Imigracyjny produkt wolnorynkowej prawicy

Opublikowano: 19.11.2015 | Kategorie: Gospodarka, Publicystyka, Społeczeństwo

Liczba wyświetleń: 320

Przy okazji zamachów w Paryżu po raz kolejny w polskim internecie obrodziło wpisami znawców od imigracji, którzy za napływ obcych kulturowo przybyszy obwiniają „lewacki” multikulturalizm i mityczny „socjal”. Sprawa jest jednak dużo bardziej skomplikowana niż memy na “Kwejku”, bowiem drzwi dla imigrantów jako pierwsza otworzyła wolnorynkowa prawica w porozumieniu z krajowym biznesem.

„Prawicowiec kieruje się entuzjazmem lub oburzeniem, podziwem albo obrzydzeniem, ale nigdy refleksją. Zamiast tego reaguje. Stąd jego niemal zawsze emocjonalne reakcje na wydarzenia. Uderzający jest jego naiwny, wręcz dziecinny sposób reagowania, zawsze zatrzymujący się na powierzchni zjawisk, zadowalający się informacją prasową, przyjmujący wąski punkt widzenia na każdą sprawę, pozbawiony wglądu w przyczyny” – ten długi cytat z francuskiego myśliciela Alaina de Benoista jak ulał pasuje do polskiego podwórka. Lokalni zwolennicy prawicy nie zgłębiając się w żaden temat, już po tytule informacji potrafią zalać internet emocjonalnymi komentarzami, które w kwestii imigracji są już znane do znudzenia. Tak więc „lewacy” sprowadzili do Europy „ciapatych” obdarzając ich niebotycznym „socjalem”, za który „brudasy” odwdzięczają się zamachami terrorystycznymi i próbą forsowania prawa szariatu. Rzeczywistość jest jednak dużo bardziej skomplikowana i może zaburzyć starannie ułożony tok myślenia, charakterystyczny dla pokolenia wychowanego na memach i komentarzach pochodzących z wpisów prawicowych profili na “Facebooku”. Jako pierwsi drzwi dla imigrantów otworzyli bowiem przedstawiciele wolnorynkowej prawicy, którzy uczynili to na rozkaz swojego ulubionego obiektu westchnień, a więc biznesmenów.

GAULLIŚCI PRZECIWKO PRACOWNIKOM

Proces napływu imigrantów do Francji opisał właśnie wspomniany już de Benoist, w dostępnym również po polsku artykule „Imigracja – armia rezerwowa kapitału”. Początkowo na przełomie XIX i XX w. w związku z rewolucją przemysłową do Francji napływali przybysze z innych europejskich państw, którzy mieli obniżać wymagania francuskiego społeczeństwa dotyczące praw pracowniczych i godnych wynagrodzeń, na co zgadzały się rządy radykałów (takim mianem do dziś nazywa się francuskich liberałów) oraz ugrupowań centroprawicy. Przybysze spoza Europy zaczęli pojawiać się po I Wojnie Światowej, a ich liczba zwiększyła się znacząco po utworzeniu w 1924 r. Generalnej Agencji dla Imigracji, powołanej przez wielkich farmerów oraz przedsiębiorstwa górnicze, na czele której stanął poseł Édouard de Warren z konserwatywnej Federacji Republikańskiej (FR). Trzy lata później wprowadzono natomiast nowe prawo, pozwalające na szybsze uzyskanie obywatelstwa, zaakceptowane głównie głosami rządzącej prawicy z Sojuszu Demokratycznych Republikanów (ARD). Widoczny wzrost liczby muzułmańskich imigrantów odnotowano już po II Wojnie Światowej, gdy wielkie kompanie wysyłały ciężarówki po Algierczyków i Marokańczyków. W 1954 r. we Francji było już 200 tys. algierskich imigrantów, natomiast w latach 1962-1975 populacja zwiększyła się z 350 do 700 tys. Żądania francuskich przedsiębiorców poszukujących taniej siły roboczej przez cały ten czas spełniały konserwatywno-liberalne ugrupowania prawicy, także te związane z gen. Charlesem de Gaullem, który w latach 1959-1969 pełnił funkcję prezydenta Francji. Sytuacja nie zmieniła się nawet w trakcie kryzysu gospodarczego w latach 1970., kiedy władzę sprawowali konserwatyści z Partii Gaullistowskiej oraz liberałowie z Unii na rzecz Demokracji Francuskiej (UDF). Do otwarcia granic na prośbę czołowych francuskich przedsiębiorców w 1973 r. przyznał się zresztą prezydent Georges Pompidou z UDF, który przekonywał, że wielcy bossowie zawsze chcą jeszcze większych zysków, stąd przybysze spoza Francji mieli obniżać płace i rozbijać jedność francuskich pracowników.

