Sto lat mitu o Standard Oil

Opublikowano: 23.05.2012 | Kategorie: Gospodarka, Publicystyka

Liczba wyświetleń: 2

15 maja 2011 r. przypadła setna rocznica najsłynniejszego wyroku w sprawie o praktyki monopolistyczne w historii USA – w sprawie Standard Oil. Niestety, mity narosłe wokół tej sprawy ciągle szkodzą konsumentom.

Najgłośniej rozpropagowała je dziennikarka Ida Tarbell (której ojciec i brat bez powodzenia konkurowali ze Standard Oil) w rozdziale „Cutting to Kill” ze swojej książki The History of the Standard Oil Company, nazwanej przez Thomasa DiLorenzo „klasykiem propagandy antybiznesowej”.

Jak brzmi mit, który skłonił Sąd Najwyższy do podziału Standard Oil dla ochrony konkurencji? Jak to wyraził ekonomista zajmujący się monopolami, Dominic T. Armentano:

“Popularne jest wyjaśnienie, według którego Standard Oil zmonopolizował przemysł paliwowy, niszcząc konkurencję poprzez agresywną politykę cenową. Gdy to już osiągnął, zaczął podnosić ceny dla konsumentów. Za te praktyki został jednak ukarany przez Sąd Najwyższy. Ładna historia, ale zupełnie fałszywa.”

Mit Standard Oil sugerował, że nasz system konkurencji może zostać osłabiony przez drapieżnictwo cenowe (ang. predatory pricing), polegające na tym, że duże firmy niszczą te mniejsze poprzez niskie ceny, a następnie, korzystając ze swojej pozycji monopolisty, podnoszą ceny dla konsumentów. W połączeniu z obawami, że taka drapieżna taktyka może zostać użyta także w innych branżach, mit doprowadził do uchwalenia kilku ustaw antytrustowych, by chronić konsumentów przez tymi rzekomymi nadużyciami.

Wśród nich są:

– Clayton Act z 1914 r., który zakazał drapieżnictwa cenowego;

– Federal Trade Commission Act z 1914 r., powołujący Federalną Komisję Handlu w celu zapobiegania „nieuczciwej konkurencji” (majstersztyk braku precyzji, gdyż trudno sobie wyobrazić, w jaki sposób oferta dobrowolnie akceptowana przez konsumentów mogłaby być wobec nich nieuczciwa, pomijając przypadki użycia siły lub oszustwa);

– Robinson-Patman Act z 1936 r., który wprowadził ograniczenia dotyczące obniżek cen i rabatów ilościowych.

John McGee, który zbadał sprawę Standard Oil z bezprecedensową dokładnością, zaprezentował wyniki swoich badań w dwóch artykułach w „Journal of Law and Economics”. Skontrastował „archetyp drapieżnego monopolisty”, jakim jest w powszechnym wyobrażeniu Standard Oil, z danymi empirycznymi i ustalił, że „Standard Oil nie stosował agresywnej polityki cenowej w celu zdobycia lub utrzymania pozycji monopolistycznej”.

McGee sięgnął dalej niż tylko po dane dotyczące sprawy Standard Oil, aby wykazać, że nawet jeśli firma chciałaby zmonopolizować branżę, to „historyjka” o stosowaniu drapieżnictwa cenowego dla osiągnięcia tego celu ma braki logiczne. (To znaczy: drapieżnictwo cenowe kosztowałoby drapieżnika dużo więcej niż kosztuje ofiarę, która może zwiększać różnicę kosztową poprzez czasowe zamknięcie działalności. Jeżeli drapieżnik nie może kupić doprowadzonej do bankructwa ofiary, to inni mogą tanio kupić te aktywa, dzięki czemu mogą znów konkurować z drapieżnikiem. Jeżeli nie można powstrzymać konkurencji przed wejściem na rynek, to próba ustalenia wygórowanej ceny kończy się zniknięciem zysków monopolistycznych. Innymi słowy: finansowanie drapieżnictwa wymaga posiadania pozycji jedynego dostawcy, więc drapieżnictwo nie może być źródłem przewagi monopolistycznej).

