Dzieci znające gwarę łatwiej uczą się języków obcych

Opublikowano: 03.04.2016 | Kategorie: Edukacja, Wiadomości z kraju

Liczba wyświetleń: 672

Dzieci posługujące się jednocześnie językiem ojczystym i m.in. gwarą łatwiej przyswajają języki obce – uważa dr Sonia Szramek-Karcz z Uniwersytetu Śląskiego, który m.in. wraz z Uniwersytetem Neuchatel w Szwajcarii organizuje konferencję “Języki i emocje”.

“Dzieci wzrastające w języku śląskim i w języku polskim są uznawane na przykład przez wybitnego szwajcarskiego naukowca François Grosjeana za dzieci dwujęzyczne. Według Grosjeana definicja dwujęzyczności to codzienne używanie minimum dwóch języków bądź języka i gwary. Tak więc bez wątpienia uczenie się i używanie języka śląskiego sprawia, że kolejne języki są przyswajane szybciej” – uważa dr Szramek-Karcz z Uniwersytetu Śląskiego.

Dodała, że podczas międzynarodowej konferencji “Języki i emocje” z udziałem językoznawców, psychiatrów, terapeutów, logopedów z wielu krajów, eksperci postarają się “obalić mit”, że uczenie dziecka więcej niż dwóch języków nie jest wskazane. “Nie stwierdzono czegoś takiego jak przeciążenie umysłu dziecka językami. Poza tym wiele dzieci naturalnie dopasowuje się do sytuacji. Są rodziny, gdzie ojciec jest jednej narodowości, matka innej, a mieszkają w kraju niebędącym ojczyzną dla żadnego z nich i dodatkowo zatrudniają nianię, która posługuje się kolejnym językiem” – powiedziała Szramek-Karcz.

Naukę języka obcego, jak uważa językoznawca, można rozpocząć bardzo wcześnie. “Badania dowodzą, że dzieci słyszą już w okresie prenatalnym. Jeżeli tylko spodziewająca się dziecka mama odczuwa przyjemność słuchania języka obcego, oglądania filmu, mówienia w obcym języku, to nie powinna z tego rezygnować” – powiedziała.

Szramek-Karcz wraz zespołem naukowym NNBproject.eu prowadzi badania na grupie 42 rodzin dwujęzycznych nienatywnych (rodzice znają biegle język obcy i chcą aby ich dziecko go przyswajało od najmłodszych lat). “Badaniem objęci są Polacy, którzy mieszkają w Polsce, są pochodzenia polskiego, a w domu, w komunikacji z dziećmi używają języka innego niż język polski. Efekty są różne, wiele zależy m.in. od oczekiwań rodziców, od ich postawy, używanych technik” – dodała ekspert. W skład zespołu NNBproject.eu (Non Native Bilingualism) wchodzą m.in. językoznawcy, logopedzi, terapeuci.

Według Szramek-Karcz liczba rodzin dwujęzycznych nienatywnych ciągle wzrasta. “Badamy rodziny, bo nie wszystkim udaje się wychować dwujęzyczne dziecko. Zdarza się, że rodzice nie uzyskują takich efektów jakie zakładali, bo na przykład dzieci buntują się, skarżą się. Dzięki ankietom i nagraniom, które również stosujemy w tych badaniach, możemy określić jakie czynniki warunkują prawidłowy przebieg dwujęzyczności nienatywnej, a także opracować pewne wskazówki dla rodziców” – dodała. “Celem badań jest pokazanie jak prawidłowo prowadzić w domu naukę języka obcego” – zaznaczyła.

Najlepsze rezultaty, według Szramek-Karcz, można uzyskać jeśli dziecko nie jest do niczego zmuszane. “Postawa rodziców jest kluczowa. Nie należy robić wyścigu z nauki języka, podchodzić do tego zbyt emocjonalnie. W tym wypadku chodzi raczej o to, żeby dziecko osłuchało się z danym językiem. Można wspomagać się bajkami, słuchowiskami” – powiedziała.