Co ciekawe, przez długi czas przeciwko imigracji protestowała Francuska Partia Komunistyczna (PCF), a jej lider w latach 1972-1994, Georges Marchais, uznawał ją za konsekwencję kapitalizmu i imperializmu. W 1981 r. wzywał wręcz do głosowania za ograniczeniem napływu cudzoziemców, tłumacząc to trwającym kryzysem gospodarczym. Imigranci jako nowa siła robocza mieli jeszcze bardziej obniżać pensje pracowników, a także prowadzić do zwiększania się bezrobocia.

GASTARBEITERZY NA DŁUŻEJ

Choć już na początku XX w. w Niemczech, głównie w kopalniach pracowało kilkaset tysięcy imigrantów, drzwi dla masowej imigracji po II wojnie światowej otworzyła niemiecka prawica z Unii Chrześcijańsko-Demokratycznej (CDU). W latach 1950. Niemcy przeżywały prawdziwy cud gospodarczy, skutkujący trudnościami ze znalezieniem rąk do pracy. Na przełomie lat 1950. i 1960. Republika Federalna Niemiec podpisała więc szereg dwustronnych umów o ściągnięciu tymczasowych pracowników z Włoch, Grecji, Hiszpanii i Portugalii, oraz nieco później z Turcji, Tunezji i Maroka. Sprowadzenie przybyszy spoza Europy powodowało największe kontrowersje, a z powodów kulturowych przeciwnikiem podobnych planów był Theodor Blank, sekretarz stanu ds. zatrudnienia. Ostatecznie Niemcy ugięły się jednak pod naciskiem Stanów Zjednoczonych, liczących na zyski swoich firm działających na terenie Europy. Pod rządami prawicowych kanclerzy Konrada Adenaurera i Ludwiga Erharda w latach 1960-1966 liczba cudzoziemców w zachodnich Niemczech wzrosła z 279 tys. do 1,3 mln. Choć Gastarbeiterzy, jak wskazuje sam termin, mieli być jedynie pracownikami tymczasowymi, po zakończeniu umowy z Turcją w 1973 r. zdecydowana większość z nich pozostała w Niemczech, szczególnie po liberalizacji prawa do pobytu w 1971 r., dokonanej już pod rządami socjaldemokratów. Do kolejnych zmian w prawie doszło natomiast w 2005 r., kiedy chadecka kanclerz Angela Merkel otworzyła niemal całkowicie granice swojego kraju.

Jeszcze w trakcie trwania wspomnianych umów z Turcją, Tunezją i Marokiem, spora część imigrantów traciła pracę i zaczynała żyć ze świadczeń dla bezrobotnych, stąd rządy opłacały ich powrót do domów. Dwa lata temu tygodnik „Der Spiegel” ujawnił, że chadecki kanclerz Helmut Kohl w 1982 r. rozpoczął przygotowania do realizacji planu zmniejszenia liczby tureckiej ludności w Niemczech o połowę, w związku z kłopotami z jej integracją z resztą społeczeństwa. Dziesięć lat później Kohl poparł jednak automatyczne przyznanie niemieckiego obywatelstwa trzeciej generacji imigrantów, ponieważ napływ cudzoziemców miał przyczynić się do budowy dobrobytu w Niemczech. Należy jednak wspomnieć, że wielu Niemców nie miało okazji z niego skorzystać, bowiem wbrew propagandzie dotyczącej brak rąk do pracy, w wielu biedniejszych regionach kraju bezrobocie utrzymywało się na wysokim poziomie. Przybysze spoza Niemiec mieli jednak dużo mniejsze wymagania względem zarobków i warunków pracy, godząc się częstokroć na życie w trudnych warunkach.

