat ani nie są sponsorowane przez bogate korporacje by realizowały ich ukryte cele. Musimy radzić sobie sami. Jak możesz pomóc? Dowiesz się TUTAJ. Z góry dziękuję za wsparcie i nieobojętność!

Poglądy wyrażane przez autorów i komentujących użytkowników są ich prywatnymi poglądami i nie muszą odzwierciedlać poglądów administracji "Wolnych Mediów". Jeżeli materiał narusza Twoje prawa autorskie, przeczytaj informacje dostępne tutaj, a następnie (jeśli wciąż tak uważasz) skontaktuj się z nami! Jeśli artykuł lub komentarz łamie prawo lub regulamin, powiadom nas o tym formularzem kontaktowym.

2 komentarze

  1. Irfy 26.08.2022 11:13

    Masowy pobór to archaiczny relikt radzieckiej, zimnowojennej strategii “trzech rzutów strategicznych”. Polegała ona na wyprzedzającym, jądrowym bombardowaniu przeciwnika i rzucenia na niego milionowej piechoty, zwykłej i zmotoryzowanej. W radzieckiej strategii rola pierwszego rzutu miała przypaść najbardziej wysuniętym na zachód zgrupowaniom radzieckim oraz armiom krajów satelickich, w tym polskiej, 400 tysięcznej. Wszyscy ci żołnierze byli wysyłani na pewną śmierć i taka była ich rola. Mieli zginąć wszyscy, wyraźnie osłabiając obronę przeciwnika.

    Następnie miał wejść do akcji już rdzennie rosyjski drugi rzut strategiczny którego zadaniem było całkowite rozbicie przeciwnika a za nim szedł rzut trzeci, który miał go ostatecznie dobić i wyczyścić resztki oporu. Tyle teorii. Po to była też potrzebna olbrzymia, chociaż niespecjalnie wyszkolona armia. Chodziło o zalanie “zachodu” najpierw morzem radioaktywnego ognia a potem morzem ludzi z karabinami. Obecnie ta strategia przeszła całkowicie do lamusa. Zachód postanowił przeciwstawić jej miażdżącą przewagę technologiczną, przez co wysyłanie na front tysięcy słabo przeszkolonych piechociarzy jest równoznaczne z ich natychmiastowym wyeliminowaniem z walki.

    W obecnej Polsce system poboru spowoduje katastrofę. Polska to nie Izrael, który jest państwem o rozmiarach Okręgu Kaliningradzkiego, otoczonym przez samych wrogów, którzy nieustannie atakuję. Pod względem upodobań i demografii Polska to już “zachód”. Tyle że z polską mentalnością. Byłoby więc tak, że każdy, kogo byłoby na to stać, poboru by unikał. Teraz WAŻNA RZECZ. Zapewne odbywałoby się to poprzez wysyłanie dorastających dzieci na studia do krajów ościennych. One taki napływ przyjęłyby z otwartymi ramionami, bo taka młodzież później by w tych państwach została. Nastąpiłby więc kolosalny drenaż mózgów. W ten sposób do wojska z poboru, którego zorganizowanie wiązałoby się z ogromnymi kosztami, trafiałyby, czy to się komu podoba, czy nie, odpady.

    Podczas gdy obecne wojsko wymaga zdolnych profesjonalistów. Takich, którzy będą potrafili obsługiwać nowoczesny sprzęt i będą chcieli to robić. Lumpenproletariat, goniony “w kamasze” batogiem będzie chciał tylko jednego. Bumelować, schlać się, kiedy to tylko możliwe i trochę poznęcać nad słabszymi, bo tak to w przypadku poboru działa zawsze. Taka hołota jest dobra do terroryzowania ludności cywilnej, ale pod ostrzałem nie wytrzyma pięciu minut. Zwieją co do jednego, porzucając drogi sprzęt, poddadzą się albo po prostu zginą. Należy więc mieć nadzieję, że ktoś rozsądny wybije “umiłowanym przywódcom” z głowy te bzdurne pomysły.

  2. Stanlley 26.08.2022 11:35

    Po pierwsze ci którzy nas tak gonią do wojny to już dawno mają dzieci na zagranicznych uczelniach – szczególnie ci bliżsi kulturowo… Po drugie obecna Polska to kolonia zachodnich firm i mało komu będzie się chciało bić za moraweickiego (tak go nazywała pani ambasador USA, to ja też mogę) , za kredyty w zachodnich bankach, za drożyznę i oczywiście za sieć biedronek i lidlów…

    Po trzecie polskojęzyczny rząd zamiast rozsądnie wypasażać armię to robi kuriozalne zakupy napychające kiesę firmom z USA… a jak tam części i naprawy w czasie wojny będą wyglądały?

Dodaj komentarz

Zaloguj się aby dodać komentarz.
Jeśli już się logowałeś - odśwież stronę.