Co będzie można kupić w sklepiku szkolnym?

Opublikowano: 31.08.2015 | Kategorie: Edukacja, Wiadomości z kraju, Zdrowie

Liczba wyświetleń: 6

Zaledwie na kilka dni przed początkiem roku szkolnego Ministerstwo Zdrowia podpisało listę produktów, które będą mogły być sprzedawane w sklepikach szkolnych. Mają one trzy miesiące na dostosowanie się, jednak szkoły wciąż wykazu nie dostały.

Jak donosi portal wyborcza.biz, w październiku 2014 r. Sejm dużą większością głosów przyjął nowelizację ustawy o bezpieczeństwie żywności i żywienia. Dzięki niej ze szkół zostanie wyeliminowane śmieciowe jedzenie. Jednak aż do końca sierpnia tego roku lista produktów dozwolonych w szkołach była nieznana.

Zatwierdzony teraz przez Ministerstwo Zdrowia wykaz artykułów spożywczych, jakie mogą być sprzedawane w szkolnych sklepikach jest restrykcyjny. Uczniowie nie kupią już gazowanych napojów, słodkich ani słonych przekąsek. „Już co czwarte polskie dziecko ma nadwagę albo otyłość, a te wskaźniki narastają w zastraszającym tempie” – czytamy w uzasadnieniu resortu. W zamyśle nowe przepisy mają wyrabiać u dzieci i młodzieży lepsze nawyki żywieniowe.

Zamiast drożdżówek na półkach sklepików szkolnych pojawią się kanapki z pełnoziarnistego lub razowego pieczywa. Ministerialna lista zakazuje używania wszelkich sosów i majonezu w kanapkach. Do użytku został dopuszczony jedynie ketchup, którego 100 g zrobiono z co najmniej 120 g pomidorów. W 100 g szynki użytej do szkolnych kanapek nie może być więcej niż 10 g tłuszczu. Do picia szkolne sklepiki zaoferują wodę źródlaną, soki owocowe lub warzywne, herbatę i kawę zbożową albo napoje zastępujące mleko: sojowe, ryżowe, owsiane, kukurydziane, gryczane, orzechowe lub migdałowe, jednak tylko z niewielkim dodatkiem cukru. Prowadzący szkolne sklepiki będą mogli także sprzedawać produkty mleczne, takie jak jogurty, kefiry, maślanki, serki homogenizowane.

Szkolni sklepikarze od września będą mieli trzy miesiące na dostosowanie swojej działalności do wymogów nowelizacji. Za nieprzestrzeganie zapisów ustawy grozić mają kary pieniężne sięgające od 1 do 5 tys. zł. Kontrole w szkołach czy przedszkolach przeprowadzać będą inspektorzy sanitarni, a jeżeli stwierdzą uchybienia, dyrekcja placówki będzie mogła rozwiązać umowę na prowadzenie sklepiku ze skutkiem natychmiastowym, bez zachowania okresu wypowiedzenia.

Na razie lista dozwolonych produktów dostępna jest tylko na stronie internetowej Ministerstwa Zdrowia. Nie wiadomo jednak, kiedy trafi do dyrektorów i ajentów.

Źródło: NowyObywatel.pl

1 Star2 Stars3 Stars4 Stars5 Stars Zostań pierwszą osobą, która oceni ten wpis!
Loading...

TAGI: , , ,

OD ADMINISTRATORA PORTALU

Hej! Cieszę się, że odwiedziłeś naszą stronę! Naprawdę! Jeśli zależy Ci na dalszym rozpowszechnianiu niezależnych informacji, ujawnianiu tego co przemilczane, niewygodne lub ukrywane, możesz dołożyć swoją cegiełkę i wesprzeć "Wolne Media" finansowo. Darowizna jest też pewną formą „pozytywnej energii” – podziękowaniem za wiedzę, którą tutaj zdobywasz. Media obywatelskie, jak nasz portal, nie mają dochodów z prenumerat ani nie są sponsorowane przez bogate korporacje by realizowały ich ukryte cele. Musimy radzić sobie sami. Jak możesz pomóc? Dowiesz się TUTAJ. Z góry dziękuję za wsparcie i nieobojętność!