BIERNOŚĆ MARGARET THATCHER

Imigracja do Wielkiej Brytanii była związana przede wszystkim z napływem osób zamieszkujących tereny dawnego Imperium Brytyjskiego, demontowanego stopniowo po II Wojnie Światowej. Początkowo chodziło o ściągnięcie z dekolonizowanych terytoriów białej ludności brytyjskiego pochodzenia, lecz ostatecznie poszukując rąk do pracy przyjęto plan ściągnięcia kilkuset tysięcy Pakistańczyków i Hindusów. Za rządów Partii Konserwatywnej (w tym Winstona Churchilla) liczba imigrantów przybywających na Wyspy Brytyjskie wzrosła z 3 tys. rocznie w 1953 r. aż do 136 tys. w 1961 r. W kolejnych latach Torysi pod presją społeczną zaczęli zgłaszać kolejne projekty ustaw zaostrzające sposób przyznawania brytyjskiego obywatelstwa, ale nie zatrzymały one napływu imigrantów. Margaret Thatcher jeszcze przed wyborem na stanowisko premiera w 1978 r. wyrażała obawy związane z coraz większą liczbą obcokrajowców, jednak słowa „Żelaznej Damy” z perspektywy czasu okazały się jedynie próbą powstrzymania rosnących wpływów nacjonalistów z Frontu Narodowego (NF).

Podczas rządów Thatcher w latach 1979-1990 prawo imigracyjne zostało niemal nietknięte, za wyjątkiem ustawy z 1981 r. ograniczającej część praw obywatelskich dla osób przybywających do Wielkiej Brytanii spoza Europy. Poza tym nie istniała specjalna kontrola napływu imigrantów, a ich liczba nie rosła wówczas lawinowo jedynie z powodu gorszej sytuacji gospodarczej kraju. Ważną deklarację na początku ubiegłego roku złożył natomiast John Redwood, doradca Thatcher w czasie jej rządów, który stwierdził, że imigracja służy przedsiębiorcom. Dzięki większej liczbie pracowników na rynku pracy mogą oni bowiem oferować niższe płace i gorsze warunki zatrudnienia.

SKANDYNAWSKI SOJUSZ Z KAPITAŁEM

Państwa skandynawskie są głównym celem krytyki ze strony polskich prawicowców oraz nacjonalistów, którzy upatrują napływu imigrantów do Szwecji, Norwegii czy Danii w rozbudowanym państwie socjalnym i obłędnej „lewackiej” polityce multikulturalizmu. Sprawa jest jednak dużo bardziej skomplikowana, a za masowe przyjazdy cudzoziemców w niemal równej mierze odpowiada wolnorynkowa prawica, jak i lewica dopieszczana przez wielki kapitał. W pierwszej połowie XX w. Norwegia i Szwecja miały raczej kłopot z emigracją, natomiast pierwsi imigranci pojawiali się głównie w związku z kryzysami uchodźców, związanymi np. z takimi wydarzeniami jak Powstanie Węgierskie z 1956 r. W związku z kryzysem naftowym i zmniejszeniem wzrostu gospodarczego, w latach 1972-1989 rekrutacja pracowników poza granicami kraju została niemal zakazana decyzją rządu socjaldemokratów. Ponowne otwarcie granic dla imigrantów zarobkowych w Szwecji nastąpiło za rządów Carla Bildta z liberalno-konserwatywnej Umiarkowanej Partii Koalicyjnej (Moderaterna), który przyczynił się do redukcji wielu założeń państwa dobrobytu, zwłaszcza dotyczącego polityki pełnego zatrudnienia, co jest oczywiście na rękę środowiskom pracodawców. Przed aktualnym kryzysem uchodźców rekordowa liczba imigrantów przybyła do Szwecji w latach 2006-2009, w trakcie rządów Fredrika Reinfeldta, reprezentującego wspomnianą Moderaternę.

Podobnie rzecz ma się z sąsiednimi Norwegią i Danią. Choć oba kraje podobnie jak Szwecja zamknęły swoje granice na czas wspomnianego kryzysu naftowego, wyłączając spod ograniczeń co najwyżej przybyszy z innych państw skandynawskich, największa imigracja nastąpiła tam w ostatnich latach. W równym stopniu za taki stan rzeczy odpowiadają zmieniające się na przemian rządy prawicy i lewicy, jednak napływ imigrantów idzie w parze z redukcją zobowiązań socjalnych państwa, obniżką płacy minimalnej czy innymi zmianami w prawie pracy. Wszystko to dzieje się mimo dużo większego bezrobocia niż w czasach najlepszego prosperity Skandynawii, co oznacza, że nie brakuje rąk do pracy. Warto przy tym zaznaczyć, że mimo propagandy znanej z lokalnych antyimigracyjnych serwisów, zdecydowana większość imigrantów na północy Europy jest aktywna zawodowo, więc zabiera prace rodowitym Skandynawom, jednocześnie obniżając standardy pracownicze.

