Kryzys państwowego szkolnictwa

Opublikowano: 16.05.2011 | Kategorie: Edukacja

Liczba wyświetleń: 467

Wspierany przez podatki system „szkół publicznych” znalazł się w kłopotach. Występują chroniczne problemy z dyscypliną, wzrastającą przemocą, spadającymi wynikami testów, i wymykającymi się spod kontroli kosztami administracyjnymi. Szkoły rządowe ciągle tworzą funkcjonalnych analfabetów, a zdolności matematyczne szkół publicznych w USA są wśród najgorszych z uprzemysłowionego świata.

Jak jest źle? Stany Zjednoczone mają 27 milionów analfabetów oraz 40 do 50 milionów ludzi, którzy ledwo potrafią czytać na ocenę 4. Stany Zjednoczone znajdują się również pomiędzy najgorzej uprzemysłowionymi krajami w obszarach matematyki i nauki. Więcej niż połowa wszystkich 18-latków nie potrafi odnaleźć na mapie Wielkiej Brytanii ani Francji.

Obrońcy szkół państwowych twierdzą, że problem leży w braku pieniędzy. Jednak w rzeczywistości wydatki na edukację wzrastały praktycznie przez ostatnie 40 lat. Stany Zjednoczone mieszczą się w światowej czołówce wydatków na ucznia – wyżej niż Niemcy lub Japonia. Koszt na jednego ucznia w szkole rządowej jest prawie dwukrotnie wyższy w porównaniu z typową szkołą prywatną, choć rezultaty są znacznie gorsze.

Istnieje tak wielkie niezadowolenie ze szkół rządowych, że wielu rodziców płaci, aby posłać swoje dzieci do szkół prywatnych – mimo tego, że już zapłacili za szkoły rządowe poprzez podatki. Jest to świadectwo upadku jednego z najbardziej ambitnych eksperymentów społecznych w tym kraju.

POCHODZENIE SZKÓŁ PUBLICZNYCH

Ruch „szkół publicznych” rozpoczął się w latach 1830. i był kierowany przez Horace’a Manna. Z założenia, celem było zapewnienie każdemu dziecku dostępu do edukacji. Jednak, od samego początku istniał inny plan, którego celem było kontrolowanie tego, co było nauczane, w celu utworzenia tak zwanych “wzorcowych obywateli”. Szkoły publiczne oznaczały odebranie rodzicom kontroli nad edukacją i przekazanie jej inżynierom społecznym i rządowi.

Czy kiedykolwiek istniał powszechny protest wobec szkół rządowych? Odpowiedź brzmi: nie. Przede wszystkim, żądanie utworzenia szkół rządowych przyszło od elit w odpowiedzi na dwa zauważone zagrożenia dla ich wyobrażenia społeczeństwa: 1) wzrost liczby „zwykłych ludzi”, którzy stawali się aktywni politycznie; i 2) napływ imigrantów.

Te elity polityczne i intelektualne promowały w szkołach rządowych coś, co było wtedy uważane za nieamerykański system wartości: ślepe posłuszeństwo wobec władzy; konformizm; zrównywanie patriotyzmu z lojalnością wobec rządu; zewnętrzne narzucanie stopniowania ludzi w hierarchii typu wojskowego i podtrzymywanie mitu, że wiedza jest rzadkim dobrem, które może być otrzymane wyłącznie z rąk hierarchii elity edukacyjnej.

Wielu rodziców opierało się tym próbom narzucenia ich dzieciom obcych wartości przez biurokratów rządowych. Również, większość grup etnicznych czuła się oburzona sposobem, w jaki elity próbowały podminować i uzurpować przynależną rodzicom władzę – najbardziej oczywistym przykładem są Katolicy, którzy poczuli, że muszą posiadać swoje własne szkoły.

