Liczba wyświetleń: 977
Komisja Europejska planuje przedłużyć o 15 lat licencję na stosowanie kontrowersyjnego środka chwastobójczego Roundup firmy Monsanto, zawierającego niebezpieczny glifosat. Czy lobby producentów przekona Komisję i opinię publiczną, że preparat jest bezpieczny dla zdrowia?
Plany Komisji wywołały burzę w środowisku naukowym. Tym bardziej, że Europejski Urząd Bezpieczeństwa Żywności (EFSA) orzekł w listopadzie, że rakotwórcze działanie glifosatu jest mało prawdopodobne – co rzecz jasna zostało entuzjastycznie przyjęte przez branże związane z rolnictwem
96 naukowców z wiodących ośrodków leczniczych i badawczych na świecie, w tym m.in. Karolinska Institute, Universite Pierre et Marie Curie, Boston University czy Russian Academy of Science, wystosowało list otwarty do Vytenisa Andriukaitisa, komisarza ds. zdrowia i bezpieczeństwa żywności w Komisji Europejskiej. Twierdzą oni, że glifosat „prawdopodobnie jest rakotwórczy dla ludzi”. Zdaniem lekarzy odmienne orzeczenie EFSA opiera się na sześciu badaniach finansowanych przez branżę chemiczną, częściowo niepublikowanych i „niewiarygodnych, ponieważ nie są poparte dowodami”. Ich stanowisko jest zbieżne z opinię afiliowanej przy WHO Międzynarodowej Agencji Badań nad Rakiem (International Agency for Research On Cancer), która w zeszłym roku również ogłosiła, że glifosat może przyczyniać się do rozwoju nowotworów. Jak alarmują lekarze, glifosat wpływając na gospodarkę hormonalną jest odpowiedzialny za wzrost zachorowalności na raka piersi i prostaty.
Powszechne stosowanie Roundopu sprawia, że znaleźć go można nie tylko w glebie, wodzie, w spożywanych produktach i organicznych środkach higienicznych. Nie dalej jak 23 lutego wycofano ze sklepów we Francji i Kanadzie wkładki higieniczne, w których wykryto herbicydy. Przeprowadzone w 2014 r. badanie sprzedawanego w Wielkiej Brytanii chleba wykazało, że 60 proc. zawiera pestycydy. Nie może to dziwić, skoro dopuszczalne normy pozostałości glifosatu w ziarnach są zwiększane – np. tak jak to miało miejsce przy wprowadzeniu na rynek UE soi „Roundup Ready” gdzie 200-krotnie zwiększono europejską normę pozostałości glifosatu w ziarnie (z 0,1 mg/kg do 20 mg/kg).
„Glifosat był kiedyś określany przez Monsanto jako „bezpieczny jak sól kuchenna”. Teraz nauka mówi nam, że jest poważnym zagrożeniem dla naszego zdrowia i środowiska. Jeśli nadal będziemy ignorować te dowody, kolejne 15 lat będzie nas drogo kosztować. Europa musi przestać stosować chemiczne środki ochrony roślin na taką skalę” – mówi Franziska Achterberg, dyrektor Greenpeace ds. polityki żywnościowej UE.
Głosowanie nad przedłużeniem licencji dla Rondoupu odbędzie się w Brukseli 7 marca.
Autorstwo: TMS
Źródło: Strajk.eu
W Polsce dość powszechna praktyka to 'dosuszanie’ gryki i rzepaku roundapem. Każdy olej rzepakowy w sklepach czy kasza gryczana, niezależnie od producenta, zawiera bo przecież przy kupnie nikt tego nie sprawdza. Był taki raport parę lat temu, wskazujący że w krwi bodajże 98% Europejczyków jest roundup, przy takich praktykach to nic dziwnego. Za chwilę nie pomoże nawet 5000+ na dziecko, bo ludzie nie będą w stanie się rozmnażać.
@BM serdecznie ci dziekuje za tę informacje ,jest niezwykle istotna dla mnie
Słuszny wniosek tyle ze o to chodzi zebysmy wyzdychali ,Roundap to tylko jedna z wielu trucizn
Soja powoduje bezpłodnosc (co jeszcze nie wiem )
Problemem nie jest tylko roundup. Problemem jest polityka rolna która pozwala na funkcjonowanie wielkoobszarowych gospodarstw i brak polityki państwa popierającego rolnictwo ekologiczne. Mało tego problem ma małorolny chłop, który by chciał sprzedawać bezpośrednio swoje przetworzone towary (twaróg, chleb drób mięso itp) będące wysokiej jakości pod względem zdrowotnym produktem. Ustawa, która miała te idiotyczne uregulowania zmienić okazała się niewypałem – jak prawie wszystko co robił w rolnictwie PSL. Generalnie problemem jest wysokotowarowe rolnictwo w którym mechanizacji musi towarzyszyć nieodłącznie chemizacja a na dodatek różne przepisy wręcz zmuszają chłopa do stosowania chemii. Prowadząc mądrą politykę rolną państwo zaoszczędziło by mnóstwo pieniędzy które później trzeba wydać na leczenie, że nie wspomnę o stratach będących skutkiem absencji chorobowej. Popełniamy kardynalny błąd biorąc za główny wskaźnik wysokość produkcji zamiast wysokiej jakości. Bogatym wydaje się, że kupią sobie wysokiej jakości droższy towar a biedni niech zjadają schemizowany chłam. Tymczasem ta produkcja „dla biedaków” tak obciąża środowisko, że i tak bogaci też na tym ucierpią.