Liczba wyświetleń: 522
Bartosz Arłukowicz, minister zdrowia, przedstawił premierowi pomysły na likwidację kolejek do specjalistów. Propozycje ograniczają się do poszerzenia kompetencji lekarzy rodzinnych i wprowadzenia systemu dobrowolnych ubezpieczeń. Jednak wprowadzenie drobnych opłat za wizytę u lekarza nie znajduje poparcia.
Lekarze pytani przez portal Medycyny Praktycznej zgodnie twierdzą, że coraz dłuższe kolejki do lekarzy specjalistów to efekt skomplikowanych zasad refundacji. Lekarze rodzinni muszą wysyłać co roku swoich pacjentów do specjalisty po to, by potwierdził diagnozę choroby przewlekłej (np. cukrzycy).
„Są pacjenci, których sytuacja zdrowotna jest na tyle ustabilizowana, że przyjmują te same leki stale, wiadomo, że one im pomagają. Nie ma żadnego powodu, żeby co roku diagnozę i to samo ustawianie leków potwierdzał lekarz specjalista. Wystarczy, że nad pacjentem będzie czuwał lekarz rodzinny” – tłumaczy w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Sylwia Szparkowska z Medycyny Praktycznej.
85 proc. lekarzy uznało, że zwiększenie uprawnień lekarzy rodzinnych skróciłoby czas oczekiwania na wizytę u specjalisty. Rozwiązanie postulowane przez lekarzy, i akceptowane przez Ministerstwo Zdrowia i NFZ, to np. umożliwienie lekarzowi rodzinnemu skierowania pacjenta na badania diagnostyczne.
„Problem polega na tym, że duża część pacjentów trafiających do specjalisty potrzebuje jedynie skierowania na badania, by później wrócić do tego samego specjalisty po ocenę wyników i diagnozę” – tłumaczy Sylwia Szparkowska.
Zdaniem ekspertki byłoby lepiej, gdyby u lekarza specjalisty pojawiali się pacjenci już z wynikami badań. Sylwia Szparkowska podkreśla, że takie rozwiązanie wymaga dodatkowych pieniędzy albo zmiany systemu bez podniesienia uprawnień lekarza rodzinnego.
Według Szparkowskiej, pacjenci wymagający stałego leczenia tworzą dużą część kolejek do lekarzy specjalistów. W tym przypadku problem dostrzega też Ministerstwo Zdrowia, które chce wprowadzić między innymi zgodę na przepisywanie na dłuższy czas recept.
„Natomiast wprowadzenie drobnych opłat za każdą wizytę u lekarza nie znajduje poparcia ani w ministerstwie, ani wśród polityków, chociaż jest bardzo istotne dla środowiska lekarskiego” – mówi dziennikarka Medycyny Praktycznej.
W ankiecie na takie rozwiązanie wskazało 88 proc. lekarzy. Ich zdaniem, pozwoliłoby to ograniczyć wizyty osób, które nie potrzebują porady lekarskiej, a przychodzą do lekarza raczej z powodów społecznych lub psychologicznych.
Podobnie wygląda kwestia wprowadzenia ubezpieczeń dodatkowych. Środowisko lekarskie od wielu lat uważa, że takie ubezpieczenia są konieczne (77 proc. przyznało, że to ograniczyłoby kolejki do specjalistów), a pacjenci w miarę możliwości powinni sami finansować wizytę u lekarza, odciążając system świadczeń medycznych.
„Ci, którzy nie mają takiej możliwości, też trafialiby wtedy do lekarza szybciej” – mówi Sylwia Szparkowska. „Bez względu na lepsze płace lekarze nie będą w stanie przyjmować więcej pacjentów. Państwo wciąż nie może sobie poradzić z systemem ubezpieczeń dodatkowych i sprawa pozostaje nierozwiązana.”
W ankiecie portalu Medycyny Praktycznej wzięło udział ponad 2 tysiące lekarzy.
Źródło: Newseria
Potwierdzam, „…coraz dłuższe kolejki do lekarzy specjalistów to efekt skomplikowanych zasad refundacji…”
ale wg. wniosków ankiety przeprowadzonej przez ministerstwo, przyczyną kolejek są „… wizyty osób, które nie potrzebują porady lekarskiej, a przychodzą do lekarza raczej z powodów społecznych lub psychologicznych…”
Jest tylko jeden dobry sposób na pozbycie się kolejek. Likwidacja NFZ i ministerstwa zdrowia. Gdyby każdy płacił sam za swoje leczenie, to by się dwa razy zastanowił zanim poleciałby do lekarza. A tak skoro jest „darmowe” to ludzie zapychają kolejki, bo przecież nie muszą za to płacić. Robią miliony badań, tak sobie, bo przecież nie płacą.
Sam słyszałem rozmowę dwóch facetów, gdzie jeden z nich mówił, że lekarz przepisał mu 10 wizyt krioterapii, mówił, że nic mu to nie pomaga, ale chodzi, bo skoro nie musi płacić to się przejdzie… A podatnicy płacą…
@Sebek – Każdy pacjent już zapłacił lub płaci za swoje wizyty! Od 30 lat płacę ZUS w tym świadczenia zdrowotne a u lekarza byłem może 10 razy w życiu (w tym 3 razy u specjalisty). ZUS jest obowiązkowy – płaci go każdy. ZUS wpłaca MOJE pieniądze do NFZ i tak finansowana jest ochrona zdrowia w tym kraju. Jeśli piszesz o darmowej wizycie to albo kłamiesz, albo jesteś ignorantem.
