Nie zwracać ani guzika

Opublikowano: 27.05.2017 | Kategorie: Gospodarka, Polityka, Publicystyka

Liczba wyświetleń: 436

Nieważne, która reprywatyzacja jest bardziej dzika – pisowska czy platformerska. Każda jest złem.

Telewizja rządowa, zwana publiczną, od kilku tygodni codziennie oburza widzów sensacyjnymi doniesieniami o dzikiej prywatyzacji w Warszawie. O staruszce, od której handlarze roszczeniami wyłudzili za 50 zł odkup prawa własności nieruchomości wartej kilka milionów. O kamienicach w ten sposób wyłudzonych i wyprocesowanych, a potem brutalnie „czyszczonych” z lokatorów. O organizacji przestępczej adwokatów kierujących tym procederem. No i oczywiście o odpowiedzialności PO, która od jedenastu lat rządzi miastem. Na pocieszenie zapewnienie: komisja nadzwyczajna, powołana przez Sejm i powierzona kierownictwu wice-Ziobry Patryka Jakiego, oczyści tę stajnię Augiasza i przywróci sprawiedliwość. Dodatkowo dostarczy ludowi igrzysk do oglądania i słuchania.

Nadużycia są rzeczywiste i oburzające, a ich skala ogromna. Podobno ok. 150 warszawskich prywatyzacji budzi wątpliwości co do zasadności prawnej. Zatem tylko przyklasnąć zapałowi, z którym władze PiS wzięły się za robienie porządku. Tym bardziej, że platformersi bronią się niezdarnie, powołując się głównie na wątpliwą konstytucyjność komisji nadzwyczajnej.

A jednak w tej głośnej kampanii przywracania sprawiedliwości brzmi fałszywa nuta, która każe wątpić o uczciwości jej intencji. Z kilku powodów.

Po pierwsze, podobny proceder od lat trwał w wielu miastach pod rządami różnych administracji, zresztą w Warszawie po rządami Lecha Kaczyńskiego również. I wszystkie opcje polityczne to tolerowały.

Po drugie, na celowniku obecnych naprawiaczy znalazły się jedynie reprywatyzacje „dzikie”, czyli wątpliwe pod względem prawnym. A co z wielokrotnie liczniejszymi reprywatyzacjami, które prawu nie uchybiły, a których beneficjantami okazali się autentyczni, choć często odlegli potomkowie dawnych właścicieli, a nie nabywcy roszczeń. W wielu wypadkach organizacje kościelne. Skutki społeczne tych „legalnych” reprywatyzacji były podobne jak dzikich. Ofiarą padły setki kamienic, z których nowi właściciele pozbyli się lokatorów. Jak choćby kamienice przy al. Róż w Warszawie. Także niejedna szkoła lub szpital, jak choćby dawna lecznica Ministerstwa Zdrowia przy ul. Emilii Plater, przez lata dostosowywana do potrzeb medycznych, a po reprywatyzacji przekształcona w obiekt biurowy. Czy też podwarszawska gmina Michałowice, w której zupełnie legalnie w ręce potomków hrabiów Grocholskich ma wrócić ponad 1000 działek zabudowanych i zamieszkałych przez kilka tysięcy ludzi, którzy te działki posiedli w najlepszej wierze i zgodnie z prawem.

Nasuwa się nieodparte wrażenie, że mamy do czynienia z wojną dwóch gangów reprywatyzacyjnych, które skupiając uwagę na jednym tylko, choć bardzo oburzającym fragmencie sprawy, odwracają uwagę od jej istoty, sypiąc opinii społecznej piaskiem w oczy. Główną bowiem przyczyną nieszczęścia, również źródłem przestępczej patologii jest reprywatyzacja jako taka.

Zamiar odtworzenia kilkadziesiąt lat po wielkiej wojnie, okupacjach i rewolucjach uprzedniej struktury własności, i to w odniesieniu jedynie do niektórych poszkodowanych, tych najzamożniejszych, jest sprzeczny z narodową racją stanu i urąga zdrowemu rozsądkowi.

