Na libańskim boisku

Opublikowano: 18.11.2017 | Kategorie: Polityka, Publicystyka

Liczba wyświetleń: 6

Rywalizacja saudyjsko-irańska przeniosła się na libańskie boisko. Bliżej izraelskiej widowni?

Premier Saad Hariri nie bardzo nadaje się na bohatera narodowego Libanu. Chociaż odziedziczył potężne nazwisko – nie wspominając o ogromnej firmie budowlanej, Saudi Oger – chyba często żałuje swojego losu. Najpierw wydawał się żyć w cieniu swojego ojca, Rafika, byłego premiera, którego nagła śmierć w wyniku zamachu (o który USrael oskarża Syrię) w 2005 roku niespodziewanie wprowadziła Saada do polityki. Ale podczas jego dwóch kadencji jako premiera (od 2009 do 2011 r. i od 2016 r. do chwili obecnej) niewiele osiągnął, ponieważ znaczenie i możliwości sunnitów, których reprezentuje, bardzo w Libanie osłabły. Również kiedy w tym roku upadła jego firma Saudi Oger, Libańczycy nie mieli dla niego zbyt wiele współczucia.

Ale od czasu jego dziwnej, telewizyjnej rezygnacji 4 listopada, prawdopodobnie złożonej pod przymusem w Arabii Saudyjskiej, popularność Haririego niespodziewanie wzrosła. Wielu Libańczyków, w tym chrześcijański prezydent kraju, Michel Aoun, uważa, że został on zatrzymany w Rijadzie wbrew swojej woli. Libańscy politycy wszystkich opcji żądają jego powrotu. W internecie specjalna witryna liczy dni i godziny jego nieobecności. Na billboardach w Bejrucie pojawił się hashtag #WeAreAllSaad, a podczas maratonu w Bejrucie, 12 listopada były transparenty z napisami “Bieg dla ciebie” i “Chcemy znów naszego premiera”.

Okoliczności rezygnacji Haririego otacza wciąż wiele tajemnic. Jego oświadczenie – prawdopodobnie napisane przez jego saudyjskich patronów – zaskoczyło nawet jego własny personel. Hariri potępił w nim Iran, głównego rywala Arabii Saudyjskiej, ale także Hezbollah, jego potężnego libańskiego sprzymierzeńca, który jest przecież częścią jego rządu. Kiedy ponad tydzień później Hariri udzielił pierwszego wywiadu od czasu swojej rezygnacji, zdawał się walczyć ze łzami, gdy mówił o wsparciu, jakie otrzymuje z kraju.

Obecnie Hariri wyjechał już z Arabii Saudyjskiej. Ale nie wrócił do Bejrutu, tylko poleciał do Paryża, na zaproszenie Emmanuela Macrona, prezydenta Francji, który 9 listopada niespodziewanie odwiedził w jego sprawie Arabię​​ Saudyjską. Macron zastrzegł się jednak, że nie oferuje Haririemu azylu na polityczne wygnanie. „”Potrzebujemy silnego Libanu z respektowaną integralnością terytorialną” – powiedział. “Potrzebujemy przywódców, którzy mogą swobodnie dokonywać wyborów i swobodnie się wypowiadać”. Prezydent Aoun zapowiedział, że nie przyjmie rezygnacji Haririego, dopóki nie wróci on do Bejrutu. Wówczas parlament może mianować go ponownie na premiera.

Nie po raz pierwszy Liban staje się polem bitewnym dla sił zewnętrznych, tym razem pomiędzy królestwem Arabii Saudyjskiej, sunnickim liderem Bliskiego Wschodu, a szyicką republiką Iranu. Przez kilkadziesiąt lat Saudyjczycy inwestowali i zasilali Liban swymi pieniędzmi tylko po to, aby obecnie Hezbollah stał się tam główną siłą polityczną i potężną siłą wojskową. Hariri niewiele zrobił, aby powstrzymać wzrost znaczenia tej formacji w kraju lub powstrzymać ją od wspierania ambicji Iranu w regionie. Kiedy więc irański wysłannik po spotkaniu z Haririm w Bejrucie pochwalił się wpływami swojego kraju w Libanie, porywczy saudyjski władca, książę Muhammad bin Salman wezwał w końcu premiera Haririego w trybie pilnym do Rijadu.

Saudyjczycy, którzy prą do wojny, liczą na to, że brak Haririego na stanowisku premiera ujawni do jakiego stopnia Hezbollah (czytaj: Iran) opanował Liban, co mogłoby dać podstawy do interwencji. Rijad obwinia bowiem Iran i Hezbollah o rakietę wystrzeloną z Jemenu 4 listopada. Została ona wprawdzie przechwycona, ale fakt że jemeńscy Houthi, wspierani przez Teheran są zdolni w taki sposób zaatakować lotnisko w Rijadzie rząd saudyjski nazwał „aktem wojny”. 9 listopada Rijad wezwał Saudyjczyków, by natychmiast opuścili Liban, budząc tym obawy, że wkrótce miałby nastąpić jakiś atak na to państwo. Libańczycy wstrzymali oddech.