ROLA DECENTRALIZACJI

Na szczęście, pełen wpływ systemu szkolnictwa rządowego był zmniejszony poprzez decentralizm z XIX wieku. Praktycznie każda szkoła posiadała swoją własną, autonomiczną radę szkolną. Te lokalne rady szkolne miały prawo, zgodnie ze swoimi osądami, najmować i zwalniać nauczycieli. Jednak, gdy minęło stulecie, podczas „ery postępowej”, zaczęło się zorganizowane dążenie do zniszczenia systemu lokalnego sterowania, poprzez ruch „szkół zunifikowanych”. Minęło 50 lat, zanim większość kraju została poddana szkołom zunifikowanym, i to być może dlatego prawdziwy upadek został opóźniony do czasów po II wojnie światowej.

Ideą, która przyświecać miała szkołom zunifikowanym, było zaoferowanie szerszej różnorodności kursów, spowodowaną „korzyściami skali”. Jednak prawdziwymi celami, zdaje się, było odebranie rodzicom kontroli nad szkołami i oddanie jej w ręce „profesjonalistów” w szkolnych biurokracjach.

W tym samym czasie, powstał ruch na rzecz wymagania od nauczycieli uczęszczania do specjalizowanych „kolegiów nauczycielskich” i dyktowania obowiązkowego państwowego certyfikowania. Kryteriami zatrudnienia stały się teraz certyfikaty ukończenia kolegiów nauczycielskich, bardziej niż wykazywanie zdolności do nauczania. W wielu stanach, lokalnym radom szkolnym praktycznie zakazano przeprowadzania własnych testów dla nauczycieli.

Od kiedy rodzice stracili kontrolę nad szkołami, szkoły prędko stały się laboratoriami dla eksperymentów engineeringu społecznego. Edukacyjne zachcianki, takie jak „edukacja postępowa”, zostały narzucone bezbronnym dzieciom w celu wykorzystania psychologii behawiorystycznej aby przemodelować dzieci według pewnej wizji „odpowiednich” obywateli. Wszystko, poczynając od wychowania seksualnego, poprzez politycznie poprawne podręczniki, do przymusowych autobusów, stało się metodami kształtowania dzieci w pewien idealny obraz. Spuścizną Horace’a Manna będzie tyrania rządowej kontroli i biurokratycznej manipulacji.

PIENIĄDZE I WŁADZA

Centralizacja poczyniła następny gigantyczny krok w latach 1950., gdy opłacanie szkół zaczęło być przenoszone do rządów stanowych. Pierwszym rezultatem tego był wybuchowy wzrost rozmiaru i władzy szkolnych biurokracji. Zgodnie z Stevem Bucksteinem z the Cascade Policy Institute, w Portland w stanie Oregon, dzielnica szkolna ma 600 pracowników w biurze centralnym, lub przynajmniej jednego pracownika biura centralnego na 92 uczniów. W porównaniu, system szkół katolickich w obszarze Portlandu, obejmujący 11500 uczniów, ma tylko pięciu zatrudnionych w biurze centralnym, ze stosunkiem jednego pracownika biura centralnego na 2300 uczniów. Szkoły prowadzone przez rząd mają 25 razy więcej ludzi w swoim biurze centralnym.

Zerwanie więzi pomiędzy rodzicami i szkołami usunęło również wszystkie bariery do całkowitego przejęcia szkół przez związki nauczycielskie: National Education Association oraz American Federation of Teachers. Te związki uczyniły faktycznie niemożliwym wyrzucenie niekompetentnych nauczycieli z pracy. Zakazały różnicowania płac dla wyróżniających się nauczycieli, lub wyższych płac w celu przyciągnięcia nauczycieli do przedmiotów gdzie jest ich za mało, takich jak matematyka czy nauki ścisłe. W dodatku, od kiedy administratorzy są również członkami związków, praktycznie niemożliwym stało się również zmniejszenie rozmiaru biurokracji.

Stanowe biurokracje szkolne zmieniły obszary takie jak przedmioty nauczania w pole walki politycznej. Państwowy wybór podręczników doprowadził do ostrych starć pomiędzy różnymi grupami specjalnych interesów. Wybieranie tekstów historycznych i w naukach społecznych jest obszarem ciągłego konfliktu. Na obszarze biologii, małe segmenty religijnej prawicy zmusiły do obniżania poziomu podręczników do nauk ścisłych, podczas gdy społeczna i polityczna poprawność uczyniła teksty z zakresu historii i nauk społecznych prawie bezużytecznymi.

