Eksperyment, który trwa od 35 lat

Opublikowano: 14.08.2017 | Kategorie: Gospodarka, Publicystyka, Społeczeństwo

Liczba wyświetleń: 8

MARINELEDA, OSTATNIA GALIJSKA WIOSKA CZY NOWY FALANSTER?

W andaluzyjskiej Marinaledzie za kryzys nie płacą najbiedniejsi. Tutaj nawet supermarkety oddają żywność dla potrzebujących. Lokalne władze ze Związku Zawodowego Robotników Rolnych od wielu lat realizują politykę rozwoju sektora publicznego, wparcia budownictwa mieszkaniowego, edukacji i instytucji opiekuńczych. Model wiązany z nazwiskiem burmistrza Juana Manuela Sáncheza Gordillo jest krytykowany przez prawicą i liberałów, ale dla wielu Europejczyków stanowi coś w rodzaju utopii zrealizowanej.

Marinaleda, hiszpańska gmina w prowincji Sewilla, licząca 25 km² i 2800 mieszkańców, leży pośród ogromnych posiadłości należących w większości do bogatych właścicieli ziemskich. Los terratenientes, członkowie wiekowej arystokracji magnackiej, wyzyskują tysiące hektarów i dziesiątki tysięcy robotników rolnych, peones czy jornaleros. Oto królestwo niepewnej pracy[1].

Jenak Marinaleda jest znana w Hiszpanii, a nawet w Europie, z innych powodów. Z inicjatywy burmistrza Juana Manuela Sáncheza Gordillo, wybieranego na to stanowisko nieprzerwanie od 34 lat, miasteczko wcieliło w życie oryginalne urządzenie polityczne, ekonomiczne i społeczne. Herb miasta zdradza jego ambicje: „Utopia ku pokojowi”. Niektórzy określają je w kategoriach antykapitalistycznych; inni twierdzą, że to oszustwo i farsa. A więc jak to jest – prawda czy kłamstwo? Utopia czy rzeczywistość? Ustrój do walki z kryzysem czy tylko sposób na odwleczenie jego skutków?

Zanim udzielimy odpowiedzi, spróbujmy wyobrazić sobie lud Andaluzji w latach 1970. – pozbawiony infrastruktury administracyjnej, ekonomicznej i socjalnej. Takie hiszpańskie Mezzogiorno – jakiś tamtejszy Carlo Levi mógłby napisać Chrystus zatrzymał się w Marinaledzie[2]. W 1979 r. żadnej z ulic nie pokrywał asfalt; warunki mieszkaniowe były nędzne, zupełnie jak mieszkańcy; lokalna opieka zdrowotna niewystarczająca. Jedyną działającą instytucją lokalną była szkoła zredukowana do swojej najprostszej postaci, gimnazjum brak[3].

JAK TO SIĘ ZACZĘŁO?

Wszystko zaczyna się zmieniać w 1977 r., wraz z utworzeniem Związku Zawodowego Robotników Rolnych (Sindicato de obreros del campo, SOC). Mieszkańcy wstępują do niego masowo. Rok później związkowcy zajmują wielką posiadłość ziemską, finca, w Bocatinaja, po czym zostają z niej usunięci. Następnie na nowego burmistrza, najmłodszego w całej Hiszpanii, wybrany zostaje Sánchez Gordillo, wykładowca historii. Jaki ma program? Walczyć z biedą, a więc z tym wszystkim, co ją sprowadza: z dominującym systemem gospodarczym i wielką własnością ziemską – nieustannie napędzającymi ubóstwo – oraz z władzami publicznymi, częściowo odpowiedzialnymi za ten stan rzeczy. Do uprawy potrzeba ziemi – ziemi, która byłaby własnością kolektywu, a nie pana; ziemi, pozwalającej zapewnić pracę w tym wybitnie rolniczym regionie.