Dodała, że wiele rodzin wychowuje swoje dzieci dwujęzycznie nie chwaląc się tym “na zewnątrz” – przed znajomymi, czy dalszą rodziną. “Są przekonani, że tak wyuczony język obcy może się przydać, jak każda inna umiejętność” – dodała.

W 82 proc. badanych rodzin nienatywnych nauka nastawiona jest na swobodne posługiwanie się językiem angielskim. W pozostałych przypadkach są to języki: niemiecki, francuski, rosyjski oraz hiszpański.

Międzynarodowa konferencja “Języki i emocje” z udziałem ok. 30 językoznawców, psychiatrów, terapeutów, logopedów z wielu krajów odbędzie się od 2 do 4 kwietnia w Katowicach. Wystąpienia i dyskusje są przeznaczone dla rodziców, nauczycieli i specjalistów.

Specjaliści opowiedzą rodzicom, czy nauczycielom również o mutyzmie selektywnym, jąkaniu się, ADHD, wielojęzyczności, stosowaniu technik wspomagających naukę języków obcych. Rodzice dzieci z zaburzeniami będą mogli zadawać pytania (również z pomocą tłumaczy). Formularz zgłoszenia uczestnictwa znajduje się na stronie www.nnbproject.eu w zakładce “Languages&Emotions”.

Źródło: NaukawPolsce.PAP.pl


TAGI:

Poznaj plan rządu!

OD ADMINISTRATORA PORTALU

Hej! Cieszę się, że odwiedziłeś naszą stronę! Naprawdę! Jeśli zależy Ci na dalszym rozpowszechnianiu niezależnych informacji, ujawnianiu tego co przemilczane, niewygodne lub ukrywane, możesz dołożyć swoją cegiełkę i wesprzeć "Wolne Media" finansowo. Darowizna jest też pewną formą „pozytywnej energii” – podziękowaniem za wiedzę, którą tutaj zdobywasz. Media obywatelskie, jak nasz portal, nie mają dochodów z prenumerat ani nie są sponsorowane przez bogate korporacje by realizowały ich ukryte cele. Musimy radzić sobie sami. Jak możesz pomóc? Dowiesz się TUTAJ. Z góry dziękuję za wsparcie i nieobojętność!

Poglądy wyrażane przez autorów i komentujących użytkowników są ich prywatnymi poglądami i nie muszą odzwierciedlać poglądów administracji "Wolnych Mediów". Jeżeli materiał narusza Twoje prawa autorskie, przeczytaj informacje dostępne tutaj, a następnie (jeśli wciąż tak uważasz) skontaktuj się z nami! Jeśli artykuł lub komentarz łamie prawo lub regulamin, powiadom nas o tym formularzem kontaktowym.

17 komentarzy

  1. janpol 03.04.2016 12:14

    Pani dochtur Karacz “lacno” i z przytupem dołączyła do “uczonych” radzieckich np. tych co odkryli rower na strychu u Niemca. Od ok. wieku wiadomo, że np. nauka języka Esperanto (np. tez jako pierwszego obcego) znakomicie ułatwia i przyspiesza naukę innych języków (ale naprawdę wyraźnie widać to w przypadku języków indoeuropejskich). Znany (ale jakoś zapomniany! -?!!!) jest eksperyment, że młodzież angielska która uczyła się najpierw Esperanto a potem francuskiego, szybciej i lepiej opanowała oba języki niż ci, którzy uczyli się tylko francuskiego. Ciekawe dlaczego o tym się nie mówi?

  2. dagome12345 03.04.2016 13:07

    @janpol
    Nie mówi się o takich sprawach bo w “głębi serca” każdy naród jest nacjonalistyczny na wskroś i dąży do dominacji własnego “jestestwa” nad innymi.
    Spotykam się z tym na co dzień w kontaktach np: z Niemcami. Doskonale wiem ,że znają język angielski znacznie lepiej niż Polacy, ale puki mogą to zmuszają do komunikowania się z nimi ich twardym bełkotem.

