Jak wymyślono “żołnierzy wyklętych”

Opublikowano: 06.03.2016 | Kategorie: Historia, Polityka, Publicystyka

Liczba wyświetleń: 17

Minął kolejny 1 marca – święto, które przypomina, że obecna Polska opiera się na kłamstwie historycznym i manipulacji. Tak zwany dzień żołnierzy wyklętych, a nawet samo pojęcie wyklętych to propaganda nie mająca wiele wspólnego z czczeniem historii.

GENEZA MANIPULACJI

Pojęcia tak zwanych żołnierzy wyklętych nie wymyślił żaden z zajmujących się okresem powojennym historyków. Po raz pierwszy pojawiło się w roku 1993 jako tytuł wystawy organizowanej przez Ligę Republikańską. Później wykorzystał je w swoich piosenkach prawicowy propagandysta Leszek Czajkowski. Do niedawna pojęcie “żołnierze wyklęci” pojawiało się jednak głównie w niszowych skrajnie prawicowych publikacjach nie trafiając do poważnych tytułów.

Sytuacja zmieniła się dopiero po roku 1999, w którym powstał Instytut Pamięci Narodowej. Ta państwowa instytucja była tworzona przez ludzi o zdecydowanie prawicowych poglądach, nie próbujących nawet udawać bezstronności. Częścią misji propagandowej IPN stało się promowanie narodowych mitów, pomagających kształtować młode pokolenie. Jednym z takich tematów stali się „żołnierze wyklęci”. Po roku 2000 zaczęły powstawać filmy, muzyka, a nawet opracowania historyczne dotyczące powojennego podziemia antykomunistycznego wykorzystujące to pojęcie. W akcje wspierania „pamięci o wyklętych” włączyły się państwowe instytucje, spółki skarbu państwa, a nawet banki. W efekcie różnego rodzaju wydarzeń organizowanych już nie tylko przez skrajną prawicę, zaczęło się pojawiać coraz więcej. Wiele z nich sponsorował ze swojej kieszeni podatnik, którego funduszami władze hojnie obdarowywały IPN.

POJĘCIE PROPAGANDOWE

Mało który historyk obecnie sprzeciwia się czy stara demontować mit „wyklętych”. Państwowe fundusze oraz atmosfera polityczna robią swoje. Tymczasem manipulacja jest ewidentna. Żołnierze wyklęci to klisza PRL-owskich „utrwalaczy władzy ludowej”, przy czym pojęcie utrwalaczy było o wiele bardziej zdefiniowane. Trudno nawet wskazać jeden mianownik łączący „wyklętych”. Zalicza się do nich powszechnie znane postaci takie jak rotmistrz Witold Pilecki, czy generał August Fieldorf „Nil”, zastępca komendanta głównego AK. Problem w tym, że ludzie ci wprawdzie zginęli w wyniku represji stalinowskich jednak nie walczyli zbrojnie z utworzonym w 1944 roku rządem Polski. Ich zaliczanie do „wyklętych” jest więc manipulacją.

Podobnie nieścisłe jest określanie tym mianem wszelkiej zbrojnej walki po zakończeniu II Wojny Światowej. Idąc tym tropem należałoby stwierdzić, że jedną z głównych sił „wyklętych” była Ukraińska Powstańcza Armia (UPA), a swój udział mieli także niemieccy dywersanci z Werwolfu. Na wiosnę 1946 roku UPA liczyła ponad 3,5 tysiąca ludzi, co oznaczałoby, iż była główną „armią wyklętych”. Podobnie z niemieckimi dywersantami na ziemiach zachodnich, gdzie inne zbrojne oddziały antykomunistyczne były niemal nieobecne.

Nawet jeśli brać pod uwagę tylko zaliczenie do kategorii „wyklętych” formacji polskich, definicja wciąż jest absurdalna. Nie było żadnej jednolitej armii czy ruchu oporu. Armia Krajowa została rozwiązana 19 stycznia 1945 roku. Co więcej 1 lipca tego roku Rada Jedności Narodowej, czyli tzw. „Rząd londyński” wydał odezwę – „Testament Polski Walczącej”, w którym zapewnia, że nie dąży do wojny między Zachodem a ZSRR. Jest to koncepcja polityczna daleka od proponowanych przez pozostałe w lasach grupy zbrojne. „Wyklęci” nie byli więc też zbrojnym ramieniem żadnego polskiego rządu, nie posiadali ani wspólnego dowództwa ani nawet zbieżnych idei. Wykorzystywanie przy okazji upamiętniających ich uroczystości znaku Polski Walczącej, kojarzonego z AK to wielka historyczna manipulacja. W manipulacji tej biorą udział przedstawiciele IPNu. Jeden z nich w Wiadomościach TVP 1 marca przedstawiał Narodowe Siły Zbrojne, nieuznawane przecież przez polskie państwo podziemne i wrogie mu zarówno politycznie jak i militarnie, jako „legalną armię polską”.

