Brakujący przedmiot nauczania

Opublikowano: 19.02.2015 | Kategorie: Edukacja, Publicystyka, Społeczeństwo

Liczba wyświetleń: 1920

W szkole brakuje najważniejszego przedmiotu nauczania: nauki umiejętności racjonalnego i logicznego myślenia oraz pokonywania barier, jakie wytwarza społeczeństwo na życiowej drodze jednostki. Uczy się młodych ludzi na katechezach, co mają zrobić aby osiągnąć zbawienie w życiu przyszłym, a nie uczy się co mają robić aby osiągnąć szczęście w życiu doczesnym. Tłumaczy się, że człowiek ma złą naturę od urodzenia, a nie mówi się na czym to zło polega i jak się od niego uwolnić.

Ci, którzy oglądali znakomity serial „Ranczo”, zapamiętali zapewne odcinki dotyczące „wątku edukacyjnego”, w których Kusy doszedłszy do wniosku, iż nasza szkoła nie uczy młodych ludzi samodzielnego myślenia, próbuje naprawić ten chory system nauczania, wymyślając z najbliższymi różne sposoby na poprawę sytuacji. Na szczęście autorzy serialu po bodajże dwóch odcinkach przestali dalej ciągnąć ten wątek, który w naszej rzeczywistości musiałby przerodzić się nieuchronnie w gorzką SF.

Kiedy tak zacząłem zastanawiać się czego głównie uczy szkoła, dochodzę do następujących wniosków: oprócz podstawowej wiedzy o świecie i naszym kraju, uczy ona jednostkę służenia społeczeństwu, zachowywania się w społeczeństwie, oraz służenia celom jakie sobie wytycza społeczeństwo. Patriotyzm, sprawiedliwość społeczna, odpowiedzialność przed społeczeństwem – wszystko to są synonimy tego samego mechanizmu zachowań: podporządkowaniu jednostki społeczeństwu.

Nikt młodego człowieka nie uczy (w żadnej szkole) doskonalenia wewnętrznego; jak być szczęśliwym, a nie tyko zadowolonym z życiowych „sukcesów”, jak działają mechanizmy władzy, której jednostka jest podporządkowana, jak uwolnić się od stereotypów myślowych i nawyków, jakie wytwarza życie w społeczności. Nikt nie uczy co ma robić człowiek, aby się nie dać wciągnąć w grę jaką prowadzą politycy o chorych ambicjach, czy też fanatyczni przywódcy skłonni poświęcić życie wielu jednostek w obronie jakiejś „wzniosłej” idei.

Nikt nie uczy jak człowiek ma żyć, aby nie być niewolnikiem wytworów techniki i zaawansowanej elektroniki, która coraz dokładniej kontroluje nasze życie (w tym również prywatne). Aby nie być niewolnikiem konsumpcyjnego stylu życia, wszechobecnych mediów zalewających nas niezliczona ilością nachalnych reklam. Jak nie wpaść w sidła coraz większej ilości banków i parabanków wciskających niemal na siłę swoje usługi. Oraz szeroko pojętego pieniądza, którym kuszą nas na każdym kroku komercyjne media. Jak nie dać się zniewolić przez nieuczciwych pracodawców i jałową pracę, aby nie zostać wyciśniętym jak cytryna przez samonapędzający się biznes, którego głównym motorem jest ludzka chciwość.

Zatem w szkole brakuje najważniejszego przedmiotu nauczania: nauki umiejętności racjonalnego i logicznego myślenia oraz pokonywania barier, jakie wytwarza społeczeństwo na życiowej drodze jednostki. Uczy się młodych ludzi na katechezach (jak najbardziej w szkole!) co mają zrobić aby osiągnąć zbawienie w życiu przyszłym, a nie uczy się co mają robić aby osiągnąć szczęście w życiu doczesnym. Tłumaczy się, że człowiek ma złą naturę od urodzenia, a nie mówi się na czym to zło polega i jak się od niego uwolnić.