PRAWICA DESTABILIZUJE BLISKI WSCHÓD

Tegoroczny kryzys związany z przybyciem „uchodźców” nie jest związany bezpośrednio z chęcią pozyskania taniej siły roboczej, jednak trudno nie zauważyć, że za kryzys na Bliskim Wschodzie odpowiadają w dużej mierze zachodnie siły prawicowe. Interwencje destabilizujące sytuacje w Afganistanie i Iraku były realizowane podczas kadencji George’a W. Busha, reprezentującego neokonserwatywny odłam Republikanów, a wspierane choćby przez neoliberalnego brytyjskiego premiera Tony’ego Blaira oraz popierane choćby przez część polskich środowisk prawicowych, akceptujących każdy pomysł Amerykanów. Również „Arabska Wiosna” mogła cieszyć się poparciem zachodnich środowisk prawicowych, które naciskały chociażby na obalenie Mu’ammara al-Kaddafiego w Libii. Najgorętszym orędownikiem wspierania opozycji wobec libijskiego dyktatora był francuski prezydent Nicolas Sarkozy z konserwatywnej Unii na rzecz Ruchu Ludowego (UMP), który dostarczał jej wsparcia militarnego i politycznego. Wtórował mu brytyjski konserwatysta David Cameron, odpowiedzialny za powolny demontaż tamtejszego systemu socjalnego, znany ze swoich chorobliwie proamerykańskich poglądów. Postulaty ścisłego sojuszu ze Stanami Zjednoczonymi, mogące skończyć się udziałem w kolejnej wątpliwej operacji, są zresztą domeną większości prawicowych ugrupowań na naszym kontynencie. Warto więc patrzeć na ręce także nowym władzom w Polsce, które są znane niemal z bezkrytycznego stosunku do amerykańskiej polityki.

MERKEL DAJE ZAROBIĆ

Za obecny kryzys imigracyjny w największej mierze obciąża się kanclerz Angelę Merkel, która nie tylko jest przeciwna powstrzymaniu napływu „uchodźców” na terytorium Unii Europejskiej, ale dodatkowo nawet werbalnie zachęcała ich do podjęcia takiego kroku. Wynikiem tej sytuacji jest nie chęć rozdania „socjalu”, ale konieczność pozyskania miliona rąk do pracy dla niemieckich przedsiębiorstw. Sytuacja tym bardziej wygląda na działanie w interesie zysków wielkiego kapitału, ponieważ Niemcy wciąż posiadają własną siłą roboczą we wschodnich landach, ogarniętych wysokim jak na ten kraj bezrobociem. Na napływie uchodźców już zresztą zarabiają niemieckie firmy. Jak pisał pod koniec września niemiecki „Der Spiegel”, znacząco wzrosły obroty właścicieli hoteli w których lokowani są imigranci, operatorów telefonii komórkowej, firm obsługujących przenośne toalety, namioty i łóżka polowe, a nawet firmy cateringowe. Niemieckie Zrzeszenie Izb Przemysłowo-Handlowych wprost zaapelowało o przyjęcie większej liczby imigrantów, choć niektórzy ekonomiści przestrzegają przed podejmowaniem zbyt pochopnych decyzji w związku z przejściowym wzrostem koniunktury. O konieczności ściągnięcia i wykwalifikowania większej ilości imigrantów mówią również Federalny Związek Niemieckiego Przemysłu i Konfederacja Niemieckich Stowarzyszeń Pracodawców.

BALCEROWICZ I BIZNESMENI JUŻ CZEKAJĄ

Pozytywnie o ewentualnym zaakceptowaniu kwot uchodźców wypowiadał się już Leszek Balcerowicz, a także część przedstawicieli polskiego biznesu. Twórca najważniejszych neoliberalnych reform po 1989 r. na początku września stwierdził, że jeśli nie przyjmiemy imigrantów, nastąpi spadek wzrostu gospodarczego i zatrudnienia. Przeprowadzone w sierpniu badania wśród pracodawców wskazują natomiast, iż blisko 2/3 z nich nie widzi problemu w zatrudnianiu pracowników z odmiennego kręgu kulturowego, natomiast 12 proc. chce w kolejnym roku zatrudnić u siebie cudzoziemców. Wszystko to mimo wciąż wysokiego bezrobocia w Polsce oraz masowej emigracji zwłaszcza młodych ludzi, nie mogących liczyć na pensje zapewniające życie na jakimkolwiek poziomie.

