Niemiecka wojna o kebab

Opublikowano: 09.05.2024 | Kategorie: Gospodarka, Publicystyka

Liczba wyświetleń: 1535

Nieco ponad sto lat po hiperinflacji, która wstrząsnęła Republiką Weimarską w roku 1923, kiedy to kilogram chleba kosztował 5,6 miliarda marek, nad Niemcami unosi się kolejne spektrum. Jest nim „Dönerflation”, czyli eksplozja cen döner kebaba – kanapki tureckiego pochodzenia, która stała się jednym z symboli kraju.

Przede wszystkim dla wielu Niemców danie to było niedrogim posiłkiem: studenci, robotnicy i rodziny o niskich dochodach mogli zaspokoić swój apetyt za 3-3,5 euro. W ciągu ostatnich dwóch lat cena kebaba wzrosła ponad dwukrotnie do 7-10 euro.

Przyczyn tego skoku należy upatrywać w kryzysie energetycznym, rosnących cenach żywności i efekcie mnożnikowym związanym z wojną Rosji z Ukrainą. Ponadto sprzedawcy detaliczni muszą podnosić swoje koszty, aby poradzić sobie z rosnącymi czynszami wynajmu lokali. Spirala, której końca nie widać, nakręca się jak rożen, na którym piecze się kebab. W Niemczech, gdzie inflacja jest postrachem ancestralnym, kwestia ta stała się polityczna, a kanclerz Niemiec Olaf Scholz wylądował na przysłowiowym grillu. Często, gdy pojawia się publicznie, szef rządu federalnego jest pytany o „Dönerflation” i o wprowadzenie limitu cen kebabów.

W sieci popularny stał się filmik, na którym młody mężczyzna z tureckim akcentem namawia Scholza do negocjacji z prezydentem Rosji, Władimirem Putinem, w celu obniżenia ceny kanapki z 8 do 4 euro.

Podobnie jak mieszkańcy Włoch, którzy żałują lat, w których pociągi przyjeżdżały na czas, wiele osób w Niemczech tęskni za rządami Merkel, ponieważ kebaby były wtedy tanie. Scholz z typową dla siebie obojętnością odpowiada, że w gospodarce rynkowej nie można obniżyć ceny kanapki. Obecnie, kwestia ta dotarła do Bundestagu, gdzie postkomuniści z Die Linke wzywają z ław opozycji do wprowadzenia hamulca na cenę kebabów.

Kathi Gebel, członkini komitetu wykonawczego Linke, powiedziała gazecie „Bild”: „Kiedy młodzi ludzie nalegają: Olaf, zrób tak, żeby kebab był tańszy, to nie jest to żaden dowcip internetowy, ale poważne wołanie o pomoc! – Państwo powinno interweniować, aby żywność nie stała się towarem luksusowym!”. Gazeta zacytowała raport partii, który mówi, że każdego roku w Niemczech zjada się 1,3 miliarda kebabów.

Ponieważ mechanizm wolnorynkowy zawodzi, państwo powinno interweniować – oto recepta spadkobierców Socjalistycznej Partii Jedności Niemiec (Sed), która rządziła w NRD od jej powstania w 1949 r. do upadku w 1990 r. Dla Die Linke cena kebaba powinna być ograniczona do 4,9 euro, z dalszą zniżką do 2,9 euro dla młodzieży.

Dodatkowe koszty miałyby być subsydiowane przez państwo, które w sumie wydałoby na interwencję około 4 mld EUR. Postkomuniści nie poprzestają jednak na tym, proponując również tygodniowy bon na kebab w wysokości do 5 EUR, ze zniżką do 2,5 EUR dla studentów. Różnica w stosunku do ceny rynkowej miałaby być wypłacana detalistom przez państwo. Posunięcie to ma wyraźny populistyczny posmak ze strony lewicy, desperacko poszukującej głosów na nieco ponad miesiąc przed wyborami europejskimi 9 czerwca i przed wyborami do Bundestagu we wrześniu 2025 roku. Najnowsze sondaże wskazują, że partia ma 3-4% poparcia, czyli poniżej progu 5% uprawniającego do wejścia do parlamentu federalnego.

Tymczasem kilka kroków od auli – w której Lewica walczy o państwowego kebaba – oraz rosyjskiej ambasady w Berlinie, kanapkę sprzedaje się za 7,5 euro.

