Wizje czy omamy?

Opublikowano: 20.02.2019 | Kategorie: Publicystyka, Publikacje WM, Wierzenia

Liczba wyświetleń: 10

Każdy tekst – jak uczy literaturoznawstwo – zawiera co najmniej dwie warstwy znaczeniowe: eksplicytną i implicytną, eksplikowaną i implikowaną, czyli bezpośrednią, powierzchniową i domyślną, głębszą. Czytając dowolny tekst odbieramy zazwyczaj w pospiesznej, zawodowej lekturze tylko warstwę znaczeń jawnych, dostępnych dla każdego.

Większość ludzi czyta powierzchownie – nie docierają do sezamu tekstowego, owego tajnego skarbca, gdzie kryją się nieraz znaczenia, które mogą wręcz przeczyć znaczeniom podanym wprost. Tylko nieliczni badacze umieją spojrzeć głębiej i przeczytać znaczenia subtekstualne, oraz międzywersowe. Lektura totalna, jaką próbujemy od lat w odniesieniu do słynnego dokumentu mistyki katolickiej, jaką stanowi “Dzienniczek” Świętej Faustyny, polega na podejściu krytycznym, a czasami mocno podejrzliwym – nie bierzemy za dobrą monetę wszystkiego, co zawiera ów dokument. Nie znaczy to, że wypaczamy znaczenia – po prostu nie mamy prawa przyjmować wszystkiego bezkrytycznie, jak czyni wielu wiernych, których ogarnia pobożny lęk w zetknięciu z dokumentem, napisanym przez świętą. Ten zabobonny nieraz lęk nie pozwala na jakąkolwiek refleksję, zajrzenie pod warstwę powierzchowną, zasłania znaczenia ukryte, domyślne i nie dane wprost.

Wbrew tym, którzy lubią diagnozować osoby ważne z jakichś powodów dla ludzkości, ale już zmarłe, nie postawię żadnej diagnozy. Byłoby to dość jałowe poznawczo. Osób, które zmarły nie da się zdiagnozować. Można podać tylko z pewnym przybliżonym prawdopodobieństwem, jakie przeżycia je ukształtowały, czym żyły, a także co stanowiło ich życiowy problem.

Problemem Heleny Kowalskiej, nazywanej Siostrą Faustyną, dziś świętą Kościoła katolickiego, nie była domniemana choroba psychiczna. Prawdopodobnie nie ma czegoś takiego, jak “choroba umysłowa”. Istnieją jedynie tajemne objawy psychiczne, które tworzą szyfr, zwinięty w rulon palimpsestu. I należy jak archeolog zdejmować warstwę po warstwie, aby dotrzeć do jądra problemu, podobnie jak czyni również psychoanalityk, chcąc dotrzeć do istoty problemu swojego pacjenta. Nie ma zatem sensu stawiać żadnej diagnozy, tylko przyjrzeć się, co kryje się poza tekstem.