Młodych ludzi zalewa się morzem niepotrzebnej informacji, którą zapominają zaraz po skończeniu szkoły, a nie uczy się ich mechanizmów rządzących światem, przyrodą, człowiekiem. Przekazuje się im wiedzę o świecie przedmiotów, nie ucząc świata przyczyn, jak to ktoś mądrze ujął: „Nie sztuką jest dostrzegać widzialne, ale prawdziwą sztuką jest otworzyć oczy na niewidzialne”. Uczy się ich rywalizacji, a nie uczy się współpracy. Jednym słowem; podbudowuje się ich ego, a nie dba się o ich świadomość.

Historia uczona jest tak, jakby były tylko bitwy, traktaty, wojny i układy. A powinno uczyć się historii rozwoju myśli ludzkiej; historię poznawania świata przez rozum i wyrywania tajemnic naturze, a jednocześnie historię blokowania dostępu do wiedzy. Uczyć historię krwawej, pełnej przemocy i hipokryzji wielowiekowej walki ciemnoty i zabobonu z wolnym i odkrywczym rozumem, przynoszącym człowiekowi wyzwolenie od przesądów. Tego powinni uczyć się młodzi ludzie; z jakim trudem i uporem torował sobie drogę nasz umysł, jakie ponosił ofiary w walce z obskurantyzmem i głupotą immanentną naszemu gatunkowi.

Powinno się uczyć jak władza polityczna i duchowa broniła dostępu do wiedzy, upatrując w tym zagrożenia dla swojej egzystencji. Człowiek powinien przede wszystkim wiedzieć i to możliwie jak najwięcej. Jeśli uczy się religii – powinno jednocześnie nauczane być religioznawstwo, jeśli uczy się człowieka jak ma służyć społeczeństwu, to winno się także uczyć jak ono powinno służyć jednostce. Jeśli przedstawia się jakąś ideę, jako jedynie słuszną, to należy również przedstawić o niej opinie jej przeciwników itd.

Powinno się dać człowiekowi prawo do swobodnego i świadomego wyboru światopoglądu, bez odgórnego narzucania poprzez indoktrynację we wczesnym dzieciństwie, czy też presji ze strony tych, którzy jakoby wiedzą lepiej co jest dla człowieka dobre. Czy nadejdzie taki czas, iż szkoła będzie bardziej dbała o doskonalenie jednostki, czy zawsze będzie kształtowała uległych niewolników społeczeństwa?

Czy będzie ona kiedyś służyć jednostce i pomagać jej w osiąganiu osobistego szczęścia, a nie służyć społeczeństwu do wytworzenia w jednostce odruchów, dzięki którym jakaś grupa społeczna (będąca zazwyczaj u władzy, albo mająca z nią powiązania) może dostatniej żyć.

Czy to kiedyś nastąpi? Czy nasz system oświaty włączy kiedyś naukę myślenia?

Być może kiedyś tak, ale można przecież już teraz zabawić się w szkołę przyszłości i zacząć ją na przykład od lekcji zdefiniowania czym jest mądrość? Teraz na pewno skończyłoby się na przytoczeniu stosownych cytatów z biblijnej Księgi mądrości, która to „wiedza” jest najwyższym autorytetem także w naszym szkolnictwie. A jakby to mogło wyglądać w nieokreślonej przyszłości?

* * *

Lekcja nr 1
Temat: Napisz wypracowanie pt.: Jak rozumiem określenie „mądry człowiek”?

Według mnie taki człowiek powinien mieć dużą wiedzę i rozumieć ją. Tak jak ujął to Albert Einstein: „Każdy głupi potrafi wiedzieć,.. sztuką jest zrozumieć”. O dobrej pamięci nie wspominam, gdyż jest to tak oczywiste, jak w porównaniu: „Nie każdy człowiek, który ma dobrą pamięć, musi być mądry. Ale każdy człowiek, który jest mądry, musi mieć dobrą pamięć”. Jaka więc miałaby być ta wiedza?