@JamiroQ chyba mnie nie zrozumiałeś… Napisałem, że teraz jest darmowe leczenie, ale w cudzysłowie, bo przecież wszyscy płacimy podatki. Jestem ostatnią osobą, która powiedziałaby, że leczenie jest darmowe 🙂
A ty jesteś za tym, żeby każdy płacił sam za swoje wizyty u lekarza?
Uzdrowienie polskiej służby zdrowia nie jest łatwe z dwóch powodów:
-po pierwsze – bałagan obecnie jest tak duży, że łatwiej byłoby zniszczyć i zbudować coś od początku,
-po drugie – jakiekolwiek pieniądze by nie włożyć, zawsze będzie ich mało, i to nawet nie przez złe gospodarowanie, lecz po prostu – taka jest specyfika tej branży.
Moje propozycje to:
– ustalanie ilości miejsc rezydenckich finansowanych przez Ministerstwo na podstawie czasu oczekiwania do specjalisty w danym województwie (obecne listy mają się nijak to potrzeb: http://www2.mz.gov.pl/wwwmz/index?mr=b2&ms=319&ml=pl&mi=322&mx=0&mt&my=93&ma=032593),
– wprowadzenie minimalnej ilości miejsc rezydenckich dla każdej specjalizacji, np w każdym województwie, na każdą specjalizację jest min 1 miejsce,
– podpisywanie przez lekarzy rezydentów umów na 5 lat gwarantujących, że po zrobieniu specjalizacji finansowanej przez Ministerstwo odpracują oni koszty swojego kształcenia w placówce państwowej,
– wprowadzenie minimalnych opłat ze wizytę u lekarza (np 2, czy 5 PLN) – faktycznie dla wielu pacjentów powodem wizyty nie są względy zdrowotne, lecz społeczne…,
– podpisuję się również za propozycją zwiększenia kompetencji lekarzy rodzinnych oraz przedłużenia recept dla osób przewlekle chorych,
Podsumowując – są długie kolejki do specjalistów, bo jest ich zbyt mało, jest ich zbyt mało bo Ministerstwo nie chce płacić za wystarczającą ilość miejsc rezydenckich, a szpitale nie chcą tworzyć takowych na swój koszt, bo zatrudnienie niespecjalisty im się nie opłaca. Najśmieszniejsze w tym wszystkim jest to, że wielu konsultantów krajowych w dziedzinie medycyny, profesorów i wybitnych postaci w polskiej medycynie bombarduje MZ listami, których wnioski brzmią następująco: jeśli nie umożliwicie młodym dostępu do zawodu, to wszystko się niedługo zawali… Bo co z tego, że będą pieniądze na zabieg, jeśli nie będzie komu go przeprowadzić…
Mam znajomego, który skończył medycynę i rok był bezrobotnym… Całe studia marzył o specjalizacji z pewnej dziedziny, dobrze napisał Lekarski Egzamin Państwowy, lecz nie dostał się bo ówczesna Pani Minister nie stworzyła takiego miejsca na specjalizację w jego województwie (choć kolejka do specjalisty z tego zakresu medycyny była bardzo długa…). Pracował więc jako wolontariusz i szukał zatrudnienia jako zwykły lekarz w okolicznych przychodniach… Niestety dla niespecjalisty nie było miejsca… Tak to niestety wygląda w Polsce…
@crazyperson1 muszę Cię zmartwić, ale nawet jeśli to coś pomoże to i tak niewiele. Rozwiązanie problemu jest tylko jedno. Likwidacja NFZ i ministerstwa zdrowia. Poza tym jest to jedyne sprawiedliwe rozwiązanie, kiedy każdy płaci za swoje leczenie, a nie musi opłacać pod przymusem leczenia innych.
A może by tak ludzie sami nauczyli się dbać o zdrowie? Bo w 90% przypadków lekarz nie jest potrzebny i organizm sam (jeśli mu na to pozwolimy) sobie poradzi.
Moim zdaniem w tej dyskusji tylko @Poeta ma racje. Nie ma takiej opcji by wystarczyło pieniędzy z podatków jak wszyscy chorują wiecznie na coś.
Państwowa służba zdrowia powinna być głównie od doraźnej pomocy medycznej, czyli urazówka. Jak ktoś ma marskość wątroby albo sklerozę to nie bardzo rozumiem dlaczego wszyscy mają się na to zrzucać. Nie dlatego że nie chce człowiekowi pomóc ale pomoc jemu oznacza brak kasy dla mnie jak będę doraźnej pomocy realnie potrzebował bo poszło na leczenie choroby nieuleczalnej.
To jest dopiero debilizm – jak coś jest z definicji nieuleczalne to poco to leczyć ?
Duże kolejki są specjalistom bardzo na rękę. Moje 6. tyg. dziecko dostało skierowanie do kardiologa. Przy rejestracji okazało się, że najbliższy termin to 2015 rok. Ale już za 200 zł ten sam lekarz, w tym samym szpitalu przyjął w dniu następnym. To po prostu parodia i kpiny z ludzi.
Każdy wie, a nie każdy robi coś dla zmiany tego systemu. Warto więc coś zrobić.
http://wybory.db.org.pl/2014/02/karty-podpisowe