Liczba wyświetleń: 3117
Badania dotyczące związków między dwutlenkiem węgla (CO2) a ociepleniem klimatu często są źródłem debat i dyskusji. Jednym z głównych argumentów, który pojawia się w kontekście roli CO2 jako przyczyny, a nie skutku ocieplenia klimatu, dotyczy danych z rdzeni lodowych z Antarktyki. Te dane wskazują, że w przeszłości, na zakończenie epok lodowcowych, stężenie CO2 w atmosferze zaczynało rosnąć dopiero po wzroście temperatury, co sugeruje, że wzrost CO2 nie był pierwotną przyczyną ocieplenia.
Wyniki badań rdzeni lodowych sugerują, że podczas zakończenia ostatnich epok lodowcowych, wzrost temperatury mógł wywołać wzrost poziomu CO2, co w konsekwencji prowadziło do dalszego ocieplenia. Proces ten, określany jako pozytywne sprzężenie zwrotne, mógł nasilać niewielkie zmiany temperatury. Jednakże modele klimatyczne sugerują, że wzrost gazów cieplarnianych, w tym CO2, odpowiada za około 40% ocieplenia na zakończenie epok lodowcowych. Pozostałe 60% ocieplenia mogło wynikać z innych czynników, takich jak zmiany w pokrywie lodowej.
Co ważne, CO2 to jeden z wielu gazów cieplarnianych, a te gazy są jednym z wielu czynników wpływających na klimat. Nie ma więc powodu, by oczekiwać idealnej korelacji między poziomami CO2 a temperaturą w przeszłości. Jeśli nastąpi duża zmiana w innym czynniku klimatycznym, taka korelacja może zostać zakłócona.
Wyniki badania opublikowanego w czasopiśmie „Atmosphere” sugerują, że za ostatnio obserwowanymi zmianami klimatu stoją inne czynniki niż tylko demonizowany dwutlenek węgla. Autor pracy Stuart Harris, Ph.D., profesor emerytowany geografii na Uniwersytecie w Calgary, argumentuje, że dwutlenek węgla (CO2) jest tylko jednym z wielu możliwych czynników wpływających na niedawne zmiany klimatyczne i prawdopodobnie nie jest dominującym. Przeglądając literaturę od czasów II wojny światowej, Harris znajduje liczne inne wyjaśnienia proponowane w różnych badaniach w różnych czasach na temat niedawnych zmian klimatycznych, wykraczających poza obecnie powszechnie obwiniany dwutlenek węgla.
Oznacza to, że całe podatkowe szaleństwo klimatyczne mające na celu redukcję antropogenicznych emisji CO2 może się okazać bez sensu, bo inne procesy stoją za tym zjawiskiem a więcej CO2 to skutek tych zmian, a nie ich główna przyczyna.
Źródło: ZmianyNaZiemi.pl
Najwiekszy wplyw maja panstwa w ktorych jest taki smog ze nie wiac gwiazd a w dzien widoki tez nie sa najlepsze, to co przedostaje sie do atmosfery to nie tylko co2 jak by przemysl nie istnial a kazdy grzal gazem ktory przy spalaniu tez swoje do atmosfery dodaje nie tak jak kominy czy samoloty , to nie ma znaczenia co2 liczy sie ze dzialalnosc zwlaszcza przemyslowa czlowieka odarla planete z ozonu zamienila rzeki w gnojowice .
Ps co stoi na przeszkodzie zeby znowu w rzekach byla woda pitna , wystarczy karac dozywociem tych co sie pod rzeke podlaczaja , wtedy i morza byly by zdrowsze a to sa pluca swiata. A do rzeki powina trafiac tylko deszczowka i poboczne doplywy i juz sobie sama poradzi zeby woda pitna w niej byla a tak mamy sytuacje ze trzaskowski szambo puszcza pozniej z tego wam wode pitna filtruja I macie ja w kranach. Temu mowia wam najpierw przegotowac bo to z szamba odfiltrowana wali chlorem.