Na pewno nie specjalistyczna, bo taka wiedza zawęża pole widzenia. Uważam, iż człowiek taki powinien przede wszystkim znać historię swojego gatunku, historię powstania życia na Ziemi, czyli ewolucję biologiczną oraz historię powstania i ewoluowania kosmosu. Jednym słowem wszystko to, co go poprzedzało nim zaistniał jako świadoma jednostka. Inaczej mówiąc; powinien znać przynajmniej podstawowe odpowiedzi na odwieczne pytania: Skąd przychodzę? Kim jestem? Dokąd zmierzam?

Jeśli chodzi o historię naszego gatunku, uważam, że oprócz biologii, etologii, psychologii i paru innych dziedzin nauki, które pozwalają nam lepiej poznać i zrozumieć siebie, godne szczególnego polecenia są filozofia, religie i religioznawstwo. Dlaczego akurat te uważam za najbardziej warte poznania?

Ponieważ filozofia i religie wywodzą się z tego samego korzenia: ciekawości i chęci poznania świata. Jednak w pewnym momencie ich drogi rozchodzą się i od tego czasu filozofia staje się synonimem wolnej myśli człowieka, niczym nie skrepowanej, nie mającej ograniczeń, pragnącej poznać wszystko, co tylko możliwe z człowiekiem włącznie. Uznającej wartość wiedzy w niej samej, przyznającej człowiekowi wolność wyboru światopoglądu, wolność wartościowania i doboru autorytetów.

Natomiast historia religii, to historia władzy człowieka nad człowiekiem, tyle, że w imieniu bóstw i bogów. To historia pętania wolnej myśli, skuwania jej dogmatami, niszczenia jej niezależności, a ci wszyscy, którzy zapłacili życiem za przeciwstawienie się religijnej tyranii, to nie były ofiary walki z religijną ideą, lecz ofiary walki z władzą kapłanów. Historia religii, to nieustanne próby narzucania wolnemu rozumowi „stałych i niezmiennych prawd objawionych”, absolutnych „wartości” i niepodważalnych dogmatów.

Kiedy się wgłębia w historię filozofii i religii, wyraźnie widać ścieranie się tych dwóch odwiecznych dążeń w człowieku: prawa do swobodnego wyboru światopoglądu, do własnej oceny świata i do własnej drogi życia. Prawa do własnych decyzji i do popełniania błędów na tej drodze, oraz do ponoszenia konsekwencji z nich wynikających. Jednym słowem; prawa do wolności sumienia, choć zdajemy sobie sprawę z tego, iż to także jest iluzją.

Oraz odwieczna walka o prawo do narzucania drugiemu człowiekowi swej woli i swojej filozofii życia. Narzucania swoich „ jedynych prawd” i „jedynie słusznego światopoglądu”, o decydowaniu za kogoś, co dla niego dobre, a co złe, nawet wbrew jego woli. Tak było od niepamiętnych czasów i tak jest nadal, choć nie żyjemy już w średniowieczu i mamy ponoć rozdział Kościoła od państwa (chyba tylko na takiej zasadzie, iż państwu nie wolno wtrącać się do interesów Kościoła, natomiast Kościół ma prawo wtrącać się do interesów państwa).

Człowiek mądry powinien znać tę „cierniową drogę”, którą przeszli jego poprzednicy, zanim osiągnęli to, czym teraz szczyci się rodzaj ludzki. Prawdziwa mądrość polega również na tym, aby pojąć mechanizmy rządzące światem, przyrodą i człowiekiem. Bez poznania tych mechanizmów i przyczyn, skutki będą dla nas niezrozumiałe. „Wolałbym znaleźć jedno przyczynowe wyjaśnienie, niż zdobyć tron perski”, jak mawiał Demokryt. Musimy więc nauczyć się synkretycznie myśleć, bo wiedzieć, nie oznacza jeszcze rozumieć.

Człowiek mądry to taki, który potrafi zauważyć analogie pomiędzy na pozór odległymi zjawiskami lub faktami i umie wyciągnąć z nich wnioski. To taki, który widzi analogie pomiędzy przeszłością, a teraźniejszością i dla którego (właśnie dlatego) przeszłość nie jest martwym, zamkniętym rozdziałem historii. „Należy tak patrzeć w przeszłość, aby poprzez nią widzieć przyszłość” (Toffler Szok przyszłości).