McGee wyciągnął ze swoich badań dwa szczególnie ważne wnioski:

“1. Wątpię, czy drapieżnictwo cenowe jest, ma szansę być albo kiedykolwiek było znaczącym problemem dla zjawiska konkurencji.

2. Jeżeli popularna interpretacja sprawy Standard Oil jest w ogóle odpowiedzialna za nacisk, który polityka antytrustowa kładzie na „nieuczciwe” i „monopolistyczne” praktyki biznesowe, to nacisk ten jest źle skierowany.”

Co więc się tak naprawdę stało, jeżeli konsumenci wcale nie ponieśli szkód wskutek agresywnej polityki cenowej firmy Standard Oil?

Mechanizm wyzyskiwania konsumentów wymaga znacznej siły monopolisty, która służy podniesieniu cen przy jednoczesnym ograniczeniu podaży. Ale Standard Oil nie miał początkowo dużej siły rynkowej, miał tylko ok. 4% rynku w 1870 r.. Jego udział w produkcji i rynku rósł, ponieważ jego wyższa efektywność znacznie obniżyła koszty rafinowania (do 1897 r. zmalały one ponad dziesięciokrotnie w porównaniu z 1869 r.) i Standard Oil podzielił się tymi oszczędnościami poprzez gwałtowne obniżenie cen rafinowanych paliw (które spadły z ponad 30 centów za galon w 1869 r. do 10 centów w 1874 r., 8 centów w 1885 r. i 5,9 centa w 1897 r.). Nigdy nie osiągnął pozycji monopolistycznej (w 1911 roku – roku decyzji Sądu Najwyższego – Standard Oil miał około 150 konkurentów, w tym Texaco i Gulf), która pozwoliłaby mu podnieść ceny dla konsumentów. Trudno więc na poważnie dowodzić, że Rockefeller stosował drapieżną strategię, skutkującą potężnymi stratami przez dekady, bez osiągnięcia zysku monopolistycznego, który był źródłem domniemanej szkody dla konsumentów.

Sprawa Standard Oil to nie jedyny przykład mitu o rzekomym drapieżnictwie cenowym, który nie wytrzymał konfrontacji z faktami. I wiadomo o tym od dawna. Trzydzieści lat temu, w badaniu poświęconym stu sprawom o drapieżnictwo cenowe w USA, Ronald Koller nie znalazł ani jednego przypadku monopolu stworzonego w wyniku drapieżnictwa cenowego podczas ośmiu dekad po wprowadzeniu Sherman Act w 1890 r. Poza tym, jak podsumował Thomas DiLorenzo:

“Nigdy nie było nawet jednego przypadku powstania monopolu wskutek stosowania drapieżnictwa cenowego… takie oskarżenia formułują zazwyczaj konkurenci, którzy albo nie chcą, albo nie są w stanie obniżyć swoich cen. W ten sposób ograniczenia prawne co do obniżania cen, podejmowane w imię walki z „drapieżnictwem”, są w nieunikniony sposób protekcjonistyczne i skierowane przeciwko konsumentom.”

W następstwie funkcjonowania mitu o drapieżnictwie cenowym w USA istnieje teraz wiele praw federalnych – i mnóstwo praw dotyczących nieuczciwej konkurencji na poziomie stanowym – by chronić nas przed nieistniejącym zagrożeniem. Wygląda to raczej na przykład potwierdzający pogląd H.L. Menckena, według którego: „Celem polityki jest utrzymywanie ludzi w poczuciu zagrożenia (aby domagali się bezpieczeństwa), nękając ich niekończącą się serią zmyślonych straszydeł”. Jednak o wiele gorsze niż brak korzyści dla konsumentów jest to, że ta cała antytrustowa „ochrona” stała się środkiem, który wykorzystują przegrani w rywalizacji o miejsce na rynku. Oskarżają oni o drapieżnictwo cenowe, by zniwelować przewagę konkurencyjną rywali, z której korzyści są przekazywane konsumentom. Koszt tych oskarżeń jest zwielokrotniony przez szkody wynikające z rozpatrzonych pozytywnie skarg o tworzenie monopolu. Obrona w takich sprawach może kosztować dziesiątki milionów dolarów, a oskarżony musi je ponieść, nawet jeśli okaże się niewinny.