Przyglądając się zdarzeniom związanym z najbardziej negatywną stroną imigracji, nie można dać się ponieść emocjom i ufać wolnorynkowej prawicy, która zrzuca całą winę na mityczne „lewactwo”. Oczywiście, miejscowi lewicowcy i politycznie poprawni liberałowie opowiadają się za ściąganiem imigrantów, jednak zachodnia praktyka wskazuje na duży udział prawicy w tym procederze. Celem sprzyjających kapitałowi wolnorynkowców jest bowiem jak największa ilość osób dostępnych na rynku pracy, dzięki czemu firmy nie będą musiały konkurować o pracownika, oferując dużo gorsze warunki zatrudnienia. Polsce nie jest więc potrzebne wdrożenie neoliberalnego programu, ale możliwość tworzenia własnej polityki imigracyjnej, mogącej chronić naszych pracowników przed napływem jeszcze tańszej siły roboczej. Przedstawiciele wielkiego kapitału i politycy ochronią się przed agresywnymi imigrantami w swoich bogatych dzielnicach, natomiast sąsiedztwo obcych kulturowo osobników odczują zwykli ludzie.

Autorstwo: M.
Źródło: Autonom.pl

1 Star2 Stars3 Stars4 Stars5 Stars Liczba głosów: 1, średnia ocena: 5,00 (max 5)
Loading...

TAGI: , ,

OD ADMINISTRATORA PORTALU

Hej! Cieszę się, że odwiedziłeś naszą stronę! Naprawdę! Jeśli zależy Ci na dalszym rozpowszechnianiu niezależnych informacji, ujawnianiu tego co przemilczane, niewygodne lub ukrywane, możesz dołożyć swoją cegiełkę i wesprzeć "Wolne Media" finansowo. Darowizna jest też pewną formą „pozytywnej energii” – podziękowaniem za wiedzę, którą tutaj zdobywasz. Media obywatelskie, jak nasz portal, nie mają dochodów z prenumerat ani nie są sponsorowane przez bogate korporacje by realizowały ich ukryte cele. Musimy radzić sobie sami. Jak możesz pomóc? Dowiesz się TUTAJ. Z góry dziękuję za wsparcie i nieobojętność!

Poglądy wyrażane przez autorów i komentujących użytkowników są ich prywatnymi poglądami i nie muszą odzwierciedlać poglądów administracji "Wolnych Mediów". Jeżeli materiał narusza Twoje prawa autorskie, przeczytaj informacje dostępne tutaj, a następnie (jeśli wciąż tak uważasz) skontaktuj się z nami! Jeśli artykuł lub komentarz łamie prawo lub regulamin, powiadom nas o tym formularzem kontaktowym.

10
Dodaj komentarz

Chcesz skomentować? Zaloguj się!
  Subskrybuj  
najnowszy najstarszy
Powiadom o
ven0m
Użytkownik
ven0m

Artykuł to kolejny przykład robienia wody z mózgów oraz wprowadzania tzw. “szumu medialnego” przez głupkowatych lewaków zwanych w nowomowie liberałami finansowanych i nagapywanych przez żydowskie stowarzyszenia i fundacje. Z tekstu wynika, że to tak na prawdę winni wszystkiemu są nacjonaliści, którzy widzą co się dzieje ale swoją całą wiedzę dogłębną czerpią z kwejka i memów :D. Co to za brednie. W takie bzdury to nawet żyrafa nie uwierzy, o czym świadczyć może postawa autora podpisującego się “M” – pisząc takie bzdury też bym się wstydził autoryzować je włąsnym imieniem i nazwiskiem, nie ważne za jakie pieniądze i dla kogo bym pisał.

