Wkrótce może zabraknąć lekarzy

Opublikowano: 02.04.2016 | Kategorie: Wiadomości z kraju, Zdrowie

Liczba wyświetleń wpisu: 2

W Polsce na 1000 mieszkańców przypada zaledwie 2,2 lekarza. Brak jest rzetelnych analiz dotyczących skali emigracji kadry lekarskiej.

Opublikowany 31 marca raport NIK krytycznie ocenił „Kształcenie i przygotowanie zawodowe kadr medycznych” stwierdzając, że system kształcenia medyków nie zapewnia przygotowania wystarczającej liczby lekarzy specjalistów.

Mimo, że co roku polskie uczelnie medyczne opuszcza około 4 tysięcy absolwentów, Polska znajduje się w „ogonie” krajów europejskich pod względem liczby lekarzy. W 2012 roku było to 2,2 lekarza na 1000 mieszkańców, podczas gdy w Grecji 6,2, w Norwegii 4,2, w Niemczech 4, a na Słowacji 3,4.

Kształcenie lekarzy odbywa się w systemie stacjonarnym i niestacjonarnym (płatnym). O ile limit miejsc na studiach stacjonarnych określany jest co roku przez Ministra Zdrowia, to liczbę miejsc na studiach płatnych, także prowadzonych w obcych językach, określają same uczelnie, biorąc po uwagę swoje możliwości dydaktyczne, ale przede wszystkim finansowe.

Opłaty za kształcenie stanowią bowiem istotne źródło przychodów uczelni, np. w 2014 r. przychody z tytułu kształcenia w języku obcym stanowiły blisko 50 proc. przychodów własnych szkół wyższych. W ocenie NIK zwiększanie przyjęć obcokrajowców ogranicza dostępność do bazy dydaktyczno-kadrowej dla pozostałych studentów. Sale ćwiczeniowe są często przepełnione ponad miarę. Przykładowo na Uniwersytecie Medycznym w Lublinie ćwiczenia w jednej sali odbywało średnio 30 studentów.

„Tymczasem studenci anglojęzyczni nie zasilają szeregów lekarzy w Polsce. Nie zostało uwzględnione stanowisko Naczelnej Rady Lekarskiej, zgodnie z którym „przyznawanie wysokiego limitu przyjęć dla studentów niepolskojęzycznych, mimo że prestiżowe i korzystne finansowo dla uczelni, powoduje ograniczenie miejsc do kształcenia kadry medycznej, która zostanie w Polsce” – czytamy w raporcie.

Zdaniem NIK, Ministerstwo Zdrowia nie wypracowało rzetelnej procedury określania liczby niezbędnych specjalistów i określania limitów miejsc rezydenckich tj. miejsc robienia specjalizacji płatnych z budżetu Ministerstwa Zdrowia. W rezultacie w przypadku takich dziedzin, jak medycyna ratunkowa, neonatologia, onkologia i hematologia dziecięca, czy patomorfologia – zdecydowana większość przyznanych miejsc rezydenckich pozostaje niewykorzystane, co pacjenci odczuwają w coraz dłuższym oczekiwaniu na wizytę do nich.

NIK zwrócił uwagę na zagrożenia płynące z emigracji personelu medycznego. Brak szacunków i analiz dotyczących emigracji lekarzy i pielęgniarek zmniejszał lub wręcz uniemożliwiał Ministrowi Zdrowia przeciwdziałanie temu zjawisku. Obecnie jednym z nielicznych, choć pośrednich, źródeł informacji o liczbie wyjeżdżających lekarzy może być rejestr wydanych zaświadczeń o prawie wykonywania zawodu (od 2012 wydano 9200 takich zaświadczeń). Rejestr ten obejmuje jednak tylko osoby, które chcą ubiegać się o pracę na terenie Unii Europejskiej (ale już nie poza jej granicami).

Jeśli sytuacja nie ulegnie radykalnej poprawie, hasło „lekarzu, lecz się sam” trzeba będzie zastąpić „pacjencie, lecz się sam”.

Autorstwo: TMS
Źródło: Strajk.eu

Print Friendly, PDF & Email

1 Star2 Stars3 Stars4 Stars5 Stars Zostań pierwszą osobą, która oceni ten wpis!
Loading...

TAGI: , ,

OD ADMINISTRATORA PORTALU: Hej! Cieszę się, że odwiedziłeś naszą stronę! Naprawdę! Jeśli zależy Ci na dalszym rozpowszechnianiu niezależnych informacji, ujawnianiu tego co przemilczane, niewygodne lub ukrywane, możesz dołożyć swoją cegiełkę i wesprzeć "Wolne Media" finansowo. Darowizna jest też pewną formą „pozytywnej energii” – podziękowaniem za wiedzę, którą tutaj zdobywasz. Media obywatelskie, jak nasz portal, nie mają dochodów z prenumerat ani nie są sponsorowane przez bogate korporacje by realizowały ich ukryte cele. Musimy radzić sobie sami. Jak możesz pomóc? Dowiesz się TUTAJ. Z góry dziękuję za wsparcie i nieobojętność!