Taki człowiek wie, że przeszłość żyje w nas, że ma wpływ na nasze decyzje, na nasze postępowanie i zachowanie, na nasz styl życia, na nasze „teraz”. „Człowiek, który nie wyciąga wniosków z historii, jest skazany na ciągłe jej powtarzanie”, jak to ktoś kiedyś powiedział. Rodzaj ludzki od wieków popełnia te same błędy; daje się prowadzić tymi samymi ścieżkami, które zazwyczaj wiodą na manowce. I wciąż pozwala wpędzać się w te same sytuacje, ponieważ u władzy są podobni ludzie; o wielkich ambicjach i małym rozumie.

Mądry człowiek potrafi dostrzec analogie w postępowaniu ludzi i umie wyciągnąć wnioski dotyczące natury ludzkiej. Dlatego mądrość bardziej kojarzy mi się ze zrozumieniem przyczyn, które miały wpływ na to, iż „człowiek jaki jest, każdy widzi” i na ten świat, w którym on żyje.

Aby to zrozumieć, mądry człowiek musi próbować odpowiedzieć na wiele pytań: Jak powstało życie na Ziemi? Jak doszło do zaistnienia ludzkiego rozumu (świadomości)? Jakie są przyczyny istnienia zła na świecie? Dlaczego człowiek wierzy w ideały, a zachowuje się tak, jakby nie wierzył w nie? Dlaczego stosuje w życiu podwójną moralność (czyli tzw. „moralność Kalego”)? Dlaczego tak łatwo skłócić go z drugim człowiekiem? Dlaczego wreszcie wierzy w tyle „prawd” wzajemnie sprzecznych? Itd.

Człowiek mądry nie może mieć wiedzy poszufladkowanej. Pomiędzy poszczególnymi dziedzinami wiedzy musi istnieć nieustanny przepływ informacji. Wiedza ta, musi być porównywana, analizowana i selekcjonowana. Dopiero wtedy można dostrzec ciekawe analogie i spróbować wyciągnąć z nich wartościowe wnioski. W przeciwnym wypadku zrobi się nam w głowie informacyjny (lub poglądowy) bałagan i z posiadanej (ale nieuporządkowanej) wiedzy nie będziemy mieli żadnego pożytku.

Mądry człowiek będzie dbał o koherencyjne prawdy dotyczące otaczającego go świata, jak i człowieka. Z upływem czasu będzie wytwarzał sobie coraz bardziej spójny wizerunek rzeczywistości, tak, aby to co jest, było logiczną konsekwencją tego, co było, a to, co się dzieje teraz, miało uzasadnienie w tym, co się działo kiedyś. Człowiek mądry powinien znać błędy jakie popełniał rozum ludzki na drodze poznawania świata, ponieważ ich znajomość równie dużo mówi o naturze człowieka, o jego sposobie odbierania świata i o jego metodach dochodzenia do prawdy.

Człowiek mądry wreszcie powinien znać wszystkie swoje ograniczenia, swoje wewnętrzne bariery (np. „dysonans poznawczy Festhingera”, który jest powiązany z wczesną indoktrynacją). Powinien zdawać sobie sprawę z własnej niedoskonałości, z ograniczoności swych zmysłów, z faktu, iż nasz świat zawsze będzie oceniany i wartościowany z typowo antropocentrycznego punktu widzenia, charakterystycznego dla danej kultury.

Powinien on wiedzieć, iż ten świat nie jest taki, jakim on go widzi, lecz dlatego takim go widzi, ponieważ tak ma zbudowane zmysły (percepcję), że nie ma możliwości zobaczyć go innym. Musi też wiedzieć, iż wiele rzeczy, zjawisk i „prawd”, w które wierzy, istnieją tylko w jego umyśle, mimo to, że są one dla wielu ludzi bardziej realne niż otaczająca ich rzeczywistość. I bardziej wiarygodne, niż naukowe odkrycia. Tak działa ludzki rozum.

