Liczba wyświetleń: 1914
To jak to było? W 2015 roku Andrzej Duda mówił: „Węgiel w Polsce jest i będzie. Jest go co najmniej na 30-40 lat tego, który można wydobyć taniej. A na 200 lat tego, który w ogóle mamy. Dopóki ja pełnie w Polsce urząd prezydenta, nie pozwolę na to, żeby ktokolwiek zamordował polskie górnictwo”.
Andrzej Duda zamordował jednak polskie górnictwo, i nadal pełni funkcję prezydenta RP. A jak jest teraz? Prawda jest taka, że PiS doprowadził do największego po 1989 r. kryzysu energetycznego. Polska to jedyny kraj, który musi dopłacać kopalniom do wydobycia, finansuje premie wypłacane górnikom, a teraz jeszcze będzie dopłacał klientom, którzy ów dotowany węgiel kupują.
Jak wynika z rozmów z pracownikami składów węgla oraz ich ofert, obecnie ceny oscylują wokół 3 tys. zł za tonę w zależności od gatunku i kaloryczności. Produkt „premium” to wydatek rzędu 3,5-4 tys. zł. Wraz z niższą jakością, ceny spadają. Praktycznie nie zdarza się jednak, by osiągnęły poziom poniżej 2,5 tys. zł. Już taka cena jest zresztą bardzo okazyjna i można ją znaleźć m.in. na popularnych portalach aukcyjnych. „Pozostał mi po zmianie systemu ogrzewania” – czytamy w opisie jednej z ofert za tę stawkę. To oznacza, że w najlepszym przypadku rządowa dopłata wystarczy, by kupić ok. 1,2 tony surowca. W gorszym scenariuszu nie uda się za nią kupić nawet pełnej tony węgla.
Skąd Polska sprowadza (kupuje!) węgiel? Doradca polityczny premiera miał problem z odpowiedzią na to pytanie. Polityk stwierdził, że z jakiś „krajów południowych”. Miał jednak problem z doprecyzowaniem o południe czego chodzi. Wahał się między Afryką a Ameryką Południową. Ostatecznie postawił na tę drugą. „Kolumbia, USA, Australia, RPA, Indonezja to kierunki importu węgla. Spółka PGE Paliwa oczekuje na osiem statków z ponad 700 tys. ton. W Porcie Gdańsk trwa rozładunek węgla z Kolumbii” — informowała z kolei na początku czerwca na Twitterze szefowa resortu klimatu i środowiska Anna Moskwa.
Autorstwo: Jacek Mędrzycki
Źródło: MyslPolska.info