SKALA ZJAWISKA

Zakłamana jest nie tylko sama definicja wyklętych, ale również informacje o nich. Przy okazji 1 marca w mediach podawano nie wiadomo skąd pochodzące dane o sile oporu wobec „reżimu komunistycznego” po 1944 roku. Sam IPN ujawnia prawdziwe szacunki w bardziej fachowych publikacjach naukowych nie przeznaczonych na potrzeby masowego odbiorcy. Dane o 80 tysiącach osób w „antykomunistycznych” oddziałach partyzanckich w roku 1944 są oparte na fałszu. Dotyczą one wszystkich niekomunistycznych oddziałów, które nie zostały rozformowane. Brak natychmiastowego zdania przez nie broni nie oznacza jednak, że prowadziły aktywną walkę. Liczba partyzantów zresztą bardzo szybko maleje, nie tylko w wyniku represji, ale przede wszystkim właśnie składania broni połączonego z ujawnieniem się lub nie.

W swoich danych IPN sam zresztą sobie przeczy – najpierw podaje ogromną liczbę 120-180 tysięcy konspiratorów, aby zaraz potem stwierdzić, że „W 1945 r. w lesie przebywało 13-17 tys. osób, w 1946 r. 6600-8600, zaś po amnestii, w latach 1947-1950 przez oddziały przewinęło się do 1800 partyzantów”[1]. Wynika to prawdopodobnie z wspomnianego wcześniej nadużycia przy wyliczeniach. Nie da się również ukryć, że po roku 1951 walka zbrojna to już w zasadzie jednostkowe przypadki.

Twórcy mitu „wyklętych” nie chcą pogodzić się z podstawową prawdą historyczną – wychwalają zjawisko, które miało znikome znaczenie społeczne, polityczne jak i militarne. Zbrojne oddziały po rozwiązaniu AK oraz Batalionów Chłopskich miały bardzo niewielkie poparcie społeczne i jedynie regionalne znaczenie. Z braku możliwości prowadzenia walki z regularnym wojskiem oraz siłami bezpieczeństwa często pogrążały się w działaniach czysto bandyckich, rabunkowych oraz wyrównywaniu różnego rodzaju rachunków z okoliczną ludnością cywilną. Szacuje się, że w wyniku działań „wyklętych” zginęło ponad 5 tysięcy cywilów, w ogromnej większości chłopów, którzy chcieli spokojnie wrócić do pokojowego życia i nie interesowali się polityką. Wśród ofiar jest też 187 dzieci, ponieważ zdarzały się przypadki mordowania całych rodzin. Incydenty takie jak pacyfikacja białoruskich wsi przez oddział Romualda „Rajsa” Burego nie jest żadnym wyjątkiem.

Twórcom polityki historycznej nie w smak jest również postawa moralna wielu „wyklętych”. Józef „Ogień” Kuraś był szefem Powiatowego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego w Nowym Targu. Weterani AK mówią, że jego działalność przyczyniła się do zadenuncjowania i uwięzienia wielu dawnych towarzyszy broni z AK. IPN został zmuszony do rozpoczęcia śledztwa w tej sprawie[2]. Przejście „Ognia” do „antykomunistycznego ruchu oporu” było, wedle świadków, wynikiem tego iż stalinowskie władze zakwestionowały jego metody działania w stylu lokalnego watażki.

POP KULT “WYKLĘTYCH”

Mit „wyklętych” jest jednak utrzymywany ze względu na jego popkulturową i polityczną nośność. Prezydent Andrzej Duda, podczas obchodów Dnia Żołnierzy Wyklętych powiedział, że są oni „fundamentem polski”. Jeśli fakty świadczą, że to fundament mizerny i przegniły, tym gorzej dla faktów. Obchody uroczystości odbyły się między innymi we Wrocławiu oraz Gdańsku. Nie można zaprzeczyć, że w miastach tych po roku 1945 działali „wyklęci”, jednak chyba nie mówili oni w języku polskim oraz wywodzili się raczej z SS niż AK.

