Upiory religii

Opublikowano: 06.08.2016 | Kategorie: Publicystyka, Wierzenia

Liczba wyświetleń wpisu: 12

„Kiedy widzisz, że zwycięża prawda, pytaj jakie potężne kłamstwo za nią walczyło” – Friedrich Nietzsche.

Do tych głównych prawd religijnych należy jeszcze ta, iż człowiek dostał od Boga wolną wolę. Jest to jedna z ważniejszych prawd tej religii. I to jej właśnie chciałbym poświęcić ten tekst, gdyż ostatnio znów zaczął się ten problem pojawiać w komentarzach, świadcząc dobitnie, iż przynajmniej dla niektórych osób jest on ważny, aczkolwiek chyba nie do końca zrozumiały.

Warto zgłębiać myśli wielkich ludzi (przynajmniej od czasu do czasu), są to zazwyczaj perełki intelektu, potrafiące zawierać w kilku lub kilkunastu słowach głębokie treści, dotyczące naszego świata jak i nas samych. To na ich podstawie umysł i wyobraźnia uważnego czytelnika zostają „zapłodnione” wartościowymi przemyśleniami. Spełniają one rolę „intelektualnego zapłonu”, ożywczej iskry, pobudzającej nasz rozum i pomagającej mu wznieść się na wyższy poziom świadomości, a więc i człowieczeństwa.

Aby nie być gołosłownym posłużę się konkretnym przykładem, który wykorzystałem jako motto do niniejszego tekstu. Co można wywnioskować z tej niejednoznacznej i dość ogólnikowej wypowiedzi? Abstrahując od tego (nie no, w ten sposób to my się nie dogadamy panie Maksiu. A może jednak?) co miał na myśli sam Nietzsche formułując tę konstatację, pragnę przedstawić swoje przemyślenia, które z niej wynikły. Osobom wierzącym może wydawać się to niemożliwe, ale są w naszej narodowej religii (czyli katolicyzmie) takie „prawdy”, które bez pomocy kłamstwa nie miałyby żadnych szans zwyciężyć i przetrwać do dnia dzisiejszego.

Zacznę od małej ale ważnej dygresji: powyższa maksyma ma zastosowanie głównie w religii (również w polityce, ale to inna bajka), dlatego, iż to jej „prawdy” muszą być wspierane kłamstwem i siłą, gdyż nie można ich udowodnić w żaden przekonujący sposób. W innych dziedzinach (np. naukowych) prawda doskonale broni się sama i nie musi za nią walczyć żadne potężne kłamstwo. Jest nawet odwrotnie i jak pisał Vanini: „Można ją badać ze wszystkich stron, nieustannie sprawdzać, poddawać próbom, ze wszystkich takich prób wyjdzie zwycięsko; można ją uczynić przedmiotem dyskusji i krytyki, dzięki nim będzie coraz jaśniej rozbłyskiwać” (A.Nowicki Vanini).

Z jaką zatem zwyciężającą prawdą mamy do czynienia w naszej religii? Oczywiście jest ich wiele i nie będę ich tu wszystkich przytaczał. Te główne wszyscy znamy: np., Bóg istnieje, jest on bytem osobowym, stwórcą naszego świata i nas – ludzi, a ci sprzeciwili mu się w raju i dostąpili upadku, który zaowocował grzechem pierworodnym człowieka. Od tego czasu rodzaj ludzki jest grzeszny i śmiertelny. Bóg więc wydał swego Syna na ofiarę odkupicielską, mającą zbawić tych, którzy w niego uwierzą, a wszystkich grzeszników i niewierzących w jego plan opatrznościowy względem ludzi, czeka zasłużona kara w ogniu piekielnym, gdzie będzie „płacz i zgrzytanie zębami”, jak to obrazowo przedstawił Jezus w Ewangeliach.

Do tych głównych prawd religijnych należy jeszcze ta, iż człowiek dostał od Boga wolną wolę. Jest to jedna z ważniejszych prawd tej religii, chociaż trudno byłoby znaleźć jej potwierdzenie w Biblii. I to jej właśnie chciałbym poświęcić ten tekst, gdyż ostatnio znów zaczął się ten problem pojawiać w komentarzach, świadcząc dobitnie, iż przynajmniej dla niektórych osób jest on ważny, aczkolwiek chyba nie do końca zrozumiały. Zatem fakt, iż człowiek dostał od Boga wolną wolę, będzie w tym konkretnym przypadku ową zwycięską prawdą, która jako jedna z nielicznych dotrwała do naszych czasów (w historii tej religii zaistniało ok. 400 herezji, które zostały pokonane i wyparte).

Jakie zatem jest to potężne kłamstwo, które wspomagało powyższą prawdę? Otóż jest nim stwierdzenie, iż niewiara, czy też brak wiary w Boga jest największym grzechem, który powinien być najsurowiej karany przez Kościół (czyli śmiercią poprzez spalenie na stosie). Połączenie tego kłamstwa z tą teologiczną prawdą, poskutkowało największym złem, nękającym przez wiele wieków znaczną część ludzkości, która podlegała wpływom Kościół katolickiego.

Aby przybliżyć na czym polega potężna moc tego kłamstwa (w istocie było ich więcej, ale o tym potem), posłużę się konkretnym przykładem św. Tomasza z Akwinu, który swój ponadprzeciętny umysł poświęcił służbie Kościołowi katolickiemu, (choć wydawało mu się, iż służy Bogu) w umacnianiu jego ziemskiej potęgi i to w bardzo niechlubnym aspekcie tej służby. Uzasadnił on bowiem rozumowo (czyli w logiczny sposób), iż Kościół ma prawo i obowiązek używać przemocy podczas swej ewangelizacyjnej misji, włącznie ze skazywaniem ludzi na tortury i śmierć na stosie.

Jednym słowem; stworzył on rozumowe uzasadnienie zbrodni dla instytucji Kościoła i to o tyle zbrodni doskonałej, iż opartej na niemożliwej do zweryfikowania „prawdzie” o istnieniu Boga, który swym autorytetem miałby jakoby wspierać te zbrodnicze działania. Przypomnę, iż jest to ten sam myśliciel, który jeden ze swoich słynnych „dowodów” na istnienie Boga zaczyna od słów: „Co do poznania istoty Bożej, najpierw należy przyjąć, że Bóg jest”. No, właśnie! Po cóż więc dowody?

„Idee, które przewodzą światu, przylatują lotem gołębia” (K. Marks) /../ „Wstrzymajmy ich lot i przyjrzyjmy się im dobrze” (Jean Fourastie). Przyjrzyjmy się więc temu „rozumowemu uzasadnieniu”, które jako jedno z dokonań tomizmu, chwalił nawet nasz wielki Rodak z Wadowic. Posłużę się w tym celu fragmentami eseju „Pominięta kwestia Tomasza z Akwinu”, wchodzącego w skład książki pt. „Ludzkie oblicza boskiej prawdy”, profesora filozofii katolickiej Jerzego Kopani. Autor tej ciekawej publikacji tak zaczyna ów esej: „Tomasz z Akwinu służył Bogu z całą mocą swego rozumu i zwykł mawiać, że rozum jest najpiękniejszym tworem Boga /../ a jeśli jest to rozum człowieka wierzącego, wówczas staje się dla niego oczywiste, że droga poznania biegnie w tym samym kierunku co droga wiary, dzięki czemu uzyskać możemy jeden i jednolity obraz rzeczywistości – prawdę o Bogu i stworzeniu”.