  3. ares 03.04.2016 13:27

    Moim zdaniem cała ta wielce naukowa konstrukcja Szanownej Pani Doktor ma w gruncie rzeczy służyć promocji tzw. języka śląskiego. Wpisuje się w szereg podejmowanych od lat przez różne środowiska czynności stawiających sobie za cel wylansowanie czegoś tak absurdalnego jak język śląski. Tymczasem w rzeczywistości żaden język śląski nie istnieje, a to co się nim określa nie jest niczym innym jak jedynie niewyrobioną formą polszczyzny. W dość podobny (niewyrobiony) sposób mówią czasami ludzie na wsiach (starszego pokolenia).

    Kiedyś do miasta mojej babki w Centralnej Polsce przyjeżdżały na kolonie dzieci ze Śląska. Część z nich mówiła gwarą śląska. Tych młodych Ślązaków określały miejscowe dzieci mianem wieśniaków. “Już te wieśniaki przyjechały” – słuchać było opinie ich centralnopolskich rówieśników. Na moje pytanie, dlaczego nazywacie ich wieśniakami, zwłaszcza że przyjechali oni z największej polskiej aglomeracji (zespołu miejskiego), a i samo ich miasto jest od waszego dość wyraźnie większe, młodzi Centralnopolacy z oburzeniem odpowiadali – “Nie? Nie są wieśniakami? No to posłuchaj, jak oni mówią!” Istotnie. Ślązacy mówili na sposób zasadniczo niewiele różniący się od mieszkańców okolicznych wsi. I tak to jest z tym językiem śląskim. Ślązacy myślą sobie, że jak do swej niewyrobionej polszczyzny wplotą co dziesięć słów jakiś wyraz niemiecki, to już z tego powstanie osobny język. Tylko dziwne, że np. ja nie mam żadnych problemów ze zrozumieniem tego ich języka śląskiego.

    “Dzieci wzrastające w języku śląskim i w języku polskim są uznawane na przykład przez wybitnego szwajcarskiego naukowca François Grosjeana za dzieci dwujęzyczne.”

    Taaa. Kłaniajcie się narody, bo jakiś wybitny (bądź “wybitny”, co nierzadko na jedno wychodzi) tak sobie uznał. Śmiechu warte.

  4. ares 03.04.2016 15:00

    “Dzieci posługujące się jednocześnie językiem ojczystym i m.in. gwarą łatwiej przyswajają języki obce (…) Tak więc bez wątpienia uczenie się i używanie języka śląskiego sprawia, że kolejne języki są przyswajane szybciej.”

    Wedle tej teorii Ślązacy winni lepiej od reszty Polaków znać języki obce. I co – znają je? Bo z mych obserwacji wynika, że na ogół nie znają nawet niemieckiego (“nawet” – jako że roszczą sobie do niego jakieś pretensje). Błędna jest więc teoria, czy może raczej Ślązacy nie spełniają jej kryteriów? Wydaje mi się, że zdecydowanie to drugie.

  5. Light 03.04.2016 15:21

    @ares
    Kluczowym stwierdzeniem jest “uczą się” – to nie przychodzi “samo”. Jeżeli przeważająca większość Ślązaków nie uczy się języków obcych, to siłą rzeczy nie znają żadnego.

  6. ares 03.04.2016 15:50

    @Light 03.04.2016 15:21. Być może. Ale na jakiej właściwie podstawie tak sądzisz? Oczywiście w kontekście komentowanego artykułu. Bo w przytoczonych przeze mnie wypowiedziach nie ma chyba nic o uczeniu się. Jest natomiast o przyswajaniu. A “uczenie się” i “przyswajanie” nie są chyba tożsame (albo całkiem tożsame). Uczenie – to proces ujęty w jakieś ramy, mniej lub bardziej usystematyzowany, natomiast coś (w tym przypadku języki obce) przyswajać sobie można na różne sposoby. (Tak czy owak Ślązaków w praktyce nie dotyczy ani jedno, ani drugie, ani trzecie. Na ogół ani się nie uczą, ani nie przyswajają, ani też nie znają języków obcych).

