ABW z nowymi uprawnieniami do cenzury internetu

Opublikowano: 04.12.2024 | Kategorie: Prawo, Publicystyka

Liczba wyświetleń: 1600

18 października 2024 roku Sejm przyjął ustawę, która w teorii dostosowuje polskie prawo do unijnych regulacji dotyczących walki z treściami terrorystycznymi w internecie. W praktyce jednak nowe przepisy dają Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego (ABW) bezprecedensowe narzędzia kontroli nad przestrzenią cyfrową, tym razem bez potrzeby orzeczenia sądu.

Pod hasłem „walki z terroryzmem” uchwalono przepisy, które umożliwiają ABW nie tylko nakładanie kar i wydawanie nakazów usuwania treści, ale również wnikliwy nadzór nad działalnością dostawców usług hostingowych. Formalnie uzasadniono to dostosowaniem do unijnych aktów prawnych, takich jak Rozporządzenie 2021/784 czy Dyrektywa 2017/541. To nie kwestia bezpieczeństwa publicznego, lecz kolejny krok w stronę scentralizowanej kontroli nad internetem. Każda kontrowersyjna treść może zostać błyskawicznie „uznana za niebezpieczną” i usunięta. À propos, ironią losu jest ciągłe używanie terminu „bezpieczeństwo publiczne” – myślałem, że to pojęcie dawno zniknęło razem ze słownikami wiedzy obywatelskiej z czasów PRL.

Projekt ustawy został napisany tak, by ciężar odpowiedzialności za cenzurę przerzucić na dostawców usług hostingowych. Wprowadza to olbrzymie ryzyko dla mniejszych firm hostingowych (Small.pl, Mikr.us), które nie dysponują zasobami umożliwiającymi spełnienie wyśrubowanych wymogów narzucanych przez ustawę. Karą za niedostosowanie się może być grzywna sięgająca nawet 4% rocznego obrotu – dla wielu przedsiębiorstw oznaczałoby to bankructwo.

Czym jest terroryzm?

Nie chodzi o to, by bronić prawa organizacji terrorystycznych do istnienia w internecie – nikt rozsądny nie będzie twierdził, że grupy zajmujące się porwaniami, zamachami czy morderstwami powinny mieć swobodny dostęp do publikacji w internecie. Jednak problem leży gdzie indziej – w coraz bardziej elastycznej definicji terroryzmu, która pozwala władzom rozciągać ją na wszystkie działania niewygodne politycznie.

XXI wiek przyniósł eskalację terroryzmu w każdej formie, a stare kategorie „czerwonego” (lewicowego) i „czarnego” (faszystowskiego) terroru są dziś anachroniczne. Mamy do czynienia z całą paletą nowych odłamów: od narodowowyzwoleńczych, przez ekstremistów lewicowych, separatystów, anarchistów, aż po islamskich fundamentalistów, którzy wprowadzili najbardziej drastyczne metody – zamachy samobójcze. Nie ma kontynentu wolnego od działalności terrorystycznej, a metody, którymi się posługują, są równie brutalne, co różnorodne: bomby w miejscach publicznych, porwania, zamachy na przypadkowych ludzi, samochody-pułapki – lista jest długa i przerażająca (patrz TUTAJ).

Jednak w tej całej globalnej walce z terrorem największym zagrożeniem nie jest sam terroryzm, ale to, jak łatwo władze różnych krajów używają tego hasła, by uzasadniać ograniczanie praw obywatelskich. Definicja terroryzmu staje się narzędziem politycznej broni, pozwalając władzy piętnować aktywistów, dziennikarzy czy zwykłych obywateli, którzy sprzeciwiają się jej działaniom. Krytyczne opinie w internecie? Potencjalny „terroryzm informacyjny”. Organizowanie protestów? Ryzyko „terroryzmu społecznego”.

Terroryści działają na całym świecie, to fakt. Ale równie groźne jest państwo, które pod pozorem walki z terrorem zaczyna rozszerzać swoje kompetencje.

Czyja wolność jest zagrożona?

Jeśli państwo dostaje narzędzie do arbitralnego decydowania, co jest, a co nie jest „treścią terrorystyczną”, to należy zadać pytanie: kto stanie się pierwszym celem tego narzędzia? Władze mogą teoretycznie obiecywać walkę z ekstremistami, ale praktyka pokazuje, że cenzura zazwyczaj uderza w tych, którzy podważają status quo.

Weźmy na przykład strony internetowe związane z walką o prawa pracowników – platformy, które organizują protesty przeciwko wyzyskowi w korporacjach czy dzieleniu się wiedzą o tym jak założyć związki zawodowe w swojej firmie. Czy naprawdę trudno sobie wyobrazić, że władze, przy wsparciu korporacyjnych interesów, mogłyby uznać takie działania za „zagrożenie dla bezpieczeństwa ekonomicznego państwa”? Wystarczy kilka poważnych sloganów, by z dnia na dzień zablokować strony prowadzone przez związki zawodowe lub społeczności, które działają na rzecz tego, by związki zawodowe w przedsiębiorstwach i społeczeństwie miały większy udział – są to m.in. syndykaliści.