Człowiek mądry powinien być sceptykiem. Na jakie manowce pobłądziła ludzka myśl dzięki ślepej fanatycznej wierze w jakąś niesprawdzalną „prawdę”, nie muszę chyba przypominać. Powinien on raczej skłaniać się ku poglądowi, iż nie ma prawd absolutnych, niezmiennych w czasie i niezależnych od nowych odkryć naukowych. „Jeśli chcesz głębiej poznać świat, zacznij poddawać wszystko w wątpliwość”, jak radził Kartezjusz (choć ma to i swoje wady).

Mądrość, to ciągłe uczenie się nowego, nie uleganie autorytetom, ani absolutnym prawdom. Tak jak nie ma absolutnej przestrzeni, nieruchomego w niej punktu, tak samo nie ma „absolutnych prawd objawionych”. Są tylko prawdy obowiązujące dzisiaj, teraz. I to mądrość nakazuje nam, mieć ten margines niepewności w stosunku do nich, gdyż to jest to dla nas bardziej korzystne, niż fanatyczna ślepa wiara w dogmat. „Niepewność jest matką tolerancji” (Erich Maria Remark).

Jaką naukę z tego wszystkiego wyciąga mądry człowiek? Taką, iż jedyną pewnością (oprócz śmierci) jest świadomość, iż nic nie jest pewne. Wszystko się zmienia, wszystko jest płynne. Ponieważ poznawanie świata przez człowieka jest procesem i to bynajmniej nie zakończonym. O tym wszystkim powinien wiedzieć i pamiętać człowiek mądry (patrząc na ten problem z mojego punktu widzenia, oczywiście). Wiem, że tacy ludzie istnieją: obcuję z nimi poprzez ich dzieła, znam ich z ich wspaniałych książek. Wierzę w mądrość jednostek lecz nie wierzę w mądrość społeczeństw.

„Przed człowiekiem mądrym, cała ziemia stoi otworem, gdyż ojczyzną duszy szlachetnej jest cały świat” (Demokryt). Sądzę, iż w powyższym stwierdzeniu chodziło jej Autorowi o to, że człowiek mądry nie identyfikuje się z żadną konkretną nacją, ani z jednym określonym kręgiem kulturowym, ani też z jakimś szczególnym czasem. Korzysta on z doświadczeń całej ludzkości (to nawet nie o to chodzi, że on je wszystkie zna), z dorobku rozumu gromadzonego od czasów odległych, po dzień dzisiejszy.

Dlatego podziały polityczne, rasowe, kulturowe czy religijne nie odgrywają tu żadnej roli. Liczy się cała wiedza człowieka, gdyż to wszystko jest jego intelektualnym dziedzictwem i to wszystko składa się na jego tożsamość kulturową. A ponad tymi wszystkimi podziałami (co charakteryzuje nasz gatunek) posiadamy także (to też wyjątkowa cecha naszego gatunku) dążenie do poznania prawdy, obojętnie jaka by ona była.

Taki jest mniej więcej mój wzorzec doskonałości człowieka pod względem posiadania mądrości, ale pisać o mądrości i posiadać ją, to są dwie różne sprawy. Mam tylko nadzieję, że choć jakiś mały okruch z tego ogromu wiedzy jaką zgromadziła ludzkość, przez przypadek dotarł i do mnie, więc w miarę swoich skromnych możliwości staram się go nie roztrwonić, przekazując dalej i co nieco od siebie dokładając”.

* * *

Jeśli komuś wyda się powyższy tekst nieco naiwny w formie i treści, to proszę wziąć pod uwagę, iż pisałem go na początku lat 1990. Tylko tam gdzie była mowa o nowoczesnej elektronice, bankach, mediach pełnych nachalnych reklam – uwspółcześniłem go nieco, dodając te określenia. (No i dodałem cytat z Tofflera). Reszta jest taka, jaką napisałem ponad dwadzieścia lat temu. Taki wtedy byłem: pełen młodzieńczego optymizmu i wiary w potęgę rozumu i siłę argumentów.

