Liczba wyświetleń: 462
Prokurator Generalny Adam Bodnar wydał podległym sobie prokuratorom liczące 17 stron wytyczne, które mogą fundamentalnie zmienić sposób funkcjonowania wolności słowa w Polsce. Dokument, pozornie skupiający się na profesjonalnym ściganiu przestępstw motywowanych uprzedzeniami, w praktyce stwarza mechanizmy budzące poważne wątpliwości konstytucyjne. Równolegle procedowane jest nowe prawo rozszerzające przepisy o mowie nienawiści, które jeszcze bardziej pogłębia obawy o przyszłość swobody wypowiedzi w naszym kraju.
Wytyczne Bodnara przewidują szeroki zakres działań, które mogą prowadzić do nadmiernej ingerencji państwa w prywatność obywateli. Prokuratorzy otrzymali instrukcje dotyczące konfiskaty urządzeń elektronicznych i dogłębnej analizy aktywności online podejrzanych, włączając w to treści dawno usunięte. Co niepokojące, badane mają być nie tylko konkretne wypowiedzi, ale również całokształt poglądów określanych jako „nietolerancyjne” oraz potencjalne powiązania z „radykalnymi organizacjami”. Definicja tych terminów pozostaje niebezpiecznie elastyczna, otwierając furtkę do nadużyć.
Trudno oprzeć się wrażeniu, że jesteśmy świadkami powrotu praktyk znanych z mrocznych czasów cenzury. Artykuł 54 „Konstytucji RP” jasno gwarantuje każdemu wolność wyrażania poglądów oraz pozyskiwania i rozpowszechniania informacji, zakazując jednocześnie cenzury prewencyjnej. Tymczasem wprowadzane obecnie rozwiązania tworzą system, w którym obywatele mogą bać się swobodnie wypowiadać, nie wiedząc, czy ich słowa nie zostaną zakwalifikowane jako „mowa nienawiści” przez nadgorliwego prokuratora.
Szczególnie zastanawiający jest nakaz używania przez prokuratorów „preferowanych zaimków” wobec osób transpłciowych i niebinarnych, z zaleceniem konsultacji z aktywistycznymi „grupami wsparcia” w przypadku braku jednoznacznych badań naukowych. To niezwykłe przemieszanie ról – prokuratura, zamiast opierać się na faktach i obowiązującym prawie, ma konsultować swoje działania z organizacjami o określonej agendzie ideologicznej.
W międzyczasie równolegle procedowane jest nowe prawo, oczekujące na podpis prezydenta (tego lub następnego), które przewiduje kary do trzech lat więzienia za „podżeganie do nienawiści” i do dwóch lat za „obrazę” ze względu na orientację seksualną. Te przepisy są sformułowane na tyle niejasno, że mogą objąć niemal każdą krytyczną wypowiedź na temat kontrowersyjnych kwestii społecznych. Czy cytowanie tradycyjnych tekstów religijnych, wyrażanie konserwatywnych poglądów na temat małżeństwa lub biologicznej definicji płci będzie wkrótce ścigane jako przestępstwo?
Arsenał potencjalnych narzędzi cenzury ma zostać znacząco rozszerzony, a prokuratura wyposażona w szczegółowe instrukcje ich stosowania. Co niepokojące, te zmiany wprowadzane są przez rząd, który dochodząc do władzy, obiecywał przywrócenie praworządności i poszanowanie konstytucji. Tymczasem pod płaszczykiem walki z „nienawiścią” tworzy się system, który może służyć do politycznego pacyfikowania niewygodnych opinii i ograniczania debaty publicznej.
Warto przypomnieć, że mowa nienawiści to pojęcie, które nie ma jednej, powszechnie akceptowanej definicji. To, co dla jednych jest „szerzeniem nienawiści”, dla innych może być wyrażaniem uzasadnionych obaw lub prezentowaniem argumentów opartych na wartościach religijnych czy tradycyjnych. W demokracji to właśnie swobodna konfrontacja różnych, często sprzecznych poglądów, stanowi podstawę zdrowej debaty publicznej.
Konstytucja przewiduje możliwość ograniczania wolności, ale tylko w ściśle określonych przypadkach i z zachowaniem zasady proporcjonalności. Tymczasem proponowane rozwiązania idą znacznie dalej, tworząc atmosferę autocenzury i strachu przed wyrażaniem poglądów, które mogą nie odpowiadać aktualnie dominującej ideologii.
Nadchodzące wybory prezydenckie w maju 2025 roku nabierają w tym kontekście szczególnego znaczenia. To właśnie prezydent może stanowić ostatnią linię obrony konstytucyjnych wolności, korzystając z prawa weta wobec ustaw ograniczających swobodę wypowiedzi. Kandydaci powinni jasno określić swoje stanowisko w tej fundamentalnej kwestii.
Walka z rzeczywistą nienawiścią i dyskryminacją jest ważna, ale nie może służyć jako pretekst do wprowadzania mechanizmów kontroli nad wypowiedziami obywateli. Demokracja wymaga otwartej debaty, również na tematy trudne i kontrowersyjne. Ochrona mniejszości jest istotna, ale nie może prowadzić do sytuacji, gdzie większość boi się wyrażać swoje poglądy.
Jesteśmy świadkami niebezpiecznego trendu, w którym państwo, pod hasłem walki z nienawiścią, przyznaje sobie prawo do definiowania granic dopuszczalnej debaty publicznej.
Historia uczy, że takie uprawnienia władzy zawsze prowadzą do nadużyć. W imię ochrony konstytucyjnych wolności powinniśmy stanowczo sprzeciwić się tym zmianom, zanim Polska stanie się krajem, gdzie strach przed oskarżeniem o „mowę nienawiści” zamknie usta obywatelom, a prokuratorzy będą przeczesywać ich prywatne wypowiedzi w poszukiwaniu „nietolerancyjnych poglądów”.
Źródło: ZmianyNaZiemi.pl
Polska nowa nienawisci to…..jak Kali mowic Polka to kur-wa ..to to nie jest zadna mowa nienawisci…ale jak Polka powie ze Kali kur-wa…to to juz jest mowa nienawisci.
Bodnar pół Ukrainiec w sposób stalinowski wprowadza bezprecedensowy terror w Polsce !! Okupanci spod bandery Tuska nie maja praktycznie oporu we wprowadzaniu getta w Państwie które ma już historyczne doświadczenie w takich eksterminacjach.. Nie wolno mówić o żydach, banderowcach czy tęczowych wykolejencach bo jakiś czekista grozi represją ?? To nawet nie jest 3 świat.. to czasy rewolucji marksistowskiej..