W tym miejscu zaczyna się długa droga społecznego przejmowania prywatnych gruntów, znaczona strajkami głodowymi, zajmowaniem własności i zbrojnym usuwaniem prez guardia civil. Wreszcie w 1991 r. Junta de Andalucía, rząd społeczności autonomicznej Andaluzji, doprowadza do wywłaszczenia 1200 hektarów finca El Humoso, własności markiza Infantado[4], i oddania ich do dyspozycji gminy Marinaleda.

I tak ziszcza się odwieczny sen o „ziemi dla tych, którzy ją uprawiają”. Jednocześnie znika miejscowe bezrobocie, a emigracja słabnie. Ruszają plantacje drzew oliwnych oraz uprawa papryki, karczochów i bobu. Wychodząc naprzeciw potrzebom ludności produkcja zostaje uprzemysłowiona w 1999 r. dzięki powstaniu wytwórni konserw – spółdzielni, ma się rozumieć. Każdy pracownik otrzymuje identyczne wynagrodzenie, niezależnie od stanowiska i zakresu obowiązków: na chwilę obecną jest to 47 euro dziennie, 6 dni w tygodniu, co w wymiarze pełnoetatowym daje 1128 euro miesięcznie (międzyzawodowa płaca minimalna w Hiszpanii sięga 645 euro).

By prawo do mieszkania gwarantowane przez Konstytucję Hiszpanii nie pozostało jedynie martwą literą, ruszył odpowiedni program kierujący się zasadami budownictwa komunalnego. Wkład uzależniony jest od kompetencji. Władze zapewniają działkę i opłacają architekta. Materiały dostarczane są wspólnie przez gminę, która może wykorzystywać fundusze publiczne Wiejskiego Planu Zatrudnienia (Plan de Empleo Rural)[5]. I przez Junta de Andalucía. Przekazanie odbywa się podczas zgromadzenia publicznego, które zbiera wszystkich obywateli. Do dziś wybudowano tak ponad 350 domów o powierzchni użytkowej 90 m² i 100 m² patio umożliwiającym przyszłą rozbudowę. Czynsz wynosi 15 euro miesięcznie, podczas gdy zgodnie ze stawką rynkową należałoby wyłożyć 300 euro. Powiązany jest z hipoteką: mieszkanie nie może być sprzedane, ale przechodzi na dzieci.

Na takiej ideologicznej podbudowie wyrosła wyjątkowa społeczność. 24-letni Alberto jej ducha odziedziczył po rodzicach, którzy uczestniczyli we wszystkich starciach lat 1970. i 1980. Zna cenę trudów – pracować zaczął w wieku 14 lat. Duża część prac o charakterze publicznym w gminie wykonywana jest nieodpłatnie przez mieszkańców – nawet 400 osób, jeśli wierzyć Glori Prieto, doradczyni socjalnej i robotnicy rolnej.

IMPONUJĄCY BILANS I JEGO KRYTYCY

Zważywszy na wielkość wspólnoty, dokonania są imponujące. Jeśli chodzi o infrastrukturę: ratusz, liceum, hala sportowa, gimnazjum, ośrodek kultury, dwa domy opieki dla osób starszych, stadion. Projekty socjalne i rozrywka: przedszkole (koszt to 12 euro miesięcznie za dziecko, posiłek w cenie), stołówka szkolna (20 euro miesięcznie), basen (1 euro miesięcznie), biuro pośrednictwa pracy[6], dwa parki, jeden plac dla dzieci, zacieniony deptak, gminna pomoc w obrębie gospodarstw domowych, organizacja imprez i uroczystości kulturalnych na przestrzeni całego roku.

Rezultat ten udało się gminie osiągnąć wykorzystując jednocześnie subwencje pochodzące od państwa i od społeczności autonomicznej, jak również dzięki lokalnym podatkom. Nie wahała się też zadłużyć. W każdym razie kwota długu spadła z około 600 tys. euro w 2009 r. do 77 tys. euro w 2012 r. Gdyby nie nakłady publiczne w gminie każda rodzina z trójką dzieci musiałaby wyłożyć przynajmniej dodatkowe 800 euro miesięcznie na zaspokojenie potrzeb.