  7. agama 03.04.2016 19:42

    ja nie ogarniam tych śląskich problemów tożsamościowych

  8. ares 03.04.2016 20:05

    @wiktor-x 03.04.2016 18:41
    Kolego, mnie nie musisz tych rzeczy mówić, bo je zasadniczo znam (choć nie ze wszystkim się zgadzam). Powiedziałem przecież wyraźnie (03.04.2016 13:27), że to moi znajomi, a właściwie sąsiedzi mej babki, mieli taką opinię na temat kolonijnych dzieci ze Śląska, a nie, że to moja opinia. Wręcz odwrotnie, skoro pytałem ich, dlaczego uważają Ślązaków za tzw. wieśniaków, to chyba oczywiste samo przez się, że nie utożsamiam się z takim poglądem, nicht wahr?

    Co do języka niemieckiego, nie wiem, może rzeczywiście spotkałem się z niezbyt reprezentatywną grupą, ale jej przedstawiciele, będąc przekonanymi co do swej znajomości niemczyzny, mieli problem z najbardziej elementarnymi dla tego języka konstrukcjami gramatycznymi. Np. nie tworzyli zdań z “zu”, lecz walili wszystko przez “dass” (czyli gramatycznie po polsku).

    Odnośnie czeskiego i słowackiego, ja bez trudu rozumiem na przykład radiowe wiadomości w tych językach, zwłaszcza po słowacku, których czasami dla rozrywki sobie słucham, z czego można chyba wywnioskować, że gwara śląska nie jest tu niezbędna.

    Rasizm? Hm, myślę, że na ten temat mieliby trochę do powiedzenia Polacy spoza Śląska, np. z Kieleckiego, Łódzkiego czy Lubelskiego, którzy osiedlili się na Górnym Śląsku po 1945.

    PS. Śląsk nigdy nie był żadnym zaborem pruskim (nie wchodząc przed rozbiorami w skład państwa polskiego, nie mógł być odebrany Polsce w drodze zaboru – proste).

  9. ares 03.04.2016 21:55

    @wiktor-x 03.04.2016 20:12
    Nie chce mi się teraz prowadzić tu jakiejś zaawansowanej polemiki, może więc tylko dwie rzeczy.

    Przed wojną województwo śląskie było autonomiczne, bo istniały ku temu ważne powody (m.in. ludność niemiecka). Wszystkie one znikły po 1945. Nie było (i nie ma) więc żadnych czynników uzasadniających ewentualną autonomię Śląska (zresztą trudno ją sobie wyobrazić nawet tylko od strony terytorialnej, w sytuacji gdy niemała część woj. śląskiego nie jest Śląskiem). Hasełkiem autonomii operują trzeciorzędni albo i czwartorzędni lokalni politykierzy upatrując w tym szansę na swą karierę polityczną. Zadanie mają przy tym stosunkowo łatwe, jako że wielu Ślązaków głęboko wierzy w bogactwo swego regionu (jacy to oni byliby bogaci, gdyby rządzili się sami, gdyby tzw. warszawka ich nie okradała, ot – coś w tym stylu). Cóż, z wiarą na ogół trudno polemizować.

    Druga rzecz. Porównanie imigracji muzułmańskiej do Europy zachodniej z osiedlaniem się Polaków na Śląsku po 1945 stanowi ewidentnie jeden z przejawów śląskiego rasizmu. Jednocześnie jest kompletnie absurdalne. Muzułmanie przybywają z innych krajów, spoza Europy, z innej bądź zupełnie wręcz innej strefy kulturowej. Polacy zaś przemieszczali się w obrębie własnego kraju.

  10. ares 03.04.2016 22:06

    “A teraz nie jest lepiej, prócz poprawy jakości powietrza po zamknięciu kopalń i hut, które przyniosły bezrobocie” (wiktor-x 03.04.2016 20:12).

    Sądzisz, że na innych obszarach Polski jest lepiej? Dlaczego więc Polska miałaby pochylać się akurat nad tylko jednym ze swych regionów? Taka lub podobna sytuacja jest w wielu miejscach o niegdyś silnie rozwiniętym przemyśle (chyba że dla ciebie przemysł to wyłącznie kopalnie i huty – a taki pogląd jest dość szeroko rozpowszechniony na Śląsku).