Dla pełniejszego obrazu dodaje: „Pojęcie prawdy leży u podstaw europejskiej cywilizacji, jest jednym z pojęć, które współtworzą kształt filozoficznego myślenia”. Aż dochodzimy do meritum tego eseju: „Wielkiego i bolesnego problemu – ludzkiego odstępstwa od prawdy”. Autor tak pisze: „Tak bardzo Bóg umiłował człowieka, że zechciał, by służył mu bez przymusu i dlatego obdarował go wolną wolą, dopuścił by mógł oddalić się od Prawdy i zbliżyć się do nicości. (…) Wszelako odróżniać powinniśmy tych, którzy odchodzą od Prawdy i tych, którzy Prawdy nie znają; pierwszych zwiemy heretykami (…) drugich zaś po prostu niewiernymi (…) Kwestię stosunku do niewierzących (…) Tomasz zaczyna od rozważenia czy niewiara jest grzechem i z właściwą sobie ścisłością rozgranicza (…) niewiarę jako prosty brak wiary i niewiarę jako przeciwieństwo wiary. (…) Oczywiście tacy niewierni są potępieni (…) wszelako z powodu niewiary jako takiej potępieni nie są. Inaczej jest w przypadku tych, którzy słyszą Prawdę, lecz nie chcą Jej przyjąć, odmawiając posłuchania, a nawet wyrażając pogardę. Przecież powiedział Pan: „Gdybym nie przyszedł i nie mówił do nich, nie mieliby grzechu. Teraz jednak nie mają usprawiedliwienia dla swego grzechu” (…) Ten rodzaj niewiary stąd się wywodzi, iż człowiek sprzeciwia się wierze i dlatego ta niewiara jest grzechem (…) Niewiara jako grzech jest rezultatem pychy ludzkiej – zaślepiony pychą człowiek nie chce ukorzyć swego rozumu, poddając go zasadom wiary i zdrowemu osądowi Ojców Kościoła (…) Trzeba też z całym naciskiem powiedzieć, że niewiara jako przeciwieństwo wiary jest grzechem największym z możliwych. Każdy grzech sprowadza się bowiem w swej istocie do tego, iż człowiek odwraca się od Boga; a więc im większe oddalenie człowieka od Boga, tym większy grzech. Otóż nic tak nie oddala człowieka od Boga jak niewiara, gdyż pozbawia go ona prawdziwego poznania; jest więc niewiara grzechem największym”.

Pięknie się to zaczyna, prawda?: Bóg, który tak bardzo umiłował człowieka, iż obdarzył go wolną wolą, gdyż chciał aby ten służył mu bez przymusu. Nawet w dalszej części eseju przytoczony jest fragment „Deklaracji o wolności religijnej”, przyjętej na Soborze Watykańskim II, mającej świadczyć, iż Kościół nie zszedł nigdy z drogi wytyczonej przez św. Tomasza: „Jednym z zasadniczych punktów nauki katolickiej, zawartym w słowie Bożym i nieustannie głoszonym przez Ojców jest zdanie, że człowiek powinien dobrowolnie odpowiedzieć Bogu wiarą; nikogo więc wbrew jego woli nie wolno do wiary przymuszać”. Do takiego wniosku prowadzi przesłanka, że wiara jest sprawą wolnej woli.

A zatem wydaje się, że wszystko gra, prawda?: Bóg chce aby człowiek dobrowolnie w niego wierzył i po to właśnie dał mu wolną wolę, Sobór Watykański II potwierdza swoim autorytetem, iż nikogo do wiary religijnej nie można przymuszać siłą, że człowiek dobrowolnie powinien odpowiedzieć Bogu wiarą, Jak więc mogło w powyższym kontekście wyjść św. Tomaszowi, iż niewiara jest największym z możliwych grzechów człowieka?! Czy to możliwe, aby ten święty mąż się pomylił w tej kwestii?

Oj, pomylił się i to jak! (o ile to w ogóle można nazwać pomyłką, a nie świadomym kłamstwem). Np. uznając, iż człowiek sprzeciwiając się Bogu popełnia największy z możliwych grzech i że jest on rezultatem pychy, gdyż jego rozum nie chce się ukorzyć – to jak wg tego „wielkiego myśliciela” miałby człowiek korzystać z danej mu przez Boga wolnej woli, gdyby nie mógł zrezygnować z odmowy wiary? Przecież cały sens dobrowolności wiary w Boga polega właśnie na tym, iż każdy przymus w tym względzie niweczy wolę Boga w tym aspekcie jego dzieła, jak i wolę Soboru Watykańskiego II wyrażoną w owej Deklaracji. Czyż nie tak?

Po drugie owo dziwne stwierdzenie Tomasza: „Każdy grzech sprowadza się w swej istocie do tego, iż człowiek odwraca się od Boga; a więc im większe oddalenie człowieka od Boga, tym większy grzech”. W jakiż to sposób człowiek może się „oddalić” od Boga, który wg nauki Kościoła wypełnia sobą całe swoje dzieło (wszechobecność), włącznie z naszymi umysłami, gdyż zna każdą naszą myśl zanim zarejestrowała ją nasza świadomość? Wygląda to tak, jakby jakaś postać z powieści chciała się „oddalić” od jej autora. Ewidentna bzdura,.. chyba, że Tomasz miał na myśli oddalenie się człowieka od Kościoła, który wg niego tożsamy jest z Bogiem? To by wszystko tłumaczyło.

Tym bardziej owa „pomyłka” jest widoczna, kiedy się weźmie pod uwagę katolicką definicję wiary religijnej: „Akt wiary jest to przyjęcie prawdy nadnaturalnej przez rozum, pod nakazem woli, pod wpływem łaski, ze względu na powagę Boga objawiającego”. Tak się składa, iż łaską Bóg obdarza kogo chce i kiedy chce: „Ja wyświadczam łaskę komu chcę i miłosierdzie nad kim się lituję. (Wybranie) więc nie zależy od tego, kto chce lub o nie się ubiega, ale od Boga (…) A zatem komu chce okazuje miłosierdzie, a kogo chce czyni zatwardziałym” (Rzym 9,15-18).

Wystarczy zatem aby Bóg nie miał chęci obdarzyć kogoś łaską i jego akt wiary pryska jak przysłowiowa mydlana bańka, ponieważ ani sam rozum, ani ludzka wola, same tu nic nie zdziałają! Nie mówiąc już o tym, gdy Bóg uczyni kogoś (z wiadomych tylko sobie powodów) zatwardziałym (jak np. faraona, aby mógł go doświadczyć wszystkimi plagami), wtedy nie żadne zaślepienie ludzkiego umysłu przez jego grzeszną i karygodną pychę, lecz palec boży, który jakże często dotyka różnych nieszczęśników. I mają wtedy przechlapane u swych bogobojnych bliźnich, którzy przypisują im pychę, podszepty szatana czy inne powody ich niewiary, nie biorąc pod uwagę tej najbardziej oczywistej: woli bożej w tym względzie.

Czy ci apologetyczni autorzy nie wiedzą o tym? Ależ wiedzą, wiedzą! W tymże samym eseju jest napisane: „Skoro wszystko od Boga pochodzi, więc boskie myślenie jest przyczyną zaistnienia każdej rzeczy i każdej myśli”. A w Biblii jest takie oto stwierdzenie: „Wiem Panie, że to nie człowiek wyznacza swą drogę i nie w jego mocy leży kierować swoimi krokami” (Jr 10,23). Zatem można śmiało przyjąć, iż św. Tomasz (świadomie lub nie) zamienił bożą prawdę o wolnej woli danej człowiekowi po to, by służył mu dobrowolnie i bez przymusu, w „logicznie uzasadnione” kłamstwo, mówiące, iż człowiek musi wierzyć w Boga, inaczej popełnia najcięższy z możliwych grzech. Konsekwencje owego kłamstwa – jak się okaże – będą przerażające dla znacznej części ludzkości i to przez wiele, wiele wieków. Dalej autor owego eseju tak pisze: „Zauważmy bowiem: skoro nieznajomość Prawdy sprawia, że człowiek pozostaje niby w gęstych ciemnościach, to czyż nie należy wyprowadzić go na Światło, choćby używając przymusu, jeśli on sam nie potrafi ocenić właściwie swego stanu? /../ Czyż nie zatrzymamy niewidomego kroczącego ku przepaści, nawet jeśli będzie się opierał, błędnie sądząc, że idzie drogą właściwą? /../ To był zawsze wielki problem brata Tomasza – jak wykazać mocą przyrodzonego rozumu, że błąd popełniają ci, którzy nie uznają Prawdy. To był jeden z najważniejszych celów jego trudu myślowego. Cóż jednak począć z tymi, którzy ze złej woli od Prawdy odchodzą? Jak wykazano trwanie w herezji jest winą największą z możliwych, zatem i na stosowną karę zasługuje”.

W tym miejscu brat Tomasz znów posługuje się analogią pokazującą, iż większą zbrodnią jest fałszowanie wiary niż pieniędzy, z której to analogii ma wynikać jasno, że „O wiele bardziej godzi się i należy heretyków nie tylko obłożyć klątwą, lecz także ukarać śmiercią /../ jasne jest więc, że Kościół słusznie czyni, gdy mając na względzie zarówno ukaranie heretyka, jak zbawienie pobożnych, mocą klątwy usuwa go ze społeczności wiernych i następnie przekazuje władzy świeckiej, gdyż jest on od tej chwili /../ tym, który musi być śmiercią usunięty z tego świata”.

