Hanka’s Mostowiak is dead

Opublikowano: 13.11.2011 | Kategorie: Kultura i sport, Publicystyka

Liczba wyświetleń: 522

Słupek oglądalności serialu „M jak miłość” niedawno znacznie poszybował w górę. Co jest powodem takiego zjawiska? Fascynujące przygody braci Mroczków, nowa praca Kingi, czy też kolejna ciąża Marysi? Nic z tych rzeczy. Powodem ekscytacji mas stała się śmierć jednej z głównych bohaterek serialu, Hanki Mostowiak.

Rzesze zagorzałych fanów serialu oraz niemniejsza grupa nienawidzących tasiemca internautów z niecierpliwością oczekiwała, prawie jak rzymska publiczność podczas walki gladiatorów, na chwilę, w której polegnie jeden z bohaterów spektaklu. Na portalu społecznościowym „facebook.com” pojawił się nawet profil opiewający śmierć Hanki. Już tylko czekać na kawały, w których żona Marka Mostowiaka pojawi się w roli zombie lub cudem ocalałego od śmierci cyborga. Ale nie o tym chciałam mówić.

Zatrważający mimo wszystko jest fakt uciechy wielu jednostek z powodu śmierci żony i matki rodziny. Prawda, że Hanka to jedynie postać fikcyjna, bohaterka kiczowatego i nudnego jak flaki z olejem serialu, pomysłodawczynią którego jest autorka takich „hitów” jak „Och Karol”, „Nie kłam kochanie”, czy też „ Nigdy w życiu!”. Nie owijając jednak w bawełnę, wymienione przed chwilą filmy uchodzą za zwykłe gnioty, w których stale opowiadana jest ta sama historia. Wydaje się, że taka powtarzalność wątków, ten sam romansowo-komediowy charakter nudzą i co najważniejsze denerwują przeciętnego widza. Pojawia się jednak paradoks wysokiej oglądalności, której tym filmom nie można odmówić. Któż z nas nie obejrzał kiedyś „Nigdy w życiu”? Oczywiście po odbytym seansie krzywiliśmy nosem, w rozmowie z rodziną i znajomymi podkreślaliśmy, że ten film to porażka, przesłodzona i ckliwa historyjka dla idiotów. Dlaczego więc oglądaliśmy? Przecież nikt nas nie zmusił do ponad półtora godzinnego siedzenia w kinie, czy przed telewizorem. Czyżby za takim stanem rzeczy stała jakaś tajemnicza siła, zwykła manipulacja albo co gorsze nasze konsumenckie potrzeby? Audymetry mierzące oglądalność poszczególnych programów zdają się nie kłamać.

Na szczycie rankingu oglądalności nadal plasuje się serial, którego bohaterką jest właśnie nieszczęsna Hanka Mostowiak. Wcześniej umysłami widzów zawładnął równie szablonowy i przewidywalny „Klan”. Przecież po dziś dzień słyszy się dowcipy o sławetnym „Rysiu z Klanu”. Wróćmy jednak do Hanki. Pojawia się w serialu jako postać negatywna, niegodna zaufania, a ujmując rzecz zwięźle po prostu wredna. Rodzina Mostowiaków jest jej wrogiem numer jeden, bo to ich obarcza winą o śmierć swoich bliskich. Hanka jak na mścicielkę przystało, planuje zemstę. Lecz chwile spędzone z rodziną Marka, no i oczywiście z nim samym, powodują, że Hania rezygnuje ze swej vendetty i oddaje swój los na pastwę sielankowego życia w mitycznej Grabinie. Wątek „wsi spokojnej wsi wesołej” rozwijałby się w najlepsze, gdyby nie wyskoki Hanki. W którymś z odcinków nasza bohaterka zwiewa z „dworku w Grabinie” wraz ze swą młodzieńczą miłością, którą poznała w domu dziecka. Kilka lat później, czy jak kto woli sezonów, żona Mostowiaka popada w alkoholizm. Zła Hanka, niegrzeczna Hanka… Najpierw zdradziła męża, a potem jeszcze zamiast zajmować się trójką dzieci zaczęła zaglądać do kieliszka. No i jak lubić kogoś takiego?! Do tego dochodzą fatalne stroje, prezencja i denerwujący sposób bycia. Jednak kiedy „Hanka” ścięła włosy, oj to się dopiero działo! Polskie bulwarówki aż huczały na temat nowej fryzury Mostowiakowej. Takich „przeciekawych” historii można by wyliczyć o wiele więcej.  Nie mniej jednak, czy chcemy tego czy nie, odgrywana przez Małgorzatę Kożuchowską postać budzi(ła) emocje. Co z tego, że spokojnie można by ją uplasować w pierwszej trójce najbardziej wkurzających postaci serialu, tuż obok Kingi Zduńskiej i jej teściowej Marysi?