Kontrola rządu nad szkołami ma katastrofalny wpływ na mniejszości rasowe takie, jak czarni. Proces Brown przeciwko Board of Education zakazał segregacji w szkołach publicznych, jednak, w miejsce kontroli rodzicielskiej został wstawiony nowy zestaw kontroli i przymusowe autobusy, które niekwestionowanie zawiodły. Ignorowało to unikalne problemy każdego dziecka, i spowodowało spadek wartości kształcenia wszystkich dzieci. Nie jest niespodzianką, że w ostatnich latach to mniejszości rasowe przewodziły walce o obalenie tych przepisów. W miastach takich, jak Chicago, spowodowało to, iż wielu czarnych rodziców posyła swoje dzieci do szkół prywatnych i katolickich.

Kolejny nieudany eksperyment społeczny tyczył się testów IQ i specjalnego „śledzenia.” Jak to wyłożył John Gatto (Nauczyciel Roku 1991 Stanu Nowy Jork):

„David uczy się czytać w wieku lat czterech; Rachel, gdy ma dziewięć lat. Podczas normalnego rozwoju, gdy oboje mają 13 lat, nie możesz stwierdzić, które z nich uczyło się pierwsze – pięcioletni rozrzut nic nie znaczy. Ale w szkole przyczepię Rachel etykietkę „niezdolna do czytania”, a Davida trochę spowolnię. Ustawię Davida aby polegał na mnie, gdy będę mu mówił kiedy iść a kiedy się zatrzymać. Nie wyrośnie z tej zależności. Określę Rachel jako uczennicę ‘edukacji specjalnej’. Po kilku miesiącach zamknie się w sobie.”

Stereotypowe traktowanie uczniów, przy użyciu standaryzowanych testów może tworzyć gigantyczne problemy w zetknięciu z mniejszościami rasowymi. Inne eksperymenty zawierały używanie leków psychotropowych, w celu przeciwdziałania „nadaktywności wśród dzieci”, bez zgody, a nawet wiedzy ich rodziców. Co jest w tym szczególnie ironicznego to to, że studia teraz wykazały, iż wiele dzieci nadaktywnych ma dużą szansę stać się w przyszłości odnoszącymi sukcesy przedsiębiorcami.

Problemy powiązane to między innymi niezdolność do wydalenia uczniów szkodliwych lub niezdyscyplinowanych, ponieważ państwo płaci raczej za ilość uczniów a nie wyniki w nauce. Nie jest przypadkiem, iż przestępczość jest dużym problemem w wielu miejskich szkołach rządowych, lecz nie jest problemem w szkołach nie należących do rządu.

Biorąc pod uwagę statystykę, mamy do czynienia z katastrofą. Choć prawdą jest, że istnieje trochę szkół rządowych, które cały czas są skuteczne, mieszczą się one generalnie w małych dzielnicach szkolnych na przedmieściach, gdzie rodzice posiadają pewne mechanizmy kontrolne, lub są one „szkołami-magnesami”, wybieranymi chętniej niż odgórnie przypisane. Coraz większa liczba rodziców szuka alternatyw, choć niewielu z nich stać na pokrycie dodatkowych kosztów.

OPÓR WOBEC WYBORU

Edukacjonaliści i ich związki opierały się żądaniom rodziców o wybór każdym możliwym sposobem. Te taktyki to między innymi: wykorzystywanie państwa do decydowania o tym, co stanowi szkołę, narzucanie kosztownych zasad i regulacji szkołom pozarządowym, oraz wykorzystywanie praw przeciw wagarowiczom w celu napastowania osób uczących dzieci w domu. Kreatywne alternatywny takie, jak Marshall Fritz’s Academy for Self-Government napotykają gigantyczne problemy z samym tylko przetrwaniem.