Następne akapity poświęcone są logicznym uzasadnieniom, dlaczego heretycy-recydywiści wyjątkowo zasługują na śmierć, a konkluzja owego wywodu jest następująca: „Dlatego śmierć heretyka konieczna jest zarówno z uwagi na jego zbawienie, jak i ze względu na zbawienie innych. Nie sposób podważyć tego rozumowania” /../ Zatem konkluzja jest oczywista i jednoznaczna: „Tak więc karanie heretyków śmiercią słuszne jest i zbawienne. W świetle płonącego stosu tym jaśniej ukazuje się Prawda, a gorejący heretyk, mając nadal drogę do zbawienia otwartą, samym sobą zaświadcza, że ci, którzy mu stos zgotowali, tak wielką miłość ku niemu żywią, iż zmuszeni byli poświęcić jego ciało, byle mu duszę od zatracenia uratować”.

Kawał „pięknego” rozumowania, nieprawdaż? Św. Tomasz nie ma najmniejszych nawet wątpliwości, iż Bóg istnieje i że jest on taki, jakim go sobie wyobraża. Już nie mówi się tutaj o tym, że po to dał on człowiekowi wolną wolę, aby ten służył mu dobrowolnie i bez przymusu,.. że nikogo nie można wbrew jego woli przymuszać siłą do wiary religijnej – natomiast jest dużo o tym, że niewiara w Boga jest najcięższym z możliwych grzechów, który musi być ukarany najwyższą z kar – śmiercią.

Używa się natomiast określeń typu: „Jak wykazano trwanie w herezji jest winą największą z możliwych, zatem i na stosowną karę zasługuje”. Nie ważne, iż „wykazano” to w sposób pokrętny i fałszywy, ważne że wykazano! Ponieważ „ci, których obdarzył Bóg łaską wiary silnej, mają obowiązek podtrzymywania siłą słabnących. Tak więc jedno z dwojga: albo wyznajemy Prawdę, albo przyjmujemy postawę Piłata”. Zauważyłem znamienną rzecz: kiedy określenie „prawda” pisane jest z dużej litery, należy przyglądać się temu z natężoną uwagą, bo zazwyczaj jest to sygnał, że wbrew pozorom wcale nie chodzi o prawdę, lecz o zaznaczenie autorytetu, który ma świadczyć o prawdzie.

W taki więc pokrętny (i podstępny zarazem) sposób prawda o wolnej woli człowieka została zastąpiona kłamstwem o podporządkowaniu się Kościołowi, który w ten sposób przyznał sobie prawo do narzucania mu siłą wiary religijnej, pod groźbą klątwy i kary śmierci na stosie. Nic to, że w Biblii napisano: „Bo gdybyś miał coś w nienawiści, nie byłbyś tego uczynił. Jakże by coś trwać mogło, gdybyś Ty tego nie chciał? Jakby się zachowało, czego byś nie wezwał?”. Nic to, że VI przykazanie Dekalogu stanowi: „Nie będziesz zabijał!”.

Nawet nie pomogło zawarte w tymże eseju doskonałe kryterium prawdy objawionej, które w ten sposób zostało przez jego autora sformułowane: „Jeżeli ludzka prawda prowadzi do zbrodni, to nie jest ona Prawdą (…) Jeżeli prawda tego oto człowieka może prowadzić do zbrodni, to nie jest ona Prawdą”. Czy trzeba czegoś więcej, aby właściwie ocenić dokonania tego wielkiego człowieka Kościoła, jak i samego Kościoła katolickiego? To wszystko nie ma znaczenia, gdyż ta religia i ten Kościół jest ponad prawami bożymi i ma własne prawa, między innymi te, które sformułował św. Tomasz. Jakie są tego konsekwencje w historii naszej cywilizacji? Przerażające i tragiczne! Posłużę się tylko paroma cytatami, chociaż mógłbym ich przytoczyć mnóstwo: „Kościół dowiódł całą swoją historią, że jest symbolem, ucieleśnieniem i absolutnym mistrzem zbrodni dziejowej! (…) Teoretycznie chrześcijaństwo jest najbardziej pokojową, ale w praktyce najkrwawszą religią w dziejach świata. Uczciwi badacze podkreślali to niejednokrotnie. Angielski historyk Wiliam E.H.Lecky: (…) „Kościół zadał ludziom więcej niezasłużonych cierpień, niż jakakolwiek inna religia”. A niemiecki teolog Bruno Bauer przyznaje: „Żadna religia nie pochłonęła tylu ofiar w ludziach, i tak haniebnie ich wymordowując, jak ta, która szczyci się przezwyciężeniem śmierci na zawsze”.

„Z całą pewnością i bez żadnego uproszczenia można by stwierdzić, że Kościół, w tym szczególnie Kościół katolicki, stworzył najstraszniejszy w dziejach ludzkości mechanizm struktur władzy i właściwą temu doktrynę moralną, której metodą była zbrodnia. Zbrodnicze i antyludzkie systemy polityczne XX wieku, hitleryzm i stalinizm, całymi garściami czerpały z doświadczeń Kościoła, dokonując eksterminacji całych narodów, a zwłaszcza wszystkich tych, których posądzono o nieposłuszeństwo i nieprawomyślność. Getta, żółte gwiazdy, obozy eksterminacyjne, a nade wszystko myśl usprawiedliwiającą zbrodnię i uzasadniającą potrzebę zbrodni, nie są wynalazkiem dwudziestego stulecia. Wszystko to dobrze jest znane z dziejów Kościoła”. (Karlheinz Deschner Opus diaboli).

Ale to jeszcze nie wszystko. Jak to w życiu bywa, jedno kłamstwo często nie wystarczy do przeforsowania niektórych (szczególnie religijnych) poglądów. I tak było w tym przypadku: jednym z większych zakłamań religii jest to, co Lequier ujął w stwierdzeniu: „Gdy się wierzy, że posiadło się prawdę, trzeba wiedzieć, że się w to wierzy, a nie, że się to wie”. Dlaczego to takie ważne? Ponieważ wiedza = pewność, a wiara = niepewność (czyli brak dostatecznej pewności). Tymczasem religia fałszuje tę zależność, uznając wiarę religijną za synonim pewności i to pewności absolutnej.

Powinno być tak, że skoro światopogląd religijny opiera się jedynie na wierze, to wszelkie zachowania i działania kapłanów jak i wiernych powinny odzwierciedlać tę zależność. Skoro nie mają oni całkowitej pewności, że to w co wierzą jest prawdziwe i realne, że odnosi się do jakiegoś konkretnego aspektu naszej rzeczywistości – powinni w swoich poglądach przejawiać daleko idącą tolerancję dla odmiennej myśli (wszak „Niepewność jest matką tolerancji”, jak to ujął E.M. Remark). Lecz co najistotniejsze nie powinni podejmować takich decyzji i działań, które mogą wynikać jedynie z absolutnej pewności, że to co się czyni ma całkowite uzasadnienie w takiej czy innej prawdzie, którą w dostępny sposób można zweryfikować naszym rozumem i naszymi zmysłami.

Religie opierając się wyłącznie na wierze, tej całkowitej pewności nie mają, natomiast zachowują się zawsze tak, jakby ją miały. Czyli podejmują działania nieodwracalne, a więc takie, których nie sposób naprawić, gdyby się okazało, iż nie mają racji (np. zabijanie ludzi i to nierzadko na masową skalę, niszczenie całych kultur, eksterminacje i aneksje narodów). Zatem tym następnym potężnym kłamstwem, które walczyło (i walczy nadal) za religijną wiarę, jest umiejętnie wpajane wiernym przez duszpasterzy przekonanie, że wiara religijna jest synonimem pewności.

Czas na podsumowanie. Nietrudno się zorientować, że jedyną rzeczywistą prawdą, która tu występowała była ta, że wszystkie „prawdy” religijne opierają się na wierze, nie mając na swe poparcie żadnych dowodów. Dlatego aby nie wyszło na jaw, iż wiara religijna nie opiera się na absolutnej pewności musiały za nią walczyć inne potężne kłamstwa, które tu przedstawiłem.I to głównie dzięki ich pomocy zawsze zwyciężają religijne „prawdy”, wspierane dodatkowo siłą instytucji Kościoła, która się bierze z odwiecznego sojuszu ołtarza z tronem.