Sądy stosują niejasne i arbitralne kryteria (konkurencja przynosząca korzyści konsumentom jest zawsze nieuczciwa z perspektywy tych, którzy zostali wyparci z rynku) i może wymagać od oskarżonego – który jest z założenia winny, póki nie dowiedzie swojej niewinności – żeby wykazał, że obniżając ceny kierował się czystymi intencjami, a nie chęcią zmonopolizowania rynku (monopol mógłby wystąpić na wolnym rynku tylko wtedy, gdyby każdy konsument sądził, że skorzysta na takim rozwiązaniu). Innymi słowy, polityka antymonopolowa jest świetnym narzędziem szantażu, którego koszty poniosą konsumenci – trudno więc uznać ją za środek ich ochrony.

Retoryka antytrustowa jest zawsze prokonsumencka i prokonkurencyjna, w szczególności przy oskarżaniu firm o drapieżnictwo cenowe. Rzeczywistość w przypadku Standard Oil i jemu podobnych wyglądała jednak zupełnie inaczej niż mityczne straszydło, które doprowadziło do uchwalenia wielu praw stanowych i federalnych, by nas przed nim bronić.

Jak streścił to Harold Demsetz: „Próba ograniczenia lub wyeliminowania drapieżnictwa cenowego niesie duże prawdopodobieństwo zredukowania lub usunięcia konkurencji cenowej korzystnej dla klientów”.

Innymi słowy: jeżeli chcielibyśmy na poważnie brać prokonsumencką retorykę antytrustową, odrzucilibyśmy każdą ustawę antytrustową „inspirowaną” przez mit Standard Oil.

Autor: Gary Galles
Tłumaczenie: Wojciech Sabat
Źródło oryginalne: mises.org
Źródło polskie: Instytut Misesa

1 Star2 Stars3 Stars4 Stars5 Stars Zostań pierwszą osobą, która oceni ten wpis!
Loading...

TAGI: , , ,

OD ADMINISTRATORA PORTALU

Hej! Cieszę się, że odwiedziłeś naszą stronę! Naprawdę! Jeśli zależy Ci na dalszym rozpowszechnianiu niezależnych informacji, ujawnianiu tego co przemilczane, niewygodne lub ukrywane, możesz dołożyć swoją cegiełkę i wesprzeć "Wolne Media" finansowo. Darowizna jest też pewną formą „pozytywnej energii” – podziękowaniem za wiedzę, którą tutaj zdobywasz. Media obywatelskie, jak nasz portal, nie mają dochodów z prenumerat ani nie są sponsorowane przez bogate korporacje by realizowały ich ukryte cele. Musimy radzić sobie sami. Jak możesz pomóc? Dowiesz się TUTAJ. Z góry dziękuję za wsparcie i nieobojętność!

Poglądy wyrażane przez autorów i komentujących użytkowników są ich prywatnymi poglądami i nie muszą odzwierciedlać poglądów administracji "Wolnych Mediów". Jeżeli materiał narusza Twoje prawa autorskie, przeczytaj informacje dostępne tutaj, a następnie (jeśli wciąż tak uważasz) skontaktuj się z nami! Jeśli artykuł lub komentarz łamie prawo lub regulamin, powiadom nas o tym formularzem kontaktowym.

