Skradzione dzieci polityków. Ideologie Dudówny i młodego Gowina

Opublikowano: 30.10.2020 | Kategorie: Polityka, Publicystyka, Publikacje WM, Społeczeństwo

Liczba wyświetleń: 1058

Mamy dzieci postmarksizmu. Kindze Dudównej, Ziemowitowi Gowinowi, Monice Miller powinno się zafundować wycieczkę na archipelag Gułag, żeby zobaczyli w jakich warunkach ich przodkowie umierali z powodu ideologii, do której wchodzące w dorosłe życie dzieci polityków się dołączają. Zastraszające jest jak wielkie braki w klasycznej edukacji – jeden filozof, druga prawniczka trzecia celebrytka – mają.

Dzieci polityków uważają, że ich ojcowie są zazwyczaj dobrzy, ale głupi. Przemawiają ateoretycznie Marksem lub skrajnym liberalizmem i „czują”, że ich wolność jest uszczuplana w katolicko tradycyjnej Polsce. Czekać tylko aż zadeklarują wolę emigracji z „katokraju”. Nie chcą się uczyć od moralnych autorytetów, nie chcą słuchać, wiedzą najlepiej i półprzytomnie czerpią pochodne z wielkich ideologii zbitki krążące w masowej kulturze. Jak daleko to zaszło?

Kinga Duda poucza: wszyscy jesteśmy równi, mamy prawo publicznie okazywać sobie miłość „(…) niezależnie od tego, w co wierzymy, jaki mamy kolor skóry, jakie mamy poglądy, jakiego kandydata popieramy i kogo kochamy – wszyscy jesteśmy równi i wszyscy zasługujemy na szacunek”. Wszyscy to wszyscy. Nie ma w tym zdaniu wyłomów. Czy pedofil ma okazywać miłość dziecku, i to publicznie? Dziewczyna cytuje nieświadomie Cohn-Bendita i innych guru rewolucji młodzieżowej lat 1960., której schematy dzisiaj tak dosłownie i tragicznie kopiuje się na podpalanych ulicach polskich miast. Było nie było pani Kinga jest po dziesiątkach kursów prawnych uwieńczonych egzaminami. Czego się na nich nauczyła? Co wyniosła z klasycznej definicji prawa? Kiedy młoda prawniczka pominęła na studiach klasyczną konstytucyjną wykładnię równości, wartości relatywnej i nie absolutnej: „grupy ludzi należy traktować tak samo, gdy znajdują się w identycznej lub podobnej sytuacji, oraz traktować je odmiennie, gdy znajdują się w odmiennej sytuacji faktycznej”. Wartością bezwzględną równość była dla Marksa. Jaki sens ma równość oderwana od sprawiedliwości i zobowiązań wobec wspólnoty i jaki sens może mieć wprowadzenie w społeczną wzorczość i normatywność – czyli to co nazywamy ładem – fenomenów będących zaprzeczeniem tej normatywności? Albo w którym momencie wykładnia nierelatywnej równości marksowskiej stała się dla niej ważniejsza niż ta arystotelesowa, łacińsko-grecka?

Jeszcze gorzej jest u Dudówny z ludzkim charakterem autonomii. Napisała po protestach: wolność [odrzucenia bądź przyjęcia dziecka] jest najwyższą wartością. I też za kimś to powtórzyła, bowiem podobne sądy nie mamy od siebie. Cytujemy filozofów z pośredniczących zasobów kultury – im bardziej banalne kultury tym bardziej spłaszczone sądy wartościujące ludzi, którzy nimi oddychają. Padło na Isajaha Berlina, który w latach 50. pozbawił wolność procesu i sensu. Stała się ona celem w sobie a za jej obniżoną jakością podążyła epistemologia (zasady poznawania) i ontologia (nauka o bycie). I odtąd nasze dzieci nie potrafią rozpoznać drugiego – jak trafnie spostrzegł Emmanuel Levinas – sprowadzając całą rzeczywistość do własnego przeżycia oraz zapominając o podmiotowości i odrębności „innych”.

Problem ontologiczny prezentuje Ziemowit Gowin. Syn szefa Porozumienia dał się zwieść Ayn Rand, będącej pod wpływem Nietzschego intelektualistce amerykańskiej, która symuluje arystotelizm, ale nie jest realistką w samej rzeczy, czyli w metafizyce, kierującej się podstawowym założeniem o złożoności bytu. Na to Raynd była za słaba. Nie rozumiała złożenia, które konstruuje byt, a zatem nie wiedziała wiele o potencjalności i celowości istnienia na sposób ludzki, o akcie i możności, o akcie w możności. Nie znała nic pogłębionego w ontologii i nie transcendowała osoby ludzkiej jak Stagiryta, co pokazuje dobitnie miażdżąca jej podstawowe prace krytyka Roberta Nozicka. Ale z Rand początkujący intelektualista (doktorant w Instytucie Filozofii Społecznej) wyniósł jedną ważną lekcję, o homoseksualizmie. „Gay is gay” – cytował ojcu swoją idolkę, choć bywało że ta potępiała immoralizm facetów z San Francisco. Ziemowit indoktrynował w sprawie równości (bo równość to równość?) tatę równolegle do eksperymentowania z własną płcią, które skruszyło mu wyprostowaną postawę, czego ojciec się domyślał, ale nie chciał przyznać przed samym sobą, że syn dostosowuje poglądy do swoich zachowań.