Tylko co to ma wspólnego z wolną wolą człowieka? Jak pokazuje niechlubna historia tejże religii, chodziło w tym przypadku jedynie o podporządkowanie ludzi Kościołowi katolickiemu i stworzenie mu możliwości egzekwowania tego prawa siłą i usankcjonowanym przymusem, wytłumaczonym dla niepoznaki wolą Boga w tym względzie. Ten kto zna dobrze Biblię i krwawą, pełną przemocy historię Kościoła katolickiego, wie dobrze, iż tak naprawdę człowiek nigdy nie miał wolnej woli w kwestiach wiary, w kwestiach religijnych. Czyż wierni nie modlą się do swego Boga: „Bądź wola Twoja, jako na ziemi, tako i w niebie?”. Czy ta modlitwa nie wyraża rezygnacji z wolnej woli wiernych na rzecz ich Boga?

Niestety wyraża, bowiem idea wolnej woli człowieka (całkowicie pozbawiona sensu w kontekście wolnej woli Boga), po to została wymyślona przez kapłanów, aby móc obciążyć winą i odpowiedzialnością człowieka, a nie jego Stwórcę, za zło istniejące w jego dziele. Jej główne zakłamanie polega na tym, iż religie rządząc ludźmi z pozycji władzy w imieniu Boga, nigdy nie pozwoliły mu na pełną realizację swej wolnej woli. Zawsze dominowała wola Boga (czytaj: kapłanów), co najlepiej oddaje słynny fragment z Listu do Rzymian 9,19,20: „Któż bowiem woli jego może się sprzeciwić? Człowiecze! Kimże ty jesteś, byś mógł się spierać z Bogiem? Czyż może naczynie gliniane zapytać tego, kto je ulepił: „Dlaczego mnie takim uczyniłeś?”.

Cóż można do tego dodać? Mam nadzieję, iż ów tekst wystarczająco dobrze pokazuje w jaki sposób Kościół katolicki rozumie „wolną wolę” człowieka, jak i jego „niezbywalne prawo” do jej realizacji. Kto chce wiedzieć więcej o tym aspekcie naszej religii, niech pozna jej historię.

Legenda mówi, iż na jakiś czas przed śmiercią św. Tomasz zamilkł całkowicie, a na łożu śmierci podobno wyszeptał: „Wszystko to słoma tylko…”, mając zapewne na myśli swoje dokonania. Podejrzewam, iż mógł mu się ukazać szatan i uświadomić mu gorzką prawdę, że bardzo się mylił w swej pysze mniemając, że służy swym umysłem Bogu, opracowując dla Kościoła straszliwy mechanizm zbrodni. Tym bardziej perfidny, iż działający w imieniu Boga i wykorzystujący Jego autorytet. Podczas gdy tak naprawdę służył tylko ziemskiemu interesowi Kościoła katolickiego i nic poza tym.

Mówi się, że kiedy rozum śpi, budzą się upiory. Zapewne jest to prawda, z tym, że upiory o których tutaj piszę nie pojawiły się w naszej rzeczywistości znikąd, kiedy rozum człowieka był uśpiony, lecz są – przyznajmy to otwarcie – produktem chorych umysłów, które nie były w stanie odróżnić fikcji od rzeczywistości (tworów zrodzonych wyobraźnią ludzką) od realnego świata. A konsekwencje tego zawsze były i są nadal przerażające. A jakie są tego skutki, każdy widzi, choć nie każdy zdaje sobie sprawę z ich przyczyny.

„Po raz setny powtarzam: nie czyni się przysługi Bogu, czyniąc źle ludziom” – Wolter.

Autor: Lucjan Ferus
Źródło: Listy z naszego sadu

1 Star2 Stars3 Stars4 Stars5 Stars Zostań pierwszą osobą, która oceni ten wpis!
Loading...

TAGI: ,

OD ADMINISTRATORA PORTALU: Hej! Cieszę się, że odwiedziłeś naszą stronę! Naprawdę! Jeśli zależy Ci na dalszym rozpowszechnianiu niezależnych informacji, ujawnianiu tego co przemilczane, niewygodne lub ukrywane, możesz dołożyć swoją cegiełkę i wesprzeć "Wolne Media" finansowo. Darowizna jest też pewną formą „pozytywnej energii” – podziękowaniem za wiedzę, którą tutaj zdobywasz. Media obywatelskie, jak nasz portal, nie mają dochodów z prenumerat ani nie są sponsorowane przez bogate korporacje by realizowały ich ukryte cele. Musimy radzić sobie sami. Jak możesz pomóc? Dowiesz się TUTAJ. Z góry dziękuję za wsparcie i nieobojętność!

Poglądy wyrażane przez autorów i komentujących użytkowników są ich prywatnymi poglądami i nie muszą odzwierciedlać poglądów administracji "Wolnych Mediów". Jeżeli materiał narusza Twoje prawa autorskie, przeczytaj informacje dostępne tutaj, a następnie (jeśli wciąż tak uważasz) skontaktuj się z nami! Jeśli artykuł lub komentarz łamie prawo lub regulamin, powiadom nas o tym formularzem kontaktowym.

Zobacz również

Rośnie liczba ateistów w Turcji

Ucieczka przed Allachem

Wierzący żyją średnio o 5 lat dłużej od ateistów!



49
Dodaj komentarz

Chcesz skomentować? Zaloguj się!
  Subskrybuj  
najnowszy najstarszy
Powiadom o
Maximov

Świetny tekst.
Przeciętny katolik zapewne przez niego nie przebrnie.
A jeśli nawet to i tak niewiele zrozumie… :)

MichalR

Podoba mi się podejście zasugeroane w artykule. Podejrzewam, że gdyby od dzieciństwa było mi takie wpajane nie szukałbym argumentów na podważanie istnienia Boga, a co za tym idzie dziś pewnie byłbym osobą wierzącą.

Żałuję że tak sie nie stało. Wolałbym być spokojny. Wolałbym wierzyć. Szkoda że zasada brzytwy ockhama – do nie mnożenia bytów ponad miarę – jest we mnie tak mocno zakorzeniona, że nie jestem w stanie dostrzec znaku który sugerowałby mi że istnienie Boga w tym świecie jest potrzebne do wytłumaczenia czegokolwiek. Niestety wciąż wydaje mi się to chodzeniem na łatwiznę. Gdyby nie to, że kiedyś budowano moją wiarę na absurdach dostrzegalnych gołym okiem, to nigdy na ich podstawie nie zanegowałbym całości.

Konter

Słowa Jezusa: “staram się pełnić nie moją wolę, lecz wolę tego, który mnie posłał”. Można łatwo wywnioskować że człowiek ma wolną wolę. Dlatego też modlimy się “bądź wola Twoja”, ponieważ każdy kto dobrze czyni, czyni wolę Bożą. Co do cytatu: „Któż bowiem woli jego może się sprzeciwić? Człowiecze! Kimże ty jesteś, byś mógł się spierać z Bogiem? Czyż może naczynie gliniane zapytać tego, kto je ulepił: „Dlaczego mnie takim uczyniłeś?”, cytat ten nie mówi że człowiek nie ma wolnej woli, wykazuje jedynie bezzasadność w sprzeciwianiu się woli Bożej.

masakalambura

Jeszcze inni ludzie nie wierzą w wolną wolę, kiedy rozpatrują wszechwiedzę Boga:
“Skoro Bóg wie wszystko co zrobię i jak zdecyduję – czy zasłużę na nagrodę albo karę, to o czym ja decyduję i gdzie jest miejsce na wolę”

A odpowiedź jest prosta. Wszechwiedza nie eliminuje naszej możliwości podejmowania wyborów dotyczących dobra i zła. Wszechwiedza wskazuje na kierunek wymiaru w jakim Boga należy szukać. Bóg nie płynie z czasem. On przenika czas i znajduje się w każdym punkcie na linii czasu od czasu i świata stworzenia aż do jego końca. On trzyma tą i wiele innych kompletnych czasoprzestrzeni i rzeczywistości w Swym Ręku.