No tak, Hanka drażni prawie każdego. Ale czy to wystarczający powód do tego, żeby wznosić okrzyki radości na cześć jej śmierci? Zgodnie z arystotelesowskim powiedzeniem, że „sztuka powinna naśladować rzeczywistość”, nie można pominąć faktu, że także serial „M jak miłość”, jakkolwiek daleko mu do wyżyn artystycznych, jest pewna parafrazą rzeczywistości. Sytuacja hipotetyczna byłaby taka, jakaś matka trójki dzieci ze wsi X, żona pana Y, synowa państwa Y, pewnego dnia mdleje i już się nie budzi. Przyczyną zgonu okazuje się pęknięcie tętniaka. Sąsiedzi, a nawet ludzie, którzy tę historię znają tylko ze słyszenia ubolewają nad jej śmiercią, żal im również pogrążonej w bólu rodziny. Wszystkim jest bardzo przykro i nikomu nie przyszłoby nawet na myśl, żeby cieszyć gębę z czyjegoś nieszczęścia. Teraz jednak sprecyzujmy całą sytuację, pod nieznane podstawiamy wieś Grabina i rodzina Mostowiaków. Wszystko co czuliśmy w przypadku rodziny „Y”, czyli żal, smutek, współczucie ustępują na rzecz radości, drwiny, satysfakcji. Oczywiście usprawiedliwiamy naszą reakcję w sposób bardzo prosty – „przecież to tylko głupi serial…”

Powrócę jednak do pytania, a właściwie dwóch pytań. Co skłania ludzi do jednoczesnego pokpiwania z tego serialu i jego nałogowego oglądania? Dlaczego aż tylu skupiło się na wątku śmierci Hanki? Na pierwsze pytanie można odpowiedzieć w następujący sposób: na co dzień większość z nas woli uchodzić za inteligentnych konsumentów, którzy prędzej puściliby pawia, niż zmarnowali swój cenny czas na oglądanie dennego serialu. W rzeczywistości łakniemy tandetnych i łatwo przyswajalnych historii, bliskich życiu. Nie znaczy to oczywiście, że gardzimy sztuką wysoką, czy dobrymi serialami zagranicznej produkcji. W drugim przypadku jest podobnie. Hanka jest taka nudna, płaczliwa, irytująca. Niektórzy stwierdzą nawet, że zgrywa damę a słoma jej z butów wystaje. Nie omieszkała nawet zdradzić męża. No i sama pozwoliła mu się zdradzać! Do tego nie potrafiła sobie poradzić z własnym życiem, więc zaczęła chlać na umór. To takie żałosne… A jednak o niej mówimy. Rozejrzyjmy się wokół, czy przypadkiem w naszym otoczeniu nie dałoby się znaleźć takiej właśnie Hani M., która irytuje nas jak nikt, a przy tym chętnie ją obgadujemy?  No i inna sprawa – czy również odetchnęlibyśmy z ulgą na wieść o jej śmierci? Aż wstyd się przyznać… Na szczęście o losie danej jednostki od dawna nie decyduje już wola audytorium, które zniesmaczone danym występem mogłoby opuścić kciuk w dół. Wszystkie potencjalne Hanki mogą zatem spać spokojnie.

Autor: EffM
Nadesłano do “Wolnych Mediów”


TAGI: , , ,

Poznaj plan rządu!

OD ADMINISTRATORA PORTALU

Hej! Cieszę się, że odwiedziłeś naszą stronę! Naprawdę! Jeśli zależy Ci na dalszym rozpowszechnianiu niezależnych informacji, ujawnianiu tego co przemilczane, niewygodne lub ukrywane, możesz dołożyć swoją cegiełkę i wesprzeć "Wolne Media" finansowo. Darowizna jest też pewną formą „pozytywnej energii” – podziękowaniem za wiedzę, którą tutaj zdobywasz. Media obywatelskie, jak nasz portal, nie mają dochodów z prenumerat ani nie są sponsorowane przez bogate korporacje by realizowały ich ukryte cele. Musimy radzić sobie sami. Jak możesz pomóc? Dowiesz się TUTAJ. Z góry dziękuję za wsparcie i nieobojętność!