Najlepszym tego dowodem jest fakt, że prowadziłem długie rozmowy z odwiedzającymi mnie często Świadkami Jehowy, gdyż byłem absolutnie pewien, iż ludzi o odmiennych poglądach można przekonać racjonalnymi, logicznymi i dobrze uzasadnionymi argumentami. Życie jednak szybko zweryfikowało moje naiwne poglądy i teraz na jałowe rozmowy, po prostu szkoda mi czasu. I prawdę mówiąc dziś na taki tekst, również szkoda byłoby mi czasu. Zapisałem go z sentymentu do przeszłości, albo raczej do siebie z przeszłości.

Autorstwo: Lucjan Ferus
Źródło: Listy z naszego sadu


TAGI: ,

Poznaj plan rządu!

OD ADMINISTRATORA PORTALU

Hej! Cieszę się, że odwiedziłeś naszą stronę! Naprawdę! Jeśli zależy Ci na dalszym rozpowszechnianiu niezależnych informacji, ujawnianiu tego co przemilczane, niewygodne lub ukrywane, możesz dołożyć swoją cegiełkę i wesprzeć "Wolne Media" finansowo. Darowizna jest też pewną formą „pozytywnej energii” – podziękowaniem za wiedzę, którą tutaj zdobywasz. Media obywatelskie, jak nasz portal, nie mają dochodów z prenumerat ani nie są sponsorowane przez bogate korporacje by realizowały ich ukryte cele. Musimy radzić sobie sami. Jak możesz pomóc? Dowiesz się TUTAJ. Z góry dziękuję za wsparcie i nieobojętność!

Poglądy wyrażane przez autorów i komentujących użytkowników są ich prywatnymi poglądami i nie muszą odzwierciedlać poglądów administracji "Wolnych Mediów". Jeżeli materiał narusza Twoje prawa autorskie, przeczytaj informacje dostępne tutaj, a następnie (jeśli wciąż tak uważasz) skontaktuj się z nami! Jeśli artykuł lub komentarz łamie prawo lub regulamin, powiadom nas o tym formularzem kontaktowym.

13 komentarzy

  1. goldencja 19.02.2015 14:17

    Na studiach miałam logikę i nauczycielka akademicka nie potrafiła się logicznie wysłowić. Gdyby jej wypowiedzi zapisywać w układach logicznych, to wyszłyby same sprzeczności. Egzaminów też sama nie sprawdzała, bo pewnie logiki nie umie. Logika jest potrzebna, ale nie sądzę, by znalazło się wystarczająco wielu nauczycieli, którzy mogliby skutecznie jej nauczać. Mimo wszystko na pewno jakiś tam % dzieci samych by doszło do podstawowych zasad. Nauczyciele też by sobie przypomnieli. Może społeczeństwo by się odmieniło chociaż trochę.

  2. masakalambura 19.02.2015 15:21

    Logika to podstawa matematyki oraz filozofii. O ile tej pierwszej nauka nie jest zaniedbywana, bo jest niezbędna do wysnuwania matematycznych wniosków, o tyle ta druga, logika filozofii praktycznie nie istnieje w nauczaniu. Mało kto pojmuje zasady logicznego oddzielania fałszu od prawdy w sferach niematerialnych i dotyczących świadomości. A jeszcze mniej osób umie to tłumaczyć i nauczać.

    Są nawet tacy, którzy twierdzą, że to wspaniale, że wreszcie na arenie pozostała wyłącznie logika materii. Jednak dla szerzej rozumianej mądrości ludzi to nie jest zbyt dobre.

    Ale czy mądrość dzisiaj w ogóle jest potrzebna? Przecież każdy ma wiki i google.

  3. goldencja 19.02.2015 18:18

    Jeśli porównać licznę lekcji matematyki z liczbą “lekcji” religii, to można dojść do oczywistego wniosku, że logika w Polsce nie ma szans.

  4. agama 19.02.2015 20:29

    Ludzie nie umieją korzystać z googla. Jakby umieli, to WM byłoby na pierwszym miejscu w rankingach popularności.