Głównym problemem są oczywiście pieniądze. Tak długo, jak rząd zabiera rodzicom tak dużo pieniędzy w postaci podatków, rodzicom jest ciężko posyłać swoje dzieci do szkół nienależących do rządu. Próby zmiany tego przez kredyty podatkowe i bony poskutkowały w obłędnych kontratakach, między innymi z NEA. Jak to wyłożył Gatto:

„Szkoła stała się zbyt ważna jako miejsce zatrudnienia kontraktowców i obrońców porządku społecznego, aby pozwolić się ‘zreformować’. Ma ona sprzymierzeńców politycznych, którzy bronią jej poczynań.” Wybór edukacji oznacza również kontrolowanie edukacji przez rodziców, a nie biurokratów. Historia pokazała, że system centralizacji kontroli przyniósł kiepskie rezultaty i masowe marnotrawienie zasobów.

Wezwanie do walki na rzecz wyboru edukacji jest centrum utworzenia wolnego społeczeństwa. Szkoły rządowe nie są po prostu kolejną „czarną dziurą”, w którą wpadają pieniądze z podatków – lecz instytucją, która naprawdę krzywdzi nasze dzieci.

Jedynym sposobem, który zapewni USA edukację wysokiej jakości będzie przywrócenie kontroli rodzicom, którzy będą mieli realny wybór, a nie sterylny monopol szkół rządowych. Kreatywne propozycje takie, jak California Education Choice Initiative, która była przedmiotem referendum w listopadzie 1993, w końcu zostaną uchwalone, gdyż coraz więcej ludzi rozumie, że aktualny system nie będzie naprawiony – a im szybciej, tym lepiej.

Autorzy: George L. O’Brien i Geoffrey Erikson
Tłumaczenie: Krzysztof Sobolewski
Źródło oryginalne: proterians.net
Źródło polskie: Libertarianizm


TAGI: , ,

Poznaj plan rządu!

OD ADMINISTRATORA PORTALU

Hej! Cieszę się, że odwiedziłeś naszą stronę! Naprawdę! Jeśli zależy Ci na dalszym rozpowszechnianiu niezależnych informacji, ujawnianiu tego co przemilczane, niewygodne lub ukrywane, możesz dołożyć swoją cegiełkę i wesprzeć "Wolne Media" finansowo. Darowizna jest też pewną formą „pozytywnej energii” – podziękowaniem za wiedzę, którą tutaj zdobywasz. Media obywatelskie, jak nasz portal, nie mają dochodów z prenumerat ani nie są sponsorowane przez bogate korporacje by realizowały ich ukryte cele. Musimy radzić sobie sami. Jak możesz pomóc? Dowiesz się TUTAJ. Z góry dziękuję za wsparcie i nieobojętność!

Poglądy wyrażane przez autorów i komentujących użytkowników są ich prywatnymi poglądami i nie muszą odzwierciedlać poglądów administracji "Wolnych Mediów". Jeżeli materiał narusza Twoje prawa autorskie, przeczytaj informacje dostępne tutaj, a następnie (jeśli wciąż tak uważasz) skontaktuj się z nami! Jeśli artykuł lub komentarz łamie prawo lub regulamin, powiadom nas o tym formularzem kontaktowym.

3 komentarze

  1. Sebek 16.05.2011 19:44

    Olgierd nie rozwalaj mnie. Cały artykuł mówi o porażce centralnego planowania i sukcesie decentralizacji w stronę wolnego rynku.

  2. IVAN GROZNY2 17.05.2011 00:51

    no to chyba Hussein Barrack Obam powinien byc happy??? Czytac to nie umie pisac tez uslyszy ze zabili Osama wyjdzie i sie cieszy Rano do roboty na jesieni do glosowania -no rewelka

