Plażologia

Opublikowano: 03.08.2016 | Kategorie: Publicystyka, Turystyka i podróże, Zdrowie

Smażenie się na patelni pokrytej piaskiem to zajęcie męczące, nużące i niebezpieczne dla zdrowia. Czym zatem wytłumaczyć magnetyczny pociąg do kolektywnego przypiekania?

Urlop to w dzisiejszych czasach przymus towarzyski określający człowieczą pozycję społeczną, zawodową i materialną. W myśl zasady – pokaż mi fotkę z plaży, a powiem ci, kim jesteś i ile zarabiasz. Nic więc dziwnego, że aż 9 proc. turystów przepytanych przez Halifax Travel Insurance kłamie na temat swoich wakacji. Badani ściemniają na przykład, że podczas urlopu pogoda była wspaniała, nawet jeśli znaleźli się w źrenicy oka cyklonu. Twierdzą, że jedzenie było wyborne, nawet jeśli tak naprawdę podawano im pod nos zatrute ravioli, które zawierało w sobie tyle bakterii, że gryzło i miało istotny wpływ na ewolucję nowych form życia. Zakłamani turyści opowiadają znajomym bajki, że tubylcy okazali się niezwykle uprzejmi, chociaż tak naprawdę ukradli im aparaty cyfrowe i pluli do zupy. Najlepsi zaś oszukują w ogóle, że gdziekolwiek byli, chociaż w rzeczywistości dwa tygodnie spędzili na kanapie w domu, chowając się przed listonoszem i sąsiadami za spuszczonymi zasłonami.

PALMA W CV

Kłamliwi turyści zachowują się racjonalnie. Udany urlop to dzisiaj ważna pozycja w życiorysie i rozwoju osobistym, jak kiedyś umiejętność tańczenia fokstrota. Jeśli nie lubisz plaży, surfingu ani kamieni ustawionych na innych kamieniach, zwanych przez entuzjastów wakacji zabytkami, jesteś uważany za dziwaka. Gołym okiem widać to na Facebooku – masowym targu próżności i egocentryzmu. Latem ludzie umieszczają tam tylko dwa rodzaje zdjęć: albo nowo narodzonych dzieci, albo świeżych kokosów. Palma to podstawa. Absolutne minimum. Musi być, choćby nawet i z plastiku. Dzięki zdjęciom na plaży w cyberświat człowiek wysyła sygnał – byłem, widziałem, wróciłem opalony.

Twoje wakacyjne fotki krzyczą za Ciebie: jestem młody, jestem dynamiczny i daję napiwki. Wakacje są dziś niemal tak samo istotne jak zsynchronizowane CV, jak iPod, iPhone, karta członkowska w klubie fitness i album ze zdjęciami papieża. Gorące lato powoduje, że ludziom rozpuszczają się mózgi i robią oni rzeczy, na które w innych okolicznościach pogodowych nigdy by się nie zdecydowali. Wydaje się, że racjonalnie myślenie także bierze sobie zasłużony urlop.

WAKACYJNY TERROR

Największą zmorą urlopu jest stykanie się z ludźmi, którzy chcą nam odebrać pieniądze. Jeśli nam wynajmują mieszkanie, sprzedają lody, podają w restauracji albo siedzą w kasie kolejowej, wręcz nie wypada im powiedzieć, żeby się nie chytrzyli na nasze karty kredytowe. Do tego jeszcze przypiekany słońcem mózg przestaje myśleć, że woda powoduje utonięcia i przeziębienia, z gór można spaść, na terenach płaskich wiele jest much, głodnych komarów, ptaków wydających piskliwe dźwięki, zaś w lasach rośliny drapią, parzą i kaleczą, a kleszcze zapalają mózgi sposobem wirusowym. Upojony 30 stopniami w cieniu turysta nie dostrzega, że za granicą wszystkie widoki są takie same, tak jak i menu w restauracjach. Nie widzi, że urlopy narażają człowieka na stykanie się z przypadkowymi ludźmi, od których można się zarazić katarem albo świńską grypą i którzy opowiadają o swoich problemach, poglądach politycznych, a najczęściej pokazują zdjęcia swoich nowo narodzonych dzieci. Jakby nie mogli ich umieścić na Facebooku.

