Przerażające statystyki – nie ma komu leczyć Polaków

Opublikowano: 15.05.2018 | Kategorie: Wiadomości z kraju, Zdrowie

W Polsce rośnie zapotrzebowanie na młodych lekarzy specjalistów i pielęgniarki. Nie uratowali nas medycy ze wschodu, w których ministerialni specjaliści widzieli zbawienie. Procedury umożliwiające im pracę w Polsce z ukraińskim dyplomem okazały się zbyt skomplikowane i drogie.

Komisja Europejska policzyła, że na zachodzie Europy w 2020 roku wiek emerytalny osiągnie 60 tysięcy lekarzy. Właśnie tyle będzie ich co roku odchodziło na emeryturę.

Według danych OECD w ciągu ostatnich 2,5 roku z Polski po odebraniu dyplomu wyjechało „za chlebem” 6,5 tysiąca lekarzy i 6 tysięcy pielęgniarek – głównie do Wielkiej Brytanii i Niemiec.

Nad Wisłą dramatycznie brakuje kadr – młodych specjalistów w kraju mogłyby zatrzymać tylko wyższe zarobki, ale na razie na to się nie zanosi. „Sprytny plan” tej i poprzedniej ekipy rządzącej, by łatać dziury lekarzami z Ukrainy nie powiódł się. Procedura nostryfikacji dyplomów okazała się dla Ukraińców w Polsce kompletnie nieopłacalna.

Jak podaje rynekzdrowia.pl, cały proces trwa od 6 miesięcy do 2 lat, a jego koszt – łącznie z kosztami mieszkania, wyżywienia, tłumaczenia dokumentów, wyrabiania koniecznych wiz i pozwoleń – sięga nawet 10 tys. zł.
Wielka Brytania zapowiedziała zaś w sierpniu 2017, że wyłoży 100 milionów funtów na pensje dla młodych specjalistów, którzy przyjadą do pracy na Wyspy.

Statystyki są bezlitosne. W 2015 Polska miała 2,3 lekarza na 1000 pacjentów (normą w najbogatszych krajach świata jest 10 razy tyle, zaś średnia w Unii Europejskiej to nawet 3,4 – jesteśmy więc w całkowitym ogonie).

Ale jest też dobra wiadomość: polscy specjaliści uznawani są za jednych z najskuteczniejszych w Europie: odbywają średnio 7,1 konsultacji na rok (w UE średnia to 6,6, a w Wielkiej Brytanii tylko 5). Niestety na wizytę czeka się miesiącami – średnio od 8 miesięcy do roku.

Według portalu kolejki.nfz.gov.pl, rekordzistą jest Wrocław, gdzie na wizytę do endokrynologa trzeba czekać nawet 7 lat. Szybko natomiast można dostać się do endokrynologa dziecięcego (3 lata oczekiwania).

Autorstwo: WK
Zdjęcie: Alterfines (CC0)
Źródło: Strajk.eu

TAGI: ,

OD ADMINISTRATORA PORTALU: Hej! Cieszę się, że odwiedziłeś naszą stronę! Naprawdę! Jeśli zależy Ci na dalszym rozpowszechnianiu niezależnych informacji, ujawnianiu tego co przemilczane, niewygodne lub ukrywane, możesz dołożyć swoją cegiełkę i wesprzeć "Wolne Media" finansowo. Darowizna jest też pewną formą „pozytywnej energii” – podziękowaniem za wiedzę, którą tutaj zdobywasz. Media obywatelskie, jak nasz portal, nie mają dochodów z prenumerat ani nie są sponsorowane przez bogate korporacje by realizowały ich ukryte cele. Musimy radzić sobie sami. Jak możesz pomóc? Dowiesz się TUTAJ. Z góry dziękuję za wsparcie i nieobojętność!

Poglądy wyrażane przez autorów i komentujących użytkowników są ich prywatnymi poglądami i nie muszą odzwierciedlać poglądów administracji "Wolnych Mediów". Jeżeli materiał narusza Twoje prawa autorskie, przeczytaj informacje dostępne tutaj, a następnie (jeśli wciąż tak uważasz) skontaktuj się z nami! Jeśli artykuł lub komentarz łamie prawo lub regulamin, powiadom nas o tym formularzem kontaktowym.

10 komentarzy

  1. Radek 15.05.2018 11:39

    To trzeba uwolnić ten rynek. Każdy może leczyć, każdy leczy się gdzie chce u kogo chce za ile chce. Może iść do kowala zamiast dentysty, czemu nie? Do tego państwowe szpitale gdzie będzie wszystko za darmo, ale bez biurokracji. Lekarze będą mieli więcej czasu na przyjmowanie pacjentów.

    A takie mam pytanie: Czy im więcej lekarzy tym społeczeństwo zdrowsze? Czy odwrotnie?

  2. gajowy 15.05.2018 13:27

    @Radek,
    chętnie bym zkorzystał z konsultacji weterynarza – zwłaszcza takiego mającego doświadczenie z naczelnymi – bo z zasady cenię sobie konsultację z kimś kto popatrzy na znane problemy z innej perspektywy. Mam też świadomość że w utrzymaniu zdrowia cennych zwierząt korzysta się przede wszystkim z rozwiązań dobrze sprawdzonych w praktyce. Inaczej jest w przypadku ludzi (gdzie jest presja na nowe leki i inne „wynalazki”).
    Gdybym dzisiaj ot tak poszedł sobie do weterynarza na konsultacje to zapewne uznałby mnie za prowokatora i nie chciałby rozmawiać – bo wiedziałby że to nielegalne. Co innego gdybym miał takiego gościa w rodzinie.
    Nawiasem mówiąc trudno znaleźć lekarza, który na pierwszy rzut oka nie wygląna na schorowanego. Inaczej jest w przypadku weterynarzy. To ostatnie to oczywiście tylko moje subiektywne wrażenie.