  11. agama 04.04.2016 02:29

    Nic do Ślązaków nie mam,ale nawet nie mając pojęcia o ich sprawach tożsamościowych mam wrażenie, że trochę się wywyższają i bezsensownie separują od reszty Polaków, co dziś mimo zaszłości historycznych nie ma sensu

  12. agama 04.04.2016 11:35

    Nie lubię Warszawy, ze Śląska znam tylko Wrocław, a o Ślązakach wiem tyle co ze Świętej wojny z Bercikiem, więc nie będę się wypowiadać, ale to chyba tylko starsze pokolenia mają taki problem ze Ślązakami? Młodzi chyba gdzieś to mają

  13. ares 04.04.2016 12:12

    @wiktor-x 04.04.2016 07:47

    Czytaj człowieku uważnie. Nigdzie nie powiedziałem, że woj. śląskie miało autonomię ze względu na ludność niemiecką, lecz że miało ją z różnych powodów, zaś obecność Niemców była jednym z nich. A to chyba różnica zasadnicza. Zresztą dziś nie istnieje ani jeden z czynników uzasadniających ewentualną autonomię.

    Co do wywyższania się Ślązaków. Przypomniała mi się rodzinna opowieść sprzed wielu dekad. Szwagier mojej babki pracował do końca lat 60. na PKP. Był maszynistą (kierował lokomotywą). Prowadzał pociągi. W tym na Śląsk. Kiedyś po dojechaniu na stację docelową (Kędzierzyn-Koźle) oddaje zgodnie z harmonogramem prac lokomotywę do mycia. Na myjni Ślązak oznajmia mu (gwarą), że on nie będzie myć “lokomotywy z Ukrainy” (pociąg miał relację Dęblin-Radom-Kielce-Kędzierzyn). Szwagier na to – niby dlaczego? “Bo jo to przed wojna chodził do ńimiecko szkoły” – oświadcza Ślązak. “Widzisz więc, jak ta ńimiecko szkoło cię wyuczyła” – kończy szwagier głupią dyskusję.

    Dlaczego w szkołach na Śląsku nie naucza się o śląskich władcach? Ano dokładnie z tego samego powodu, z którego w szkołach w Płocku, Warszawie czy Czersku nie naucza się o różnych Januszach czy Trojdenach. Proste. Czy tobie się to podoba, czy nie, albo inaczej – czy jesteś to w stanie pojąć, czy raczej nie, programy szkolne obejmują nauczanie historii całego kraju i narodu, a nie jego poszczególnych skrawków. Jeśli o Śląsku jest w nich twoim zdaniem mało to najwyraźniej dzielnica ta w przeszłości nie odgrywała większej roli w życiu państwa i narodu polskiego (Bo i zresztą jak miała odgrywać, kiedy od średniowiecza nie należała do Polski? Zapisz się do szkoły w Niemczech, tam może będziesz miał o tym Śląsku trochę więcej w podręcznikach). EOT.

  14. agama 04.04.2016 14:23

    wiktor-x, czym różnią się pomorzanie od warszawian, jeśli chodzi o zachowanie?

