Lex Czarnek. Czy marksizm Kornhauserów stratuje edukację?

Opublikowano: 13.02.2022 | Kategorie: Edukacja, Polityka, Publicystyka, Publikacje WM, Seks i płeć

Liczba wyświetleń: 1409

W jednej z prelekcji w książce „Drogami myślących” wybitny fizyk teoretyczny, kosmolog, ksiądz Michał Heller, wyjaśniał jak dalece nasze myślenie oddaje intencje ideologiczne i filozoficzne. Zazwyczaj nie zdajemy sobie sprawy, jak myślimy i dlaczego tak myślimy, a nasze przekonania pochodzą wprost z krążących w kulturze kalek. Książek filozoficznych nie czytamy, nie porównujemy. Mamy gotowca przełożonego przez film czy prasę i jej komentatorów. Jeżeli filozofia potrafi zapłodnić fizykę (por. spór racjonalistów z empirystami albo dyskusję Newtona i Leibniza o przestrzeni i czasie) to jakże nasz mały umysł miałby się obronić przed nurtem myślowym, który wziął sobie na cel zmianę stosunków społecznych przez aktywne kanały środków masowego przekazu, jak zrobił to marksizm. Szerzej o związkach filozofii z życiem społecznym pisał Richard M. Weaver (1910-1963) ceniony uczony, humanista, krytyk kultury i filozof polityczny w powojennej pracy „Ideas Have Consequences”.

Niewątpliwie prezydentowa jest hardą babką, swoje idee ma. Wzorem męża zapobiegliwie szykuje sobie przyszłość zawodową i zapewne pragnie wpisać się w miejską legendę w glorii wybawicielki od obskurantyzmu. Wszystko wskazuje na to, że pan prezydent posłucha żony, bo ta jest do tego nauczycielką dyplomowaną i córką wybitnego komunisty. I choć wianuszek tępych bab, którymi udekorowała się lokatorka Belwederu nie jest wiele wart – a na pewno nie więcej, niż mądrość głoszona przez duszpasterstwa rodzinne, które stawiały dzielnie odpór propagandzie uprawianej przez Jakuba Kornhausera – to prezydentowej jest bardziej po drodze i do twarzy z krzykliwą opozycją.

Jednak zadaniem szkoły nie jest dostarczanie nieskończonego wachlarza opcji światopoglądowych, a już na pewno nie takich, które kolidują z przyjętym programem nauczania. Pani Agata nie widzi tej kolizji, bo ignoruje korzyści oferowane przez polskie wychowanie do życia w rodzinie (WDR), wydaje jej się ono nienowoczesne i pogmatwane, za to uderza ją potencjał organizacji, które chcą to wychowanie zastąpić edukacją, choć różnica między wychowaniem a edukacją jest znacząca.

Tutaj informacja o spotkaniu z Agatą Dudą.

W końcu, czemu – dla zrównoważenia wpływów – do syna nie mieliby się udać p. Piotr i matka prezydenta, skoro już o lobbingu bliskich mowa? Czemu nie zorganizować spotkania strony społecznej rekrutowanej z organizacji prorodzinnych? Czy kipiąca nienawiścią – antynatalistyczna i cynicznie odmawiająca uznania sieci wzrastania starannie tkanych przez ojca i matkę, najbardziej kompetentnych i wrażliwych na dziecko – strona społeczna ma wyłącznie kierować sumieniem politycznym szefa państwa?

Jak pustoszy marksistowska teoria seksualności i płci?

Najważniejsze pozostają jednak argumenty merytoryczne a nie kto, kogo przekabaci. Kaganek oświaty, który niesie agenda LGBT, o którą głównie chodzi, to akurat największy okres ciemnoty i zacietrzewienia w najnowszej historii. Bo nie sposób zaprzeczyć, że konsekwentne respektowanie postulatów i zestawu światopoglądowego ruchów, które niepowstrzymane przeleją się – za sprawą p. Agaty – jak fala przez polskie szkoły wprowadza w świadomość społeczną akceptację dla niebywałych absurdów. Zgoda społeczna i brak oporu utwierdzają w przekonaniu, że owe absurdy są częścią jakiegoś rozumnego porządku społecznego, lepszego i humanitarnego. Tak ten fikcyjny porządek zapuszcza korzenie w umysłach.

Edukacje równościowa i seksualna – wymienione jednym tchem u prezydentowej na herbatce – które szturmują mury szkół, zasadzają się na zniesieniu zasady niesprzeczności obowiązującej naukę: to samo twierdzenie nie może być prawdziwe i fałszywe. Dobrze tę niekonsekwencję widać na przykładzie pochodzenia orientacji seksualnej. W perspektywie gender jest ona wrodzona jak konstrukcyjna zarazem. Błędne założenia zostały zaimplantowane przez marksistów w seksuologii a potem przebojem usypane politycznie poprzez tzw. grupy eksperckie, mniejszościowe w nauce ale bezkonkurencyjne instytucjonalnie.