Wielkim historycznym fałszem w imię popkulturowej polityki jest też łączenie „wyklętych” z Powstaniem Warszawskim. Na defiladzie grup rekonstrukcyjnych w Gdańsku pojawili się rekonstruktorzy z odnowionym czołgiem Pantera w barwach pojazdu zdobytego podczas Powstania. Co ma to wspólnego z wyklętymi? Nic! Wypada jedynie zwrócić uwagę rekonstruktorom – rozumiem, że dostajecie za to pieniądze, a IPN promuje takie zabawy, ale jeśli chcecie się tylko bawić przebierajcie się za orki czy elfy, zamiast uczestniczyć w fałszowaniu historii. Wkrótce może się okazać, że w Polsce jest więcej rekonstruktorów bawiących się w „wyklętych” niż było faktycznych partyzantów. Z pewnością więcej wyprodukowano już jarmarcznych gadżetów. Lepsze lub gorsze w wykonaniu bluzy, koszulki, przypinki, komplety pościeli (sic!) czy plakaty, zawładnęły sklepami z „materiałami patriotycznymi”. Gadżety mają w większości przypadków z historią jeszcze mniej wspólnego niż najbardziej absurdalne zabawy rekonstruktorów. Symbole Polski Walczącej obok jaszczurki NSZu, dumnie prężący się „Ogień” czy „Rajs” obok rotmistrza Pileckiego. Próżno dopatrywać się sensu w tej modzie oraz symbolach patriotycznych pomieszanych z wizerunkami pospolitych bandytów i dresiarskimi bluzami z hasłem CHWDP.

Nie napotyka to na zorganizowany opór. Historycy się boją, lewica z kolei doszła do wniosku, albo, że mniej jej wolno „bo Stalin”, albo iż jest „nowoczesna” wiec nie będzie się przejmowała historią. Od prezydenta, przez „historyków” IPNu po dresiarza i kibola wszyscy są zadowoleni. Pod znakiem „wyklętych” można organizować zarówno uroczyste akademie, ganiać z karabinem na plastikowe kulki, jak i tłuc się na trybunach z innymi „wyklętymi”. Cierpi jedynie prawda historyczna, ale kto by się nią przejmował, liczy się tylko polityka historyczna.

Autorstwo: Piotr Ciszewski
Źródło: Lewica.pl

PRZYPISY

[1] http://wykleci.ipn.gov.pl/zw/historia/3821,dok.html?poz=6

[2] Leszek Konarski, „Ogień” w bezpiece, http://www.tygodnikprzeglad.pl/ogien-w-bezpiece/

1 Star2 Stars3 Stars4 Stars5 Stars Zostań pierwszą osobą, która oceni ten wpis!
Loading...

TAGI: , , , ,

OD ADMINISTRATORA PORTALU

Hej! Cieszę się, że odwiedziłeś naszą stronę! Naprawdę! Jeśli zależy Ci na dalszym rozpowszechnianiu niezależnych informacji, ujawnianiu tego co przemilczane, niewygodne lub ukrywane, możesz dołożyć swoją cegiełkę i wesprzeć "Wolne Media" finansowo. Darowizna jest też pewną formą „pozytywnej energii” – podziękowaniem za wiedzę, którą tutaj zdobywasz. Media obywatelskie, jak nasz portal, nie mają dochodów z prenumerat ani nie są sponsorowane przez bogate korporacje by realizowały ich ukryte cele. Musimy radzić sobie sami. Jak możesz pomóc? Dowiesz się TUTAJ. Z góry dziękuję za wsparcie i nieobojętność!

Poglądy wyrażane przez autorów i komentujących użytkowników są ich prywatnymi poglądami i nie muszą odzwierciedlać poglądów administracji "Wolnych Mediów". Jeżeli materiał narusza Twoje prawa autorskie, przeczytaj informacje dostępne tutaj, a następnie (jeśli wciąż tak uważasz) skontaktuj się z nami! Jeśli artykuł lub komentarz łamie prawo lub regulamin, powiadom nas o tym formularzem kontaktowym.

4
Dodaj komentarz

Chcesz skomentować? Zaloguj się!
  Subskrybuj  
najnowszy najstarszy
Powiadom o
Wujek Polonii
Użytkownik
Wujek Polonii

To jest dopiero propaganda!

Geneza manipulacji:

“Pojęcia tak zwanych żołnierzy wyklętych nie wymyślił żaden z zajmujących się okresem powojennym historyków. Po raz pierwszy pojawiło się w roku 1993 jako tytuł wystawy organizowanej przez Ligę Republikańską.”
Młodzi ludzie złożyli hołd żołnierzom, których system PRL próbował wymazać z historii Polski. To oni wymyślili pojęcie “żołnierze wyklęci”, ale to nie oni Ich stworzyli. Zabiegi oprawców, katów i zbrodniarzy nie przyniosły pełnego sukcesu- pamięć przetrwała. To z tej pamięci narodzili się “żołnierze wyklęci” i termin ten odnosi się właśnie do działań podejmowanych przez komunistyczny system. Wyklęci mieli być zapomniani.