Dlatego z dużą ostrożnością można powiedzieć, że problemem tej znanej postaci była sama religia, w której żyła i działała, były jej przeżycia duchowe, jej lęki i nadzieje, jej miejsce w porządku świata doczesnego (życie w klasztorze jako styl bycia) i świata wiecznego – nadzieja na zbawienie i jednoczesny brak tej nadziei, wywołujący konflikt wewnętrzny, którego zapisem jest jak się zdaje “Dzienniczek”. Źródeł tego konfliktu należy naszym zdaniem szukać w historii życia świętej. Jak wszyscy była ona poddana surowej indoktrynacji religijnej, ale w przeciwieństwie do innych jako osoba bardzo wrażliwa nie poradziła sobie z tym i popadła w neurotyczny konflikt wewnętrzny, oparty na regresie do dziecięcego sposobu patrzenia na figurę “ojca” w patriarchalnym społeczeństwie początków XX stulecia na polskiej wsi. Inaczej mówiąc “świętą Faustynę” zrodziło społeczeństwo z jednej strony usilnie się modernizujące, a z drugiej przywiązane do konserwatywnych idei i sposobów radzenia sobie z egzystencją. Stąd konflikt między modernizmem a odchodzącym w niebyt stopniowo, acz nieuchronnie konserwatyzmem jest jak się wydaje osią struktury duchowej Heleny Kowalskiej. Przeniesiony poziom wyżej, na poziom religii konflikt ten polegał na rozdarciu między tradycyjną pobożnością chrześcijańską i szczególnie polską, katolicką, w dużej mierze ludową a soborowym niemal widzeniem Boga jako samej miłości miłosiernej. Nie była jednak w stanie do końca uznać, że tak jest. Ostatecznie zwyciężyła inercja kościelna, grawitująca w stronę znanych już sposobów wychowania, kształtowania psychiki wiernych przez nakazy i zakazy i rygorystyczną dyscyplinę moralną. Była ona źródłem i nadal jest po tylu latach wielu niepotrzebnych konfliktów wewnętrznych, których osią jest rozszczepienie między tradycyjnym obrazem “boga-sędziego” a nowoczesnym postrzeganiem “boga-miłosierdzia”. Z tym, że owo nowoczesne rozumienie Boga w gruncie rzeczy wywodzi się bardziej z “Biblii” i ewangelii niż średniowieczny obraz “boga-policjanta”. Faustyna jakby momentami płynie pod prąd czasu i przypomina, że przypowieść o miłosiernym Samarytaninie jest najważniejszym obrazem nowotestamentalnym, a nie późniejsze, wynalezione przez Tradycję obrazy wtórne, freski nadpisane jakby nad tym archetypowym obrazem “boga-który-kocha-bezwarunkowo”.

Wielokrotnie pragnie narratorka dziennika duchowego zaufać Stwórcy, jednak nie jest w stanie tego dokonać. Do tego stopnia się waha, czy rzeczywiście Bóg jest miłością, jak pisał apostoł Jan, czy jest jednak surowym sędzią z rekolekcji zakonnych, kazań z dzieciństwa i katechizacji na wiejskiej prowincji. Jako wrażliwa dziewczynka chłonie wszystko, co jest jej “podawane do wierzenia”. Zapamiętuje widziane obrazy religijne, na których wzorowany jest obraz z objawienia w Płocku w 1931 roku. Pamięta gesty kapłanów, ich mowę ciała i słowa, jakie kierowali z wiejskiej ambony do ludu. Kazania były w języku polskim, ale pozostałe części liturgii niedzielnej w łacinie, co potęgowało pewnego rodzaju pobożną grozę u wiernych, szczególnie wrażliwej Helenki. Potem po latach znajduje to ujście w religijnych halucynacjach i omamach słuchowych, które interpretowała jako “głos Boży”, a dziś podobnie interpretuje to zjawisko środowisko krakowskie skupione wokół sanktuarium łagiewnickiego. Niestety, osąd na temat doznawanych wizji i przeżyć słuchowych nie odpowie do końca na pytanie, czy rzeczywiście święta doznała prawdziwego objawienia, czy uległa złudzeniom i nieświadomym lękom, jednak prawdopodobnie bliżej prawdy się znajdziemy, gdy uznamy, że przynajmniej część przeżyć nosi znamiona autentyczności i jest faktycznie pochodzenia pozaziemskiego. Jednak pośród tego chaosu, jaki wyłania się z lektury Dzienniczka i bardzo utrudnia czytanie, znajduje się wiele błędów, nieścisłości, zaburzeń chronologii, ewidentnych omamów, jak np. obraz róż w garnku na ziemniaki pośród pełnej zimy, czego w zeznaniach świadka na potrzeby beatyfikacji nie potwierdziła gotująca te ziemniaki razem z Faustyną jej zakonna współtowarzyszka.