Ale odpowiadając autorowi przypominam że pan Balcerowicz nie jest żadnym mentorem w sprawach finansowych i każdy Polak powinien wiedzieć że ten człowiek więcej zepsół niż poprawił. Dodatkowo jest przedstawicielem bankierów i organizacji nimi zarządających, usilnie lobbowanym przez niepolskie media jako autorytet(!), podbnie zresztą jak jego młodszy kolega/uczeń pan Petru (który lata uczył się od swojego mistrza współpracując z nim) a w ciągu 2 miesięcy potrafił utworzyć partię polityczną, która osiągnęła próg wyborczy – mimo, że nikt tego pana nie znał wcześniej, zapewne nawet dziennikarze którzy musieli z nim rozmawiać i go nachalnie promować jako nowy autorytet od finansjery.

A wracając do kryzysu, winę za całość ponoszą żydzi (z ziem palestyńskich i usa). Oni i tylko oni doprowadzili do obecnej sytuacji realizując chytry plan, wynarodowienia europy, oraz absolutnego wyniszczenia bliskiego wschodu dla powiększenia swoich terytoriów. To jest zwykła wojna XXI wieku i trzeba być totalnym głupcem i ignorantem, aby nie wiązać pewnych faktów ze sobą.

Balcer
Użytkownik
Balcer

“liczba imigrantów przybywających na Wyspy Brytyjskie wzrosła z 3 tys. rocznie w 1953 r. aż do 136 tys. w 1961 r.” … w 8 lat wzrosła liczba o 133 tys. czyli średnio kilkanaście tys rcznie. Czy autor z nas dwi używając tego “aż”, skoro w bieżącym roku napłynęło ponad 500 tys do Grecji ?
Prawicowcy niestety umią liczyć czym mocno wnerwiają lewcowców.

8pasanger
Użytkownik

@balcer twoja ksywa mówi sama za siebie.Naucz się też polskiej ortografii i gramatyki skoro twierdzisz, że liczyć umiesz.Bush obalający Saddama to też ,,lewicowiec” wysyłanie wojsk do Iraku,bombardowanie Libii.To też dzieło lewicowców?Kto zatem łazi na demonstracje antywojenne zakamuflowani prawicowcy?
http://mises.pl/blog/2014/09/22/marszelewski-sposob-swobodna-migracja-byla-problemem-politycznym/
Wielcy kapitaliści korzystają na imigracji ponieważ pogarsza ona pozycję przetargową pracowników kraju przyjmującego na rynku pracy.Są zmuszeni konkurować o pracę z migrantami.Korzystają na tym oczywiście pracodawcy zwłaszcza wielcy oraz ich sługusy takie właśnie jak Balcerowicz.A ludzie mieszkający w luksusowych dzielnicach albo na bermudach nie przejmują się pogorszeniem bezpieczeństwa w wielkich miastach.Autonom.pl bardzo słusznie to wytyka.A nie jestem ich wielbicielem zapewniam.

pablitto
Użytkownik
pablitto

Aż przykro patrzeć, jak ludzie nie myślą nawet na takim portalu jak WM.

Znajomy emigrant mieszkający we Włoszech mówi, że u nich od x miesięcy już krążą słuchy, że w sztuczny napływ uchodźców zamieszane są korporacje (cóż, np. pan Soros wspierający swoje organizacje społeczne typu “welcome 2 eu info” siedzi w niejednej ;)- efektem ubocznym tego jest m.in. rozpierniczenie rynku pracy, podobnie jak stało się to np. w Polsce, tylko bez “uchodźców”.

Lewica, prawica… darujcie sobie te brednie. Jak widzę podjaranych prawicowców (?) kipiących z ekstazy wspólnie doznając zbiorowego orgazmu po zmarnowaniu godzin cennego życia na “dop3..lenie” mitycznym “lewakom” – to widzę, że tu się po prostu NIC nie zmieni, d3bile pozostaną d3bilami, bez szans na rozwój, czy zakumanie czegokolwiek.

Prosty przykład z naszego podwórka, jak z grubsza wygląda schemat pralki mózgów: słynna Rospuda i niszczenie natury przez bezmyślny projekt drogi.

1. urzędasy dają ciała przez grubo ponad 20 lat (!!!!)
2. pojawia się “nagle” EU-kasa
3. urzędasy mają:
a. bezsensowny projekt drogi (bo kasy na budowę nie było, ale co parę lat można było zlecić ziomalom ekspertyzę, analizę, projekt… no na cośtrzeba było wydać te publiczne pieniądze ;)
b. ciągną kasę na projekt ochrony Rospudy w ramach Natura2000

4. Jest problem ;)

5. Rozwiązanie:

Stawiamy płaczącą matkę z dzieckiem, które lada moment może rozjechać bezlitosny TIR naprzeciw ekologa, który przejęty bezmyślnym zniszczeniem tego kawałka ziemi protestuje przeciw temu.

