Liczba wyświetleń: 961
Tylko ok. połowa polskich pacjentów potrzebujących żywienia klinicznego dostaje je w szpitalu. Tymczasem badania wskazują, że jego odpowiednie stosowanie może skrócić czas hospitalizacji i koszty leczenia nawet o 40 proc.
RynekZdrowia.pl informuje, że w Sosnowcu otwarto Centrum Badawczo-Rozwojowe Żywienia Klinicznego i pracownię żywienia pozajelitowego w Sosnowieckim Parku Naukowo-Technologicznym. We współpracy z naukowcami Śląskiego Uniwersytetu Medycznego będą tam prowadzone badania m.in. nad wpływem leczenia żywieniowego na cały proces leczenia. Portal informuje, że pracownia może w ciągu 24 godzin dostarczyć szpitalowi w w dowolnym miejscu w Polsce mieszaniny sporządzone według zaleceń lekarza prowadzącego chorego i zawierające m.in. białka, tłuszcze, witaminy i mikroelementy.
Jak zaznaczył dyrektor Centrum, dr Łukasz Drozd, podstawą leczenia żywieniowego jest zaspokajanie zwiększonego zapotrzebowania na główne elementy odżywcze u chorych leczonych w szpitalach, hospicjach i zakładach opiekuńczo-leczniczych, którzy z różnych przyczyn nie mogą odżywiać się samodzielnie. Zastosowanie całkowitego pozajelitowego żywienia klinicznego jest w wielu przypadkach jedynym sposobem na skuteczne odżywienie pacjentów (m.in. chorzy w śpiączce, wcześniaki, poparzeni, cierpiący na niektóre nowotwory).
„Dożylne indywidualne leczenie żywieniowe należy w Polsce do ciągle słabo rozwiniętych w praktyce klinicznej metod terapii. Jego brak jest często czynnikiem decydującym o niepowodzeniu leczenia szpitalnego wielu grup pacjentów. Nie uczą o tym na uczelniach medycznych i nie wszyscy lekarze mają świadomość tego, jak ważne jest to leczenie” – powiedział dr Drozd. Taki przedmiot ma się natomiast pojawić w programie studiów Śląskiego Uniwersytetu Medycznego w ramach współpracy z Centrum.
Łukasz Drozd podkreśla, że wprowadzenie leczenia żywieniowego do szerokiej praktyki klinicznej pozwoli skuteczniej leczyć, skrócić czas hospitalizacji, a w efekcie zmniejszyć koszty leczenia. „Trzeba pamiętać, że organizm niedożywiony sięga sam po to, co jest najłatwiej dostępne, a więc białka, wcale nie tłuszcze. To np. albuminy, które są nośnikiem antybiotyków, albo globuliny, czyli przeciwciała. Logicznym jest, że niedożywienie utrudnia przebieg leczenia” – wyjaśnia.
Źródło: Nowy Obywatel
Ja nie potrzebuję żywienia klinicznego. Chciałbym natomiast leczenia za które płacę. Kardiolog – w przyszłym roku, okulista – w przyszłym roku, laryngolog – w przyszłym roku.
A więc płacę trzy razy, najpierw za biurokrację, potem za leczenie którego nie mam, a na końcu prywatnie za faktyczne leczenie.
Przykro mi ale nie interesują mnie niedożywieni pacjenci służby zdrowia. Może dlatego że sam nim nie jestem? Przecież co najwyżej oślepnę albo stanie mi serce, ale to nie jest pilne, bo od tego się przecież nie umiera.
Jeśli chodzi o same koszty leczenia, to ja mam pomysł jak zmniejszyć to o znacznie więcej niż 40%. Trzeba sprywatyzować służbę zdrowia. Wtedy komuniści zapłacą mniejszy podatek i będą mogli te pieniądze przeznaczyć na fundacje, które sfinansują leczenie wielu ludzi, których na to nie stać. Trudne? Bardzo trudne bo mało populistyczne.