Poziom inflacji w Polsce rekordowy na tle UE

Opublikowano: 20.11.2020 | Kategorie: Gospodarka, Wiadomości z kraju

Liczba wyświetleń: 1446

Tak wygląda sytuacja w Polsce w dobie pandemii – płace opłakane, a ceny najwyższe w Europie! Według danych udostępnionych przez Eurostat z powodu inflacji ceny dóbr i usług w naszej ojczyźnie rosną najszybciej w całej Unii Europejskiej.

Polska może „pochwalić się” najwyższym poziomem inflacji wśród krajów należących do UE – twarde dane liczbowe udostępnione przez europejski urząd statystyczny nie pozostawiają żadnych wątpliwości. Polskie władze ciągle chwalą się znakomitymi na tle całej Europy wskaźnikami dotyczącymi niewielkich spadków PKB i wciąż „trzymającego się” w ryzach bezrobocia, ale są już mniej skorzy do przyznawania się, że w naszym kraju pojawił się znaczący problem z inflacją.

Jak podaje Eurostat w październiku 2020 roku średni poziom inflacji w krajach UE wyniósł 0.3%. Niechlubnym liderem w kwestii rosnących cen towarów w sklepach i usług jest (niestety!) nasz kraj. Ceny w Polsce wzrosły średnio o 3,8 proc. Co ciekawe, drugie miejsce od końca w tym zestawieniu zajął nasz “sojusznik” w UE, czyli Węgry (inflacja na poziomie 3 procent), a trzecie były Czechy – 2,9 proc. Dość powiedzieć, że ceny w Polsce rosną prawie 13-krotnie szybciej w porównaniu ze średnią UE.

Warto zaznaczyć, że w porównaniu z wrześniem inflacja w Czechach i na Węgrzech wyhamowała (miesiąc temu wynosiła ona odpowiednio 3,4 proc. i 3,3 proc.) i tylko w Polsce rośnie ona coraz bardziej…

Na inną istotną rzecz zwrócił uwagę Sławomir Dudek. Główny ekonomista Pracodawców RP, ekspert ds. finansów publicznych i wieloletni pracownik Szkoły Głównej Handlowej w Warszawie zwraca uwagę na wskaźnik inflacji bazowej (pomijającej ceny żywności czy energii). Okazuje się, że jest ona jeszcze większa. W skali rok do roku wynosi ona aż 5,1 procenta. Zobaczcie sami jak to wyglądało…

Cóż można dodać? Twarde liczby mówią po prostu wszystko i trudno polemizować z danymi makroekonomicznymi. Co więcej, mocno odbijają się one na portfelach zwykłych Polaków w kraju, którzy doskonale widzą ile obecnie wynoszą ceny nad Wisłą…

Autorstwo: Remigiusz Wiśniewski
Źródło: PolishExpress.co.uk

1 Star2 Stars3 Stars4 Stars5 Stars Liczba głosów: 5, średnia ocena: 5,00 (max 5)
Loading...

TAGI: , ,

Poznaj plan rządu!

OD ADMINISTRATORA PORTALU

Hej! Cieszę się, że odwiedziłeś naszą stronę! Naprawdę! Jeśli zależy Ci na dalszym rozpowszechnianiu niezależnych informacji, ujawnianiu tego co przemilczane, niewygodne lub ukrywane, możesz dołożyć swoją cegiełkę i wesprzeć "Wolne Media" finansowo. Darowizna jest też pewną formą „pozytywnej energii” – podziękowaniem za wiedzę, którą tutaj zdobywasz. Media obywatelskie, jak nasz portal, nie mają dochodów z prenumerat ani nie są sponsorowane przez bogate korporacje by realizowały ich ukryte cele. Musimy radzić sobie sami. Jak możesz pomóc? Dowiesz się TUTAJ. Z góry dziękuję za wsparcie i nieobojętność!

Poglądy wyrażane przez autorów i komentujących użytkowników są ich prywatnymi poglądami i nie muszą odzwierciedlać poglądów administracji "Wolnych Mediów". Jeżeli materiał narusza Twoje prawa autorskie, przeczytaj informacje dostępne tutaj, a następnie (jeśli wciąż tak uważasz) skontaktuj się z nami! Jeśli artykuł lub komentarz łamie prawo lub regulamin, powiadom nas o tym formularzem kontaktowym.

