Uczennice szkół publicznych w Australii wywalczyły spodnie

Opublikowano: 18.09.2017 | Kategorie: Edukacja, Prawo, Wiadomości ze świata

Liczba wyświetleń: 13

Dziewczynki ze stanu Australia Zachodnia zyskały po długiej batalii prawo do noszenia spodni w publicznych szkołach podstawowych. Do tej pory wolno im było nosić tylko spódnice lub sukienki.

W XXI wieku może się to wydawać kuriozalne, ale stanowe przepisy dotyczące zasad ubierania się w szkołach – nie prywatnych placówkach dla dzieci zamożnych rodziców – tylko w publicznych podstawówkach – pozwalały dziewczynkom zakładać spodnie i szorty jedynie na zajęcia z wychowania fizycznego. Zresztą w całej Australii przepisy te są niezwykle restrykcyjne. Jak podaje dla „New York Timesa” założycielka organizacji Girls’ Uniform Agenda – Amanda Mergler, 70 proc. szkół publicznych w Brisbane, w stanie Queensland, wymaga od dziewcząt, by przychodziły do szkoły w spódnicach lub sukienkach. W skali kraju proporcje te są podobne.

W Zachodniej Australii przełom nastąpił po złożeniu skargi przez 11-letnią Sophie Myhre i jej matkę. Napisały do stanowej minister edukacji, która zapewniła, że jej departament zmieni przepisy w szkołach publicznych, zostawiając jednak prywatnym placówkom wolną rękę.

„To niesprawiedliwe, że moi bracia mogą nosić szorty, a ja mam prawo założyć je tylko na gimnastyce” – napisała Sophie w liście do minister. „Bardzo lubię kopać piłkę, grać w siatkówkę i stawać na rękach w czasie przerwy na lunch, ale robienie tego w spódnicy jest irytujące”.

Autorstwo: WK
Źródło: Strajk.eu

1 Star2 Stars3 Stars4 Stars5 Stars Zostań pierwszą osobą, która oceni ten wpis!
Loading...

TAGI: , , ,

OD ADMINISTRATORA PORTALU

Hej! Cieszę się, że odwiedziłeś naszą stronę! Naprawdę! Jeśli zależy Ci na dalszym rozpowszechnianiu niezależnych informacji, ujawnianiu tego co przemilczane, niewygodne lub ukrywane, możesz dołożyć swoją cegiełkę i wesprzeć "Wolne Media" finansowo. Darowizna jest też pewną formą „pozytywnej energii” – podziękowaniem za wiedzę, którą tutaj zdobywasz. Media obywatelskie, jak nasz portal, nie mają dochodów z prenumerat ani nie są sponsorowane przez bogate korporacje by realizowały ich ukryte cele. Musimy radzić sobie sami. Jak możesz pomóc? Dowiesz się TUTAJ. Z góry dziękuję za wsparcie i nieobojętność!

Poglądy wyrażane przez autorów i komentujących użytkowników są ich prywatnymi poglądami i nie muszą odzwierciedlać poglądów administracji "Wolnych Mediów". Jeżeli materiał narusza Twoje prawa autorskie, przeczytaj informacje dostępne tutaj, a następnie (jeśli wciąż tak uważasz) skontaktuj się z nami! Jeśli artykuł lub komentarz łamie prawo lub regulamin, powiadom nas o tym formularzem kontaktowym.

8
Dodaj komentarz

Chcesz skomentować? Zaloguj się!
  Subskrybuj  
najnowszy najstarszy
Powiadom o
Radek
Użytkownik
Radek

Niedługo chłopcy dzielnie wywalczą możliwość chodzenia w spódniczkach.