goldencja

Z mojego filozoficznego punktu widzenia dla boga, nie ma ani dobra ani zła. Skoro bóg jest wszystkim, a wszystko jest jego dziełem i nim samym, to jest on również złem. Wolna wola zatem nie dotyczy jedynego słusznego wyboru. To religie i prawa społeczne naznaczyły kierunek wartościowania i określiły “słuszny” wybór (dobro?). W pełnej świadomości nie ma wartościowania, bo wszystkie wartości istnieją jednocześnie i wszędzie. (Tak jak pełna świadomość neurologiczna zdrowego ciała, w którym komórki komunikują się nieustannie za pomocą chemii i fizyki, a nad wszystkim czuwa mózg. Mózg wszystkie zdarzenia rejestruje i układa chronologicznie. Jeśli jednak zechcemy za pomocą hipnozy odtworzyć starsze zdarzenia, okaże się, że one wciąż istnieją w mózgu jakby właśnie się wydarzyły. Stąd teoria, że to nasz mózg jest kreatorem iluzji czasu). Człowiek będąc w jednym punkcie czasoprzestrzeni wartościuje wszystko co dostrzega przy pomocy percepcji odnosząc to tylko do posiadanej wiedzy i świadomości (swojej i innych). Ze swojego punktu widzenia sam wybiera kierunki wartościowania rozwijając swoją świadomość w określony ale ograniczony sposób. To co istnieje na świecie, jest tam niezależnie od naszej woli, ale to co istnieje w naszym umyśle, istnieje zależnie od naszej woli. Wszystko co trafi do naszej świadomości zależy bezpośrednio od zmysłów, percepcji i sposobu rozumowania i od tego zależy dalszy kierunek postępowania jaki obierzemy. Zagadką jest jednak możliwość wpływania własną wolą na zachowanie świata zewnętrznego bez wykorzystania własnych działań fizycznych. Np. doświadczenie z dwoma szczelinami (fizyka kwantowa). Właściwości fizyczne, biologiczne i chemiczne oraz wrodzona percepcja, są jakby współrzędnymi świadomości organizmu, prawa fizyki, chemii i biologii są skalami, na których nasza świadomość może się poruszać. To co rozwija percepcję i ukierunkowuje ją na konkretne miejsca w skali, to właśnie wolna wola.
Mimo wszystko uważam religie za zakłamane filozofie, które zniszczyły filozofie pierwotne w celu uzyskania władzy i kontroli nad innymi. Potrzeba władzy nad innymi i kontroli wynika ze strachu. W naszej rzeczywistości strach jest uczuciem destruktywnym względem rozwoju. Widać to w zachowaniu wszystkich organizmów, zarówno roślinnych jak i zwierzęcych. Strach oznacza cofnięcie, zamknięcie, zaniechanie, rezygnację. Co zrobi roślina lub zwierzę wystawione na działanie czynnika toksycznego z jednej jego strony, z którym jeszcze nie ma destruktywnego kontaktu ale za pomocą swojej percepcji (i informacji ze świadomości) “wie”, że tam jest? Roślina zahamuje wzrost swoich odgałęzień po tej stronie lub nawet doprowadzi do obumarcia już istniejących odgałęzień i ich odrzucenia. Zwierzę ucieknie z tego terenu. Teraz zastanówcie się co się dzieje, gdy Wasza percepcja jest zniekształcona za pomocą zaprogramowanych światopoglądów? Jeśli w Waszych światopoglądach dominuje strach, bo percepcja szuka wciąż zagrożeń (a jak szuka to i znajdzie), to czy się rozwiniecie? Czy religia oparta na strachu może pomóc wyznawcom rozwinąć się duchowo? Nie wydaje mi się.

Goldencja, to Ty wierzysz w boga? A za przeproszeniem w jakiego?

goldencja

@agama, Nie wierzę w boga. To był wywód filozoficzny, co zaznaczyłam na początku komentarza.

no proszę, to oświeć nas jeszcze jaki jest sens życia?

goldencja

Każdy sobie sam nadaje sens życia.

W skrócie. Jeśli chcesz się rozwijać i doświadczać, to rozwijasz uczucia wyższe i współpracujesz z innymi, co prawdopodobnie wydłuży Twoje życie.
Jeśli nie chcesz się rozwijać, to rozwijasz odruchy prymitywne, co prawdopodobnie przyśpieszy Twoją śmierć, a z całą pewnością ograniczy świadomość jawną.
Jeśli Ci wszystko jedno, to prędzej czy później przybierzesz postawę otoczenia i podzielisz jego los.
Nie wiem czy jest świadomość po śmierci, nie wiem czy jest bóg lub bogowie ale wiem, że z mojego punktu widzenia, jeśli jest bóg, to jest on każdym z nas i wszystkim wokół nas, tak jak każda Twoja myśl jest Tobą. Jeśli boga nie ma, to i nie będzie. Nie ma się co przejmować. Podczas śmierci wrażenia bólu szybko są wyłączane, więc pierwotny lęk przed bólem można odstawić na półkę.

to jaki rodzaj śmierci polecasz?

goldencja

Ja jestem za życiem. Polecam rozwój. :)

Przecież jesteśmy tylko zwierzętami, więc jaki sens się rozwijać?

masakalambura

Upiory ateizmu – bezsens istnienia

goldencja

Nawet rośliny się rozwijają, więc nie uwłaczaj zwierzętom. Może Ty jesteś tylko Tobą ale zwierzęta są aż sobą. Ja mam swój sens rozwoju, nie muszę wymyślać sobie nagrody po śmierci, żeby chcieć żyć. To właśnie hipokryzja fanatyków religijnych. Ateiści chcą żyć i rozwijać się i doświadczać tu i teraz nagród i konsekwencji na jakie zapracują. Jeśli dla fanatyków to za mało, to widać do czego doprowadziła ich wiara – do autodestrukcji i marazmu. Fanatycy powinni pierwsi wyjść z pomysłem, że skoro nie widzą sensu życia dla siebie, to może powinni żyć dla innych?

Ależ goldencjo , fanatacy mają cel w życiu , a jest nim uprzykrzanie życia innym.

Ah, no tak, ateiści są święci. Zwłaszcza ci wierzący w ateizm.

masakalambura

Fanatyczni ateiści w szczególności.
Do autodestrukcji prowadziła polityka zarówno komunistów, jak i nazistów. Cywilizacje politeistów również zjadały się nawzajem. Zatem o czym mowa.

Za to cywilizacje chrześcijańska oraz muzułmanów wciąż istnieją i pomimo kryzysu wiary mają się całkiem nieźle. Spodziewane rychłe pojawienie się Wysłannika odnowi i utwierdzi wiarę na kolejne stulecia.

Przeżywany obecnie krótki acz intensywny rozkwit ateizmu udławi się sam sobą. Robiąc na świecie niemały kataklizm. Już niemal doprowadził do zapaści środowiska naturalnego. A zbliżają się kolejne próby pochodzenia ateistyczno-naukowego, którzy za nic mają prawa Boga – w tym prawa natury i Ziemi.

goldencja

Z każdym kolejnym Twoim postem @masakalambura bardziej utwierdzam się w przekonaniu, że wyznawanie wiary w religię to choroba umysłowa albo po prostu tępota. Dla Ciebie komunizm i ateizm to jedno, ateizm i nauka to jedno, religia i wiara to jedno. Piszesz o prawach Boga, a nie potrafisz nawet opisać w jakiego boga wierzysz. Wszystko co opisujesz, to w taki sposób by poróżnić, podzielić na 2 albo więcej. Myślisz, że wiesz więcej od innych pokazując jednocześnie braki w podstawowym rozumowaniu powszechnych definicji.
@agama też słownika nie czytuje, tu już się przyzwyczaiłam.

Zapiszcie sobie w notatniku: jestem ateistką z definicji, bo nie posiadam wiary w boga, tak jak nie posiadam potrzeby ćpania narkotyków. Po prostu cecha wiary nie występuje, to wystarczy by być ateistką. Mam poglądy prawicowe, a ateizm nie wpływa na wybór części sceny politycznej. Zarówno Hitler jak i Stalin wychowywali się w rodzinach religijnych i wiele ich poglądów pochodziło z religii lub z konfliktu z przedstawicielami kościołów. Wszystkie dzieci rodzą się ateistami. Nauka nie zajmuje się poszukiwaniem boga ani zaprzeczaniem jego istnieniu, bo z zasady nie można boga udowodnić. Tym zajmuje się filozofia. Polecam po raz nie wiem który zapoznanie się z podstawowymi definicjami jakich zamierzacie używać w dyskusji, bo tylko się ośmieszacie, a przede wszystkim ośmieszacie ludzi wierzących, wśród których jest wiele inteligentnych osób, którym do pięt nie dorastacie swoim intelektem.

masakalambura

Ty mnie stawiasz w jakimś szeregu, to ja ciebie stawiam w podobnym.
Może nie widzisz analogii. Dla mnie jest prosta i oczywista. Oceniasz innych, sama spodziewaj się oceny.
Masz się za inteligentną, opanuj zasady wzajemności.
Z fizyki – akcja – reakcja
Z ludowych mądrości – jak Kuba Bogu…

Jeśli interesuje Ciebie w jakiego Boga wierzę, to ci napiszę:
Wszechmocnego, Wszechobejmującego, Miłosiernego, Litościwego i Sprawiedliwego. Władcę Dnia Sądu.