Grozi obciążeniem żyjącego pokolenia ciężarem nie do uniesienia. Ponadto powoduje dezorganizację wielu sfer usług i życia. Nieuchronnie też rodzi patologie, spekulacje roszczeniami, fałszowanie pokrewieństw itp. Zdawali sobie z tego sprawę mądrzy ustawodawcy w przeszłości, gdy wystrzegali się reprywatyzacji jak zarazy.

W czasie francuskiej restauracji po upadku Napoleona (1815-1830) rządy królewskie na różne sposoby srożyły się nad instytucjami i ludźmi epoki rewolucji i bonapartyzmu. Panoszył się „biały terror”, szlachcie przywrócono liczne przywileje i synekury, klerowi oddano w pacht szkolnictwo. Jednak własności skonfiskowanej, kościelnej i szlacheckiej, nie zwrócono. Nie pozwoliły na to mocarstwa koalicji, która pokonała Napoleona i zwróciła Burbonom tron, ale nie chciała prowokować nowej rewolucji.

Polski Sejm Ustawodawczy po odzyskaniu niepodległości w 1919 r. po debacie odmówił zwrotu posiadłości skonfiskowanych przez władze carskie uczestnikom powstań narodowych. Szło o blisko 2 tys. dużych posiadłości rolnych. Żyli jeszcze właściciele lub ich dzieci. Sejm orzekł jednak, że tytuły własności już się przedawniły, a ponadto państwa dopiero co wskrzeszonego na takie prezenty nie stać. Dobra upaństwowiono i przeznaczono na reformę rolną.

W 1990 r., decydując się na zjednoczenie Niemiec, 4 mocarstwa zwycięskie w II wojnie światowej zawarły z obu państwami niemieckimi rodzaj traktatu pokojowego „O ostatecznej regulacji w odniesieniu do Niemiec”. W preambule zastrzegły niepodważalność i niezaskarżalność regulacji przeprowadzonych w czasie wojny i w czasie bezpośredniej okupacji po wojnie przez te mocarstwa. A właśnie w tym czasie (1945-1948) dokonano największych przekształceń własnościowych w Niemczech. Mocarstwa w ten sposób uchyliły możliwe rewindykacje.

Masowy ruch ludowy „Solidarności” nie planował restauracji kapitalizmu w Polsce i nie brał pod uwagę reprywatyzacji. Bronisław Łagowski, bardzo daleki skądinąd od tradycji klasycznie lewicowej, ujął to tak: „Gdyby ludziom pierwszej »Solidarności« powiedziano, że ich ruch doprowadzi do reprywatyzacji i wyrzucenia dziesiątków (a może setek) tysięcy ludzi z mieszkań, które legalnie i bezterminowo zajmowali, uznaliby to za propagandę prowokatorów. Dziś, gdy to się dzieje, milczą ich przywódcy i milczy lewica postkomunistyczna. Ideologia panująca jest irracjonalna i sięga głęboko. Utrudnia myślenie w kategoriach interesu narodowego”.

Ideologicznym argumentem na rzecz bezwzględnej reprywatyzacji ma być święte prawo własności, rzekomy fundament kapitalizmu i demokracji czy nawet zachodniej cywilizacji. Jest to oszustwo lub nieuctwo.

Opinia Andrzeja Walickiego, wybitnego znawcy przedmiotu, jest w tej kwestii jednoznaczna: „Nazywam to stanowisko »staroliberalnym«, ponieważ nowoczesny liberalizm, stworzony przez Johna Stuarta Milla, odrzucił je już w wieku XIX, wraz z niepodważalnym odkryciem, że bogactwa klasy panującej są w istocie tworem całego rozwoju społecznego, a nie jedynie różnic w indywidualnej pracowitości i przedsiębiorczości. Było to oczywistym uzasadnieniem prawa społeczeństwa do redystrybucji własności w imię interesu społecznego i do uznania za nadrzędne prawa wszystkich ludzi do maksymalnie wszechstronnego rozwoju. (…) Idee takie, wszechstronnie rozwinięte przez tzw. nowy liberalizm pierwszej dekady XX wieku, legły u podstaw imponującego rozwoju liberalnego państwa opiekuńczego, przyjętego po drugiej wojnie światowej przez wszystkie rozwinięte kraje zachodnie. Dla ludzi mojego pokolenia i mojej (jak słusznie lub mylnie sądziłem) formacji intelektualnej wydawało się to oczywiste. Nie trzeba było być lewicowcem, aby podzielać takie przekonanie. Ale oto nagle w latach 90. okazało się, że istnieją w Polsce siły społeczne zdolne wymusić przyzwolenie na reprywatyzację właśnie, i to reprywatyzację nie tylko środków produkcji, lecz także – i przede wszystkim – własności użytkowej, prywatnej i społecznej, czyli mieszkań i lokali użyteczności publicznej”.