* * *

Ach… Od czasu do czasu ludzie, którzy chcieli pogrzebać Rosję, aby pomóc realizacji przedsięwzięcia oligarchii północnoamerykańskich, odzyskują poczucie rzeczywistości. Ale najpierw powinni przyznać się swoim wyborcom, że rażąco się mylili, a co gorsza, zrobili to, ślepo wierząc w bajki opowiadane przez ekonomię neoliberalną – jednocześnie ogłaszając się jej krytykami.

Tak, to właśnie jest cena za zerwanie relacji z Rosją i wzrost cen energii. Putin jest jednak zbyt zajęty swoim nowym mandatem i formowaniem rządu oraz bronią, którą Zachód wysyła na Ukrainę, aby zajmować się kwestią kebabów w Niemczech. Ale kto by pomyślał, że wojna wznieci perfidne wojny kanapkowe – nie w Rosji, ale w Niemczech? – To tylko jeden z pierwszych symptomów nowej nędzy w Europie… od tej pory będzie coraz to gorzej.

Źródła zagraniczne: IlGiornale.it, IlSimplicissimus2.com
Źródło polskie: BabylonianEmpire.wordpress.com


TAGI: , , ,

Poznaj plan rządu!

OD ADMINISTRATORA PORTALU

Hej! Cieszę się, że odwiedziłeś naszą stronę! Naprawdę! Jeśli zależy Ci na dalszym rozpowszechnianiu niezależnych informacji, ujawnianiu tego co przemilczane, niewygodne lub ukrywane, możesz dołożyć swoją cegiełkę i wesprzeć "Wolne Media" finansowo. Darowizna jest też pewną formą „pozytywnej energii” – podziękowaniem za wiedzę, którą tutaj zdobywasz. Media obywatelskie, jak nasz portal, nie mają dochodów z prenumerat ani nie są sponsorowane przez bogate korporacje by realizowały ich ukryte cele. Musimy radzić sobie sami. Jak możesz pomóc? Dowiesz się TUTAJ. Z góry dziękuję za wsparcie i nieobojętność!

Poglądy wyrażane przez autorów i komentujących użytkowników są ich prywatnymi poglądami i nie muszą odzwierciedlać poglądów administracji "Wolnych Mediów". Jeżeli materiał narusza Twoje prawa autorskie, przeczytaj informacje dostępne tutaj, a następnie (jeśli wciąż tak uważasz) skontaktuj się z nami! Jeśli artykuł lub komentarz łamie prawo lub regulamin, powiadom nas o tym formularzem kontaktowym.

5 komentarzy

  1. Bruce Lee 09.05.2024 20:17

    Myślę ,że donner-kebab i jego cena to najmniejszy niemiecki problem.Mają większe/będą mieli/będziemy mieli.

  2. emigrant001 09.05.2024 21:25

    Problem jest również taki, że jakieś 30% polskiego ekspotu idzie do Niemiec. Póki mają pieniądze:) A co będzie jak nie będą mieli za co kupić produktów z Polski?

  3. rozrabiaka 10.05.2024 21:59

    Ja bym się o export polski niw zamartwiał, bo to jest kurs – fabryka niemiecka w Polsce- niemiecki konsument w Niemczech.

  4. emigrant001 10.05.2024 23:25

    @rozrabiaka
    Polacy na szparagi już nie jeżdżą:) i już nie pracują za grosze:) Nie wiem czy Niemców będzie stać na droższy produkt polski, jak muszą utrzymać kilka milionów inżynierów z Afryki.
    Z jednej strony cieszy mnie ich głupota ale z drugiej strony to zawsze jakiś klient:) co płacił a Polak się bogacił:)

  5. kufel10 11.05.2024 05:51

    Jak to nie jeżdżą na szparagi? Przecież miejscowi nie podejmują się mycia kibli czy podcierania tyłków emerytom ani innych prac wykonywanych na kolanach czy w brudzie, chyba że masz na myśli obecne pokolenie roszczeniowych nierobów omamionych udawanymi zdjęciami na instagramie. Wiesz co to są ekologiczne szparagi? To jak polaki które je zbierały przyjechały na rowerach.

Dodaj komentarz

Zaloguj się aby dodać komentarz.
Jeśli już się logowałeś - odśwież stronę.