3
Dodaj komentarz

Chcesz skomentować? Zaloguj się!
  Subskrybuj  
najnowszy najstarszy
Powiadom o
Irfy
Użytkownik
Irfy

Jeśli chodzi o potencjalną hiperinflację, niestety albo na szczęście wszystko nie jest takie proste. Na pierwszy rzut oka sprawy wyglądają jasno. „Rząd”, specjalnie w cudzysłowie, gdyż jest to twór rekordowo nieudolny, nie radzi sobie z kryzysem, w który sam się wkopał, nie potrafiąc odpowiednio wyjść z tzw. „pandemii”. Wpływy z wszelkich haraczy, szczególnie zaś VAT-u, będącego głównym źródłem rządowych dochodów spadły bardzo drastycznie. Dlatego na ratunek pośpieszył dobry „funfel” obecnego dyktatora, będący szefem NBP. Rozwiązania wdrożył proste i na miarę intelektu swojego oraz mocodawcy. Obniżył stopy procentowe niemal do zera i wydrukował setki miliardów „nowych” pieniędzy. Czyli na razie jesteśmy na etapie Jaruzela, który już zaczął być schyłkowy, ale krótkoterminowo „trzymał się mocno”.

Należałoby więc oczekiwać eskalacji durnych działań i hiperinflacji. Tyle że jest w tym kilka bardzo poważnych „ale”. Jaruzelski ze swoją ekipą działał w oderwaniu od światowych rynków, przy złotówce wymiennej jedynie na srajtaśmę, a i to nie zawsze. Do tego wszystkie polskie banki, bodajże trzy albo cztery były państwowe i również operowały głównie na walucie krajowej. W związku z tym pieniądze można było drukować na wzór Republiki Weimarskiej i ludzie, biedne jak myszy kościelne PRL-owskie dziady jakoś to znosili.

Obecnie sytuacja jest zupełnie inna. Złotówka jest de facto wymienialna na prawdziwe waluty, Polska tkwi w głębokim powiązaniu gospodarczym ze strefą euro, podczas gdy prawie wszystkie działające na rynku banki są w ten czy inny sposób własnością podmiotów zagranicznych. Jakby tego było mało, większa część społeczeństwa została uwikłana w różnego rodzaju kredyty. Część z nich to koszmarne pożyczki denominowane w obcych walutach, najczęściej frankach szwajcarskich. Te banki oprocentowanie udzielonych kredytów muszą opierać na stopach procentowych NBP, obecnie praktycznie zerowych. W efekcie ponoszą kolosalne straty, szczególnie że poziom „realnej-oficjalnej” inflacji to de facto 5,1%, zaś poziom inflacji faktycznej oscyluje pewnie gdzieś w granicach 15-18%.

Dalsze radosne drukowanie pieniędzy może więc doprowadzić do jakiejś formy buntu tych instytucji. Albo masowych bankructw. Paradoksalnie, dla dyktatora i jego bandy nie jest to wcale zła informacja, gdyż może liczyć na wdzięczność elektoratu, który idąc po trupach złych, zachodnich banków może szybko pozbyć się znienawidzonych, kilkudziesięcioletnich kredytów. O ile były to kredyty w złotówkach. Dodatkowo tanieje obsługa emitowanych na gwałt obligacji. Dużo gorzej ma się sprawa z „waluciarzami”, dla których spadek kursu złotówki może okazać się naprawdę zabójczy. Szczególnie, że przyciśnięte do muru banki mogą zacząć te kredyty wypowiadać. Sytuacji nie poprawi nawet fakt, że spadek kursu złotówki to żniwa dla polskich eksporterów.

Podsumowując – jeśli chodzi o finanse, Polska jest na kursie kolizyjnym z olbrzymim i śmierdzącym gównem. Jeśli drukowanie pieniędzy przy niskich stopach procentowych będzie kontynuowane, oszczędności ciułaczy wezmą w łeb a kraj ściągnie na siebie nienawiść zachodnich banków. Jeśli NBP postanowi solidnie podnieść stopy procentowe a drukowanie zostanie wstrzymane, to raty kredytowe znacząco wzrosną a wydatki „państwa” drastycznie spadną, bo jak sobie „państwo” nie wydrukuje, to nie będzie miało. Po tyłku dostaną służba zdrowia, szkolnictwo i oczywiście emeryci, bazowy elektorat obecnego reżimu. Ale tak solidnie dostaną, że nie będzie czego zbierać. Podsumowując – kupujcie złoto, euro albo franki i uciekajcie gdzie pieprz rośnie :)

Wolfman
Użytkownik
Wolfman

Jak ludzie mają myśleć o powrocie do Polski przy tych bandytach. To w zasadzie jest bezcelowe