9
Dodaj komentarz

Chcesz skomentować? Zaloguj się!
  Subskrybuj  
najnowszy najstarszy
Powiadom o
jj44
Użytkownik
jj44

A kto sponsorował Ronalda Kollera? Jak na razie to jest słowo przeciwko słowu. No i doświadczenie życiowe. Dowody formalne ?

ManiekII
Użytkownik
ManiekII

Pingwinek czy lisek dzięki prawu antymonopolowemu stają się firmami które mogą ponieść konsekwencje prawne związane z ich działalnością.

Janusz Korczyński
Użytkownik


Ktoś, kto to pisał chyba nie wie, że istnieje coś takiego jak korzyści ze skali produkcji… Wcale nie trzeba prowadzić agresywnej polityki cenowej, jeśli jest się dominującym przedsiębiorstwem na rynku. Po prostu ceny się ma niższe od konkurencji, bo można taniej produkować… Polityka antymonopolowa po prostu ma za zadanie podtrzymanie tego chorego systemu. Kapitalizm sam by się zmonopolizował, co szybciej skończyłoby się nacjonalizacją, a tego się panowie z klasy rządzącej najbardziej boją.

pasanger8
Użytkownik

@ Maniek II i bardzo dobrze to,że Firefox i Linux są projektami open source wcale nam jako konsumentom nie gwarantuje ,że będzie to dla nas najkorzystniejsze-sądziłem ,że liberałowie są przeciwko monopolom i oligopolom ograniczającym uczciwą konkurencję na rynku.

pasanger8
Użytkownik

Jak wygląda oligopol i sprawne dojenie konsumentów może się przekonać każdy z nas stojąc w kolejce do obsługi jako ,,klient” operatora gsm w Polsce. Nie wiem po co autor tego artykułu pocił się pisząc taki długi artykuł.Wystarczyłoby gdyby napisał :Nie ma zbawienia poza rynkiem i wierzę w to bez zastrzeżeń amen.
Polecam lekturę książek,,Na Sposób Warrena Buffeta”-jest tam niezła opowieść o Mister Markecie-obrazująca co Buffet myśli o rynku. Czy ,,Demokracja Ekonomiczna” Ladislaua Dowbora -pokazuje ona jaki obecnie mamy na świecie feudalny system społeczny i jesteśmy pozbawieni prawa do decydowania o procesach ekonomicznych jako obywatele.

CD
Użytkownik

“Po prostu ceny się ma niższe od konkurencji, bo można taniej produkować…”
I właśnie dlatego istnienie dużych firm zazwyczaj opłaca się nam – konsumentom. Te firmy wykorzystują efekt skali i dzięki temu produkują taniej i sprzedają taniej. Mamy więc więcej towarów.

Artykuł wcale temu nie zaprzecza. Autor artykułu stara się udowodnić, że firmy które wygrywają na rynku, wygrywają nie dlatego, że mają miliardy wzięte z kapelusza którymi przez lata finansują dumping cenowy. Te firmy wygrywają dlatego, że znalazły lepszy i tańszy sposób na dostarczenie klientom tego, czego klienci potrzebują.

lboo
Użytkownik
lboo

@CD – gdyby tak było jak piszesz to w dobie coraz silniejszych i coraz większych korporacji przeciętny obywatel stawał by sie bogatszy, bo miałby wieksza siłę nabywczą. Praktyka jednak wskazuje ze przeciętni obywatele biednieją a bogaci bogacą sie jeszcze bardziej. Korporacje mają tańsze towary nie dlatego że mają wydajniejsza produkcje, a w zasadzie nie tylko dlatego. Bardzo popularne np jest ograniczanie kosztów poprzez obniżenie kosztów siły roboczej. Najłatwiej zrobić to przenosząc produkcję do kraju gdzie pracownicy są tańsi. Towar w kraju konsumenta będzie oczywiście tańszy, ale jednoczesnei konsument będzie miał mniej pieniędzy bo znikną miejsca pracy w jego kraju. Po drugie korporacje płaca niższe podatki poprzez balansowanie na granicy prawa. Po trzecie pozycja monopolisty pozwala dyktowac klientowi co powinien chcieć zamiast spełniać jego zachcianki. Czy poprzez wykupowanie konkurencji, ewentualnie kreowanie zapotrzebowania poprzez agresywne kampanie reklamowe na które bardziej stać bogatych producentów niż biednych. Itp. itd.

