Liczba wyświetleń: 842
Zaskoczenia nie było: Aleksander Łukaszenko wygrał wybory prezydenckie na Białorusi. Jak podała białoruska Centralna Komisja Wyborcza, zdobył 83,49 proc głosów. Frekwencja wyniosła 87 proc.
Najlepszy wynik obecnego prezydenta był odnotowany w obwodzie mogiliewskim, gdzie zagłosowało na niego 88,29% wyborców, a najniższe poparcie zdobył w Mińsku, gdzie zagłosowało na niego 65,58% wyborców. Obecny wynik wyborów jest najlepszym ze wszystkich pięciu wyborów prezydenckich, w których Łukaszenko brał udział. Według słów Jermoszyny, ze wstępnych danych CKW wynika, że działaczka opozycyjnej kampanii „Mów prawdę”, pierwsza w historii Białorusi kobieta-kandydatka na prezydenta Tatiana Korotkiewicz zgromadziła 4,42% głosów, lider Partii Liberalno-Demokratycznej Siergej Gajdukiewicz — 3,32%, lider Białoruskiej Partii Patriotycznej Nikołaj Ułachowicz — 1,67% głosów. „Przeciwko wszystkim” zagłosowało 6,4% wyborców. Cytowane przez CKW wyniki nie zawierają wyników głosowania poza granicami Białorusi, w zagranicznych punktach wyborczych.
Łukaszenko zapewnił sobie w ten sposób piątą z rzędu kadencję prezydencką.
Niezależnie od naciągnięć wyników, manipulacji procesem wyborczym i marginalizowaniem nawet tej opozycji, która wzięła udział w wyborach, Białorusini w większości i tak poparli by obecnego prezydenta. Przede wszystkim powoduje nimi lęk przed powtórzeniem scenariusza ukraińskiego. Relacje z konfliktu na Ukrainie białoruska propaganda wykorzystała perfekcyjnie, a Łukaszenka kilkakrotnie chwalił się publicznie, że Białorusini może przeżywają „chwilowe” trudności gospodarcze, ale za to dzięki niemu mają poczucie bezpieczeństwa i nie muszą obawiać się bratobójczej wojny. Obywatele Białorusi podzielają pogląd prezydenta, który próbuje – i w najbliższym czasie próbować będzie – nieco zbliżyć się do Zachodu. UE nagradza te demonstracje obietnicami złagodzenia polityki wobec białoruskiego reżimu, mając widocznie nadzieję na kolejną kolorową rewolucję.
Na razie w Mińsku protestowało kilkaset osób. Trzech liderów białoruskiej opozycji: Mikoła Statkiewicz, Uładzimir Niaklajeu i Anatol Labiedźka wezwali społeczność międzynarodową do nieuznania wyborów oraz ogłosili rozpoczęcie kampanii oporu przeciwko Łukaszence pod nazwą „Władza Narodowi”. Statkiewicz nie pozostawił złudzeń w jakim kierunku będzie ewoluować kampania. „Jeśli władze nie pójdą na ustępstwa wobec narodu i nie zostaną wprowadzone rzeczywiste poprawki do prawa wyborczego, które sprawią, że udział w wyborach będzie miał sens, białoruskiemu społeczeństwu pozostanie tylko jeden sposób odzyskania władzy. Niestety nie będzie on już związany z wyborami. Jeśli Łukaszenka nie zgodzi się na reformy, to białoruski naród weźmie sobie władzę siłą” – powiedział.
Źródła: Strajk.eu, (1, 3, 4), pl.SputnikNews.com (2)
Kompilacja 2 wiadomości: WolneMedia.net
Te niecałe 12% pragnie zachodu który pragnie komuny czyli tego co mają teraz. Różnica jest taka że tamta władza za swoje uważa Białoruś a w UE to najważniejsze są Niemcy.
Wybory niedemokratyczne: zaskoczenia nie ma, wygrywa ten kto powinien (Łukaszenko – Białoruś)
Wybory demokratyczne: olbrzymie zaskoczenie, wygrywa ten co powinien (PSL i PO – Polska)
Ot i cała różnica. No może jeszcze ta że tam gdzie nie ma demokracji przeciwników się zamyka, a tam gdzie demokracja jest popełniają oni samobójstwa albo mają śmiertelne wypadki.
Dobra, ale co ten Łukaszenko takiego złego tym Białorusinom robi ? To że ma władzę, a 'naród’ tak bardzo tej władzy chce ?