MvS
Użytkownik
MvS

Jeśli chodzi o szkoły publiczne dyskusja z rodzicami i uwzględnianie ich potrzeb jest wskazane a właściwie nawet obowiązkowe. w końcu utrzymują je z własnej pracy, jest rejonizacja, wspólny program i tak delej. Nie może być tak, że rodzic posyłający dziecko do szkoły publicznej traktowany jest jak przedmiot zarządzeń i regulacji zamiast jak podmiot i partner. Myślę, że nauczyciel, w ogóle pracownik oświaty, powinien w stosunku do rodzica- przedsiębiorcy czy pracownika zachowywać relację podwładny/przełożony. Mam wrazenie, że jest odwrotnie. Na własne życzenie rodziców, niestety. W szkole prywatnej to co innego, ednak jestem niemal pewien, że właśnie prywatne szkoły są bardziej chętne do uwzgledniania głosu rodziców, niż te publiczne.

Radek
Użytkownik
Radek

Ale to prowadzi też do takiej sytuacji gdzie np. we Francji czy innym kraju zachodnim zakazuje się jedzenia/podawania wieprzowiny w szkole, albo obchodzenia Bożego Narodzenia ponieważ decyduje większość rodziców, a akurat w tych przykładowych szkołach najwięcej jest wyznawców islamu.

Poza dobrze by było rozpatrzyć czy obecnie szkoła o taki sposobie nauczania jak obecnie jest potrzebna społeczeństwu, czy nie. Mam na myśli nie program szkolny a całokształt czasu jakie dziecko spędza po to aby po skończeniu szkoły nie umieć nawet myśleć. Chodzi mi o myślenie logiczne, przyczynowo-skutkowe, elastyczność w rozumieniu różnych punktów widzenia itd. Czy naprawdę pamiętanie dany jakiejś bitwy z przed 500 lam się kiedykolwiek przyda? Obecnie jest taki zalew informacjami, a bardzo mały się kładzie nacisk na kreowanie sprawnego umysłowo człowieka, że śmiem wątpić o jakąkolwiek zasadność uczenia ponad umiejętność czytania, pisania, liczenia i podstawowych informacji z pozostałych kilku przedmiotów.

Jedr02
Użytkownik
Jedr02

Ty Radek chyba byś chciał żeby system edukacyjny kreował ludzi na Twoje podobieństwo :) Jeśli szkoła dopasuje się do tego że większość uczniów jest z innej kultury to źle jeśli to nie Twoja kultura. Chłopiec chce się ubierać inaczej niż w Twojej kulturze przyjęto? No jak on śmie.
Ale się w większości zgadzam z drugą częścią Twojej wypowiedzi. W szkołach zdecydowanie jest za mało nacisku na rozwijanie umiejętności analizy i zdobywania informacji, oraz rozbudzania jakiegoś entuzjazmu do tego. System nie zachęca ambitnych ludzi do zostawania nauczycielami stąd częsta ich mierność. Ale samo zapamiętywanie jakiś informacji ma kluczowe miejsce w edukacji, bo bez bazy informacji – wiedzy nie da się rozwiązywać życiowych problemów. Data bitwy może być przydatna przy analizie wydarzeń historycznych z danego okresu.

Youpidou
Użytkownik
Youpidou

@ Jedro02 @Radek

Problem w stołówce można łatwo i dość szybko rozwiązać…
Wprowadzić nakaz wydawania posiłków wegetariańskich/wegańskich [bez soi i pszennych produktów]. Jeśli rodzic zechce podać dziecku ,,mięcho” to mu ,,przemyci” do kanapek lub w ręce.

Żadne koszerne/halal wymysły z rodem średniowiecza nie będą potrzebne.

,,Jeśli szkoła dopasuje się do tego że większość uczniów jest z innej kultury (…)”

Proszę o 10 przykładów różnorodności ubioru wg innych kultur zarówno męską jak i żeńską jakie są stosowane w innym odłamie kulturowym zastosowanych w szkolnictwie.

Jedr02
Użytkownik
Jedr02

Pomysł wegetariańskich posiłków jak najbardziej popieram, aczkolwiek kwestia wyłączania produktów jak pszenica jest dla mnie dyskusyjna, ale to nie ten temat.
A koszerność/halal jest rodem ze starożytności :P Koncepcja pochodzi ze starego testamentu.