Systemowi nie brak krytyków, a nawet wrogów. Twierdzą oni, że burmistrz otrzymuje wynagrodzenie sporo przewyższające płace jego podwładnych; niektórzy mówią o 4 tys. euro miesięcznie, na które miałaby składać się pensja i dodatki z tytułu mandatu andaluzyjskiego deputowanego. Tymczasem żaden urzędnik miejski Marinaledy za działalność gminną nie otrzymuje ani grosza[7]. Opozycja denuncjuje wykorzystywanie subwencji do celów propagandy wyborczej, a zwłaszcza do animowania „parku o tematyce komunistycznej” w łonie społeczeństwa kapitalistycznego. Inni ironizują: „Marinaleda bez pieniędzy z zewnątrz byłaby utopią bezrobocia, braku inicjatyw i biedy. Doszłoby tu do tego, co zdarzyło się na Kubie, gdy Rosjanie powiedzieli dość”, można przeczytać na stronie obywatelskiego serwisu 4UPRESS (For You Press).

Dla jednej z mieszkanek, pragnącej zachować anonimowość w obawie przed „reperkusjami”, burmistrz to dyktator, który podzielił miasto na dwa klany: jego własny, korzystający z przywilejów, i ten drugi, pozostawiony na marginesie i żyjący w strachu. Chociaż zdaje sobie ona sprawę, że ci, którzy niegdyś nie mieli niczego, obecnie dysponują środkami pozwalającymi żyć godniej. Mariano Pradas i Hipolito Aires, dwójka radnych wybranych z opozycyjnej Hiszpańskiej Socjalistycznej Partii Robotniczej (PSOE), zarzuca władzom brak dywersyfikacji przemysłowej, który przypisują pragnieniu władzy absolutnej Gordilla. Wielu pomniejszych opozycjonistów (w majowych wyborach 2011 r. lista burmistrza uzyskała 73% głosów przy 11% wstrzymujących się) nie wierzy w cnoty demokracji uczestniczącej w stylu Marinaledy. Ich krytyka sięga nawet tanich mieszkań, ponieważ „ci ludzie nigdy nie będą właścicielami, co pozwala burmistrzowi trzymać ich w garści”.

Uraza jest głęboka. Powodem bezrobocie, które według niektórych miałoby dotykać 525 osób. Oficjalne dane podają 150 osób w marcu 2013 r., czyli 13% ludności aktywnej zawodowo wobec 35% w całej prowincji. Nie bierze się pod uwagę 317 „subwencjonowanych potencjalnych pracowników rolnych” (TEAS), którzy otrzymują 420 euro miesięcznie przez 6 miesięcy pod warunkiem, że przepracowali od 20 do 60 dni w roku. Tutaj żyje się oszczędnie, jak potwierdza Ana, młoda kobieta: szczęśliwa, że płaci 15 euro miesięcznie za mieszkanie. Pensja 900 euro nie tylko jej wystarcza – pozwala nawet zaoszczędzić.

TUTAJ KOBIETY MAJĄ PRAWO GŁOSU

Uprzywilejowani – a favor – nie przestają wygłaszać pochwał, zarówno pod adresem burmistrza, jak i systemu, który wprowadził. Osoby starsze z domu spokojnej starości wspominają przy kuflu piwa czy kieliszku białego wina z Montilla nędzę, zbieranie buraków, najcięższe prace, emigrację pozwalającą przetrwać czy ustawiczną niepewność, podkreślając tym bardziej dobrobyt jaki nastał wraz z tą nietypową władzą. Conchiego, urodzonego tutaj handlowca odległego od politycznego aktywizmu, cieszą quasi-nieobecność podatków dla handlu, prawdziwa demokracja ustanowiona przez burmistrza, a zwłaszcza głęboka zmiana sytuacji kobiet: „Tutaj kobiety mają prawo głosu, biorą udział w podejmowaniu decyzji w równym stopniu co mężczyźni”.

