Sławuta – araby, lokomobile i kumys

Opublikowano: 10.12.2011 | Kategorie: Historia, Publicystyka

Liczba wyświetleń wpisu: 20

Nie sposób zrozumieć, czym były Kresy Wschodnie, bez uświadomienia sobie ogromu potęgi, wpływów i możliwości starych historycznych rodów polsko-litewsko-ruskich, które przez wieki niepodzielnie władały milionami hektarów ziem uprawnych, lasów i łąk oraz tysiącami miast, miasteczek i wsi na wschodnich terenach dawnej Rzeczypospolitej. To właśnie wybitni przedstawiciele magnackich rodzin potrafili niekiedy tak skutecznie nadać ton i kierunek rozwojowi swoich włości, że i po stuleciach – mimo zmian politycznych i ustrojowych – ciągle jeszcze wiele spraw toczy się tam zgodnie z ich myślą i wolą, chociaż dzisiejsi mieszkańcy tych miejsc często nic już o tym nie wiedzą.

Na Wołyniu, w powiecie zasławskim województwa wołyńskiego, pośród obszernych lasów nad Horyniem i wpadającą doń Utką (dawniej Dereźnia) leżała niegdyś stolica wielkich dóbr ziemskich książąt Sanguszków – miasteczko Sławuta. A były to majętności zaprawdę ogromne, gdyż liczyły sobie ok. 110 tys. hektarów. Połowę tego obszaru stanowiły ziemie orne, lasy zajmowały ok. 33 tys. ha, a pozostały teren porastały trawy łąk i pastwisk oraz chaszcze nieużytków. Całość dóbr sławuckich dzieliła się na trzy klucze: białogródecki, sławucki i zasławski. Klucze z kolei dzielono na folwarki, których było ok. 65. W skład latyfundium wchodziło ponadto 95 wsi i 3 miasta, tj. Białogródka, Sławuta i Zasław. Ziemie te, należące w przeszłości do gigantycznego kompleksu majątków książąt Ostrogskich z pobliskiego Ostroga, stały się na niemal dwieście lat własnością rodu Sanguszków w roku 1720. W 1907 roku utworzona została ordynacja sławucka. Sama Sławuta, wzmiankowana w 1633 roku, cieszyła się pierwotnie miejskimi przywilejami, ale najazdy i wojny kozackie niemal doszczętnie ją zrujnowały. Za sprawą nowych właścicieli król August III wydał w roku 1754 przywilej nadający miejscowości prawo magdeburskie, czyli po prostu prawa miejskie. Miasto mogło zatem wystawić obwarowania i organizować dwa jarmarki doroczne, a oprócz tego mogły w nim funkcjonować targi tygodniowe. Na miejskim rynku stanął okazały ratusz wzniesiony na planie wydłużonej podkowy.

Tak oto Sławuta związała się na dobre i na złe z wywodzącym się – poprzez Jagiełłowego brata przyrodniego Fiodora – od wielkiego księcia litewskiego Giedymina rodem magnackim herbu Pogoń, którego kolejne pokolenia były dobroczyńcami regionu. Uzupełnijmy, że w wyniku rozbiorów miasto znalazło się w granicach Imperium Rosyjskiego, należąc administracyjnie do powiatu zasławskiego w guberni wołyńskiej.

Około roku 1840 ks. Roman Sanguszko założył w swoim mieście fabrykę sukna (zatrudniała ok. 400 robotników), papiernię oraz zakład wyrobów mechanicznych (zatrudniał ok. 200 robotników), w którym wytwarzano m.in. narzędzia rolnicze i lokomobile (niewielki parowy zespół napędowy służący do wprawiania w ruch maszyn rolniczych lub urządzeń w warsztatach produkcyjnych). Działały tam ponadto 3 młyny wodne, tartak parowy, browar, mydlarnia i fabryka świec. I tak oto ukształtował się niewielki ośrodek przemysłowy. Od połowy XVIII w. istniała też w Sławucie słynna drukarnia hebrajska, zamknięta w 1838 roku.

Miasto słynęło również w całej Europie z liczącej ok. 800 wierzchowców stadniny koni krwi arabskiej. Dla pięćdziesięciu ogierów wybudowano nawet specjalną stajnię z ujeżdżalnią (rajtszula) w pawilonie opodal książęcej rezydencji.