O dopasowaniu kulturowym pisałem raczej w kontekście tej wieprzowiny i świąt. Nie rozumiem za bardzo czemu oczekujesz ode mnie aż 10 przykładów. Nie ma 10 niezależnych cywilizacji ludzkich a i jedna zdominowała inne wprowadzając swoje wzorce w związku. Szkolnictwo jest wytworem cywilizacji i często jest używane właśnie do nadawania wzorca kulturowego społeczeństwom. Różnice w wyniku globalizacji maleją bardzo szybko. No ale pewne dalej trwają. W kontekście artykułu możemy zobaczyć że my się różnimy w tym że u nas nie ma już czegoś takiego jak strój do szkoły i nie ma problemu żeby dziewczynki chodziły w spodniach i teoretycznie nie ma problemu żeby chłopcy chodzili w sukienkach. W wielu krajach muzułmańskich wymagane jest od dziewczynek zakrywanie włosów. W Iranie dziewczynki muszą mieć zakryte włosy, mają spodnie i długie tuniki(?). W Indiach system szkolnictwa był pod dużym wpływem brytyjskiego, więc duża jego część będzie odmienna najwyżej kolorystycznie, ale Indie to zbyt wielki i zbyt mało zoorganizowany kraj by mu coś tak łatwo narzucić. Dalej są chociażby szkoły często religijne gdzie dzieci noszą klasyczne indyjskie ubrania. Dziewczynki Sari, chłopcy dhoti. Zarówno sari jak i dhoti są długimi pasami materiału które odpowiednio zawija. Są to stroje dopasowane do klimatu, bo ubrania ze zgrubieniami na szwach się ciężko suszy bez elektrycznej suszarki podczas pory deszczowej. W Tybetańskiej są też klasztorne szkoły dla chłopców, noszą wtedy tybetańskie mnisie szaty. W Chinach często mundurkami szkolnymi są dresy :) Może są jeszcze jakieś przykłady, ale ja się tym tematem nigdy specjalnie nie interesowałem.

Radek
Użytkownik
Radek

@Jedr02
W przykładzie który podałem (taki gazetowy) chodziło mi o to, że w niektórych kwestiach niekoniecznie rodzice w systemie ilościowym są najlepsi w podejmowaniu decyzji. Oczywiście jeżeli podejmują decyzję odnośnie swoich dzieci, to ok, ale jeżeli np. w przykładowej szkole nakażą wszystkim dziewczynkom zasłanianie włosów, bo 70% rodziców to muzułmanie, to nie koniecznie powinno się to uwzględniać.

Jeszcze jedną kwestią jest przymusowość szkoły. W wielu krajach trzeba posłać dziecko do rejonowej szkoły. To rodzice powinni wybierać w jakiej szkole uczy się dziecko. I najlepiej jakby była duża różnorodność szkół i różnorodność systemów edukacji w jednym państwie. Powinny być zatwierdzone przez odpowiednie instytucje ale nie muszą być takie same. Wtedy rodzic wybiera szkołę która odpowiada jego poglądom i jego wymaganiom.

MvS
Użytkownik
MvS

@Radek
To jest nie do zrealizowania w systemie publicznym, z definicji równającym a nie eksponujacym. Musielibyśmy mieć szkołę dla każdego ucznia. W szkole publicznej właśnie większość głosów NALEŻY uwzględniać. Jeżeli większość rodziców wyrazi życzenie zakrywania włosów, to włosy będą zakrywane. A że to się komuś nie podoba ? Przykra sprawa ale tak działa głosowanie większościowe i już.
Oczywiście można stwierdzić, że szkoła publiczna ma jakiś program, statut, zasady ubioru, linię ideologiczną zatwierdzaną przez MEN i tylko MEN a rodzice mają się dostosować, bo jak nie to kara. Tylko tego raczej nie chcemy. Takie czy inne zasady mogą być dla nas niemiłe (przykład ze spodniami) i chcielibyśmy jednak mieć coś do powiedzenia w sprawie ich zmiany. W szkołach prywatnych inna sprawa, tam jest etos, zasady, program i prestiż wynikający z samego charakteru tejże. W skrajnym przypadku niechęci do szkoły publicznej dziecko mozna posłać do prywatnej, nie ?