Można przywrócić praworządność w czasie jednej kadencji

Opublikowano: 28.11.2023 | Kategorie: Polityka, Prawo, Wiadomości z kraju

Liczba wyświetleń: 2040

W powołanym właśnie rządzie Mateusza Morawieckiego ministrem sprawiedliwości został Marcin Warchoł, dotychczasowy sekretarz stanu w resorcie. Jeśli nowy gabinet w ciągu dwóch tygodni nie uzyska wotum zaufania, inicjatywę w tworzeniu kolejnego składu zajmie się przejmie Sejm i będzie to prawdopodobnie rząd Koalicji Obywatelskiej z Trzecią Drogą (Polska 2050 i PSL) i Lewicą. W takim scenariuszu typowany na stanowisko szefa resortu sprawiedliwości nieoficjalnie jest Adam Bodnar, wieloletni Rzecznik Praw Obywatelskich. „Przed nowym ministrem sprawiedliwości będzie bardzo wiele wyzwań” – mówi Ryszard Kalisz, minister ds. prawa w Gospodarczym Gabinecie Cieni Business Centre Club, który pozytywnie ocenia tę kandydaturę.

„Pierwszym wyzwaniem jest stworzenie dobrej, efektywnej, profesjonalnej ekipy, która będzie miała świadomość rządów prawa. Po drugie, rozdzielenie funkcji prokuratora generalnego od ministra sprawiedliwości. Chodzi nie tylko o samo to rozgraniczenie – trzeba też na nowo skonstruować polską prokuraturę, która mniej więcej od 1949 roku funkcjonuje na tych samych zasadach. Każdy prokurator jest uosobieniem prokuratury, dlatego też prokuratura powinna być jak najdalej od władzy politycznej – najlepiej, gdyby była w ramach sądownictwa. Dla przykładu prokurator generalny mógłby być jednym z prezesów Sądu Najwyższego” – mówi agencji Newseria Ryszard Kalisz.

W Polsce stanowiska ministra sprawiedliwości oraz prokuratora generalnego były połączone w latach 1990–2010. Następnie, wskutek nowelizacji ustawy o prokuraturze, która weszła w życie 31 marca 2010 roku, zostały rozdzielone, a prokuratorem generalnym został Andrzej Seremet, który sprawował tę funkcję przez sześć lat. Kolejne zmiany zaszły w 2016 roku, kiedy m.in. przekształcono Prokuraturę Generalną w Prokuraturę Krajową, a stanowisko prokuratora generalnego znów połączono z urzędem ministra sprawiedliwości (objął je Zbigniew Ziobro). Jednak duża część środowiska prawników już od lat podnosi, że obie te funkcje należy rozdzielić, żeby zagwarantować w Polsce niezależność prokuratury. „Kolejna jest kwestia sędziów. Mamy dziś 3,5 tys. ludzi, którzy nazywają siebie sędziami, ale nimi nie są. Tak zwanych neo-sędziów, którzy nie mają prawa orzekać. Oni powinni wrócić w to miejsce, gdzie byli przed powołaniem przez neo-Krajową Radę Sądownictwa po 2017 roku. Natomiast wszystkie wyroki, które oni wydali, powinny być utrzymane w mocy, ponieważ inaczej powstałby niesamowity bałagan prawny” – uważa Ryszard Kalisz. „Trzeba też uporządkować skład Krajowej Rady Sądownictwa i przywrócić go do stanu zgodnego z Konstytucją. 15 osób w składzie KRS powinno być wybranych przez samych sędziów i muszą to być sędziowie, bo tak stanowi polska Konstytucja. Ta neo-Krajowa Rada Sądownictwa powinna przestać funkcjonować w obecnym składzie”.