Z powodu tej reprywatyzacji Walicki sądzi, że współczesną Polskę nie można uważać za państwo w pełni demokratyczne.

Obie partie posolidarnościowe wydają się pod tym względem niereformowalne, reprywatyzacji się nie wyrzekną. Ale opozycja, a zwłaszcza ugrupowania mieniące się lewicą? Zamiast kibicowania solidaruchom w wojnie o to, jaka i czyja reprywatyzacja jest lepsza i uczciwsza, powinny wystąpić z postulatem uchylenia wszelkich roszczeń reprywatyzacyjnych. Z niewielkimi być może wyjątkami. Nie ma bowiem prywatyzacji sprawiedliwej i bezpiecznej społecznie.

Sprzeciw wobec roszczeń dawnych posiadaczy nie tylko przysporzyłby lewicy głosów, ale przyczyniłby się do jej jednoczenia w obronie nadrzędnych interesów społecznych i racji państwowych.

Autorstwo: M.Z.
Źródło: Nie.com.pl


TAGI: , , ,

Poznaj plan rządu!

OD ADMINISTRATORA PORTALU

Hej! Cieszę się, że odwiedziłeś naszą stronę! Naprawdę! Jeśli zależy Ci na dalszym rozpowszechnianiu niezależnych informacji, ujawnianiu tego co przemilczane, niewygodne lub ukrywane, możesz dołożyć swoją cegiełkę i wesprzeć "Wolne Media" finansowo. Darowizna jest też pewną formą „pozytywnej energii” – podziękowaniem za wiedzę, którą tutaj zdobywasz. Media obywatelskie, jak nasz portal, nie mają dochodów z prenumerat ani nie są sponsorowane przez bogate korporacje by realizowały ich ukryte cele. Musimy radzić sobie sami. Jak możesz pomóc? Dowiesz się TUTAJ. Z góry dziękuję za wsparcie i nieobojętność!

Poglądy wyrażane przez autorów i komentujących użytkowników są ich prywatnymi poglądami i nie muszą odzwierciedlać poglądów administracji "Wolnych Mediów". Jeżeli materiał narusza Twoje prawa autorskie, przeczytaj informacje dostępne tutaj, a następnie (jeśli wciąż tak uważasz) skontaktuj się z nami! Jeśli artykuł lub komentarz łamie prawo lub regulamin, powiadom nas o tym formularzem kontaktowym.

1 wypowiedź

  1. emigrant001 27.05.2017 13:42

    Gdybym powiedział, że Polska to kraj złodziei to jak bardzo będę się mylił?
    Jeśli toleruje złodziejstwo to poniekąd jestem jego współsprawcą nawet gdy nie kradnę. Nie byłoby mniej lub bardziej dzikich prywatyzacji gdyby opór społeczny był choćby minimalny.
    Polacy jednak mają specyficzne relacje społeczne; jeśli tłuką sąsiada to może i dobrze, pewnie zasłużył to to wredny sukinsyn. Dopiero jak zaczną tłuc mnie to wtedy jest rozbój.
    Polacy wierzą, że jakiś Zbawiciel to wszystko naprawi, podczas gdy sami nie chcą zrobić NIC.
    Bezmiar sprawiedliwości i szczęścia.

Dodaj komentarz

Zaloguj się aby dodać komentarz.
Jeśli już się logowałeś - odśwież stronę.