Szpiegobranie

Opublikowano: 02.07.2017 | Kategorie: Prawo, Publicystyka

Liczba wyświetleń: 684

Żołnierz zgubił się w Polsce, a znalazł na Białorusi. Kulisy operacji wywiadowczej.

„Sprawa żołnierza z Białegostoku znalazła się w centrum uwagi wielu rządowych służb i instytucji. Jej rozwiązanie dobrze świadczy o jakości polskich służb i dobrej koordynacji ich pracy” – mówił były szef MON Tomasz Siemoniak, po tym jak Białorusini w lutym 2016 r. wymienili naszego szpiega na ichniego.

Piękne to i w zasadzie prawdziwe słowa. Problem tylko w tym, że nasz żołnierz nie powinien się w takiej sytuacji w ogóle znaleźć, bo była to fuszerka jednej z naszych wojskowych służb, dla której kapitan 18. Pułku Rozpoznawczego z Białegostoku pracował. Albo jego samowolka, „bondowanie”, które na nogi postawiło cały kontrwywiad wojskowy i cywilny za rządów Platformy. Co na jedno wychodzi.

POLICJA SZUKA GRZYBIARZA

Zanim to jednak nastąpiło, kapitana z Białegostoku szukali nieoficjalnie funkcjonariusze z podlaskiego garnizonu policji. Oficer zaginął, gdy był – co ciekawe – na urlopie. Stało się to w maju 2015 r.

– Rodzinie miał któregoś dnia powiedzieć, że jedzie na grzyby i od tego czasu nie było z nim kontaktu. Samochód znaleziono po kilku dniach przy białoruskiej granicy – mówi nasz informator.

Zakładano różne wersje: samobójstwo, morderstwo, porwanie. Ciche, niesformalizowane śledztwo policyjne trwało tygodniami, ale jego nieobecności w pułku w żaden sposób nie dawało się usprawiedliwić.

Gdy nie stawił się w pracy po urlopie, wojskowe służby weszły do gry. To był za chwilę ten czas, gdy PiS przejmowało rządy w Polsce, a mimo to w tym zamieszaniu nic do mediów nie przeciekło. POPiS w tajnych służbach okazał się trwalszy i bardziej lojalny niż ten postulowany, nigdy nie skonsumowany w 2005 r. z „premierem Rokitą” na czele.

RAMIĘ W RAMIĘ Z WROGIEM

Po polskiej stronie granicy doszło do paniki. Istniała realna groźba, iż oficer zdezerterował i przeszedł na drugą stronę. Dlatego po otrzymaniu informacji z policji w poszukiwanie oficera – zgodnie z kompetencjami – zaangażowały się Służba Kontrwywiadu Wojskowego oraz Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego. Kanałami dyplomatycznymi dowiedziano się jednak, iż kapitan siedzi w białoruskim więzieniu z 7-letnim wyrokiem za szpiegostwo.

Pisowcy o pomoc poprosili Marka Biernackiego, byłego koordynatora ds. służb z PO, oraz gen. Dariusza Łuczaka, byłego szefa ABW u Tuska, obecnie doradcy Biernackiego w sejmowej speckomisji.

Jako prawaki łatwo znaleźli wspólny język z pisiorami. Łuczak dostał zielone światło i zaczął negocjacje z ludźmi z białoruskiej KGB. Trochę to wszystko trwało, bo Białorusini podbijali stawkę i za oddanie naszego szpiega chcieli przynajmniej kilku swoich, którzy siedzieli u nas, ale w końcu się udało. W lutym 2016 r. kapitan z Białegostoku znalazł się w Polsce cały i zdrowy.

Tyle że między bajki należy włożyć opowieści, jakimi służby karmiły miesiąc później dziennikarzy: że odwiedzał on na Białorusi rodzinę, że został aresztowany w hotelu, że Białorusini zatrzymali go bez żadnych dowodów szpiegostwa…

Ten żołnierz od lat brał udział w oficjalnych inspekcjach na terenie państw WNP, interesował się konwencjonalnym uzbrojeniem w ramach tzw. Dokumentu Wiedeńskiego i byłoby co najmniej dziwne, żeby tą wiedzą nie dzielił się z kolegami z wywiadu wojskowego.