Na pytanie, co złego niesie gender i w jaki sposób krzywdzi rodzinę (więź dziecka z rodzicami biologicznymi) można odpowiedzieć w trzech punktach. Gender i ruch i teorie LGBT:

– odbierają dzieciom prawo do tożsamości biologicznej, płeć na podstawie chromosomów (przypisaną przy urodzeniu) na której (a nie wbrew niej) buduje się tożsamość ludzka,

– aberrują rozwojowe kryzysy tożsamościowe (tłumaczy to teoria rozwoju psychoseksualnego Erica Ericsona), i cały proces rozwoju psychoseksualnego (weźmy choćby umniejszenie rodzica),

– likwidują psychoseksualną funkcję rodziny, odcinają od identyfikacji z rodzicami, zasłaniają reprezentacje rodziców, gdy ich brakuje.

Psychoseksualność dziecka nie jest w perspektywie gender nadaniem związanym z oddziaływaniem rodziców, ale raczej wynikiem konstruktywistycznych wyborów zawieszonych w kolektywnych formach zastępujących biologiczne więzi i genealogię.

Homoseksualizm, niebinarność, transpłciowość można promować. To właśnie robi neomarksowska seksedukacja: zaszczepia wśród młodych potrzebę eksperymentowania z własną płcią i seksualnością. W grupie 18-24 lat jako LGBTQ identyfikuje się już 39 proc. mieszkańców Stanów Zjednoczonych. Nastoletni Amerykanie identyfikują się jako osoby LGBTQ, ponieważ prezentuje się mnóstwo informacji dotyczących nieheteroseksualności i “wielu ludzi może poczuć się w ten sposób „bezpieczne i fajne” — bez względu na to, czy naprawdę określa to ich orientację seksualną.

Heteroseksualność i homoseksualność zestawia się jako równorzędne, gdy faktycznie homoseksualność jest poważnie upośledzona, konsekwentnie podtrzymywana skazuje jednostki na fundamentalną patologię bezpłodności – dziecko nigdy nie będzie pochodzić od obojga rodziców, zawsze któryś z opiekunów dziecka będzie mu obcy biologicznie. Pomijanie różnic między mężczyznami i kobietami prowadzi do tragicznych pomyłek. Założenie o walce płci i nierozwiązywalnym konflikcie płci, generuje jeden z najpoważniejszych konfliktów społecznych i hamuje dobór płciowy. Opłakanym w skutkach redukcjonizmem jest wycofanie koncepcji rozwoju psychoseksualnego, ponieważ ideologom przeszkadza kluczowa rola rodziców podczas procesu naśladowania przez dziecko.

Mamy problem z określeniem zagrożeń, które niesie marksistowska polityka „rodzinna”, bowiem rzeczy proste i oczywiste jest najtrudniej nazwać. Daje to pretekst do wyśmiania obaw milczącej większości i przyswojenia zniekształconego obrazu konserwatyzmu. Gdyby nie rozwiązania polityczne ocierające się o jakobinizm (np. zakaz mówienia “mamo”, “tato”, przymusowe akcje przepraszania homoseksualistów, jako klasy ciemiężonej, permisywna edukacja seksualna) wszystkie projekcje panów Reicha, Adorno, Fromma mogłyby budzić sympatię i zaciekawienie, a co najmniej jawiłyby się jako nieszkodliwe i neutralne.

Tymczasem u podłoża marksistowskiego myślenia o pedagogice leży jedna z najniebezpieczniejszych dwudziestowiecznych koncepcji antyautorytaryzmu: „Teoria krytyczna” Herberta Marcusego. Można ją zestawić z „Książeczką” Mao czy manifestem rewolucyjnym Lwa Trockiego. Ni trzeba się wysilać, by dostrzec zasilenie płynące od myśli klasyków do opinii wygłaszanych przez celebrytów. „Nie mogę milczeć, gdy coś jej zagraża – apeluje Anna Maria Wesołowska. Nasze dzieci potrzebują wsparcia, poczucia bezpieczeństwa, a nie nadzorcy”. Oczywiście nadzorcą jest autorytet, najczęściej rodzic. to przeciwko niemu trzeba obrócić dzieci. Taki wniosek płynie z lektury esejów frankfurckich. Dzieci należy wyzwolić, jak kolejne uciemiężone klasy. Rodzina, zhierarchizowana przecież, jest miejscem ucisku.