Poglądy wyrażane przez autorów i komentujących użytkowników są ich prywatnymi poglądami i nie muszą odzwierciedlać poglądów administracji "Wolnych Mediów". Jeżeli materiał narusza Twoje prawa autorskie, przeczytaj informacje dostępne tutaj, a następnie (jeśli wciąż tak uważasz) skontaktuj się z nami! Jeśli artykuł lub komentarz łamie prawo lub regulamin, powiadom nas o tym formularzem kontaktowym.

12 komentarzy

  1. mem 13.11.2011 10:38

    Wszystkie seriale pokroju “Łazienka jest zamknięta” stały się ikoną telewizji. Przełączając kanały w godzinach popołudniowych nie można nie natrafić na jakiś z nich. Mógłbym to nazwać plagą, degrengoladą społeczeństwa, tumanionego w sposób nagminny. Lecz co tak wpływa na ich popularność? Myślę że przede wszystkim chęć zrelaksowania się, odcięcia od rzeczywistości, taki masaż dla mózgu. Człowiek z reguły jest leniwy, więc jeżeli ma do wyboru książkę lub serial, przeważnie wybierze tą drugą opcję. Kolejny czynnik , który zwiększa frekwencje to emocje. Miłość, zdrada, złość, frustracja itp. to magnesy przyciągające rzeszę ludzi. Kolejna sprawa to forma tajemnicy. Tajemnica to potężna siła działająca bezpośrednio na naszą podświadomość, dlatego też seriale w dużej mierze kończą się nie rozstrzygając znaczących kwestii, ergo powracamy do nich następnego dnia aby dowiedzieć się “prawdy”, i tak koło się zamyka.

  2. buzdygan 13.11.2011 11:15

    “Któż z nas nie obejrzał kiedyś „Nigdy w życiu”?”

    Ja nie obejrzałem. Nawet nie wiem o czym ten film jest. Gdyby podliczyć czas jaki spędziłem na oglądaniu serialu “M jak Miłość” wyszłoby pewnie ok. 5 minut. Gdybym nie przeczytał o śmierci jakiejś Mostowiak, prawdopodobnie nigdy bym się nie dowiedział, że taka w ogóle istniała.

    Ja w telewizji oglądam tylko jeden program. Jest to “Jeden z dziesięciu”. No, może trochę kłamię, bo raz na tydzień czy dwa zobaczę sobie jakiś program na Discovery czy BBC Knowledge.

  3. narajana 13.11.2011 11:30

    To nie śmierć Hanki jest śmieszna tylko sposób w jaki zginęła czyli zabiła się na kartonach:) i to było tak głupie że już gorsze nie może być. a oglądalność była wysoka bo w mediach było dużo informacji że Hania umrze:)

  4. Aru 13.11.2011 13:15

    jak wspomniała najarana to nie śmierć Hanki, a sposób w jaki zginęła tak rozbawił internetową brać. Osobiście serialu nie oglądam, a o samym “epickim” zgonie się dowiedziałem od internetu… ciężko tego nie zrobić jak się odwiedza strony jak joe.monster czy kwejk (mam nadzieję, że nie łamię tutaj teraz regulaminu, jeśli tak, przepraszam.).

    I proszę mi nie insynuować, autorko artykułu, że ja oglądałem jakieś “Nigdy w życiu”. Ja Polskich “superprodukcji” nie oglądam. Nie obejrzę tej podróbki nędznej “Kac Vegas” jaka ma wchodzić do kin (chyba, Impreza Integracyjna?) czy jakiegoś filmidła nad którym się na TVN’ie podniecają. Eh…. gdyby tak budżet z 5 dennych filmów o takiej samej fabule przekazali na coś konkretnego… jak interesujący zamysł Bagińskiego i ekipy “Hardkor 44” to by można było pokazać, że Polacy jeszcze ciekawe filmy kręcić potrafią (choć są nieliczne filmy Polskich reżyserów jak “Pianista”). W dziedzinie fantastyki mamy tyle wspaniałego materiału w literaturze, od Pilipiuka i jego “Jakuba Wędrowycza”(idealny materiał na świetną komedię z elementami fantastyki) po Piekarę (To jednak w naszym pro-katolickim kraju by nie przeszło ze względu na to w jakim kierunku świat inkwizytora Mordimera poszedł.) czy wielu innych jak Ćwiek i jego “Kłamca” i inni autorzy. Bogu dzięki za twórców gier, że chociaż oni coś porządnego zrobić potrafią co pokazali Wiedźminem.