“Trudno nawet wskazać jeden mianownik łączący „wyklętych”. Zalicza się do nich powszechnie znane postaci takie jak rotmistrz Witold Pilecki, czy generał August Fieldorf „Nil”, zastępca komendanta głównego AK. Problem w tym, że ludzie ci wprawdzie zginęli w wyniku represji stalinowskich jednak nie walczyli zbrojnie z utworzonym w 1944 roku rządem Polski. Ich zaliczanie do „wyklętych” jest więc manipulacją.”
A tu jest właśnie clou propagandy. Próbuje się zdyskredytować “wyklętych”, nie wspominając nawet słowem o “żołnierzach niezłomnych”. Na tym właśnie polega manipulacja i fałszowanie historii. Świadome niedopowiedzenie jest kłamstwem.
Niezłomność i patriotyzm to wspólny mianownik tych, którzy ginęli z rąk hitlerowców i stalinowców. To nie my dziś wybieramy tych, którzy zasługują, by być “wyklętymi”.
Byli tacy, co “wyklętymi” zostali, ponieważ służyli w armii na zach., bo walczyli w Powstaniu Warszawskim, bo należeli do AK, BCh, NSZ… i tacy, co walczyli dalej z sowietami. To nie my zadecydowaliśmy, kto zostanie “wyklętym”! Dziś przywraca się, po prostu, o Nich pamięć!
A byli przecież tacy z “żołnierzy niezłomnych”, którym udało się przeżyć ubeckie kazamaty i powrócili do życia, osiągając w PRL nawet jakieś sukcesy. To co? Nie są już “wyklętymi”?
Nie można określać wszystkich jednakowo. AK-owcy, leśni, partyzanci, powstańcy warszawscy, wyklęci, niezłomni… to nie są tożsame pojęcia.
Ale to, że określenie “wyklęci” jest niefortunnie dobrane i nie oddaje w pełni pojęcia, może jak widać posłużyć do tworzenia propagandy i do kontynuacji kłamstw o prawdziwych polskich patriotach, którzy nie chcieli się poddać i żyć w niewoli.

“„Wyklęci” nie byli więc też zbrojnym ramieniem żadnego polskiego rządu, nie posiadali ani wspólnego dowództwa ani nawet zbieżnych idei.”
Przecież nazywamy ich właśnie żołnierzami!!!
“Żołnierz jest podstawową jednostką w wojsku.”- cyt. Wikipedia.

“Twórcy mitu „wyklętych” nie chcą pogodzić się z podstawową prawdą historyczną – wychwalają zjawisko, które miało znikome znaczenie społeczne, polityczne jak i militarne.”
“Wyklętymi” często zostali tacy, co złożyli broń, poddali się amnestii, chcieli normalnie żyć, nawet bez niepodległości. Część z nich zostało złamanych i nie stanowiło już zagrożenia dla nowego systemu. Wielu tworzyło konspirację, ale tylko ok. połowa, walczyła w partyzantce. To były tak naprawdę resztki polskiej przedwojennej elity patriotycznej, którą chcieli zlikwidować w pierwszej kolejności, okupanci niemieccy i sowieccy.
Dziś upamiętnia się Ich jako ofiary- tych, którzy oddali życie za Polskę, a wychwala się cnoty patriotyczne!!!

“Cierpi jedynie prawda historyczna, ale kto by się nią przejmował, liczy się tylko polityka historyczna.”
Nawet ostatnie zdanie jest manipulacją.
Autorze! Może dla Ciebie i takich jak Ty, liczy się tylko polityka historyczna. Wszak widać wyraźnie w twoich wypocinach, kontynuację tej stalinowskiej.
Dla innych ważna jest Pamięć!

Ten tekst jest “czystą” kłamliwą propagandą, ciągłością tej zbrodniczej- komunistycznej.

pOZDRAWIAM niePOPRAWNIE niePOLITYCZNIE

Wujek Polonii

MB
Użytkownik
MB

To że obecne władze strojące się jedynie w narodowe piórka wykorzystują zbrojne podziemie antykomunistyczne do własnych celów propagandowych to jedno. A to że tym ludziom należy się wreszcie uznanie i prawidłowa ekspozycja, to już zupełnie inna sprawa. Ale co mógł człowieczek z lewica.pl napisać? Oszustwa historyczne, manipulacje i propaganda za pieniądze polskiego podatnika to Muzeum Żydów Polskich, a nie IPN.

W.W.
Użytkownik
W.W.

A co czyja potomkowie tych, co ci bandyci, zaliczani dziś do panteonu “wyklętych” bestialsko zamordowali?
Gdyby IPN wykonał swoja pracę, to odzielibyśmy ludzi ideowych od zwyczajnych bandytów. Ideowi zalogują na szacunek, bandyci nie!

ven0m
Użytkownik
ven0m

Przeczytałem kilka pierwszych zdań i myslę sobie: “autor – lewica.pl”, nie mogłem wytrzymać więc scroluję na dół i co widze ? Źródło: lewica.pl. Dziękuję nie czytam, szkoda czasu na bzdury. Mój wewnętrzny anty-lewacko, anty-multikulti, anty-liberalny radar działa, jak widać, póki co prawidłowo (stuk stuk stuk) :)