Zacząć od pojęć

Najgłębsza odpowiedź na zagubienie młodzieży wciąż płynie z Kościoła, z objawienia Bożego, którego Kościół jest depozytariuszem. Wejście na ramionach gigantów, św. Tomasza i Arystotelesa, samo w sobie wydaje wyrok na – jakże marną i przemijającą – pokusę świeckiego zbawienia. Kościół może argumentować i włączać się w debatę za pośrednictwem realistycznych narzędzi filozoficznych, przede wszystkim ontologii i epistemologii. W Polsce czołowym realistą był ks. prof. Andrzej Maryniarczyk. Niestety zmarł w zeszłym roku. Jego osierocona katedra gotowa jest stworzyć kurs filozofii (altermarksistowskiej) zdolny odbudować klasyczne myślenie oparte na ścisłości i racjonalności. To dodatkowa lekcja – konieczna – filozofii w szkole. Kurs filozofii realistycznej odkrywający przed młodymi różnicę między neomarksizmem a klasycznym myśleniem – między definicjami prawdy, wolności, miłości lub ich deficytem – da chłopcom i dziewczętom prawdziwy wybór. Inaczej propozycja Agaty Dudy o zawetowaniu Lex Czarnek spowoduje, że młodzież pozostanie bezbronna, jak masowy odbiorca bombardowany reklamą produktów wątpliwej jakości.

Lex Czarnek to początek trudnej drogi. Nikt nie mówi, że kończy się ona na kontroli treści włączanych do programów szkolnych. Dwa lata temu na ulice miast wyszły tłumy młodzieży, które odmawiały prawa do życia dzieciom z zespołem Downa i próbowały wymusić legalność morderstwa na państwie. To wtedy ujawniło się spustoszenie postontologiczne i wypaczenie pojęciowości u nastolatków. To co nazywamy odejściem młodzieży z Kościoła [1] jest faktycznie zerwaniem ciągłości pojęciowej. Nie rozumiemy się, bo podstawowe pojęcia znaczą dla nas zupełnie co innego. Właśnie przywrócenie pojęciom ich prawdziwego znaczenia jest najlepszą odpowiedzią na to, co kojarzymy z odchodzeniem młodzieży od wartości.

Pojęcia, o których piszę, biorą się z klasycznej wiedzy chronionej przez filozofię realistyczną uprawianą jeszcze na katolickich uniwersytetach. O ile po jednej stronie mamy marksizm, to alternatywą dla niego jest filozofia realistyczna. Nie ma innej drogi, jak umożliwienie młodzieży skonfrontowania tych dwóch źródeł: marksistowskiego i realistycznego. Nie dysponujemy już tym samym aparatem pojęciowym, który by łączył pokolenia. Jeżeli mamy się spotkać z naszymi dziećmi, nie utracić ich to musimy odnaleźć komunikację z nimi, czyli ustalić ten sam aparat pojęć, żeby definicje pozostały w mocy.

Marksiści chcą pozostać anonimowi. Ich trujące koncepcje społeczne mają się rozrastać w zaciszu, aż wywrócą świat do góry nogami i zatrzymają go w dławiącym uścisku. Demontaż tego systemu, który urósł do rozmiarów apokaliptycznej bestii zaczyna się od zdefiniowania go.

Konfrontacji marksizmu i realizmu boi się diabeł, bo da ona młodzieży narzędzie do wykrycia manipulacji. Stąd postulat by biskupi co prędzej zainicjowali działalność interdyscyplinarnych instytutów badań nad neomarksizmem i neoliberalizmem, ich związkami i użyciem w ateoretycznym pochodzie imperialnym – postępie w koncentrowaniu władzy i własności przez niewielką grupkę ludzi.

Pozorna sprzeczność i wzajemny związek neoliberalizmu i marksizmu kulturowego budzą największe zdziwienie i zaskoczenie – muszą zostać poddane wnikliwej analizie przez instrumentarium teologiczne i antropologiczne chrześcijaństwa. Największą trudność sprawia rozpoznanie postmarksizmu i jego związków z neoliberalizmem w polu nie dającym się wyjaśnić w toku wnioskowania logicznego, bowiem obie doktryny znoszą proces wolności i relacyjność we wspólnocie, lecz z różnych punktów wyjścia. Przy czym i tak zdobywają wzajemną atencję i uwagę. Solidarnie też sieją niszczycielską destrukcję.

W centrum wojny kulturowej znajduje się zawsze człowiek – złożony z dwóch płciowych połówek. Spór toczy się więc w przedmiocie antropologii. Jego stawką jest włączenie seksualności w porządek ludzki i społeczny, którego zasadą jest miłość albo wyrzucenie seksualności poza nawias i porządek miłości, zanarchizowanie więzi międzyludzkich i odwrócenie ładu społecznego, którego zasadą jest porządkowanie seksualności i prokreacji.