  5. bajeczny 13.11.2011 14:39

    ja obejrzałem nigdy w życiu, nawet dwa razy i niestety, jakoś podobał mi się, a szczególnie Danuta Stenka, owszem “nie kłam kochanie” uznaję za dno…

  6. Velevit 13.11.2011 15:15

    W życiu nie obejrzałem ani jednego filmu czy odcinka serialu spośród tu wymienionych… oprócz wspomnianego “Jeden z dziesięciu”, który też lubię 😀

  7. Raptor 13.11.2011 15:38

    Taa, odkąd ostatni raz na oczy widziałem telewizor, to najwyżej zatęsknić mogę właśnie za “Jeden z dziesięciu” 😉 …wszystkie inne wartościowe pozycje zniknęły dużo wcześniej.

  8. CD 13.11.2011 15:46
  9. EffM 13.11.2011 19:27

    Stało się tak jak przypuszczałam. :)))) Niektóre zdania miały posłużyć właśnie za prowokację, a ich status rzeczywiście można ocenić jako dyskusyjny. Chciałabym troszkę się wybronić, bo rzeczywiście macie rację, ten medialny szał dotyczył sposobu śmierci Hanki. Ale spójrzmy na problem pod trochę innym kątem. Jak dobrze wiemy śmierć, chyba najpilniej strzeżone społecznie tabu, tutaj, że tak powiem ulega nagłemu odsłonięciu. I to nie dla oswojenia zjawiska, tylko raczej, tak sądzę, drwiny, pretekstu do wyzwolenia się spod jarzma tabu. No może troszkę, przesadzam :] z tymi teoriami, przyszła mi do głowy kolejna ale nie będę nikogo nią zanudzać. Mówicie o sposobie śmierci Hanki, jednak nadal, choć pośrednio, o śmierci właśnie. Poza tym na fb powstał profil zatytułowany – “nie będę płakać po Hance Mostowiak”… W ramach żartu oczywiście. :))))

    Tak na marginesie przypomnę tylko akcje, szczególnie te w sieci, które dotyczyły śmierci Amy Winehouse (to już nie w kontekście Hanki). Przykro mi było, kiedy zupełnie obcy ludzie pisali, że cieszą się z jej śmierci, bo to zwykła ćpunka była i ma za swoje.

    A to moje słynne zdanie – “Któż z nas nie obejrzał kiedyś <>?”… Hmmm, szkoda, że bardziej nie sprecyzowałam. Chodziło mi oczywiście o tandetną komedię romantyczną w ogóle, a ta jakoś tak pierwsza przyszła mi do głowy. :>

    Dziękuję za komentarze i zainteresowanie. 🙂

  10. narajana 13.11.2011 21:28

    no i śmierć kartonom:)))

  11. dinozaur 13.11.2011 23:44

    Fenomen, badziew zagoscił na WM. Jak? Autor ww tekstu podał 2 przyczyny wpływające na zainteresownie. Ja podam moją 3-cią. Zainteresowały mnie na demotywatorach obrazki z kartonami to poszukałem co jest pięć. Scena “fading away”, że tak zakpię z tytułu “Hanka’s Mostowiak is dead”
    jest tak beznadziejna, aż boli i dobitnie zobrazowuje stan polskiej kinematografii.

  12. batori 14.11.2011 12:43

    Pół żartem, pół serio. Co ma Hanka Mostowiak, do koszulek polskiej reprezentacji w piłce nożnej?
    http://babol.pl/kat,1025465,title,Jest-pomysl-na-zniszczenie-PZPN,wid,13977753,wiadomosc.html?ticaid=5d5be

Dodaj komentarz

Zaloguj się aby dodać komentarz.
Jeśli już się logowałeś - odśwież stronę.