  5. jeszcze 19.02.2015 21:45

    Tu nie chodzi o nawet logikę. Wprowdzenie takiego przedmiotu w szkole i tak niewiele by zmieniło. Tu jest pranie mózgów na każdym poziomie.
    Przykład: W teście po klasie III jedno z zadań brzmi tak: “Dziś był u nas lekarz i mówił nam o zdrowym żywieniu. Napisz krótką notatkę do kroniki szkolnej opisującą tę lekcję.” Lekarz o żywieniu?
    Kolejny przykład: matura rozszerzona z biologii z “poprawnymi” odpowiedziami:
    36. a) Określ, czy ziemniak amflora jest organizmem transgenicznym. Odpowiedź uzasadnij.
    Nie, ponieważ nie został mu wszczepiony gen od innego organizmu.
    b) Wyjaśnij, dlaczego rolnicy są zobowiązani do zbierania z uprawy bulw amflory przed wyprodukowaniem nasion.
    Zbieranie bulw zabiera roślinie energię do wytworzenia nasion.
    c) Biorąc pod uwagę możliwe skutki dla środowiska przyrodniczego, podaj jeden argument „za” uprawą amflory.
    zmniejszenie ilości wydzielania gazów cieplnych w czasie spalania paliw kopalnych
    Takich głupot, które wtłaczają dzieciom jest więcej i to na każdym przedmiocie.
    Dzieci w szkołach mają być grzeczne, posłuszne i najlepiej się nie wybijać, w żadnym wypadku nie myśleć samodzielnie.
    Przecież ktoś te programy ułożył tak a nie inaczej w jakimś celu.

    @agama Chyba przeceniasz ludzi.

  6. lboo 20.02.2015 10:17

    Tak samo prywatne szkolnictwo skończy z indoktrynacją, jak prywatne media skończyły z praniem mózgów obywateli 🙂

  7. agama 20.02.2015 11:47

    goldencja, to lepiej sobie za wczasu poszukaj burki na allegro, bo to muzułmanie będą rządzić Europą.

  8. goldencja 20.02.2015 12:04

    @agama, nie będą. Są zbyt agresywni i za mało racjonalni. W przyrodzie takie odmiany są likwidowane przez otoczenie lub umierają z głodu. Jakkolwiek będzie nam ciężko przez jakiś czas, muzułmanom nie uda się opanować świata. To niezgodne z prawami natury. Myślę, że czeka ich poważna zmiana od środka. Jeśli wcześniej nie zaczną na nich zrzucać bomb atomowych, to się zrewolucjonizują w ciągu jakichś 300-400 lat (już najwyższa pora). Należy zauważyć, że na naszych ziemiach już zrobiono by z nimi porządek, gdyby nie rządzili nami zdrajcy. Idea obecnej polityki nie polega jednak na tym, by wprowadzać islam do Europy, tylko by destabilizować społeczeństwo – wprowadzać antagonistów. W ten sposób będzie niezdolne do buntu, a chętne na wojenki (wojenki biznesowe w imię dolarów, Euro itd.). Można będzie podsunąć dowolny motyw, by ludzie się tłukli o interesy wydając kasę na broń, paliwo i medykamenty.

  9. lboo 20.02.2015 12:12

    @goldencja: “większość mojej rodziny jest głupia – to prawda podążająca za statystykami. Nie identyfikuję się z nimi.”

    Jeśli nie potrafić przekonać nawet swojej rodziny że myslą i postępują nierozsądnie, to jak chcesz przekonać innych, jak chcesz zbudować lepsze społeczeństwo (bo żeby żyć w lepszym społeczeństwie trzeba je zbudowac).

    Jeśli Twoja inteligencja i wiedza ma służyć tylko Tobie, a nie słabszym i mniej inteligentnym, to chyba trochę zmarnowana inwestycja z punktu widzenia ewolucji.