Goldencję i wszystkich prawicowców do piekła ześle za te herezje!

goldencja

To ciekawe, bo gdy zaczynam filozoficzny wywód, gdzie filozofia osobista jest zwyczajnym rozważaniem a nie wpychaniem na siłę swoich poglądów, to pierwsze pytanie jakie dostaje, to czy ja wierzę w boga, gdy już @agama dobrze wie, że NIE. Więc na dzień dobry jestem atakowana za ateizm mimo, że moje rozważania w tym temacie go nie dotyczyły. Ja nie twierdzę, że mam rację ale potrafię dostrzec przekłamania religii. Atakuję kłamstwo. Nie atakuję potrzeby wiary w boga. Dlaczego więc skoro jest akcja-reakcja, to atakujecie mój brak wiary w boga podciągając to do systemów politycznych??? Czy ideą osoby wierzącej jest atakowanie wszystkich, którzy odrzucają jej religię i wytykają jej kłamstwa? Czy nie możecie odnieść się do argumentów logicznych w dyskusji, tylko potrzebujecie zniżyć się do poziomu trolla?

masakalambura

A czy sama nie trollujesz ładując wszystkich wierzących w buty fanatyków, którzy nie widzą sensu obecnego życia?

Sensem naszego życia jest Miłość do Stwórcy, pianie miłości do niego w każdej myśli, w każdym słowie i w każdym uczynku.

Ty odnajdujesz sens w życia w zachwycie nad tym co widzisz i co da się zbadać.

My łączymy to, co zachwyca Ciebie z tym, czego ogarnąć poprzez umysł i zmysły nie możemy, ale co widzimy dzięki duszy. Piękno Bożej Sprawiedliwości, Miłosierdzia i Mądrości jakimi w sposób niezauważalny i subtelny ale jednocześnie konkretny i solidny cały widzialny i niewidzialny świat został przez Niego stworzony, i jest podtrzymywany oraz kierowany.
Błogosławimy sercem i dziękujemy Mu, że obdarował nas wrażliwością i wiarą w sens egzystencji w tym świecie, możliwość nauki i szlifowania szlachetnych cech które czynią nas na tym świecie coraz lepszymi, i które w życiu ostatecznym przydadzą się nam do funkcjonowania w Jego Królestwie – jeśli oczywiście zechce nas do Niego przyjąć.

Ty masz swoją wizję. My mamy swoją.
Ty masz swoją religię. Bez Boga.
My mamy swoją. Z Nim w roli głównej.

goldencja, nie szkoda Ci czasu na dyskusje z trollami? Bądź na tyle inteligenta i nie marnuj swojego życie na bezsensowne dysputy z ludźmi, których uważasz za głupszych od siebie.

goldencja

@masakalambura, “Sensem naszego życia jest Miłość do Stwórcy, pianie miłości do niego w każdej myśli, w każdym słowie i w każdym uczynku.” i Ty to robisz? Hahahaha! W każdym Twoim poście jest pogarda i nie ma grama miłości, a przecież Twój Bóg rzekomo kocha mnie tak samo jak Ciebie i to on mnie ma sądzić a nie Ty! Syn Twojego Boga powiedział “będziesz miłował bliźniego swego jak siebie samego”. No cóż, czuję się wyjątkowo umiłowana przez Was dzisiaj!

@Emigrant, oni są jeszcze na niższym levelu rozumowania. Musimy im wybaczyć, bo nie wiedzą co bredzą. Gdyby choć jedno słowo pochodziło z ICH własnych doświadczeń, to ta dyskusja byłaby cokolwiek warta. Niestety powtarzają wciąż te same brednie, co ich poprzednicy podczas wypraw krzyżowych.
Hipokryzja niczym ze sztandaru WOJENNEGO “Bóg, Honor, Ojczyzna”, gdzie wojna nie jest ani w imię Boga, ani z honorem ani o ojczyznę…
@agama, trochę mi szkoda, ale niejeden troll po jakimś czasie dyskutowania z takim trollem jak ja, zaczyna zmieniać sposób myślenia i z zawziętego fanatyka zmienia się w wierzącego pacyfistę, a to już coś.

masakalambura

Mój Bóg nie ma syna. On jest ponad to, co Jemu przypisują.

Pogarda którą słyszysz kieruję na złe uczynki, złe słowa i złe myśli, jakie ludzie popełniają. I miłować ich nie muszę. Podobnie jak i tych, którzy się ich dopuszczają. Jeśli się z nimi identyfikujesz, to twój wybór.

Swą miłość kieruję ku tym, którzy Boga i świat wierny Bogu kochają.
M.innymi dzieci, które wszystkie zaraz po urodzeniu są blisko Boga i pełne Jego miłosierdzia.
Oni są mymi bliźnimi.

Nie zaś ci, którzy Boga, ludzi i świata nienawidzą. Niszczą go a życie na nim czynią nieznośnym.

goldencja

@masakalambura Ale Ty nie dokonujesz osądu, tylko Twój Bóg i to po śmierci a nie za życia… Jak większość wierzących, Ty też wybiórczo podchodzisz do swojej religii. Jest to dla mnie kolejnym argumentem za fałszem religii. Jeśli pogardzasz kimkolwiek to pogardzasz swym Bogiem. Tyle w temacie.

masakalambura

Ja wybiórczo?
Historia z Adamem i z Ewą, pamiętasz?
Zjedli owoc poznania dobra i zła. Tym samym do nauki rozpoznawania tej wiedzy nas, ich potomków, przymusili.

Nie można rozdzielać między tym co złe i co dobre nie dokonując osądu.
Nie można przyłączać się do czyniących dobro i oddzielać od czyniących zło bez rozeznania i oceny.

Tak Sąd do Boga należy. Tylko On jest sprawiedliwy. To tez i ja ciebie ani innych ludzi nie osądzam. Sami się osądzacie.

Ale czyny osądzać muszę. Nauka na tym polega. Wierność tym się mierzy. Sprawiedliwość z tego wynika. Miłosierdzie na tym się opiera. Cierpliwość na tym sprawdza.

goldencja

@masakalambura, wybiórczo ponieważ wierzysz w to, co wybrali dla Ciebie inni. Nie widziałeś wszystkich ksiąg, z których złożono Biblię a na dodatek już niektóre odrzucasz. Jezus nie jest synem Boga? Przecież wszyscy ludzie są dziećmi Boga. Bóg jest miłością? A gdzie w miłości miejsce na gniew? Boisz się kwestionować i szukać. Myślisz, że w ten sposób obrazisz swojego Boga. A co jeśli bóg istnieje ale jest zupełnie inny niż został Ci przedstawiony? Pomyślałeś kiedyś o tym? Pomyślałeś, że idziesz ścieżką narysowaną przez ludzi rządnych władzy i mijasz się ze ścieżką narysowaną przez prawdziwego boga? Pomyślałeś, że jesteś zwodzony przez zło. Nie wydaje Ci się, że jeśli cokolwiek w PŚ jest prawdziwe, to sam fakt istnienia Biblii jest zbyt banalną drogą do Boga? Jeśli istnieje zło, to czy nie jest zbyt prostym rozwiązaniem podążanie według zasad książeczki? Sam Chrystus był wielokrotnie wodzony na pokuszenie. Dlaczego Ciebie miałoby to nie spotkać? Zacznij od tego a gwarantuję, że szybko Ci pójdzie z odkryciem fałszu religii. Może odkryjesz drogę do swojego prawdziwego boga, bo obecny wydaje mi się wielolicowy i samozaprzeczalny.

masakalambura

Nie mam zamiaru utożsamiać się z Twoim rozumieniem Boga, ani z twą wizją tego, w co ja sam wierzę. Nie wiesz, jakie księgi PŚ przeczytałem. Nie wiesz też, jakie i czy w ogóle któreś odrzucam.

Jestem od dawna samodzielny w swych poszukiwaniach, i nikt inny oprócz mnie samego drogi, którą podążam mi nie wybierał.

A czy ty, możesz być pewna swojej drogi, i tego, komu dajesz się manipulować przez brak oparcia w Stwórcy Wszechrzeczy i Jego Światłości? Tak pewna jesteś prawdziwości naukowych tez, które odkąd trwa nauka zmieniały się tak często i tak bardzo?

Jeśli droga do Boga jest banalna. Prosta, to tym lepiej dla niej.
Ja wierzę w Drogę Prostą i taką pragnę podążać. Koran nią jest. Islam nią jest.
Nic więcej niż drogi prostej i spokoju nie szukam. Tylko tak żyjąc z łatwością przeżywać i rozpalać można miłość. Sens życia.