Wraz z rozwojem miasteczka wzrastała również liczba jego mieszkańców. Tak więc w roku 1870 było ich 3259 (65% ludności stanowili Żydzi), a w 1897 roku odnotowano już 8,5 tys. sławuczan. Przypomnijmy jeszcze, że w grodzie nad Horyniem urodził się powieściopisarz Henryk Rzewuski, generał Maciej Rybiński i malarz Włodzimierz Łoś.

Pod koniec XIX w. Sławuta stała się znana z jeszcze innej przyczyny. Otóż w 1879 roku w lesie sosnowym nad Horyniem urządzono zakład leczenia kumysem z mleka kobylego, który rozwinął się zwłaszcza po roku 1884 pod zarządem doktora Dobrzyckiego. Dodajmy, że w owym czasie kumys uważano za środek pomocny w leczeniu m.in. gruźlicy. W roku 1887 odnotowano 629 leczących się tam chorych.

Później doceniono jeszcze bardziej klimatyczne walory Sławuty. Powstał zatem zakład wodoleczniczy, leśna stacja klimatyczna i sanatorium doktora Dzierzbickiego. W latach poprzedzających wybuch I wojny światowej do miasteczka przyjeżdżało corocznie ok. 2 tys. kuracjuszy. Do wzrostu liczby gości niewątpliwie przyczyniło się poprowadzenie w tym rejonie brzesko-kijowskiej linii kolei żelaznej. Z okien wagonów można było podziwiać ciągnące się kilometrami, znakomicie utrzymane sławuckie lasy. W samym mieście oko przyciągała zieleń parków i woda zasilanych przez rzeczkę Utkę stawów.

W stolicy książęcych włości musiała oczywiście istnieć odpowiednia rezydencja właścicieli. Szczegółowe informacje na ten temat podają w swoich opracowaniach Roman Aftanazy i dr Władysław Berkowski. Otóz od strony północnej na wyniosłym wzgórzu nad brzegiem Dereźni (Utka) stał niegdyś drewniany zameczek, na miejscu którego Sanguszkowie wznieśli budowlę kamienną, rozbudowaną następnie około roku 1754. Status głównej siedziby rodu Sławuta uzyskała w latach osiemdziesiątych XVIII w., kiedy to w roku 1782 zameczek przebudowano na pałac barokowy według projektu architekta Lusjena Merksa. Otoczony malowniczo położonym nad rzeką parkiem nowy pałac był budynkiem piętrowym z dwiema oficynami po bokach.

Kolejny etap rozbudowy zespołu rezydencjalnego nastąpił na przełomie XVIII i XIX w. Na skraju pałacowego parku w l. 1817 – 1822 wzniesiono z polecenia ks. Eustachego Sanguszki murowany trzynawowy kościół parafialny pod wezwaniem św. Doroty, wybudowany na wzór kościoła św. Eustachego w Paryżu. Od strony wschodniej dodano do świątyni kaplicę z grobowcem książąt Sanguszków. W mieście zbudowano też cerkiew prawosławną – również ufundowaną przez Sanguszków. Dzięki staraniom ks. Barbary Sanguszkowej sławucka rezydencja staje się w tym czasie centrum życia towarzyskiego w okolicy.

Około 1840 roku ks. Eustachy Sanguszko po raz kolejny rozbudował swoją siedzibę. Dodano wtedy drugie piętro, a do prawego ryzalitu frontowego przystawiono dwukondygnacyjny podjazd arkadowy z tarasem.

Tak więc ostatecznie całość prezentowała się następująco: Korpus główny pałacu posiadał centralny ryzalit półokrągły z wysoką attyką oraz dwa ryzality boczne zwieńczone trójkątnymi frontonami. Niski parter o kwadratowych oknach oddzielony był profilowanym gzymsem od pierwszego piętra, które posiadało duże prostokątne okna. Były też dwie oficyny (kuchenna i gościnna) oraz oddzielne pawilony (m.in. klasycystyczny piętrowy z obszernymi stajniami).

Po śmierci ks. Eustachego Sanguszki w 1844 roku pałac nie był zamieszkały. W 1866 roku na pierwszym piętrze umieszczono archiwum, bibliotekę (ok. 6 tys. tomów; wiele cennych rękopisów) oraz kolekcje porcelany, starej broni, tzw. starożytności i malarstwa (galeria obrazów została później niemal w całości przeniesiona do Zasławia).