Jeśli jednak planem Arabii Saudyjskiej było wciągnięcie w ten sposób w wojnę w Libanie Izraela i Ameryki, które Hezbollah uważają za organizację terrorystyczną, to Rijad znów się przeliczył. Izrael, choć jest niewątpliwie głęboko zaniepokojony rosnącym arsenałem i coraz większymi możliwościami wojskowymi Hezbollahu, pamięta swoje niepowodzenie gdy poprzednio został wciągnięty w inny konflikt w Libanie. Amerykańscy i europejscy urzędnicy publicznie wezwali więc Haririego do powrotu do Bejrutu z uwagi na stabilność Libanu. Prywatnie zaś naciskali na Arabię​​ Saudyjską, by się wycofała ze swego libańskiego pomysłu.

Ku uldze wielu Libańczyków, gorącogłowy książę MBS dał się przekonać. Kiedy Hariri pojawił się przed kamerami 12 listopada, wydawał się oferować wyjście z kryzysu. Zasugerował, że może wycofać swoją rezygnację, jeśli zostaną spełnione saudyjskie żądania – mianowicie, jeśli Liban się zobowiąże, że pozostanie poza konfliktami w regionie. Bo jeśli odmówi, kraje Zatoki mogą nałożyć nań sankcje.

Gospodarka Libanu jest podatna na takie naciski. W krajach Zatoki Perskiej pracuje aż 400 000 Libańczyków, wysyłając do domu dużą część przekazów pieniężnych, które dla ich ojczyzny stanowią około 14% PKB. Gdyby doszło do sankcji, Arabia Saudyjska mogłaby zakazać transferu tych pieniędzy lub po prostu zwolnić pracowników. Mogłaby równiez wycofać swoje depozyty z banku centralnego Libanu, podrywając zaufanie i jeszcze bardziej utrudniając obsługę zadłużenia kraju, które już i tak osiągnęło ponad 140% PKB, czyli jeden z najwyższych wskaźników proporcji długu do PKB na świecie. “Jeśli Zatoka narzuci sankcje, rozpęta się piekło ekonomiczne”, powiedziała w TV Arabija pani Randa Slim z Instytutu Bliskiego Wschodu.

Ten nieoczekiwany kryzys pojawił się w chwili, kiedy Liban zaczął się właśnie odradzać po latach politycznego paraliżu. W ubiegłym miesiącu rząd Haririego uzyskał uchwalenie przez parlament pierwszego budżetu tego kraju od 2005 roku. Ustalił datę pierwszych od ośmiu lat wyborów parlamentarnych. Zamierzał też zwrócić się do międzynarodowych darczyńców o pomoc w wysokości 10-12 mld USD dla półtora miliona uchodźców syryjskich i na konieczną naprawę zniszczonej infrastruktury. To wszystko teraz stanęło pod znakiem zapytania.

Powrót Haririego może częściowo zażegnać kryzys wywołany przez Saudyjczyków. Ale niezależnie od tego czy rządem w Bejrucie będzie kierować Hariri, czy ktoś inny, problemem dla Izraela, dla Zachodu i dla sunnickiej Arabii Saudyjskiej pozostanie nadal szyicki Hezbollah i w jego kierunku – w zastępstwie za Iran – będą padać wszystkie zarzuty i oskarżenia. Liban zaś pozostanie nie tylko boiskiem rozgrywki saudyjsko-irańskiej, ale i workiem treningowym regionu.

Autorstwo: Bogusław Jeznach
Źródło: NEon24.pl

1 Star2 Stars3 Stars4 Stars5 Stars Zostań pierwszą osobą, która oceni ten wpis!
Loading...

TAGI: , ,

OD ADMINISTRATORA PORTALU

Hej! Cieszę się, że odwiedziłeś naszą stronę! Naprawdę! Jeśli zależy Ci na dalszym rozpowszechnianiu niezależnych informacji, ujawnianiu tego co przemilczane, niewygodne lub ukrywane, możesz dołożyć swoją cegiełkę i wesprzeć "Wolne Media" finansowo. Darowizna jest też pewną formą „pozytywnej energii” – podziękowaniem za wiedzę, którą tutaj zdobywasz. Media obywatelskie, jak nasz portal, nie mają dochodów z prenumerat ani nie są sponsorowane przez bogate korporacje by realizowały ich ukryte cele. Musimy radzić sobie sami. Jak możesz pomóc? Dowiesz się TUTAJ. Z góry dziękuję za wsparcie i nieobojętność!

Poglądy wyrażane przez autorów i komentujących użytkowników są ich prywatnymi poglądami i nie muszą odzwierciedlać poglądów administracji "Wolnych Mediów". Jeżeli materiał narusza Twoje prawa autorskie, przeczytaj informacje dostępne tutaj, a następnie (jeśli wciąż tak uważasz) skontaktuj się z nami! Jeśli artykuł lub komentarz łamie prawo lub regulamin, powiadom nas o tym formularzem kontaktowym.

Dodaj komentarz

Chcesz skomentować? Zaloguj się!
  Subskrybuj  
Powiadom o