Poglądy wyrażane przez autorów i komentujących użytkowników są ich prywatnymi poglądami i nie muszą odzwierciedlać poglądów administracji "Wolnych Mediów". Jeżeli materiał narusza Twoje prawa autorskie, przeczytaj informacje dostępne tutaj, a następnie (jeśli wciąż tak uważasz) skontaktuj się z nami! Jeśli artykuł lub komentarz łamie prawo lub regulamin, powiadom nas o tym formularzem kontaktowym.

5
Dodaj komentarz

Chcesz skomentować? Zaloguj się!
  Subskrybuj  
najnowszy najstarszy
Powiadom o
sandvinik
Użytkownik
sandvinik

sklepiki szkolne zakładano żeby dzieciaki nie biegały po chipsy na miasto-pamietam bo sam tak robiłem-15 minut biegiem na hamburgera (inna sprawa że warzyw tam -kapustka, pomidorek, ogóreczek etc), po drodze dwa skrzyżowania-ale kto się tym przejmował? pamietam że był okres jak pilnowali drzwi frontowych to sie biegało-korytarz sali gimnastycznej, brzeg boiska, ogrodzenie, heja… powrót przez szatnie… a teraz wycofujemy chipsy? zakazać kompletnie albo opodatkować akcyzą jak papierosy to bym rozumiał ale to jest głupota-mam na myśli inne epitety ale kultura/cenzura…rozumiecie.

Jedr02
Użytkownik
Jedr02

Te działania są bez sensu bez ogólnej edukacji społeczeństwa. Rodzice tych dzieci sami muszą mieć zrozumienie tematu i praktykować bardziej przemyślane żywienie. Inaczej dzieci będą po prostu jeść takie produkty poza szkołą i pewnie będą też przemycać takie produkty do szkół. Ale chyba i tak jestem bardziej za niż przeciw, sklepiki szkolne szczególnie w podstawówkach i gimnazjach to drenowanie dzieci z drobnych w zamian za badziew. Cukiereczki po 10 groszy, zamrożona woda z farbką, aromatem i cukrem po 50 groszy. Zwykłe wykorzystywanie słabości dzieci wobec cukru. Dorosłemu człowiekowi można pozwolić się truć, ale dzieciom przydałaby się jakaś ochrona.

qrde blade
Użytkownik
qrde blade

W szkolnych sklepikach przede wszystkim i obowiązkowo powinna być udostępniana za niewielką opłatą lub zupełnie za darmo, na koszt MF czysta, zjonizowana i zdeklastrowana woda alkaliczna – podstawowe źródło życia i zdrowia, aby uczyć i przyzwyczajać dzieci i rodziców do picia wyłącznie żywej wody, odkwaszającej organizm, niosącej z sobą zdrowie i odporność organizmu, takiej która jest jedynie przepuszczana przez błony komórkowe, nawadnia nasze komórki i powoduje oczyszczanie ich z produktów przemiany materii.

luzak1977
Użytkownik
luzak1977

Przecież dziecko nie należy do rodziców, dziecko to jest podmiot, bateryjka, która ma wyrosnąć na dobrego robola. Wiadomo, że śmieciowe żarcie jest niezdrowe, ale dlaczego jakiś obcy frajerzyna ma decydować o tym co jest dobre, a co złe?

sagrada
Użytkownik
sagrada

Obcy – niby tak. Ale dlaczego piszesz, że frajerzyna. Frajerami często bywają rodzice, którzy trują siebie (i niech się trują – dopóki płacą podatki). Ale dlaczego mamy pozwalać jako społeczeństwo na ułatwianie drogi do uzależniających substancji (a za takie mam cukier czy inne śmieciowe jedzenie chemiczne) osobom niedojrzałym, co w konsekwencji w przyszłości obciąży nas?
Niech rodzice dają w domu śmiecie jeśli chcą. I niech TO będzie ich odpowiedzialność.

Lecz na cóż moje słowa w kraju czerpiącym zyski z alkoholu czy tytoniu… Pośród mątwy szybkiej przyjemności i zysku…