Jeszcze bardziej podatni na cenzurę są anarchiści – grupa społeczna, która otwarcie krytykuje instytucje państwowe i postuluje zdecentralizowane formy organizacji społecznej. Dla każdej władzy anarchiści to wygodny wróg – łatwo ich zdemonizować, oskarżając o „propagowanie chaosu” czy „podważanie porządku publicznego”. W praktyce oznacza to, że każda strona internetowa, która promuje samopomoc społeczną, lokalną demokrację może zostać usunięta pod pretekstem przeciwdziałania „terroryzmowi społecznemu”.

Czy solidarność z Palestyną to ekstremizm?

To nie jest żart, wystarczy wyrazić poparcie dla wolnej Palestyny, by niemiecki Federalny Urząd Ochrony Konstytucji (BfV) przypiął ci łatkę „lewicowego ekstremisty”. W swoim raporcie dotyczącym solidarności z Palestyną BfV stawia tezę, że angażowanie się w działania propalestyńskie jest elementem działalności skrajnej lewicy, która rzekomo kieruje się wrogością wobec Izraela. Co to właściwie oznacza? Że poparcie dla narodu, który od dziesięcioleci doświadcza brutalnej okupacji i dyskryminacji, automatycznie czyni cię potencjalnym wrogiem porządku konstytucyjnego.

To klasyczna taktyka delegitymizacji, sprowadzić wszelką krytykę działań Izraela do „antysemityzmu” lub „antysyjonizmu”, choć nawet sam BfV w raporcie przyznaje, że nie zawsze ma to związek z rzeczywistymi uprzedzeniami wobec Żydów. Jednak w przestrzeni publicznej narracja jest prostsza: jesteś z Palestyną, więc jesteś przeciwko Izraelowi, a skoro jesteś przeciwko Izraelowi, to musisz być ekstremistą.

Autorstwo: Piotr Bednarski
Źródło: FaktyiAnalizy.info

image_pdfimage_print

TAGI: , ,

Poznaj plan rządu!

OD ADMINISTRATORA PORTALU

Hej! Cieszę się, że odwiedziłeś naszą stronę! Naprawdę! Jeśli zależy Ci na dalszym rozpowszechnianiu niezależnych informacji, ujawnianiu tego co przemilczane, niewygodne lub ukrywane, możesz dołożyć swoją cegiełkę i wesprzeć "Wolne Media" finansowo. Darowizna jest też pewną formą „pozytywnej energii” – podziękowaniem za wiedzę, którą tutaj zdobywasz. Media obywatelskie, jak nasz portal, nie mają dochodów z prenumerat ani nie są sponsorowane przez bogate korporacje by realizowały ich ukryte cele. Musimy radzić sobie sami. Jak możesz pomóc? Dowiesz się TUTAJ. Z góry dziękuję za wsparcie i nieobojętność!

Poglądy wyrażane przez autorów i komentujących użytkowników są ich prywatnymi poglądami i nie muszą odzwierciedlać poglądów administracji "Wolnych Mediów". Jeżeli materiał narusza Twoje prawa autorskie, przeczytaj informacje dostępne tutaj, a następnie (jeśli wciąż tak uważasz) skontaktuj się z nami! Jeśli artykuł lub komentarz łamie prawo lub regulamin, powiadom nas o tym formularzem kontaktowym.

3 komentarze

  1. emigrant001 04.12.2024 12:20

    Komu potrzebna jest przekupna władza wroga wobec własnego społeczeństwa? I dlaczego ludzie biernie ja tolerują? Skoro tzw. „władza” wie, że nikt się jej z lenistwa nie sprzeciwi to zamienia się w tyrana, absolutnego władcę niewolników. Przypomnę, że niewolnikiem jest każdy, kto za swoja pracę pobiera wynagrodzenie, które wystarcza tylko na mieszkanie, wyżywienie i ubranie. Nic poza tym.

  2. Katarzyna TG 04.12.2024 12:57

    @emigrant001 Komu? Globalistom a my od dawna jesteśmy poddawani takiemu warunkowaniu by nie tylko utrzymać nas w stanie (narzuconej) bezradności i niechęci do polityki ale jeszcze ją pogłębić – będzie to dla nich przydatne wtedy gdy zacznie się finalnie realizacja NWO (digitalID, CBDC, basic income itp)

  3. replikant3d 05.12.2024 20:55

    emigrant001, jak chcesz zobaczyć przyszłość jaką nam przygotowują globaliści, Jedź do Chin. Tam już to działa…włos się jerzy na głowie do czego tam dochodzi…

Dodaj komentarz

Zaloguj się aby dodać komentarz.
Jeśli już się logowałeś - odśwież stronę.