– W służbach Łukaszenki nie pracują idioci. To przecież proste przełożenie na rosyjską KGB. Wbrew temu, co mówiono, naszego szpiega zawinęli zaraz po przekroczeniu granicy, a nie w jakimś hotelu. Przysiadł się do niego na kawę jakiś „mużyk”, pogadali sobie i zaraz było pozamiatane – mówi nasz rozmówca.

CZY TO JEST PRZYJAŹŃ, CZY TO JEST KOCHANIE?

W sierpniu 2016 r. pojawiła się sprawa zdegradowanej przez ludzi Macierewicza tajemniczej oficer kontrwywiadu. Skąd nagle w tej opowieści postać mjr Magdaleny B., oddelegowanej już wówczas do Centrum Eksperckiego Kontrwywiadu NATO?

Według narracji większości mediów to ona przede wszystkim zasłużyła się w negocjacjach z Białorusinami. Tylko ona jedna była w stanie wyciągnąć naszego obywatela z rąk ludzi Łukaszenki. Czy tak było w istocie?

Nie bądźmy naiwni – nawet najdzielniejszej pani major nie udałoby się cokolwiek w tej sprawie ugrać samodzielnie. Istnieje tylko jedna sensowna odpowiedź: major musiała się znać z kapitanem i był on przez nią w maju 2015 r. „zadaniowany” na kierunku białoruskim. Stąd też jej determinacja, żeby za wszelką cenę, wbrew przełożonym i nawet za cenę degradacji pomóc koledze.

W każdym razie za niesubordynację obniżono jej stopień z majora na kapitana: „Szef SKW, wydając orzeczenie dyscyplinarne wobec funkcjonariuszki SKW” – czytamy na stronie kontrwywiadu wojskowego – „uznał ją winną tego, że będąc oddelegowaną do pełnienia obowiązków poza SKW podjęła i realizowała samowolnie – bez zgody Szefa SKW – czynności, nie będąc do tego uprawioną w związku ze sprawą zatrzymanego poza granicami RP oficera WP. Podkreślić należy, że funkcjonariuszka nie informowała Służby Kontrwywiadu Wojskowego o prowadzonych przez siebie działaniach, co mogło zakłócić czynności realizowane przez powołane i uprawione w tym zakresie instytucje”.

Co prawda sąd administracyjny kilka miesięcy temu uznał, że ją bezzasadnie zdegradowano, zatem, jak to bywa przy próbach rozwikłania szpiegowskich zagadek, znowu znaleźliśmy się w punkcie wyjścia…

Fakt faktem, że kapitan z Białegostoku od ponad roku oddycha pełną piersią na wolności. Tak samo zresztą jak Siarhiej H., który dzięki niemu cieszy się tym samym. Służby obu sąsiednich państw uznały bowiem w wielkiej dyskrecji, iż jeden wart jest drugiego. I się szpiegami wymieniły.

Autorstwo: WJK
Źródło: Nie.com.pl


TAGI: , , ,

Poznaj plan rządu!

OD ADMINISTRATORA PORTALU

Hej! Cieszę się, że odwiedziłeś naszą stronę! Naprawdę! Jeśli zależy Ci na dalszym rozpowszechnianiu niezależnych informacji, ujawnianiu tego co przemilczane, niewygodne lub ukrywane, możesz dołożyć swoją cegiełkę i wesprzeć "Wolne Media" finansowo. Darowizna jest też pewną formą „pozytywnej energii” – podziękowaniem za wiedzę, którą tutaj zdobywasz. Media obywatelskie, jak nasz portal, nie mają dochodów z prenumerat ani nie są sponsorowane przez bogate korporacje by realizowały ich ukryte cele. Musimy radzić sobie sami. Jak możesz pomóc? Dowiesz się TUTAJ. Z góry dziękuję za wsparcie i nieobojętność!

Poglądy wyrażane przez autorów i komentujących użytkowników są ich prywatnymi poglądami i nie muszą odzwierciedlać poglądów administracji "Wolnych Mediów". Jeżeli materiał narusza Twoje prawa autorskie, przeczytaj informacje dostępne tutaj, a następnie (jeśli wciąż tak uważasz) skontaktuj się z nami! Jeśli artykuł lub komentarz łamie prawo lub regulamin, powiadom nas o tym formularzem kontaktowym.

Dodaj komentarz

Zaloguj się aby dodać komentarz.
Jeśli już się logowałeś - odśwież stronę.