Bałkański dziennik rosyjskiego dziennikarza – 33

Opublikowano: 01.10.2013 | Kategorie: Historia, Polityka, Publicystyka

Liczba wyświetleń: 3

Na 29 czerwca 1997 roku w Albanii były zaplanowane przedterminowe wybory. Jednak 4 czerwca na prezydenta Sali Berishę dokonano zamachu. Na szczęście, nieudanego. Wywołało to sprzeczne reakcje zarówno w Albanii, jak i we Włoszech. Włosi, którzy wzięli na siebie główną funkcję oddziałów pokojowych w tym zbuntowanym państwie, byli przekonani, że była to wyreżyserowana akcja.

Rzym na wszelki wypadek zdecydował się posłać umocnienie do już znajdującego się w regionie 2,5-tysięcznego kontyngentu. Przed wyborami potrzebne były gwarancje bezpieczeństwa wyborców. W Rzymie starannie przeanalizowano wszystkie niuanse nieudanego zamachu na Berishę. Wyjaśniono, że choć zamachowiec został pobity niemalże śmiertelnie, to nic nikomu nie wyjawił.

Włoscy śledczy wysunęli wersję, według której służby specjalne Albanii przeprowadziły akcję z zamachem po to, aby podnieść sondaże Berishy. Włoska telewizja kilka dni z rzędu pokazywała nagranie, na którym widać było, jak 26-letni Ilir Ceta rzuca czymś w prezydenta. Jedni twierdzili, że to był granat, inni, że butelka po piwie. Wersja oficjalna, która rozpowszechniła Tirana głosiła, że zamachowiec nie tylko nie trafił w prezydenta, ale i sam został ranny od drugiego granatu. Dlaczego nie odniósł obrażeń nikt z otoczenia Barishy? To pozostaje zagadką.

Rzym nie wykluczył, że Berisha dał do zrozumienia opozycji, że jest prawdziwym gospodarzem w państwie. Opozycja była przekonana, że Berisha wprowadzi w Albanii godzinę policyjną i kontrole na ulicach. To dawałoby możliwość nie podliczania głosów w dzień wyborów i przeniesienia tego na następny ranek. Czasu na sfałszowanie wyników, jak twierdzili opozycjoniści, było więcej niż potrzeba. Oczywiście, mogłoby to wywołać nową falę przemocy, terroryzmu i pogromów. W Albanii każdego dnia kogoś mordowano, a to bardzo zaostrzało atmosferę we Włoszech. Wszyscy obawiali się, że ktoś z żołnierzy może zginąć. To po pierwsze. A po drugie, nie wykluczano, że nawet przy pomyślnym przebiegu wyborów, Albańczyków nie można będzie pozostawić bez kontroli. Tyle było tu broni w domach, tyle nienawiści między północą a południem, że wojnę domową udawało się powstrzymać tylko pod ostrzem zagranicznych bagnetów.

W Macedonii, gdzie Albańczyków było około 400 tysięcy, na sytuację sąsiadów reagowano niejednoznacznie. W Skopje panicznie bano się, aby krwawe wydarzenia z Albanii nie przeniosły się do nich. Prezydent Kiro Gligorov cudem uniknął „jugosłowiańskiej tragedii”, która przeszła przez Bałkany w 1991 roku. Stosunki pomiędzy Tiraną i Skopje nigdy nie były dobre. Latem 1997 roku minister obrony Macedonii Lazar Kitanovski najbardziej obawiał się napływu albańskich uchodźców, których już przestano przyjmować we Włoszech, w Czarnogórze i w Chorwacji. Głód i potworna sytuacja panująca w Albanii zmusiły ludzi do szukania jakiejkolwiek szansy ratunku. A Macedonia była wspaniałą strefą tranzytową, pierwszym etapem ich marzenia o sytym i bogatym Zachodzie. W Macedonii wiele było poza tym albańskich wiosek, gdzie uchodźcy mogliby otrzymać pracę sezonową. Ci, którzy nie znajdowali pracy zaczynali handlować i najczęściej proponowali za bezcen broń (automaty, granaty, moździerze i amunicję) z obrabowanych albańskich koszarów. W Serbii i w Kosowie „Kałasznikowa” można było dostać za 100 dolarów, a Albańczycy oddawali swoje trofea dziesięć razy taniej. Dlatego macedońskie władze wprowadziły surowe środki bezpieczeństwa na swoich granicach. W przeciwnym razie sąsiedzi mogli zalać Macedonię taką ilością broni, że trudno byłoby przewidzieć skutki.

Autor: Konstantin Kaczalin
Źródło: Głos Rosji

1 Star2 Stars3 Stars4 Stars5 Stars Zostań pierwszą osobą, która oceni ten wpis!
Loading...

TAGI: , ,

OD ADMINISTRATORA PORTALU

Hej! Cieszę się, że odwiedziłeś naszą stronę! Naprawdę! Jeśli zależy Ci na dalszym rozpowszechnianiu niezależnych informacji, ujawnianiu tego co przemilczane, niewygodne lub ukrywane, możesz dołożyć swoją cegiełkę i wesprzeć "Wolne Media" finansowo. Darowizna jest też pewną formą „pozytywnej energii” – podziękowaniem za wiedzę, którą tutaj zdobywasz. Media obywatelskie, jak nasz portal, nie mają dochodów z prenumerat ani nie są sponsorowane przez bogate korporacje by realizowały ich ukryte cele. Musimy radzić sobie sami. Jak możesz pomóc? Dowiesz się TUTAJ. Z góry dziękuję za wsparcie i nieobojętność!

Poglądy wyrażane przez autorów i komentujących użytkowników są ich prywatnymi poglądami i nie muszą odzwierciedlać poglądów administracji "Wolnych Mediów". Jeżeli materiał narusza Twoje prawa autorskie, przeczytaj informacje dostępne tutaj, a następnie (jeśli wciąż tak uważasz) skontaktuj się z nami! Jeśli artykuł lub komentarz łamie prawo lub regulamin, powiadom nas o tym formularzem kontaktowym.

Dodaj komentarz

Chcesz skomentować? Zaloguj się!
  Subskrybuj  
Powiadom o