  3. Abyss 17.05.2011 12:25

    To, że winę za niski poziom nauczania ponosi państwo jest oczywiste. Publiczne szkoły nie są od nauczania, tylko od wychowywania bezmózgich lemingów. Jeżeli chcecie aby wasze dziecko wychowywał Donald T. a nie wy to powodzenia.
    @Janpol
    “Nie sądzę, że artykuł jest o porażce centralnego planowania”
    Tekst jest o tym, ze mieszanie się państwa w edukacje to tragedia. Szkoły prywatne to nie są szkoły elitarne tylko normalne (elitarne bo tańsze?).
    “wystarczy porównać publikowane oceny szkół w Polsce”
    Porównanie szkół w Polsce nie ma sensu bo w Polsce nie ma prywatnych szkół. Szkoły prywatne maja program odgórny taki sam jak publiczne, ale i tak są lepsze bo nikt inaczej nie płaciłby za 2 szkoły. To tak jakby porównać TVP z TVN. Porównać można by TVP z WM, ale oświatowe WM są prawnie zakazane (nielegalne).
    “Jak się uważnie wczytamy w artykuł to mamy sygnał”
    Jak się uważnie wczyta w artykuł to słychać strzały! Przecież tam jest wyraźnie napisane i udowodnione- że za tragiczny stan szkolnictwa odpowiada rządzące bydło, które ma w tym interes. W szkołach się nie naucza tylko INDOKTRYNUJE. Gdyby nie telewizja i publiczna edukacja to obecny system trzeba byłoby utrzymywać silą.
    “Podstawowy problem to”
    Podstawowy problem to przymus edukacji. Dzieci są silą odbierane rodzicom w celu wyprania im mózgów.
    “brak określenia celu jaki ma osiągać edukacja”
    Cele nieokreślone? Celem jest wypranie mózgu dziecku. Taki sam cel ma telewizja. Celów edukacji nie trzeba było wyznaczać przez parę milionów lat, są one oczywiste, ale obecnie mamy antycywilizacje.
    “Jak wynika z artykułu w USA szkoły, na skutek ewolucji przepisów w złym kierunku”
    Nie na skutek ewolucji przepisów w złym kierunku tylko na skutek pojawienia się przepisów.
    ZZ Straciły właściwy cel? Celem związków zawodowych jest, to aby nauczyciele nic nie robili i brali kasę. W szkołach prywatnych musieliby nauczać! Obecnie jeżeli na 10 nauczycieli trafi się 1 któremu się chce to bardzo dobry wynik. Reszta ma w dupie. Lepiej przeczytać przed lekcja co państwo chce, aby dzieci usłyszały. Oczywiście pedagog, który chce czegoś nauczyć musi edukować niezgodnie z programem. I tu pojawiają się państwowe testy na zakończenie podstawówki/gimnazjum/liceum/technikum które sprawdzają jak uczeń zostatał zindoktrynowany.

    Rozwiązanie problemu jest banalne- wprowadzenie bonów oświatowych i likwidacja ministerstwa edukacji (indoktrynacji). Prywatne szkoły konkurując miedzy sobą zaczęłyby nauczać normalnych potrzebnych przedmiotów w proporcjach odpowiadających zapotrzebowaniu (posłalibyście dziecko do gimnazjum w którym nie naucza się informatyki- obecnie może 1/1000 gimnazjów realizuje i tak ubogi program). Oczywiście koszty by spadły (konkurencja). Jest tylko jedna wada (a właściwie największa zaleta) państwo nie miałoby wpływu na to czego jesteśmy nauczani- a na to nie magą sobie pozwolić. To tak jakby stracili telewizje, w sumie szkolnictwo jest dużo gorsze od TV, bo przymusowe. Programy telewizyjne też są zgodne z programem nauczania!
    Jeżeli ktoś twierdzi, że państwu zależy na tym aby społeczeństwo było mądre, inteligentne, nie dające robić się w ch**a to ma telewizor zamiast mózg.
    Prawdy płynące z państwowych szkół są takie same jak te z telewizji, przecież odpowiadają za nie te same osoby. Wolne Media tak, ale wolna edukacja nie? Mówiąc tak dla publicznej szkoły mówicie tak dla przymusowej telewizji niekontrolowanej przez rodziców- przez was być może.

Dodaj komentarz

Zaloguj się aby dodać komentarz.
Jeśli już się logowałeś - odśwież stronę.