Ziemowit Gowin: „Tak jak pisałem, jestem indywidualistą, więc jestem przeciwnikiem państwa narodowego, a także (jako że jestem zwolennikiem leferyzmu) przeciwnikiem państwa opiekuńczego. Jeśli chodzi o to, co się zazwyczaj rozumie jako kwestie „społeczne”, czyli aborcja, prawa mniejszości itd. to poglądy mam następujące: legalna aborcja przez cały okres trwania ciąży, małżeństwa dla osób homoseksualnych (do czasu, gdy nie pozbędziemy się małżeństw państwowych, czyli pewnie co najmniej kilkadziesiąt lat), legalne in vitro. No i uważam się za liberalnego feministę (a zatem nie takiego spod znaku „Dziewuchy dziewuchom” czy „Codziennika Feministycznego”), z którym zgadzam się co do oceny patriarchatu i tego, jak on wygląda w relacjach międzyludzkich, ale zupełnie się nie zgadzam w sprawach gospodarczych). Nie wiem, czy odpowiedziałem na pytanie”.

Ziemowitowe „gay is gay” okazało się wyrazem bezradności wobec złożoności bytu i potencjału który tkwi w mężczyźnie zduszony, straumatyzowany i odseparowany od anatomii oraz prokreacji (celowości w prokreacji). W konsekwencji tego odseparowania mężczyzna zamyka się we własnej podmiotowości bez komunikowania się z kategorią kobiecą, różną od siebie, tak jak homoseksualiści są zamknięci w obrębie własnej kategorii. Tak ujmował – zbanalizowane przez Ziemowita Gowina totalnym nie różnicującym już zrównaniem – to zagadnienie Arystoteles, Jung czy współcześnie R. Scruton. Innymi słowy filozofka nie zdołała opuścić nietrzymających formy zewnętrznych szkieletów, które ostatecznie uwięziły jej myśl w obrębie jednostkowej wyobraźni niezdolnej wyjść poza siebie i wejść w relacje z innymi, jak czyniła to filozofia realistyczna Tomasza i Arystotelesa.

O tych prądach myślowych, które z grubsza, z konieczności zarysowałam musimy rozmawiać z naszymi dziećmi – powoli, wnikliwie i empatycznie. Zadać im pytanie, czy celem wolności jest relacja i miłość – czy też jest ona środkiem do ważniejszego celu. Nie bójcie się swoich dzieci, które usztywnione przez współczesne filozofie i ideologie mogą przez chwilę okazać się szorstkie i harde, nieskłonne do wymiany poglądów. Rozpocznijcie dialog z dziećmi mimo przeszkód, wskażcie na braki w definicjach, którymi się one posługują i nawróćcie je na oryginalizm i klasycyzm. Postmodernistyczna papka jest niespójna, nielogiczna i anarchistyczna. Ona nie buduje ludzkiego umysłu a bardziej go dezintegruje.

Autorstwo: Maria233
Źródło: WolneMedia.net

1 Star2 Stars3 Stars4 Stars5 Stars Liczba głosów: 8, średnia ocena: 3,75 (max 5)
Loading...

Poznaj plan rządu!

OD ADMINISTRATORA PORTALU

Hej! Cieszę się, że odwiedziłeś naszą stronę! Naprawdę! Jeśli zależy Ci na dalszym rozpowszechnianiu niezależnych informacji, ujawnianiu tego co przemilczane, niewygodne lub ukrywane, możesz dołożyć swoją cegiełkę i wesprzeć "Wolne Media" finansowo. Darowizna jest też pewną formą „pozytywnej energii” – podziękowaniem za wiedzę, którą tutaj zdobywasz. Media obywatelskie, jak nasz portal, nie mają dochodów z prenumerat ani nie są sponsorowane przez bogate korporacje by realizowały ich ukryte cele. Musimy radzić sobie sami. Jak możesz pomóc? Dowiesz się TUTAJ. Z góry dziękuję za wsparcie i nieobojętność!

Poglądy wyrażane przez autorów i komentujących użytkowników są ich prywatnymi poglądami i nie muszą odzwierciedlać poglądów administracji "Wolnych Mediów". Jeżeli materiał narusza Twoje prawa autorskie, przeczytaj informacje dostępne tutaj, a następnie (jeśli wciąż tak uważasz) skontaktuj się z nami! Jeśli artykuł lub komentarz łamie prawo lub regulamin, powiadom nas o tym formularzem kontaktowym.

1
Dodaj komentarz

Chcesz skomentować? Zaloguj się!
  Subskrybuj  
najnowszy najstarszy
Powiadom o
vannamond
Użytkownik
vannamond

Cohn, Rand (Rosenbaum), Nozick – czy naprawdę nie ma już lepszych ‘filozofów’ do których się odwoływać?