Generalnie praktyka wskazuje że korporacje bardziej służą właścicielom korporacji niż konsumentom. Następuje przepływ bogactwa od biedniejszej części społeczeństwa w stronę bogatszej zwiększając ciągle dystans pomiędzy najbogatszymi a resztą.

CD
Użytkownik

“gdyby tak było jak piszesz to w dobie coraz silniejszych i coraz większych korporacji przeciętny obywatel stawał by sie bogatszy, bo miałby wieksza siłę nabywczą. Praktyka jednak wskazuje ze przeciętni obywatele biednieją a bogaci bogacą sie jeszcze bardziej.”

O jakim okresie czasu mówisz? Na przestrzeni ostatnich 100 lat obywatele z całą pewnością są o wiele bogatsi.

“Korporacje mają tańsze towary nie dlatego że mają wydajniejsza produkcje, a w zasadzie nie tylko dlatego. Bardzo popularne np jest ograniczanie kosztów poprzez obniżenie kosztów siły roboczej. Najłatwiej zrobić to przenosząc produkcję do kraju gdzie pracownicy są tańsi.”

No i bardzo dobrze, chyba nie ma lepszej formy pomocy niż zatrudnienie tych biednych ludzi.

“Towar w kraju konsumenta będzie oczywiście tańszy, ale jednoczesnei konsument będzie miał mniej pieniędzy bo znikną miejsca pracy w jego kraju.”

Wcale niekoniecznie. To, że konsument przestanie coś produkować, nie znaczy, że nie zacznie produkować czegoś innego. Przyczyny bezrobocia sa natomiast zupełnie inne. Odsyłam do artykułu:

http://wolnemedia.net/gospodarka/skad-sie-bierze-bezrobocie/

oraz

http://wolnemedia.net/gospodarka/jak-globalizacja-tworzy-bezrobocie/

“Po drugie korporacje płaca niższe podatki poprzez balansowanie na granicy prawa.”

Co do tego się zgodzę, ale nie muszą tego robić poprzez balansowanie na granicy prawa. Prawo niestety wspiera korporacje ograniczając w ten sposób konkurencję.

“Po trzecie pozycja monopolisty pozwala dyktowac klientowi co powinien chcieć zamiast spełniać jego zachcianki. Czy poprzez wykupowanie konkurencji, ewentualnie kreowanie zapotrzebowania poprzez agresywne kampanie reklamowe na które bardziej stać bogatych producentów niż biednych. Itp. itd. ”

OK, ale nie jest to zmuszanie a jedynie namawianie klienta. Małe firmy z resztą tez stosują sprytne kampanie reklamowe.

“Generalnie praktyka wskazuje że korporacje bardziej służą właścicielom korporacji niż konsumentom.”

Czyja praktyka? Twoja osobista? To sprawdź, jakie przedmioty Cię otaczają. Czy nie korzystasz z klawiatury, komputera i innych rzeczy, które są tak tanie właśnie dzięki korporacjom?

Jakoś nie sądzę, żebyś chętnie kupił klawiaturę za kilka tysięcy złotych produkowaną ręcznie przez jakiegoś rzemieślnika z drewna. Prawda jest taka, że automatyzacja, globalizacja a więc efekt skali daje nam bogactwo.

Yogipower
Użytkownik
Yogipower

@CD Dobre artykuły, a argumenty przeciwników pod nimi śmieszne.:D