  15. janpol 04.04.2016 14:54

    Nie mogę się nadziwić (tradycyjnie zresztą) jakimi drogami chodzą “myśli” (?!!!) tzw. “niezależnych myślicieli”. Mało odkrywczy tekst, mówiący o tym, że ludzie uczący się od młodości dwóch języków (gwary i języka, jak zwał tak zwał, to wszystko jedno tu akurat, chociaż autorce być może chodziło “w tle” o jakaś “reklamę” gwary-języka śląskiego też) dużo łatwiej przyswajają kolejne języki. To prawda znana już (tradycyjnie zresztą) od starożytności: np. Fenicjanie, którzy to odkryli i uczyli się języków m.in akadyjskiego, aramejskiego, egipskiego (starożytnego, dziś używanego jako koptyjski, nie arabsko egipskiego) itd. opanowali niemal cały handel w basenie Morza Śródziemnego, a nieco później Grecy, którzy np. jako wielojęzyczni opanowali urzędy Rzymskie i doprowadzili w końcu do rozpadu Cesarstwa Rzymskiego, budując trwalsze i lepiej zorganizowane Cesarstwo Bizantyjskie itd, itp.). Współcześnie znane jest to np. po odkryciu, że ludzie znający swój język (gwarę, jak zwał tak zwał) a potem uczący się Esperanto (który to NIE JEST językiem sztucznym tylko językiem opracowanym przez poliglotę Ludwika Zamenhofa, który nazwał go: międzynarodowym językiem pomocniczym Lingvo Internacia, opartym na łacinie i zmodyfikowanym tak, ze BEZ WYJĄTKÓW głoski odpowiadają literom a gramatyka jest możliwie uproszczona i również bez wyjątków – a sztuczne języki to np BASIC, C+, JAVA itp.) dużo łatwiej uczą się kolejnych. I o to tu chodziło ale dla czego spowodowało to te całą dyskusję o Śląsku i Ślązakach (przypominam, że jeden z bardziej znanych polonistów prof. Miodek to też Ślązak, który zresztą przypomina o tym przy niemal każdej okazji i zachwyca się pięknem gwary-języka śląskiego) to tego już nie rozumiem.

    Na koniec: ja np. nie widzę ŻADNEJ IDEOLOGICZNEJ różnicy między takimi “językami naturalnymi” jak literacki polski, niemiecki itp. a Esperanto. Są tak samo “sztuczne” ;).

  16. ares 04.04.2016 15:20

    @janpol 04.04.2016 14:54
    Dlaczego spowodowało dyskusję o Śląsku? Przecież to proste – wyraźnie widać, że autorce (Szramek-Karcz) tych wiekopomnych odkryć chodzi także o promocję tzw. języka śląskiego. Być może nawet jest to zasadnicze przesłanie (choć zakamuflowane). Przysłowiowy każdy głupi wie, że wzrastanie w dwóch językach ułatwia przyswajanie następnych (obcych sensu stricto). Ja nie mam nic przeciwko mowie czy kulturze śląskiej. Wręcz odwrotnie, jestem za jej szeroką promocją. Ale tylko i wyłącznie w obrębie kultury polskiej (do której kultura śląska przynależy i stanowi jej ważny czynnik).

  17. Prometeusz 05.04.2016 09:12

    @ares i inni…

    Ktos, kto nie wychowal sie Slazakiem, nie zrozumie…

    Zgoda – jezyk i kultura zostaly juz prawie calkowicie zabite; choc sa jeszcze tacy, co i pamietaja kulture, i mowia b. dobrze po slasku (nie: znaja kilka slow i mieszaja z kaleczona polszczyzna)…

    Kultura slaska nie nalezy do nikogo, procz slazakow – i to oni decyduja, do jakiego obrebu (lub zadnego!) sie zaliczyc. Moja rodzina wlasciwie ma 80% krwi niemieckiej i kilkanascie – podhalanskiej, ale wybrala i opowiedziala sie za polskoscia Slaska; znam tez rodziny, ktore opowiedzialy sie tak za niemieckoscia, jak i za odrebnoscia.
    Podejscie takie, jak twoje (@ares – cyt. “(…) Ja nie mam nic przeciwko mowie czy kulturze śląskiej. Wręcz odwrotnie, jestem za jej szeroką promocją. Ale tylko i wyłącznie w obrębie kultury polskiej (do której kultura śląska przynależy i stanowi jej ważny czynnik) (…)” stanowi dla wielu rodowitych slazakow powod niecheci do Polski i polskosci; kto daje Ci prawo decydowac o tym, kim jestesmy i do kogo ‘nalezymy’?! Narod slaski juz praktycznie nie istnieje i resztki wymieraja, wiec tak czy siak narodowi purysci (tak niemieccy, jak i polscy czy czescy) juz wlasciwie osiagneli swoj cel. Totez odpowiem tylko: Nastomp sie a trzim juz pysk wiele tyj mogily!

Dodaj komentarz

Zaloguj się aby dodać komentarz.
Jeśli już się logowałeś - odśwież stronę.