Wspólna własność mieszkań, w miejsce uświęconej własności indywidualnej, stanowi niewątpliwie wielki atut w dobie kryzysu na rynku nieruchomości. Niemniej jednak ustrój Marinaledy nie jest tarczą ochronną przeciwko kryzysowi. Produkcja rolna i przemysłowa, która zapewniała pracę kilka lat temu, wyhamowała. Według Dolores Tejady, konsultantki ds. pracy i zatrudnionej w fabryce konserw, należy produkować więcej i inaczej, rozwijając rolnictwo ekologiczne, a także znaleźć nowe rynki zbytu, omijając piekielny system wielkiej dystrybucji i przyciągając raczej obiegi alternatywne.

Państwowe i regionalne subwencje roczne przeszły przez młyn recortes (cięć budżetowych) podjętych przez rząd Partii Ludowej oddanej w lenno „Trojce” (Komisja Europejska, Europejski Bank Centralny i Międzynarodowy Fundusz Walutowy). W 2012 r. subwencje zredukowano o blisko 40%. Wiele prac obiecanych przez burmistrza wstrzymano: dom opieki dla osób starszych, hotel, kryty basen, nową fabrykę konserw, nowe biuro pośrednictwa pracy, inwestycje w sektorze odnawialnych źródeł energii, ośrodek zdrowia, kanał, drogę objazdową. „Pomimo kryzysu – potwierdza Alberto – sytuacja jest mniej niepokojąca niż w pozostałej części Andaluzji”. A gmina szuka innych rozwiązań. Andaluzyjski falanster nie ma lekkiego życia.

Autor: Gilbert Haffner
Tłumaczenie: Magdalena Madej
Źródło: Le Monde diplomatique – edycja polska

PRZYPISY

[1] Zob. François de Ravignan, „L’espoir déçu des paysans andalous”, Le Monde Diplomatique, maj 1988.

[2] Nawiązanie do książki Włocha Carla Leviego “Chrystus zatrzymał się w Eboli” (1945).

[3] Źródło: www.marinaleda.com

[4] Właściciel całości 17 tys. hektarów.

[5] Plan de Empleo Rural (PER) opracowany przez Felipe Gonzáleza w 1984 r. by zredukować wiejską biedę przyznaje gminom dotacje na realizację prac, zwiększając szanse bezrobotnych na zatrudnienie.

[6] Biura te otwarte są dla młodych w wieku powyżej 25 lat, którzy wykonują prace o charakterze publicznym lub socjalnym, otrzymując wynagrodzenie i kwalifikacje zawodowe. Istnieją we wszystkich wspólnotach autonomicznych.

[7] Decyzja zatwierdzona w obecności urzędnika sądowego 8 sierpnia 2012 r.

1 Star2 Stars3 Stars4 Stars5 Stars Zostań pierwszą osobą, która oceni ten wpis!
Loading...

TAGI: , , ,

OD ADMINISTRATORA PORTALU

Hej! Cieszę się, że odwiedziłeś naszą stronę! Naprawdę! Jeśli zależy Ci na dalszym rozpowszechnianiu niezależnych informacji, ujawnianiu tego co przemilczane, niewygodne lub ukrywane, możesz dołożyć swoją cegiełkę i wesprzeć "Wolne Media" finansowo. Darowizna jest też pewną formą „pozytywnej energii” – podziękowaniem za wiedzę, którą tutaj zdobywasz. Media obywatelskie, jak nasz portal, nie mają dochodów z prenumerat ani nie są sponsorowane przez bogate korporacje by realizowały ich ukryte cele. Musimy radzić sobie sami. Jak możesz pomóc? Dowiesz się TUTAJ. Z góry dziękuję za wsparcie i nieobojętność!

Poglądy wyrażane przez autorów i komentujących użytkowników są ich prywatnymi poglądami i nie muszą odzwierciedlać poglądów administracji "Wolnych Mediów". Jeżeli materiał narusza Twoje prawa autorskie, przeczytaj informacje dostępne tutaj, a następnie (jeśli wciąż tak uważasz) skontaktuj się z nami! Jeśli artykuł lub komentarz łamie prawo lub regulamin, powiadom nas o tym formularzem kontaktowym.