Poglądy wyrażane przez autorów i komentujących użytkowników są ich prywatnymi poglądami i nie muszą odzwierciedlać poglądów administracji "Wolnych Mediów". Jeżeli materiał narusza Twoje prawa autorskie, przeczytaj informacje dostępne tutaj, a następnie (jeśli wciąż tak uważasz) skontaktuj się z nami! Jeśli artykuł lub komentarz łamie prawo lub regulamin, powiadom nas o tym formularzem kontaktowym.

Zobacz również

Dantejskie sceny coraz częstsze na SOR-ach

Przyszło wezwanie na szczepienia – co teraz?

Aresztowania lekarzy za pomaganie migrantom



4
Dodaj komentarz

Chcesz skomentować? Zaloguj się!
  Subskrybuj  
najnowszy najstarszy
Powiadom o
hashi

Nie korzystam z usług tych partaczy od 15 lat. Ale składki płace regularnie.

ares

Źródłem problemu nie jest emigracja lekarzy, bo takowa na szerszą skalę praktycznie nie występuje. A nie występuje ze względów również językowych. Między bajki należy bowiem włożyć opinie jakoby to lekarze dobrze znali języki obce. W najlepszy układzie znają jedynie angielski, ale po pierwsze – na ogół daleko tej znajomości do miana dobrej (abstrahując oczywiście o własnym wyobrażeniu na ten temat), a po drugie, nawet jeśli, to w krajach innych niż anglosaskie znajomość owa na niewiele się zda. Trudno bowiem sobie nawet wyobrazić sytuację, by przeciętny pacjent przebywając w szpitalu w swym własnym kraju miał ochotę na porozumiewanie się z lekarzem w języku obcym. Absurd kompletny. Nie wyobrażam sobie takiej sytuacji nawet w krajach o statystycznej dobrej znajomości angielskiego (np. Holandia, Norwegia), a tym bardziej w innych rejonach Europy. Kolejna rzecz – nie wiem, czy jakaś placówka medyczna ryzykowałaby zatrudnienie lekarza-obcokrajowca na stanowisku właśnie lekarza, gdzie każda pomyłka, o którą nietrudno w sumie nawet w obrębie własnego języka, może mieć nieodwracalne skutki.

Przypuszczam, że lekarze opuszczający Polskę pracują zagranicą na jakichś stanowiskach medycznie podrzędnych (przynajmniej na początku). Nie wiem poza tym, gdzie lekarzom byłoby tak dobrze jak w Polsce, tzn. gdzie jeszcze stanowią oni grupę zawodową tak bezczelnie rozpasaną.

Źródło małej liczby lekarzy tkwi więc moim zdaniem w czymś innym, mianowicie, mówiąc wprost, w klikowości tej grupy zawodowej. Nie wykluczone, że liczba miejsc na studiach medycznych jest celowo utrzymywana na niskim poziomie, po to, by lekarzy było mało, nie mieli kłopotu z zatrudnieniem, nie stanowili dla siebie konkurencji, która, jak to konkurencja, wymusiłaby na nich z jednej strony ciągłe podwyższanie kompetencji, z drugiej zaś coraz niższe stawki. Nie trzeba chyba dodawać, że lekarzom perspektywa taka jawi się wręcz jako obrzydliwa (podobnie jak niektórym innym zawodom uważanym za lepsze, np. prawniczym).

Krótko mówiąc – feudalizm nasz powszechny.

emigrant001

@ares Masz 100% racji. Dodam tylko, że klika zaczyna się na poziomie specjalizacji.
Pomijam dziedziczenie zawodu medyka, skutkujące narastającą niewiedzą medyczną. Niestety kastowość panuje wraz z ciemnotą.

dagome12345

@ares

Jak dla mnie bardzo trafna opinia.
Znam troszkę ludzi z tego towarzystwa i większych zadufanych w sobie bufonów przekonanych o swojej wyższości nigdy nie poznałem. Najgorszą sprawą o jaką można ich zapytać to : jakim sposobem dostali się na swoją specjalizację :)
Osobiście drażni mnie ich hipokryzja i blokowanie dostępu “obcym” do swojej specjalizacji , zapominając jednocześnie ,że większość z nich przerzucała za młodu gnój na polu , a obecne życie zawdzięczaj tylko i wyłącznie temu ,że poprzedni system dał im szanse. Nie hołubię tu komunizmu, ale to właśnie w czasie jego panowania większości obecnych specjalistom dano szanse na dobre życie, nie patrząc na ich pochodzenie.

pl Polski
X