W tym czasie właściciele mieszkali w klasycystycznym pawilonie, nad dawnymi stajniami. Była to budowla składająca się z trzech budynków dwukondygnacyjnych zwróconych krótszymi bokami w stronę rzeki Utki i połączonych parterowymi pomieszczeniami byłych stajen. Budynek centralny dekorowały przyścienne kolumny, a budynki boczne posiadały niewielkie balkony. Dla gości wzniesiono niewielki pałacyk, tzw. Dom Hrabianek.

Po roku 1868 opuszczony pałac ponownie ożywa staraniem ks. Karoliny, żony ks. Romana Damiana Sanguszki. Wtedy to właśnie ozdobiono ogród przed rezydencją, zasadzając na piaszczystych pagórkach liczne drzewa i krzewy oraz kwiaty. Ustawiono też szereg fontann ozdobionych wspaniałymi rzeźbami sprowadzonymi z Włoch.

Z kolei po 1884 roku rozrastające się archiwum i część biblioteki przeniesiono do pawilonu nad stajniami, a następnie do dawnej kaplicy usytuowanej naprzeciwko pałacu na skraju parku.

Ostatnia przebudowa rezydencji miała miejsce po pożarze w 1905 roku. Zmieniono wtedy konstrukcję dachu i pokryto go blachą. Spójrzmy więc i my po raz ostatni na zamkowe wzgórze przed mającą niedługo nadejść katastrofą wojenną i rewolucyjną. A zatem za tzw. Średnim Stawem rozciągał się odgrodzony od miasta murem i parkanem park. W parku na wzgórzu na prawym brzegu Utki stał pałac książęcy, stajnie, kuchnia, oficyna dla służby pałacowej, oranżeria, kordegarda, kuźnia i altanka. Za parkirm znajdował się kościół św. Doroty. Obok centralnego korpusu pałacowego stał “Dom Hrabianek” – pałacyk gościnny, a na zachód od niego aż do stacji kolejowej ciągnął się prywatny park “Zwierzyniec”, gdzie mogła zażywać relaksu i niekiedy polować książęca rodzina oraz jej goście. Dodać tu wypada, że na lewym brzegu rzeki założono ogólnodostępny park “Albanka”,
zajmujący teren od Średniego Stawu do fabryki fajansu.

Ten może nieco nużący opis architektoniczno-topograficzny nie jest – jak ośmielam się mniemać – pozbawiony sensu. Pokazuje nam bowiem, jak poprzez działania kolejnych pokoleń właścicieli, zgodnie z ich gustem i upodobaniami, nawarstwiały się niczym słoje starego drzewa mury wiekowego gmachu. Owo nawarstwianie i przenikanie się na przestrzeni dziejów tworów ludzkiej woli i mozołu nazywamy zakorzenieniem, z którego rodzi się ważna rzecz – tradycja.

Sławucka rezydencja Sanguszków została zrujnowana podczas rewolucji w l. 1917 1918. Wtedy też (1 XI 1917 r.) zrewoltowani żołnierze zamordowali ks. Romana Damiana Sanguszkę. Pałac obrabowano i częściowo spalono. Jego ruiny rozebrano po roku 1922. Do dzisiaj z dawnego założenia pozostały tylko dawne stajnie i kościół św. Doroty.

Po I wojnie światowej i po zakończeniu wojny polsko-radzieckiej Sławuta znalazła się w granicach Rosji Radzieckiej (później ZSSR) na terenie Ukraińskiej SRR. Obecnie jest liczącym ok. 35,5 tys. mieszkańców (2011 r.) miastem rejonowym na Ukrainie w obwodzie chmielnickim. Wyznaczony przez Sanguszków przemysłowy kierunek jego rozwoju jest kontynuowany, o czym świadczą liczne zakłady przemysłowe nadające Sławucie cechy ośrodka fabrycznego.

Jest to – można by rzec zapewne z jakąś dozą przesady – swego rodzaju zwycięstwo ducha nad materią. Chociaż bowiem domostwo na wzgórzu dawno już zniknęło z krajobrazu miasta, to wizja i myśl zrodzona w umysłach kolejnych pokoleń jego rezydentów jest przecież w pewnym sensie realizowana. Znajdźmy w tym odrobinę optymizmu, a może i satysfakcji?

Autor: Marek Żukow-Karczewski
Źródło: Ekologia.pl

1 Star2 Stars3 Stars4 Stars5 Stars Zostań pierwszą osobą, która oceni ten wpis!
Loading...



Dodaj komentarz

Chcesz skomentować? Zaloguj się!
  Subskrybuj  
Powiadom o
pl Polski
X