4
Dodaj komentarz

Chcesz skomentować? Zaloguj się!
  Subskrybuj  
najnowszy najstarszy
Powiadom o
Libertus
Użytkownik
Libertus

To jest przykład dla przyszłości. Na razie to utopia, ale jak tylko ludzie zrozumieją na jakich zasadach obecnie działają banki “NARODOWE”, to rozbiją cały ten złodziejski system. W rzeczywistości BANKI NARODOWE są w rękach prywatnych i drukują pieniądze a następnie pożyczają je na procent rządowi, (dlatego zadłużenie wciąż wzrasta) kiedy to RZĄD każdego kraju mógłby wydrukować sam te pieniądze, i nie płacić nikomu żadnych procentów (które kończą w kieszeni najbogatszych bankierów). To taka prosta prawda, a jednocześnie taka trudna do zrozumienia. KENNEDY właśnie tak zrobił. Zaczął drukować dolary samodzielnie w imieniu narodu amerykańskiego. Nie zamierzał pożyczać pieniędzy drukowanych od FED (bank prywatny). Dlatego zginął. Kilka miesięcy po jego śmierci znów powrócił stary system pożyczania pieniędzy od prywatnych bankerów (FED) który trwa do dziś.

Delite
Użytkownik

“Każdy pracownik otrzymuje identyczne wynagrodzenie, niezależnie od stanowiska i zakresu obowiązków”
Skąd my to znamy. Czy się stoi czy się leży xx euro się należy.

pablitto
Użytkownik
pablitto

@ Libertus
no w sumie prawie tak jest, ale niekoniecznie tak – za dużo amerykańskich dokumentów sie naoglądałeś ;) akurat banki “narodowe” w Europie niby mają przywilej drukowania pieniędzy i nie są prywatne – przynajmniej teoretycznie. Tylko nie znaczy to, że nie są bałamucone przez wszelkie instytucje finansowe, tudzież że taki np. prywatny amerykański FED nie może sobie dodrukowaćze 2 tony świeżych dolców i kupić za tą makulaturę “prawdziwe” złotówki (mające, powiedzmy, jeszcze jakieś pokrycie w czymkolwiek.

@Delite
niekoniecznie tak trzeba upraszczać – akurat oni nie mieli naszych doświadczeń z “komuną”, za to mieli doświadczenia z niby ultra-prawicowym faszyzmem, i to długo i krwawo. Dlatego tamże uświadczyć można np. kibolskie ultras graffiti z cyklu “oi Barca” z sierpem i młotem – zamiast np. popularnego u nas “celtyka” wśród łysych idi0tów.
Poza tym – mają tam trochę bardziej pozytywny klimat – co widać gołym okiem. Dlatego nie muszą zgrywać cierpiętników, Winkelrietów narodów, kultywować wszelkie tragedie i historyczną dramaturgię etc…
nie ma sensu tego porównywać po prostu.

emigrant001
Użytkownik
emigrant001

W zasadzie jest już za późno na naprawę lub zmianę systemu, bo w przypadku jakiejkolwiek zmiany banksterzy dostosują się do niej dzięki posiadanym środkom i aktywom i później przekształcą Nowy System na Swój Własny. Jedynym sposobem na ich pozbycie się jest fizyczna eliminacja i przejęcie majątku, słowem Rewolucja Francuska w XXI w. Jeśli tak się nie stanie Lichwa, która wysysa zyski z pracy i znika je w banksterskich skarbcach, przez co notorycznie brakuje gotówki na rynku. Nie ma gotówki jest bezrobocie i wysyp ekspertów, którzy tłumaczą, że bezrobocie to bufor hiperinflacji i im większe tym lepiej. Po każdym nowym kryzysie następuje “korekta” czyli obniżka wartości dóbr, które banksterzy wykupują za pół ceny, bo mają Nigdy nie kończącą się drukarkę pieniędzy. W taki sposób 1% społeczeństwa posiada na własność 50% zasobów Ziemi i wszyscy są tym zachwyceni. Nadal większość wierzy, ze Ekonomia to nauka czasem nawet ścisła.