Stawiając kropkę nad “i” sądzimy, że najważniejsze objawienia, które dotyczą nowych form kultu miłosierdzia boskiego są autentyczne. Natomiast pozostałe, mniej istotne, prywatne są prawdopodobnie pochodzenia mentalnego, co otwiera droge do dyskusji nad nieznanymi zdolnościami ludzkiego umysłu, poddanego nieustannej presji i stresowi, jaki generowało życie w zakonie przedsoborowym. Stąd ocena dzieła tego krótkiego życia musi być siłą rzeczy pozytywna i jednoznacznie moralnie pożądana, zwłaszcza, że dzieło to bywało specjalnie niszczone przez zazdrość, nienawiść i lęk przełożonych i wyższej hierarchii kościelnej, obawiającej się wszelkich “nowinek”.

Dziś kult Bożego Miłosierdzia się żywo rozwija, ale ludzie nie są jeszcze do końca świadomi, że – podobnie jak cierpiący na schizofrenię brat Albert – prawdopodobnie święta z Łagiewnik przeżyła ataki psychozy w czasie których, jak pośród ciemnej nocy, zdarzyły się przebłyski z innego świata, jasne flesze wśród mroków duszy i błyskawice boskiej łaski. Okupione nieleczonym cierpieniem dzieło jest tym więcej wartościowe, im więcej kosztowało trudu, samotności, wytrwałości i nadziei wbrew wszelkiej nadziei, kiedy już wydaje się, że nastaje koniec, a to tylko kolejny wiraż, za którym droga staje się prosta, wznosi wzwyż ku odległym, nieziemskim horyzontom…

Autorstwo: Rafał
Źródło: WolneMedia.net

1 Star2 Stars3 Stars4 Stars5 Stars Liczba głosów: 4, średnia ocena: 2,25 (max 5)
Loading...

TAGI:

OD ADMINISTRATORA PORTALU

Hej! Cieszę się, że odwiedziłeś naszą stronę! Naprawdę! Jeśli zależy Ci na dalszym rozpowszechnianiu niezależnych informacji, ujawnianiu tego co przemilczane, niewygodne lub ukrywane, możesz dołożyć swoją cegiełkę i wesprzeć "Wolne Media" finansowo. Darowizna jest też pewną formą „pozytywnej energii” – podziękowaniem za wiedzę, którą tutaj zdobywasz. Media obywatelskie, jak nasz portal, nie mają dochodów z prenumerat ani nie są sponsorowane przez bogate korporacje by realizowały ich ukryte cele. Musimy radzić sobie sami. Jak możesz pomóc? Dowiesz się TUTAJ. Z góry dziękuję za wsparcie i nieobojętność!

Poglądy wyrażane przez autorów i komentujących użytkowników są ich prywatnymi poglądami i nie muszą odzwierciedlać poglądów administracji "Wolnych Mediów". Jeżeli materiał narusza Twoje prawa autorskie, przeczytaj informacje dostępne tutaj, a następnie (jeśli wciąż tak uważasz) skontaktuj się z nami! Jeśli artykuł lub komentarz łamie prawo lub regulamin, powiadom nas o tym formularzem kontaktowym.

2
Dodaj komentarz

Chcesz skomentować? Zaloguj się!
  Subskrybuj  
najnowszy najstarszy
Powiadom o
kiereman
Użytkownik
kiereman

To kim była św.Faustyna nie ma aż tak dużego znaczenia.
Zobacz jakie są owoce “Dzienniczka” dzisiaj.
Spójrz na czas kiedy powstawał . Jaki był wtedy Kościół ? Niezłe światło rzuca na ten czas w Kościele lektura życiorysu o.Dolindo.
Następna sprawa : Miłosierdzie Boże przypomina o swoim istnieniu przez objawienia św. Faustynie. W tym czasie obok Polski rodzą się dwa przerażające totalitaryzmy , które za chwile doprowadzą do zagłady milionów istnień ludzkich i powstania niewyobrażalnych cierpień.
Czyż to nie cud ,że zapis przeżyć skromnej zakonnicy , po nawale zła , które przetoczyło się i zaległo na Polsce ujrzał światło dzienne ? Czyż to nie cud , że dzieło to jest głoszone na całym świecie , zresztą tak jak przewidziała to św. Faustyna w swoich zapiskach.
To jest warstwa “Dzienniczka” , którą warto zanalizować .