Wszyscy jesteśmy stworzeniami Boga. Bóg nie ma dzieci. Nazywa nas tak, bo wielkie jest Jego miłosierdzie i łaska. Ale ani nas nie urodził ani sam nie został zrodzony. Dlatego możemy być Jego dziećmi wyłącznie w sensie metaforycznym.

Bóg jest Miłością. Ale jest też Sprawiedliwością. Gniew sprawiedliwych ludzi wobec zła popełnianego przez innych ludzi jest dopuszczalny i oczekiwany. Gniewu Stwórcy osądzającego złe uczynki stworzenia mimo ostrzeżeń i mimo drogi prostej należy się zatem również spodziewać. Jeśli nie ma konsekwencji złych i dobrych uczynków to czym jest sprawiedliwość?

goldencja

@masakalambura, drogę Ci wybrano w pierwszej chwili, gdy ktoś Ci powiedział, że w Niebie jest Bóg, który Cię widzi i osądzi. Jeśli ani razu nie doświadczyłeś komunikacji bezpośredniej (nie mylić z urojeniem) ze swoim Bogiem, to nic o nim nie wiesz. Nigdzie nie napisałam, że jestem pewna prawdziwości naukowych tez, bo prowadzę wywód filozoficzny, a nie naukowy. Widzę natomiast samozaprzeczanie, co jest pierwszym sygnałem kłamstwa podczas każdego dochodzenia. Kłamstwo objawia się po pierwsze lękiem przed ujawnieniem, a po drugie motaniem się z powodu braku rzetelnych informacji i świadomości (jawnej lub ukrytej) nie mówienia prawdy. Twoja wiara w Boga jest wyrazem lęku i widać to na pierwszy rzut oka. Tak samo jak dziecko boi się kary przed rodzicem. Jeśli Bóg jest miłością i w to wierzysz, to podążaj drogą miłości, a nie nienawiści i pogardy. Te dwie cechy odpowiadają, jak wy ich nazywacie, złym duchom, demonom, diabłom. Miłość ma być duchem, Bogiem, a nienawiść cechą materialnych ciał. Tak wygląda dualizm religijny. Mogłabym go naukowo obalić ale nie jest to miejsce na to i dla niektórych byłoby za wcześnie. Szok nie zawsze jest dobry. Jak pogodzisz naukę (nie mylić z ogólnie propagowanymi dogmatami naukowymi ale uznać za proces poznawania) z własną wiarą, to pogadamy. Bóg nie dał Ci umysłu byś wierzył wszystkim na słowo. Używaj go.

masakalambura

To, że Bóg jest, wiedziałem zawsze. Nikt nigdy nie musiał mnie do tego przekonywać. Kontakt z Nim zerwałem na krótki okres. Ale szybko zrozumiałem bezsens egzystencji bez Niego. Dlatego szybciutko zawróciłem i wyruszyłem w drogę poszukiwania najlepszej istniejącej Drogi. Chwała Bogu, znalazłem ją.

Kontakt ten, bezpośredni i mocny, utrzymuję przez cały czas. I tylko oddalam się troszkę to znów przybliżam, padając przed Nim w pokorze.

Czy się boję Boga? A czy człowiek odczuwa lęk przed wzburzonym oceanem, przed ogromem gór, przed potęgą wichury, przed otchłanią kosmosu? A przecież Bóg nieskończenie większy jest od tego. Mądrość ludzka w tym lęku cała się zawiera.
Czy boję się sądu? Tak, nie chciałbym znaleźć się wśród odrzuconych. Wśród tych, którym zabrana będzie możność oglądania Oblicza Pana.

A czego Ty się boisz?

goldencja

@masakalambura, najdziwniejsze we mnie jest to, że boję się cierpienia innych i bezradności, by im pomóc. Czasami nie da się pomóc, bo się nie potrafi, a czasami ktoś nie chce pomocy i musisz obserwować cierpienie i je współodczuwać. Nie przepadam też za konfliktami międzyludzkimi, bo zawsze spada na mnie rola mediatora albo słuchacza, co jest bardzo kosztowne emocjonalnie. Boję się czasem, że ktoś nie zrozumie dokładnie tego co mam do powiedzenia i przez to poniesie szkody. Poza tym to nie mam strachu. Odczuwam coś w stylu równowagi. Trwa ona dopóki nie przedawkuję interakcji z ludźmi. Jak pewnie wiesz, ludzie to najbardziej zakłamany gatunek jaki chodził po Ziemi. Ludzie kłamią praktycznie cały czas, świadomie i nieświadomie, taka natura. Jeśli doznasz stanu, w którym jesteś w stanie wyłapać choćby 20% wszystkich przekłamań podczas interakcji z ludźmi (dochodzi do tego hipokryzja w codziennym życiu), to będziesz miał dosyć ich towarzystwa po kilku godzinach. W internecie jest lepiej, bo ludzie mają czas przemyśleć co chcą powiedzieć i zachowują anonimowość. Kłamstw jest o wiele mniej (przynajmniej tych zniekształcających wyrażane myśli). Nie ma też języka ciała, które często ujawnia kłamstwa języka szybciej niż ktoś skończy zdanie. Gdy przedawkuję ludzi, to zmieniam się w zołzę. Jestem zmęczona nimi i gryzę, żeby się odczepili. Tego nie lubię, bo to nie jestem ja. Nie lubię jak ktoś mnie wytrąca z równowagi, bo zamieniam się w inną osobę. Więc można rzec, że tego się też czasem boję.
Ale! Nie boję się śmierci, samotności, choroby, własnego wypadku, opinii innych ludzi. Trwa to dokładnie tyle lat, od ilu nie choruję, nie odczuwam samotności, nie słucham czyichś bezpodstawnych pretensji i osądów. Te problemy zniknęły wraz ze strachem. Jeszcze tylko nauczę się przyjmować za naturalne cierpienie innych jako element życia i ich wybór oraz kłamstwo jako podświadomy sposób komunikacji odruchowej i będzie załatwione. Nie będę się bać niczego. :D

to Ty taka odważna? Nawet bólu się nie boisz?

goldencja

Bardziej świadoma niż odważna. Ból jest objawem, więc nie jego należy się bać. Choroba jest objawem, więc to nie ona jest straszna… Itd.

To co jest straszne?

masakalambura

A więc niewiele nas różni. Ty też nie znosisz zła, które ludzie popełniają. Nie znosisz ich kłamstwa i zmęczona nim wolisz się od niego oddzielić poprzez oddalenie od ludzi je popełniających.
Nie boisz się śmierci, ani bólu ani cierpienia, bo jesteś pogodzona ze światem. On jest jaki jest, a cierpienie, ból i śmierć są nieodłączną jego częścią, odkąd ludzie pragną żyć i żyją zadając sobie na wzajem kłamstwo, zdradę, kradzież, morderstwa i inne zło doskonale zdefiniowane dekalogiem.

Odczuwasz równowagę, bo nie angażujesz się w ten świat ponad swoje siły. Oddaliłaś od siebie strach i przywitałaś spokój, któremu pozwalasz się prowadzić.

Boisz się, że inni wzbudzą w Tobie siły, które wtrącą Ciebie z równowagi, przez co stajesz się kimś, kim nie jesteś, lub nie chcesz być. Ten strach jest odbiciem mojego strachu, że nie zasłużę na oglądanie Oblicza Pańskiego. Jest dokładnie tym samym. Ba ja też boję się, że pod wpływem świata zmienię się i mój pokój odejdzie.

Różni nas tylko to, że ja mam wdzięczność do Boga, że pozwolił mi odnaleźć Drogę blisko Niego, dzięki której ten pokój i równowagę z łatwością zachowuję. I On odwzajemnia tę wdzięczność rozpalając ciągle na nowo moją miłość do Niego.
I tę miłość mogę przenosić do woli na świat, który brzydzi się kłamstwem i złem. A także na resztę świata, który może chcieć się ze zła wyrwać, i brakuje mu do tego odrobiny energii, którą moja miłość może mu zapewnić.
Ja przecież mam Źródło Mocy, z Którego mogę czerpać do woli i oparcie w każdej chwili życia. Bowiem dzięki Niemu nigdy nie jestem samotny. A cierpienie, śmierć choroby, upadki w tym świecie stały się niczym. Są tylko nauką w nieskończenie doskonałej szkole życia Boga

W szkole tej On jest zawsze blisko mnie. Bliżej niż tętnica u mojej szyi.