  10. goldencja 20.02.2015 12:46

    @Ilboo, wiesz dlaczego małp nie uczy się algebry? Bo to strata czasu. Moja inteligencja ma w pierwszej kolejności służyć mi, a innym tylko wtedy, gdy mi i im przyświeca wspólny cel (dobór naturalny – naturalnie będę sobie dobierać ludzi, którzy dają mi największe szanse na przetrwanie, a nie będę za sobą ciągnąć tych, którzy mi te szanse pomniejszają). Jeśli wspólnego celu nie ma, to ja im nie będę pomagać, bo niby dlaczego? Nie można kogoś uszczęśliwiać na siłę. Czy ja chce zbudować lepsze społeczeństwo? To ja mam chcieć? A co ja jestem, inżynier społeczny? To społeczeństwo ma chcieć. Jeśli społeczeństwo wybiera głupie drogi, to jeśli zacznę mu je wytykać, to naturalnie zgodnie z zasadami ewolucji stanę się wrogiem społeczeństwa i tym samym pogrzebię swoje szanse na dobre życie. Już to przerabiałam i nauczyłam się na błędach. Można komuś tłumaczyć kilka razy – jeśli nie rozumie, to albo jest imbecylem albo ja nie mam zdolności nauczycielskich, a nie mam albo się mylę. Zostawiam tę zabawę naiwnym altruistom. Ja wracam do praw naturalnych, najpierw ja, potem najbliżsi, potem najbliżsi w światopoglądach. Endo- (rodzina w pierwszym stopniu pokrewieństwa, współdomownicy, rodzice, rodzeństwo, dzieci), Mikro- (przychylni sąsiedzi, przyjaciele, znajomi) i Makro- podobni (ludzie, z którymi mam wspólne poglądy ale ich osobiście nie znam), ale nie endo-pochodni (kuzyni, dalsza rodzina). W biologii i chemii jest identycznie – są związki sprzyjające sobie w reakcjach i są związki blokujące się nawzajem. Dlatego żywe komórki szukają komórek i pierwiastków sprzyjających ich celom, a gdy się pojawią w otoczeniu zbyt stężonych szkodliwych związków, to się ewakuują. Można się dostosować do mniejszej ilości szkodników, ale jak jest ich za dużo, to trzeba wiać, a już na pewno im nie pomagać.

  11. lboo 20.02.2015 13:18

    @goldencja: Twoje życie, Twój wybór, nie będe Cie do niczego namiawiał.

    Niemniej jednak wydaje mi się że swoją postawą stawiasz się w roli uciekającego. Przed tym kto chce Cię zabić, okraśc, oszukać … . Moim zdaniem w życiu można robić ciekawsze rzeczy niż ciągle uciekać.
    Nawet bycie naiwnym altruistą może być ciekawsze od pozycji zwierzyny łownej która tylko dzięki swojemu sprytowi i inteligencji jest w stanie przeżyć 🙂

  12. goldencja 20.02.2015 13:31

    @Ilboo, niezupełnie. Staram się wymigać z czego potrafię. Jak każdy obchodzę złodziejskie przepisy jak mogę. Mogłabym z nimi walczyć ale jest zbyt duże ryzyko stracenia pracy i trafienia do więzienia – w lepszym przypadku, w gorszym – spotkanie z seryjnym samobójcą. Gdybym obracała się w otoczeniu ludzi walczących, to też bym walczyła. Niestety tej wygody nie posiadam, bo moje otoczenie jest pasywne albo agresywne na zmiany i przelęknione. Uświadomienie takiego stada bydła o wilkach u bram spowodowałoby, że by mnie zadeptało. Do pilnowania stada bydła potrzeba kilku wyszkolonych zgranych psów. Tu ich brakuje. Jeden pies nie będzie ryzykował życia za stado bezmózgich baranów. Poszczeka z daleka i przeżyje, a bydło albo zareaguje na szczekanie albo nie. 😉

  13. jdo 20.02.2015 18:37

    świetny artykuł. goldencja – zgadzam się z Tobą, nie ma sensu na siłę przekonywać innych, nawet kiedy to nasza rodzina (której nie wybieramy). Lepiej otaczać się ludźmi z którymi możemy coś z sensem robić, z którymi łączy nas jakaś “chemia”. A przekonywać innych najlepiej przez przykład… choć to też nie zawsze działa.
    A społeczeństwo jest głupie. Przykro to mówić, ale to fakt. Mądre są tylko jednostki.

Dodaj komentarz

Zaloguj się aby dodać komentarz.
Jeśli już się logowałeś - odśwież stronę.