  3. Radek 15.05.2018 19:36

    „Gdybym dzisiaj ot tak poszedł sobie do weterynarza na konsultacje to zapewne uznałby mnie za prowokatora i nie chciałby rozmawiać ” i to jest straszne. Że człowiek mimo, że potrafi, mimo że ma doświadczenie nie może pomóc innemu człowiekowi, lub też nie może udzielić mu porady, bo to jest przestępstwo. W jakim świecie żyjemy?

  4. PanOdkrywca 15.05.2018 19:39

    Radek 15.05.2018 19:36

    Udzielić niezobowiązującej informacji może. Tyle i tylko tyle- farmaceutyki dla zwierząt i ludzi dość mocno się między sobą różnią. Nawet jeśli substancja czynna jest ta sama. Wystarczy, że nie ma na część leków dopuszczeń ludzkich i zaczyna się „zabawa”.
    A dla przykładu są leki ogólnie stosowane wśród ludzi, a momentalnie wykończające zwierzę. Mogę służyć przykładami.

  5. 8pasanger 16.05.2018 01:11

    Wolny ryneczek?W społeczeństwie gdzie 2/3 populacji żyje pniżej minimum socjalnego sprawi to tylko, że stanie się to co w USA: jak nie masz gotówki to umrzesz pod płotem.Musimy odbudować publiczny system ochrony zdrowia: 1. Podnieść znacząco wynagrodzenia pielęgniarek tak aby zachęcić do podejmowania studiów pielęgniarskich i nie emigrowania do UE po ich ukończeniu(kształcimy 700 pielęgniarek rocznie a potrzebujemy 7000)Co do lekarzy powinniśmy poważnie rozważyć nakaz pracy po studiach powiedzmy przez 5-10 lat w kraju.Oczywiście wobec roczników, które rozpoczynają studiowanie a nie w jakimś żenującym stylu traktowania ludzi jak bydło i zaskakiwania ich niespodziewanymi regulacjami rujnującymi im plany życiowe z dnia na dzień.Może powinniśmy zrobić jakiś program kształcenia lekarzy na Kubie albo sprowadzenia ich stamtąd?Oni mają niemal 7 lekarzy na 1000mieszkańców…..

  6. kozik 16.05.2018 08:28

    Ryneczek zdrowia w Polsce został przejęty przez BigPharmę, więc łączy wady zachodnich systemów z polskim niedoinwestowaniem.
    Dlaczego skuteczne oczyszczenie woreczka żółciowego przez farmaceutkę z Leszna kosztowało 100PLN, a lekarze w tym czasie chcieli 2700PLN za operację?

  7. kozik 16.05.2018 08:33

    P.S. Operacja na sercu, to kilkadziesiąt tysi, a dietą bez margaryny, za to z wit. C i K-2(jak się okazało po latach) z kiszonek, ojcu udało się pokonać miażdżycę (wieńcówkę) bezkosztowo w kilka miesięcy.
    U teścia agresywny czerniak (bez mutacji BRAF) cofnął się jeszcze przed terapią szpitalną – po eliminacji alkoholu, kawy i po ograniczeniu węglowodanów przyswajalnych do 20-40g/dzień.

    I teraz pytanie retoryczne: co wybierze ministerstwo i rady lekarskie dla leczenia pacjentów np. kardiologicznych, czy onkologicznych? Chemię(leki)? Cięcie(operację/zabieg z przerwaniem powłok)? Smażenie(radioterapię) pacjentów onkologicznych? Czy może tanie ziółka i zalecenie zmiany diety?

    Wydatki na onkologię i kardiologię, to duża część wydatków Ministerstwa Chorób. Czy ktoś pomyślał, jak te środki INACZEJ wykorzystać, by chociaż ZWIĘKSZYĆ SKUTECZNOŚĆ WYLECZANIA?

    Lekarze, lekarki i ministrowie, ministry muszą z czegoś żyć, a dobro pacjenta jest w zasadzie tylko na fasadzie:(
    Zamiast przesunąć środki z mało skutecznych i drogich PROCEDUR na skutecznie działający PERSONEL, u3muje się status quo… A skutki? Będą te same, co na zachodzie: cukrzyca, autyzm chłopców, rak…

  8. kopydlok 16.05.2018 08:53

    Proszę jak bogata Europa po raz kolejny zadbała o swoje. Państwo kształci lekarzy za pieniądze podatników, a po odebraniu dyplomu (specjalizacji) lekarz mówi Polakom „a teraz to możecie mnie pocałować w …”. Jeśli finansował swoje studia z własnej kieszeni, to proszę bardzo. W przeciwnym razie, lekarz powinien odpracować swoje studia i specjalizację w Polsce. I to nie na prywatnej posadzie, a państwowej. I to nie mniej niż 10 lat, bo przez pierwsze klika będzie zdobywał dopiero doświadczenie. Jeśli kandydatowi na studia medyczne to nie odpowiada, to niech jedzie od razu kształcić się na zachód.

  9. Cami 16.05.2018 09:05

    A Ukry i skonookie nie garna sie do takiej pracy? tylko do prostych prac polowych sie nadaja?

  10. Cami 16.05.2018 09:08

    @kopydlok
    Chyba te study to tak nie calkiem darmo – chociaz moze sie myle :(
    Swego czasu taka sama sytuacja byla z gliniarzami – robili tu szkolke tylko po to zeby zostac pałą w UK – bo z racji nalotu naszych nagle bylo potrzebnych sporo gliniarzy pl jezycznych :)

Dodaj komentarz

Zaloguj się aby dodać komentarz.
Jeśli już się logowałeś - odśwież stronę.