W ten oto sposób wszyscy sąszczęśliwi:

– wkur..eni mieszkańcy mogą się wyżyć na mitycznych ekologach, którzy w imię ochrony źdźbła trawy zabiliby ich dzieci,

– media mają mnóstwo pracy z dolewaniem oliwy do ognia, wynajdując coraz to zabawniejsze statystyki, dramatyczne wywiady, informacje o hardkorowcach przypinających siędo drzew (zapewne za 1000 zł dziennie! Przecież za darmo żaden frajer by nie ryzykował)

– urzędasy / projektant / wykonawca ma piękne alibi na ewentualną opieszałość, jako że sprawę trzeba “szybko załatwić” – będzie na pewno jeszcze drożej kosztować (za NASZĄ kasę!)

– nasi wspaliali urzędnicy, którzy “dawali ciała” (bardzo delikatnie mówiąc) przez lat ponad dwadzieścia w temacie – zamiast stać przed jakimś sądem, mają święty spokój, bo nikt już o nich nie pamięta w cieniu sensacji i dramatu,

– społeczeńśtwo daje się jak zawsze PODZIELIĆ na “zwolenników postępu / bezpieczeńśtwa / życia własnych dzieci” a pseudo-ekologów, ekoterrorystów, LEWAKÓW (bo każdy ekolog to LEWAK!)… dlatego społeczeństwo nie myśli o przyczynach problemów, tylko jara się skutkami (coś jak zachodnia medycyna serwowane przez koncerny)

… i tak o to wszyscy są szczęśliwi, a pare milionów bezmózgich d3bili dalej wyzywa się od lewaków, faszystów, ekoterorystów, dzieciobójców, katoli i innego ści3rwa…

Jesteście beznadziejni po prostu. Ktoś chyba części ludziom amputował część mózgu :/

A poza tym, cały czas to samo – pitu pitu o „uchodźcach”/”terrorystach”, społeczeństwo jest planowo dzielone, a właściwi adresaci, którzy są co najmniej współodpowiedzialni (delikatnie mówiąc) za ten cału burd3l, siedzą spokojnie na wykwintnych salonach, popalając przednie, ręcznie zwijane na udach egzotycznych kobiet, kubańskie cygara, popijając 100 letnim winem, w objęciach najbardziej ekskluzywnych prostytutek… – co jak widać nie wystarcza, kiedy ma się „wszystko”, i trzeba zająć się hobbystycznie „menedżmentem” tej umęczonej planety, na której jest wystarczająco zasobów i technologii, by każdy mógł sobie żyć spokojnie i bezstresowo, nie wadząc sobie, jak i Planecie.

dagome12345
Użytkownik
dagome12345

@pablitto

Generalnie masz rację.
Nie zgodzę się jednak z mitycznymi ekologami.
Ci ludzie istnieją ,są zawzięci jak diabeł tasmański i bardzo często stoją za nimi inii ludzie sterujący ich poczynaniami.
Świetnym przykładem jest moja miejscowość. Zaplanowano budowę obwodnicy miasta. Wyznaczono dwie trasy. Ekstremalnie drogą, teren w gęstej zabudowie(nieopłacalne) oraz bardzo tanią. Okazało się jednak, że ta tańsza alternatywa ma pewien szkopuł. W jakiś tam krzaczkach żyje sobie jakieś tam pełzające zwierzątko. Oczywiście “ni z pietruchy” pojawili się zieloni bojownicy. Przyjechali w swoich terenówkach po 200 tyś każda (spalające paliw jak smok), w ciuszkasz z wysoko przetworzonych materiałów ( typowe turystyczne ubrania za kilka tysięcy złotych) i zaczęli protestować jak to ludność miasta chce zniszczyć planetę itd -hipokryci.

