Liczba wyświetleń: 2799
Były amerykański prezydent Barack Obama w swojej najnowszej książce zdradza kulisy krajowej polityki. Odnosi się między innymi do wpływów żydowskiego lobby w Stanach Zjednoczonych. Obama nie ukrywa, że jakakolwiek krytyka działań Izraela od razu kończy się oskarżeniami o „antysemityzm”, a w konsekwencji koniecznością walki w kampanii wyborczej z „dobrze finansowanymi przeciwnikami”.
Pierwszy czarnoskóry prezydent w historii USA opisał podobne kwestie w swojej nowej książce „Ziemia obiecana”. Obama opisuje w niej chociażby swoje relacje z amerykańskimi Żydami. Obama co prawda uzyskiwał blisko 70 proc. poparcia wśród tej społeczności, lecz niechętne były mu wpływowe organizacje żydowskie. Najbardziej zaniepokojony jego popularnością był Amerykańsko-Izraelski Komitet Spraw Publicznych (AIPAC).
AIPAC obawiało się, że Obama nie odczuwa wewnętrznego poparcia dla państwa żydowskiego. Z tego powodu zwłaszcza członkowie zarządu tej organizacji uważali go za „człowieka o podwójnej lojalności”.
Prezydent Ameryki w latach 2009-2017 dodaje, że osoby zbyt krytyczne względem izraelskiej polityki nazywane są „antyizraelskimi”, a w wielu przypadkach po prostu klasyfikuje się ich jako „antysemitów”. Żydowskie lobby w USA panicznie reaguje więc na wszelkie przejawy krytycznej postawy wobec Izraela, nawet jeśli jego polityka jest sprzeczna z amerykańskimi interesami. Politycy odnoszący się negatywnie do Izraela mogą spodziewać się tym samy, że w kampanii wyborczej żydowskie organizacje będą wspierać finansowo ich przeciwników.
Obama opisuje szczegółowo jeden przypadek, gdy „telefony w Białym Domu rozgrzały się do czerwoności”. Stało się tak mianowicie wtedy, kiedy poprosił on izraelskich przywódców o wstrzymanie żydowskiego osadnictwa na terytoriach okupowanych. Wówczas stał się on ponadto ofiarą „kampanii szeptanej”, w której został on scharakteryzowany jako wróg państwa syjonistycznego.
W publikacji krytykowany jest także izraelski premier Benjamin Netanjahu. Dzięki samozwańczej roli „obrońcy Żydów” możliwe jest usprawiedliwienie wszystkich jego działań, aby tylko pozostał u władzy. Mimo to Obama w czasie swojej prezydentury przeznaczył ogromne sumy na projekty rozwojowe w Izraelu. W samym ostatnim roku sprawowania urzędy pakiet dopłat wyniósł astronomiczną sumę 38 mld dolarów.
Na podstawie: friatider.se, trtworld.com, france24.com
Źródło: Autonom.pl
To już staje się nieco ograne przez Izrael i nudne, ale się sprawdza. Istna opera mydlana, choć ostateczne skutki są groźne dla atakowanych. Krytykujesz draństwa Izraela – no to jesteś „antysemitą”. Za każdym razem, do znudzenia wyciągają maczugę z napisem „antysemityzm” i tłuką do woli wszystkich, którzy Izraelowi nie odpowiadają. A świat co na to? Nic, tylko spuszcza pokornie głowę i potakuje. Jest to chyba jedyna nacja na ziemi, o której nie wolno choćby pół krytycznego słowa powiedzieć. Czy to przypadkiem nie jest chore?
oczywiście, że nie!
to jest chore CELOWO! :/….. …
Niestety @realista ma rację.
Są „pewne ustalone fakty” z którymi niebezpiecznie jest dyskutować.
Fakty są bezsprzeczne, że mordowano tam ludzi metodycznie i bestialsko.
Robili to Niemcy opętani ideologią nazistowską przy współudziale degeneratów z innych nacji, np. z Ukrainy ale niestety z Polski również.
Zamiast badać to i dbać, aby nie zapomniano o tym wypacza się fakty i nagina pod „jedyną słuszną narrację” bez oglądania się na tych, którzy to przeżyli.
Straszne jest też to, że to nie były pierwsze obozy koncentracyjne.
Niemców ubiegli Beldzy i Brytyjczycy jeszcze w XIX wieku.
O prawie wszystkich tematach historycznych można dyskutować, spierać się, badać ale nie o holocauście.
Wygląda na to, że projekt „Przemysł Holocaust” zakończył się, niestety, sukcesem.