Liczba wyświetleń: 887
Najpóźniej do 2020 r. firmy na Islandii będą musiały zacząć płacić kobietom i mężczyznom jednakowe wynagrodzenie za pracę na takim samym stanowisku.
Tym samym Islandia stała się pierwszym krajem na świecie, który zmusi pracodawców do zasypania przepaści płacowej pomiędzy płciami (i który zwraca także uwagę na równość płacową ze względu na pochodzenie etniczne czy narodowość). Podobne rozwiązania mają miejsce w Szwajcarii i amerykańskim stanie Minnesota, ale Islandia jako pierwsza uczyniła je obowiązkowym wymogiem, od którego nie ma ucieczki.
Dodatkowo każde przedsiębiorstwo, które zatrudnia ponad 25 osób, będzie musiało przedstawić listę płac i zaświadczenie o wypłacaniu niezróżnicowanych płac, by otrzymać specjalny certyfikat.
„Równe prawa są prawami człowieka” – powiedział minister Równości i Spraw Społecznych Thorsteinn Viglundsson – „Musimy zapewnić równe szanse w miejscu pracy zarówno mężczyznom, jak i kobietom. To nasz obowiązek. Czas na radykalne rozwiązania”.
W październiku 2016 r. tysiące Islandek opuściło swoje stanowiska pracy o godz. 14.38. Podczas typowego dnia pracy, który trwa od 8.00 do 16.00, kobiety są opłacane do tej właśnie godziny, później zaś pracują za darmo, jeśli porównamy ich wynagrodzenia na tym samym stanowisku z męskimi. Protest ten był jedną z przyczyn zmiany ustawodawstwa.
Światowe Forum Ekonomiczne obwoływało Islandię najlepszym krajem pod względem równości między płciami przez osiem lat z rzędu – ale kobiety zarabiały tam 14 do 18 proc. mniej od mężczyzn.
Ustawa przeszła przez islandzki parlament. Nowe prawo ma być wdrożone do 2020 r.
Źródło: NowyObywatel.pl
Obawiam się, że taki krok niedość że nie rozwiąże problemu to jeszcze może go nasilić. Jeśli Pracodawca będzie miał do wyboru mężczyznę w wieku 23 lat i kobietę w wieku 23 lat to widząc kobietę pomyśli że być może w niedługim czasie zniknie z pracy na około 2 lata za sprawą dzieci. Co więcej możliwym jest, że kobieta ta będzie musiała brać wolne od pracy aby opiekować się tymi dziećmi w ewentualnej chorobie. Tu nie chodzi o złą wolę pracodawcy, tylko o długie okresy czasu gdy pracę kobiety musi wykonywać ktoś inny. To właśnie za te okresy kobieta płaci niższą pensją będącą rekompensatą – brutalne.
Sens nie uderzający w kobiety mogłoby mieć prawo absurdalnie lewicowe, w którym zmusimy pracodawcę do parytetów i przykładowo nakażemy stworzenia małej liczby progów płacowych (uzależnionej od liczby pracowników – nie więcej niż przykładowo: LP^(1/2)) i wykazania, że w każdym z tych progów płacowych zatrudnił co najmniej 25% pracowników każdej z płci. Jednak co wtedy z podwyżkami dla dobrego pracownika? Dlaczego nie można premiować wydajności? Nie premiując jakości zadusimy gospodarkę lub zmusimy pracodawców do płacenia pod stołem.
Jeszcze można by w następnej kolejności zmusić pracodawców do równego płacenia osobom:
1. w różnym wieku i doświadczeniu.
2. o różnym kolorze skóry
3. o różnej sile fizycznej (przy pracach fizycznych)
4. o różnych religiach (to co, że pracownik 3 razy podczas 8 godzin pracy modli się przez pół godziny)
Potem wprowadzić obowiązkowe minimum zatrudnienia różnych osób proporcjonalny do ilości w danym rejonie:
1. różnych ras
2. różnych religii
3. preferencji seksualnych
4. ilości posiadanych dzieci
5. preferencji żywieniowych (tyle samo procentowo wegetarian)
6. itd. itd.
Na koniec wyrównać wszystkie płace na wszystkich stanowiskach, bo przecież premier NICZYM się nie różni od ekspedientki w sklepie. I będzie RAJ NA ZIEMI.
p.s. Niestety już nie będzie pracodawców.
No to teraz będzie tak:
80% stanowisk w sektorze państwowym to będą kobiety
80% stanowisk w sektorze prywatnym mężczyźni
Tak jest w Szwecji po tych ichnich ekskrementach ups eksperymentach społecznych.