Zazwyczaj ci tzw.ateiści mają najwięcej do powiedzenia w sprawie religii i Boga.. Skąd ta wiedza się bierze? Prawdziwym ateistom ta sprawa jest obojętna, za to najwięcej szczekają ci tzw. odwróceni od kościoła..

goldencja

@masakalambura Może jesteśmy podobni, ale ja odnalazłam swój spokój dopiero gdy zostałam ateistką. Gdy byłam wierząca, to byłam osobą nerwową, pełną nieuzasadnionej nienawiści do odmieńców. Czułam się wybraną, najważniejszą i w ogóle. Teraz wiem kim jestem. Sama odnalazłam swoją drogę własną pracą nad sobą, zmianą własnych poglądów i programów jakie mi wpojono jako dziecko. Wdzięczność mogę czuć do siebie i kilku osób, które swoją wiedzą się ze mną podzieliły ucząc mnie technik zmiany sposobu myślenia. Dzięki dostępowi do nauki stałam się bardziej świadoma, a przez to mniej lękliwa. Dzięki religii miałam kiedyś koszmary, lęki, czułam się jakby ciągle ktoś mnie obserwował, a każde niepowodzenie przypisywałam “złu”. Każde powodzenie przypisywałam bogu. Potem już straciłam kontakt z rzeczywistością myśląc, że za każde zdarzenie w moim życiu odpowiadają siły wyższe, a nie ja. Teraz wiem, że pojęcia “zła” i “dobra” są relatywne i zależą od percepcji tego, który ich używa. W moim zakresie więc dobrem będzie rozwój, a złem uwstecznianie. Inni mają na odwrót. Ale zła nie ma, dobra nie ma. Jest ruch, którego się nie ocenia, z którym można się nie zgadzać, bo hamuje nasz ruch. Nie jest on jednak zły, bo jest odwrotny od naszego. On po prostu jest.
@Hanah, Ty też sięgnij do słownika zanim nazwiesz kogoś prawdziwym lub nieprawdziwym i przyjmij, że ateiści bywają filozofami, naukowcami, aktywistami, przedsiębiorcami, urzędnikami, bezrobotnymi itd. Ateizm nie wyklucza rozważań nt. problemów społecznych. Jeśli uznałabym, że jesteś głupia, to powinnam automatycznie ignorować wszystkie Twoje posty, bo z głupimi się nie dyskutuje? Może wolę żyć wśród mądrych i liczę na to, że czyjaś świadomość nieco się poszerzy po moim poście? Nawet kosztem konfliktu? Chcę się rozwijać i żeby to było możliwe, muszę rozwijać ludzi którzy chcą się cofać lub tkwić w miejscu, bo ich bierność mnie ogranicza. To takie proste.

masakalambura

Bardzo wielu jest ateistów wśród ludzi dawniej mocno wierzących.

Są to zazwyczaj ci, którym wpojono fałszywy obraz Boga.
Przepełnieni są upiorami religii, w które ich siłą wpakowano.
Raz zranieni porzucają całkowicie koncepcję Jego istnienia.

Ale zamiast tego można spróbować innej drogi.
Takiej, która przedstawi Prawdę o Bogu. Ja taką idę.

Bo nadal, wbrew wielu braku Jego Istnienia nie udało się udowodnić.
A nie jest prawdą, że tezy nieistnienia Boga nie trzeba udowadniać. Każda teza, raz postawiona wymaga dowodów.
Za to dowodów na Jego istnienie jest aż nadto.
Wystarczy tylko pojąć Boga wielkość.

A Tobie życzę wszystkiego najlepszego.
Pokoju.
As Salam Alejkum

goldencja

@masakalambura I ja Tobie również!

Fenix

@agama @ masakalambula polecam , 3 tomy ” Rozmowy z Bogiem” Neale Donald Walsch

@goldencja
..”ja odnalazłam swój spokój dopiero gdy zostałam ateistką. Gdy byłam wierząca, to byłam osobą nerwową, pełną nieuzasadnionej nienawiści do odmieńców. Czułam się (..) najważniejszą i w ogóle..” – no i widać, że w tej materii niewiele się zmieniło. Czyli problem nie leży w wierze czy ateizmie lecz w Tobie. Co widać po Twoich postach, mieszasz pojęcia wrzucając do jednego wora: wiarę, bezrobotnych, aktywistów i przedsiębiorców – chyba brak Ci tematu do pisania i trochę się pojęcia poplątały :)

Poza tym: “..muszę rozwijać ludzi którzy chcą się cofać lub tkwić w miejscu, bo ich bierność mnie ogranicza” – tylko siebie samą możesz rozwijać, jeżeli będziesz dobrym przykładem dla innych to może ktoś skorzysta z Twej wiedzy i doświadczenia, ale im bardziej będziesz próbować kogoś na siłę do czegoś zmusić – skutek będzie odwrotny. I to nie bierność innych Cię ogranicza tylko własna bezsilność, że nie możesz niczego zmienić :)

Nikogo nie można zmienić, tylko my sami możemy zmieniać siebie.
Pozdrawiam

goldencja

@Hanah, “Nikogo nie można zmienić, tylko my sami możemy zmieniać siebie.” Gdyby to była prawda, żadna ideologia nie miała by prawa bytu. Pozdrawiam! :)

lboo

@goldencja: Chodzi o to ze nie możesz nikomu narzucić swojego światopoglądu, możesz coś zasugerować i dana osoba uwierzy w to albo nie, być może zweryfikuje w innym źródle.
Natomiast to dana osoba decyduje czy i kiedy chce zmienić swój światopogląd.

masakalambura

@Fenix dziękuję, już przeczytałem

To zdanie
“Nikogo nie można zmienić, tylko my sami możemy zmieniać siebie.”
powinno brzmieć tak:
“Jeśli chcesz zmienić świat, odmień siebie.”
Na siebie masz największy wpływ a świat się dostosuje.

goldencja

@lboo, nie zgodzę się. Choćby ze względu na przykład dzieci. Im światopogląd jest narzucony i są programowane do “zgadzania się” go przyjąć. Tak samo działa propaganda. Dziś jakaś idea może Ci się wydać zupełnie obca i fałszywa, jednak po wystarczająco długim czasie wystawienia na propagandę, kupisz ją i przyjmiesz za własną. Zgoda nie ma tu za wiele do rzeczy, gdyż to nawyki zakodowane w podświadomości wykonają program na świadomości kreując odczucia, które wpłyną na każdą decyzję.
Z etycznego punktu widzenia być może w wielu sprawach nie powinniśmy próbować zmienić innych. Jednak są obszary, gdzie zmiana innych decyduje o ich bezpieczeństwie, np. zmiana destrukcyjnych nawyków. Często trzeba zacząć od podświadomości, żeby w ogóle było to możliwe. Od dziecka wszyscy są programowani do utrzymywania higieny. Bez tego ludzie żyliby o wiele krócej. Dzieci nie zgadzają się na regularne kąpiele i mycie zębów od maleńkości. Są przymuszane. Z czasem przyjmują ten nawyk jako własny…

@goldencja
nadmierne przymuszanie to najlepsza droga do dyktatury. Jeśli ktoś nie potrafi używać siły argumentu to najczęściej używa argumentu siły.
Jeżeli Twoje dzieci są przymuszane do kąpieli i mycia zębów i robią to niechętnie tzn, że nie potrafisz im wyjaśnić dlaczego powinny to robić. Ja nie propaguję nowoczesnych sposobów wychowawczych, nie popieram “bezstresowego wychowania”, a mimo to moje dziecko samo myło zęby po ówczesnym wytłumaczeniu mu dlaczego należy to robić i jakie są konsekwencje zaniedbania.

@masakalambura
dziękuję za korektę w poście 47.

goldencja

@Hanah, o tym pisałam, to propaganda. Przymuszasz za pomocą psychologii. Dlaczego uważasz, że przymus oznacza głównie wykorzystanie siły fizycznej? W obecnym świecie przymus to przede wszystkim propaganda wraz z tworzeniem iluzji zagrożenia.

P.S. Jak wytłumaczysz niemowlakowi, że trzeba go wykąpać? Może po prostu go kąpiesz? To jest przymus fizyczny, którego dopuszczają się wszyscy w miarę “normalni” rodzice.

dinozaur

Płytki tekst, w którym nie pojawił się słowo klucz DOGMAT. Dla laików wiecej na wiki albo w katechizmie. ” człowiek dostał od Boga wolną wolę. (…)trudno byłoby znaleźć jej potwierdzenie w Biblii.” słowa Lucjana Ferusa -autora tekstu .Czyżby trudno? 1 Moj. 2:16-17

pl Polski
X