Albigensi – krwawa legenda buntowników

Opublikowano: 23.03.2017 | Kategorie: Historia, Publicystyka, Wierzenia

Liczba wyświetleń: 296

W Albi możemy dziś podziwiać niezliczone pamiątki po epoce średniowiecza. Ale miasteczko kryje również przerażającą historię.

Poszukiwacze świętego Graala powinni udać się na południe Francji, w górzysty region Langwedocji. To tam co kilka kilometrów wznoszą się pozostałości komandorii templariuszy. Teren jest nadal trudny do zdobycia, pełen krętych dróg wśród zapierających dech w piersiach widoków.

Nie potrzeba wybujałej wyobraźni by poczuć klimat średniowiecza, mroku tamtych czasów, ale i ich świetności pełnej warownych zamków i przepięknych katedr. Ogromne pomniki rycerzy świątyni zapraszają do odwiedzenia poszczególnych miasteczek. Najpiękniejszym miejscem-pamiątką jest Albi. W każdym zakątku tego miasta-muzeum kryją się duchy przerażającej historii tego grodu.

Tutaj rozegrała się pierwsza w średniowieczu zorganizowana na szeroką skalę eksterminacja ludności o poglądach innych niż dominująca w tym czasie doktryna papieska. Zwani od miasta Albi albigensi (utożsamiani z katarami) przejęli władzę nad południem Francji w okresie XII-XIV wieku. Głosili ideę ubóstwa, zwracali się ku sferze duchowej, byli przeciwni ustrojowi feudalnemu i hierarchii kościelnej. Co pewien czas pojawiała się nowina, że któryś z biskupów katolickich został wygwizdany lub usunięty ze stanowiska, a jego miejsce zajmował „doskonały” kapłan katarski. Po synodzie w St. Felix-de-Caraman albigensi utworzyli własne struktury kościelne właśnie w Albi, ale też w Carcassone, Tuluzie i Agen.

Kościół próbował przeciwdziałać szerzeniu się nowej wiary. Zorganizowana w 1145 troku misja św. Bernarda (Bernarda z Clairveaux), próbującego przekonać heretyków do powrotu do wiary katolickiej, stała się jego największym upokorzeniem. Będąc jednym z najlepszych mówców swoich czasów, czczony przez tłumy, przeżył potworne męki braku zainteresowania – mieszkańcy Albi nie pokwapili się by tłumnie posłuchać jego mowy, zaledwie kilkudziesięciu znudzonych pojawiło się na wiecu. W innych miastach było podobnie.

W tym czasie, po klęskach w ziemi świętej, na południu Francji osiedlił się zakon templariuszy. Rycerze zakonni żyli w symbiozie z mieszkańcami i władzami miasteczek, a nawet wspierali finansowo okoliczne wsie i gospodarstwa. Templariusze, mimo że byli zbrojnym ramieniem papieża i zawdzięczali mu przywileje oraz pieniądze, wyraźnie fascynowali się ruchem katarskim, ideologią powrotu do korzeni chrześcijaństwa. Oczywiście warto zaznaczyć, że dotyczy to odłamu zakonu w południowej Francji. Wspólne życie zbliżyło jednych i drugich.

Tymczasem Bernard z Clairveaux nie zapomniał upokorzeń z Oksytanii i przekazał papiestwu informacje o bezczelności buntowników. Papież coraz bardziej widział w ruchu albigensów zagrożenie jedności kościoła i swoich wpływów. Kolejne misje pokojowe nic nie dawały. Albigensi rośli w siłę i trzeba było to szybko ukrócić. Herezja katarska została potępiona na synodzie w Tours w 1163 i na soborze laterańskim w 1179. Na synodzie w Weronie określono jak postępować z heretykami. Ustalono, że biskupi mają prowadzić dochodzenia i każdego podejrzanego o herezję oddać pod sąd świecki. Kolejne misje pokojowe kończyły się fiaskiem. Aż do roku 1208 kiedy to jeden z rycerzy hrabiego Tuluzy Rajmunda VI zamordował papieskiego legata.