Kwestią, którą pilnie będzie musiał się zająć nowy minister sprawiedliwości, są też tzw. kamienie milowe – warunki uzgodnione przez rząd Zjednoczonej Prawicy i Komisję Europejską już w czerwcu 2022 roku, które są niezbędne do odblokowania pieniędzy (35,4 mld euro) z Krajowego Planu Odbudowy. To m.in. likwidacja Izby Dyscyplinarnej Sądu Najwyższego i reforma systemu dyscyplinującego sędziów. Realizacja tych kamieni milowych utknęła jednak w martwym punkcie. Na początku tego roku Sejm uchwalił co prawda nowelizację ustawy o Sądzie Najwyższym, która miała odpowiedzieć na oczekiwania KE dotyczące przywrócenia praworządności, ale później prezydent Andrzej Duda skierował ją do Trybunału Konstytucyjnego. Ten nie zajął się nią do dziś przez trudności związane ze skompletowaniem pełnego składu sędziowskiego, ponieważ część sędziów nie uznaje Julii Przyłębskiej na stanowisku prezes TK. „Przywrócenie praworządności jest do zrobienia w jednej kadencji, trzeba po prostu mieć koncepcję i to robić, niezależnie od tego, czy zaakceptuje to pan prezydent, czy nie. Jeżeli nie zaakceptuje spraw, które dotyczą dobra wszystkich obywateli, to sam sobie wystawi świadectwo. Ale jestem przekonany, że prezydent Andrzej Duda wzniesie się ponad to. Koncepcje i projekty są zresztą na stole, wystarczy je przedyskutować w gronie rządowym, przedyskutować w parlamencie z udziałem zainteresowanych osób i profesjonalnych prawników, naukowców, którzy mogliby się do nich odnieść” – mówi ekspert.

W poniedziałek, 27 listopada br. prezydent Andrzej Duda zaprzysiągł na premiera Mateusza Morawieckiego, który przedstawił skład swojego nowego gabinetu. Od tego momentu ma on dwa tygodnie na wygłoszenie w Sejmie exposé i uzyskanie wotum zaufania. Sejm musi je uchwalić bezwzględną większością głosów w obecności co najmniej połowy ustawowej liczby posłów. Jednak szanse na to są marginalne, ponieważ PiS nie ma w Sejmie wymaganej większości – ta należy do koalicji KO, Trzeciej Drogi i Lewicy. W takiej sytuacji najpóźniej 11 grudnia br. rząd Mateusza Morawieckiego zostanie rozwiązany.

Zgodnie z art. 154 Konstytucji kolejny krok będzie należeć do Sejmu. To posłowie przejmą inicjatywę w tworzeniu rządu. Po październikowych wyborach KO z Trzecią Drogą (Polska 2050 i PSL) i Lewicą mają w nim łącznie 248 mandatów. To zapewne one uformują nowy rząd – zgodnie z podpisaną przez wszystkie cztery partie umową koalicyjną – który uzyska wotum zaufania i obejmie stery (najbardziej prawdopodobny termin to 11–14 grudnia br.). Inicjatywa parlamentu to drugi opisany w Konstytucji etap powoływania rządu, który dotychczas nigdy wcześniej nie był zastosowany.

Kandydatem koalicji na premiera jest Donald Tusk. Według nieoficjalnych jeszcze doniesień skład jego nowego gabinetu został już ustalony przez koalicjantów w trakcie rozmów, które toczyły się przez ostatnie trzy tygodnie. Poza Adamem Bodnarem mają się w nim znaleźć m.in. Władysław Kosiniak-Kamysz (wicepremier i minister obrony narodowej), Krzysztof Gawkowski (wicepremier i minister cyfryzacji), Radosław Sikorski (minister spraw zagranicznych), Adam Szłapka (minister do spraw UE), Marcin Kierwiński (MSWiA), Andrzej Domański (minister finansów), Borys Budka (minister aktywów państwowych), Izabela Leszczyna (minister zdrowia), Czesław Siekierski (minister rolnictwa i rozwoju wsi) i Agnieszka Dziemianowicz-Bąk (minister rodziny i polityki społecznej).

Źródło: Newseria.pl


TAGI:

Poznaj plan rządu!