Do tej stawki dołącza Lex Czarnek. Gdyby prezydentowa dostrzegła takie programy, jak profilaktyka zintegrowana dr. Szymona Grzelaka albo naukę o płciowości Wandy Półtawskiej może wystarczająco pojęłaby też różnicę między antropologią Engelsa a chrześcijańską wizją człowieczeństwa, co uchroniłoby ją od przyłączenia się do agitatorek z Koalicji Obywatelskiej, które martwią się otwarcie, że „nie będzie już edukacji równościowej i seksualnej”.

Duda może zawieść, i posłucha żony, zawetuje prorodzicielską ustawę, lecz świadomości niebezpieczeństwa wynikającego z nauk Marksa nie wypoleruje. Ta świadomość będzie punktem zwrotnym w odzyskaniu suwerenności kulturowej. I pora ją zacząć budować.

Autorstwo: Maria Czerw
Źródło: WolneMedia.net

Przypis

[1] Marksizm jest filozofią lub – jak niektórzy twierdzą – agresywną doktryną, która wszelką zastaną rzeczywistość utożsamia ze zbrodnią w stosunkach społecznych, ponieważ rzeczywistość nigdy nie będzie wystarczająca doskonała, żeby ją afirmować. Bezpośrednia reakcja teologiczna na frankfurcki (szkoła marksistów w Frankfurcie) marsz przez instytucje zostanie nieuchronnie uwikłana w napięcia społeczne, bo Kościół jest strukturą niezadowalającą, wywołującą niezadowolenie już przez sam fakt zaistnienia i zastania go.


TAGI: , ,

Poznaj plan rządu!

OD ADMINISTRATORA PORTALU

Hej! Cieszę się, że odwiedziłeś naszą stronę! Naprawdę! Jeśli zależy Ci na dalszym rozpowszechnianiu niezależnych informacji, ujawnianiu tego co przemilczane, niewygodne lub ukrywane, możesz dołożyć swoją cegiełkę i wesprzeć "Wolne Media" finansowo. Darowizna jest też pewną formą „pozytywnej energii” – podziękowaniem za wiedzę, którą tutaj zdobywasz. Media obywatelskie, jak nasz portal, nie mają dochodów z prenumerat ani nie są sponsorowane przez bogate korporacje by realizowały ich ukryte cele. Musimy radzić sobie sami. Jak możesz pomóc? Dowiesz się TUTAJ. Z góry dziękuję za wsparcie i nieobojętność!

Poglądy wyrażane przez autorów i komentujących użytkowników są ich prywatnymi poglądami i nie muszą odzwierciedlać poglądów administracji "Wolnych Mediów". Jeżeli materiał narusza Twoje prawa autorskie, przeczytaj informacje dostępne tutaj, a następnie (jeśli wciąż tak uważasz) skontaktuj się z nami! Jeśli artykuł lub komentarz łamie prawo lub regulamin, powiadom nas o tym formularzem kontaktowym.

1 wypowiedź

  1. Admin WM 13.02.2022 08:50

    Szkoła powinna nauczać i edukować, poszerzać horyzonty intelektualne, a nie indoktrynować jakąkolwiek ideologią, która je zawęża. Szkoła ma przygotowywać do życia a nie programować na posłusznych niewolników.

    Lex Czarnek to wpadanie z jednej skrajności (ideologia gender) w drugą skrajność (ideologia katolicka). Kościół przegrał wprowadzając lekcje religii do szkół, ponieważ religia stała się przedmiotem porównywalnym z chemią i matematyką, z klasówkami i odpytywaniem przy tablicy, za którymi dzieci nie przepadają. Komu przeszkadzały zajęcia w salkach katechetycznych?

    Szkoła powinna być neutralna ideologicznie – ma uczyć przydatnych w życiu rzeczy i umiejętności, a nie programować poglądy i wierzenia. Dzieci są traktowane jak masowo produkowane bioroboty a nie unikalni ludzie. Zamiast szkoły mamy tresownię. Ruch LGBT tresuje dzieci, by chłopcy chcieli być dziewczynkami i myśleli, że mogą palcami pstryknąć i płeć się zmieni, a Czarnek i jemu podobni, tresują dzieci na katolików. Lekcje religii w szkołach powinny zmienić się w lekcje religioznawstwa. Przydałby się też przedmiot uczący rozpoznawania oszustw, a przede wszystkim lekcje LOGIKI.

Dodaj komentarz

Zaloguj się aby dodać komentarz.
Jeśli już się logowałeś - odśwież stronę.