Papież Innocenty III uznał ten incydent za doskonały pretekst do ostatecznego rozwiązania kwestii katarskiej i ogłosił krucjatę przeciw albigensom. Rycerstwo z północy Francji widziało w krucjacie przede wszystkim okazję do przejęcie bogatych gospodarstw i wsi południa. Co ważne zamieszkujący przecież te ziemie zakon templariuszy nie wziął udziału w krucjacie, a wręcz dał schronienie uciekającym przed rzezią ludziom. Wielu z nich weszło w szeregi zakonu, co potem zostało przypomniane na procesie templariuszy.

Wojny albigeńskie (1209 – 1229) charakteryzowały się nawet jak na tamte czasy wyjątkowym okrucieństwem. Masakry dokonywane były od miasta do miasta. Najbardziej wstrząsająca historia wydarzyła się w Beziers, gdzie ludzie schronili się w kościele. Rycerze wdarli się do świątyni i w szale zabili tysiące ludzi, mężczyzn, kobiety i dzieci. Miasto płynęło potokami ciepłej jeszcze krwi. W Albi na miejscu największych mordów, już po przejęciu władzy przez papiestwo, inkwizytor Langwedocji rozkazał wybudować największą w Europie katedrę jako symbol triumfu papiestwa nad heretykami. Jej majestatyczna bryła do dziś budzi respekt.

Walki i prześladowania trwały jeszcze do początków XIV wieku, mimo intensywnej działalności inkwizycyjnej na tym terenie. Ówczesną opinią publiczną wstrząsnął proces zakonu templariuszy i ich smutny koniec. Czy templariusze w ukryciu faktycznie sprzyjali albigensom? Trudno jednoznacznie stwierdzić, ale wiele wskazuje, że traktowali ich przyjaźnie.

Historia albigensów jest wstydliwa do dziś – w katedrze pod wezwaniem św. Cecylii w Albi, która majestatycznie wznosi się w centrum miasta, nie ma słowa o tym co się tutaj wydarzyło. W pobliskim muzeum też niewiele jest o wojnach albigeńskich ani o rzezi, a zapytany o to pracownik muzeum unika odpowiedzi.

Autorstwo: Justyna Zembrzycka
Źródło: Histmag.org
Licencja: CC By-SA 3.0

BIBLIOGRAFIA

1. Zbigniew Herbert, “Barbarzyńca w ogrodzie; O albigensach, inkwizytorach i trubadurach”, “Zeszyty Literackie”, 2010.

2. Fernand Niel, “Albigensi i katarzy”, Oficyna Wydawnicza VOLUMEN, Warszawa 1995

3. Mark Gregory Pegg, “Najświętsza wojna. Krucjata przeciwko albigensom i bój o chrześcijaństwo”, Wydawnictwo Rebis, Poznań 2010.

1 Star2 Stars3 Stars4 Stars5 Stars Zostań pierwszą osobą, która oceni ten wpis!
Loading...

TAGI: , , ,

Poznaj plan rządu!

OD ADMINISTRATORA PORTALU

Hej! Cieszę się, że odwiedziłeś naszą stronę! Naprawdę! Jeśli zależy Ci na dalszym rozpowszechnianiu niezależnych informacji, ujawnianiu tego co przemilczane, niewygodne lub ukrywane, możesz dołożyć swoją cegiełkę i wesprzeć "Wolne Media" finansowo. Darowizna jest też pewną formą „pozytywnej energii” – podziękowaniem za wiedzę, którą tutaj zdobywasz. Media obywatelskie, jak nasz portal, nie mają dochodów z prenumerat ani nie są sponsorowane przez bogate korporacje by realizowały ich ukryte cele. Musimy radzić sobie sami. Jak możesz pomóc? Dowiesz się TUTAJ. Z góry dziękuję za wsparcie i nieobojętność!

Poglądy wyrażane przez autorów i komentujących użytkowników są ich prywatnymi poglądami i nie muszą odzwierciedlać poglądów administracji "Wolnych Mediów". Jeżeli materiał narusza Twoje prawa autorskie, przeczytaj informacje dostępne tutaj, a następnie (jeśli wciąż tak uważasz) skontaktuj się z nami! Jeśli artykuł lub komentarz łamie prawo lub regulamin, powiadom nas o tym formularzem kontaktowym.

Dodaj komentarz

Chcesz skomentować? Zaloguj się!
  Subskrybuj  
Powiadom o