Liczba wyświetleń: 1492
Zgodnie z wydanym przez prezydenta Rosji dekretem jednorazowa płatność w wysokości miliona rubli (ok. 76 300 złotych) zostanie „przyznana matce będącej obywatelką Federacji Rosyjskiej, która urodziła i wychowała dziesięcioro lub więcej dzieci będących obywatelami Federacji Rosyjskiej”.
Władimir Putin oferuje rosyjskim matkom gotówkę i honorowy tytuł, ponieważ jego kraj stoi w obliczu malejącej populacji. Rosyjski przywódca wskrzesi nagrodę „Matka Bohaterka”, która została po raz pierwszy ustanowiona w 1944 roku za sowieckiego przywódcy Józefa Stalina. Nagrodę otrzymało ponad 400 tysięcy kobiet, zanim została zlikwidowana po upadku ZSRR w 1991 roku. Zreaktywowana przez Putina nagroda będzie przyznawana pod warunkiem, że pozostałe dziewięcioro dzieci nadal żyje. Wyjątki będą jednak czynione dla matek, których dzieci zmarły lub zaginęły „w obronie Ojczyzny” lub podczas pełnienia „służby wojskowej i „służby cywilnej”.
To budujące, że tradycje dużej, licznej rodziny stopniowo, krok po kroku, odradzają się w dzisiejszych czasach – te słowa Putina cytuje dzisiaj Kreml. Tytuł ma znaleźć się na rosyjskiej liście najwyższych odznaczeń państwowych, takich jak „Bohater Rosji” i „Bohater Pracy”. Dekret wydany przez Putina nakazuje odbiorczynią nosić nagrodę – pięcioramienną gwiazdę otaczającą rosyjskie godło państwowe obok napisu „Matka Bohaterka” – po lewej stronie klatki piersiowej.
Populacja Rosji spada od dziesięcioleci, a dane opublikowane w lipcu przez rosyjską państwową agencję statystyczną Rosstat pokazują, że spadła do 145,1 mln. Szacuje się, że populacja Rosji spadnie do około 132 milionów w ciągu najbliższych dwóch dekad, a ONZ przewiduje, że w najgorszym scenariuszu jej populacja może zmniejszyć się prawie o połowę, do zaledwie 83 milionów na początku następnego stulecia. Walki z kryzysem demograficznym z pewnością nie ułatwiają liczne zgony wśród rosyjskich żołnierzy, którzy giną w zbrodniczej inwazji Rosji na Ukrainę.
Autorstwo: LRP
Zdjęcie: TryJimmy (CC0)
Źródło: Trybuna.info
Dzisiejsza polska Matka Bohaterka nie ma na to czasu. Spędza w korpo po 10 godz dziennie, oddając się pracy całkowicie, bo cele, bo awans, bo musi być lepsza, bo ocena roczna, bo rozwój osobisty, bo… A po przyjściu z pracy to juz nie ma czasu bo pada na pysk. Netflix i winko wystarcza. Raz w roku wakacje, może w nagrodzie od korpo i jest super. Po 20 latach wodzenia za nos i wyciskania jej przez korpo jak cytrynę, siedzi cicho na swoim stanowisku zajmowanym od ostatnich 10 lat, bo co ma do gadania, nie podoba się to wypad. I tak oto po 40 jest już za późno, na związek nie było czasu, na dziecko nie było czasu. Zostaje tylko netflix, winko i kot. I perspektywa roboty na tym samym stanowisku do emerytury. Taka jest dziś perspektywa polskiej „Matki” bohaterki.