Koniec końców obwodnicy nie wybudowano i nikt jej nie zbuduje, bo wywłaszczenie ludzi w tej droższej alternatywie nawet po minimalnych kosztach (złodziejskich stawkach za ziemie i domy) przewyższa kilkukrotnie wartość samej inwestycji.
W dalszym ciągu po mino ograniczeń prędkości , postawionych fotoradarów , ciągłych patroli policji ludzie giną na drogach wokół mojego miasta bo jedną realną alternatywa jest rozładowanie natężania ruchu , a tego bez obwodnicy nie da się zrobić.
Tak wiec mogę stwierdzić z całą stanowczością : ekolodzy w imię ochrony źdźbła trawy potrafią poświecić życie dziecka.

PS.
Po latach okazało się ,że owi niespodziewani ekolodzy z Śląskiej organizacji zostali nasłani przez pewne osoby posiadające ziemie w innym powiecie, na której to niespodziewanie stanęła inna obwodnica , którą sfinansowano z kasy jaka przepadła mojemu miastu :)

PZDR

Prometeusz
Użytkownik
Prometeusz

Aha, jednak. Wyjasnilo sie.

Bo ja naiwnie myslalem, ze oni [imigranci] to na skutek wojen neokolonialnych i ekonomicznych, glownie USA i Francji (prowadzonych, rzecz jasna, nie bez zyczen i aprobaty takiego np. Izraela czy Niemiec) probuja przedostac sie do supermegamultikulti-tolerancyjnych krajow o wysokim socjalu…

Rozbi
Użytkownik
Rozbi

Dziwna sprawa.
Zawsze myślałem że można wpuszczać imigrantów którzy chcą pracować, a nie należy wpuszczać imigrantów którzy chcą brać zasiłki i nie chcą pracować.
A teraz dowiaduje się że to tak naprawdę bez znaczenia czy imigranci będą pracować czy brać zasiłki…

Człowiek uczy się całe życie.

lboo
Użytkownik
lboo

@emigrant: Kilka pokoleń urobionych “odpowiednią” edukacją plus rozwinięcie technik informacyjnych się opłaciło.
Teraz w zasadzie dowolne zmiany można wprowadzić praktycznie natychmiastowo przy minimalnym oporze i aprobacie urobionej większości.

lboo
Użytkownik
lboo

@emigrant: “Pamiętasz parę lat wstecz z takich teorii się smiano.”

Pamiętam, ale już samo ujawnianie tego typu działań znacznie wcześniej powoduje po pierwsze sprawdzenie reakcji społeczeństwa, a po drugie paradoksalnie przyzwyczajenie społeczeństwa do takiej idei.

“Jaki będzie następny krok elit?”

Pewnie coś z czego wszyscy śmieją się dzisiaj ;)
A tak serio gdy będziesz przewidywał tylko ich ruchy to być może będziesz w trochę lepszej sytuacji niż reszta, ale zawsze o krok za tymi którzy to zaplanowali.

Ich siła przede wszystkim w mediach, systemie finansowym i kontroli nad sektorem energetycznym.
Żeby z nimi zwyciężyć trzeba odzyskać dla społeczeństwa te dziedziny. A więc trzeba uczyć ludzi myśleć samodzielnie i zasugerować gdzie leży ich problem, uczyć współpracy pomimo sprzecznych poglądów, uczyć szacunku do innych. Lokalne waluty też mogą się niedługo przydać, dobrze żeby był ktoś kto wie jak powinien taki system wyglądać. Gdyby teorie które mówią o taniej czy nawet darmowej energii okazały się prawdą, sporo by to pomogło. Fajnie gdyby ktoś kto czuje się w tym dobrze pomógł rozwijać się w tym kierunku.
Zresztą będzie co ma być, może to dobrze że się coś dzieje, bo przynajmniej jest szansa ze jak ten syf się rozpadnie to może powstanie coś lepszego.

lboo
Użytkownik
lboo

@emigrant: Na co czekają. Najprawdopodobniej wiedzą o czymś o czym my nie wiemy. Trudno powiedzieć czy to coś spowodowanego przez nich (np krytyczny stan gospodarki, kryzys ekologiczny…), czy może coś niezależnego od nich.
Ale tez mam takie wrażenie że atmosfera się zagęszcza, a może po prostu dałem się wmanewrować w to nam media wciskają.

Mi osobiście podoba się teoria że cały ten nasz otaczający świat to taka gra, która ma nas czegoś nauczyć. Żeby było ciekawie jest to gra wieloosobowa, każdy gra swoja rolę, plus część głównych ról (pilnujących scenariusza) sterowanych przez “komputer”.