OD ADMINISTRATORA PORTALU

Hej! Cieszę się, że odwiedziłeś naszą stronę! Naprawdę! Jeśli zależy Ci na dalszym rozpowszechnianiu niezależnych informacji, ujawnianiu tego co przemilczane, niewygodne lub ukrywane, możesz dołożyć swoją cegiełkę i wesprzeć "Wolne Media" finansowo. Darowizna jest też pewną formą „pozytywnej energii” – podziękowaniem za wiedzę, którą tutaj zdobywasz. Media obywatelskie, jak nasz portal, nie mają dochodów z prenumerat ani nie są sponsorowane przez bogate korporacje by realizowały ich ukryte cele. Musimy radzić sobie sami. Jak możesz pomóc? Dowiesz się TUTAJ. Z góry dziękuję za wsparcie i nieobojętność!

Poglądy wyrażane przez autorów i komentujących użytkowników są ich prywatnymi poglądami i nie muszą odzwierciedlać poglądów administracji "Wolnych Mediów". Jeżeli materiał narusza Twoje prawa autorskie, przeczytaj informacje dostępne tutaj, a następnie (jeśli wciąż tak uważasz) skontaktuj się z nami! Jeśli artykuł lub komentarz łamie prawo lub regulamin, powiadom nas o tym formularzem kontaktowym.

2 komentarze

  1. MasaKalambura 28.11.2023 16:17

    “Mamy dziś 3,5 tys. ludzi, którzy nazywają siebie sędziami, ale nimi nie są. Tak zwanych neo-sędziów, którzy nie mają prawa orzekać. Oni powinni wrócić w to miejsce, gdzie byli przed powołaniem przez neo-Krajową Radę Sądownictwa po 2017 roku”

    Kolega dziennikarz raczy doczytać polskie prawo. Ani KRS ani tzw neoKrS nie powołuje sędziów. Zatem ich domniemana nieważność nie ma żadnego związku z legalnością powołania tych 3,5 tyś. absolwentów studiów prawniczych na sędziów.

    Zarówno KRS jak i neoKRS pełni w procesie powoływania sędziów wyłącznie funkcję doradczą, przedstawiając kandydatów na sędziów Prezydentowi RP. Natomiast przywilej powołania kandydata na stanowisko Sędziego RP w Rzeczpospolitej Polskiej dzierży w czasie pokoju (bo w czasie wojny to się trochę zmienia) tylko i wyłącznie Prezydent. A tak się składa, że do legalności wybrania Prezydenta Dudy nie ma żadnych wątpliwości. Co za tym idzie tych 3,5 tysiąca sędziów także pozostaje wybranymi legalnie.

    Swoją drogą pozostaje domniemywać, że Prezydent, jako biorący osobistą odpowiedzialność za wybór sędziego, powinien mieć, jako jedyny prawo odebrania przywilejów stanu sędziego takim sędziom, którzy łamią prawo RP.

    Przestrzegałbym też nowe władze w podążaniu drogą podważania władzy sędziów, którzy pracują już 8 lat od odpanięcia was od sterów. Chaos prawny przez to wywołany spowoduje zapaść i załamanie sądownictwa polskiego, które już teraz leży i kwiczy, i dokona takiego spustoszenia w kraju, że przegrają wszyscy. Również wy, a macie jeszcze kilka wyborów przed sobą. Akurat teraz pozostaje tylko jedno do zrobienia w sądownictwie – uspokojenie i wpakowanie sędziów najgłośniej krzyczących przed wyborami w troki i do roboty. Bo ich wina w całym tym bajzlu jest bezdyskusyjna, oprócz winy PiSu, który nie dość że nie naprawił, to popsuł.

    A tych 3,5 tysiąca nowych to nasza najwieksza nadzieja, bo to ci starzy, najmocniej związani z UBecką przeszłością, są zakałą sądownictwa i muszą wreszcie odejść.

  2. Dandi1981 30.11.2023 09:17

    Przedewszystkim kasta prawnicza decyduje kto moze zostac prawnikiem po ukonczonych studiach co jest zartem, to samo komornicy, lekarze . Poprostu najlepsze zawody sa blokowane dla znajomych i rodziny a przy tym zeby byly jak najlepiej oplacane z wzgledu na mala ilosc osob obslugujacych rzesze petentow, temu sprawy ciagna sie latami a prawnik bieze chore sumy pieniedzy za klapanie dziobem.

Dodaj komentarz

Zaloguj się aby dodać komentarz.
Jeśli już się logowałeś - odśwież stronę.