PARAWAN OKNEM NA ŚWIAT

Ulubionym miejscem większości turystów jest plaża. Na zdrowy rozsądek trudno pojąć, co takiego kryje się w połączeniu słońca, kryształków kwarcu i olejku kokosowego, że zmusza ludzi do plażowego sadomasochizmu. Latem na plaży jest przecież tłoczno, duszno i gorąco. Jak w tramwaju w godzinach szczytu. A zasadniczo oprócz dewiantów lubieżnie ocierających się o współpasażerów nikt nie lubi obficie pocić się w środkach transportu publicznego pozbawionych klimatyzacji. Jednak latem ci sami ludzie, którzy klną na tramwajowy zaduch, słono płacą pazernym hotelarzom, aby przez dwa tygodnie pocić się na plaży. Za dodatkową atrakcję teoretycznie robi woda, ale gdy się człowiek głębiej zastanowi, atrakcja to wielce wątpliwa. Morza i oceany są bowiem zazwyczaj lodowato zimne, powodują utonięcia, pogryzienia, oparzenia meduz, a także umożliwiają zetknięcie ze zidentyfikowanymi obiektami pływającymi pojawiającymi się na powierzchni dzięki pracy jelit grubych innych plażowiczów. Sam piasek to też mordęga. Parzy stopy, wywołuje swędzenia i wkrada się w różne części ciała, z których potem trudno się go pozbyć. Do tego dochodzą wrzaski, niebezpiecznie latające piłki, natrętne osy oraz jeszcze bardziej natrętni sprzedawcy zeschniętych pączków. Po latach wnikliwych badań empirycznych naukowcy w końcu pojęli źródła kolektywnego zamiłowania do plażowego sadomasochizmu. Odpowiedzi udzieliła statystyczna, stereotypowa wścibska ciotka, która materializuje się na piasku uzbrojona w ogromną lornetkę i która chodzi na zatłoczoną plażę, aby bez wstydu i skrępowania podglądać innych ludzi. Według niej główną zaletą plaży jest to, że człowiek nie musi się chować za firanką. Wystarczy parawan.

BABKI NA PIASKU

Na plaży największy entuzjazm budzą młode dziewczęta, które cały rok głodzą się za pomocą liścia sałaty i połówki grejpfruta tylko po to, aby przez dwa tygodnie ogniskować na sobie wzrok plażowiczów. Ich budowa ciała wzbudza podziw i pogwizdywanie. Chociaż tak naprawdę powinna wywoływać raczej współczucie. Przed zagłodzonymi dziewczynami rozkładają się zazwyczaj dojrzali fizycznie mężczyźni, którzy również pedantycznie dbają o swoje ciała, aplikując sobie olbrzymie dawki nie do końca legalnych środków chemicznych, dzięki którym wyglądają, jakby byli wyrzeźbieni z bekonu. Panowie ci pojawiają się na plaży, aby stać w szerokim rozkroku z rękami na biodrach, jakby pod pachami nosili niewidzialne arbuzy. I materializują się na plaży już opaleni (zazwyczaj na kolor pomarańczy), wychodząc ze słusznego założenia, że bycie bladym nad morzem to towarzyski nietakt. Ten nietakt popełniają głównie młodzi, chudzi chłopcy, którzy przychodzą na plażę, żeby rozłożyć ręczniki zaraz za anorektycznymi dziewczętami i mieć nadzieję. Chłopcy ci nigdy nie leżą na plecach, a w okolicach podbrzusza wykopują sobie w piasku niewielkie dołki. Dodają sobie animuszu głośnymi opowieściami o miłosnych podbojach i ilościach spożytego piwa, ale szybko się zapominają i wkraczają na tematy dotyczące gier komputerowych i kwantów[1].

Spore zamieszanie wywołują także matki z małymi dziećmi, które pojawiają się na plaży głównie po to, żeby te dzieci zgubić i płakać, dzięki czemu co chwilę ogłaszane są komunikaty, że „zgubiła się Marysia lat 3. Ubrana była w różowe majteczki. Zapłakana mama czeka przy stanowisku ratowniczym nr 4”.

Na plaży spotkać można także intelektualistów, którzy wykorzystują słoneczne wakacje do przeczytania tych mądrych książek, które zawsze planowali przeczytać, ale nie mieli czasu. Magia promieni słonecznych powoduje jednak, że na plaży naukowe książki zamieniają się w tomy o tytułach takich jak „Projekt Alfa” albo „Oddział Delta”. Na plażę przychodzą też osobnicy o skłonnościach samobójczych, których można poznać po tym, że przy 40-stopniowym upale uprawiają sport, grając w siatkówkę, budując zamki lub ćwicząc tai chi, i marzą o zawale albo chociaż o udarze słonecznym.

Plaża to także miejsce, gdzie można wpaść na rewolucyjne teorie społeczne, np. dotyczące rasizmu. Większość białych plażowiczów smaży się nad morzem głównie po to, aby się opalić. Wynika więc z tego, że rasizm to forma zazdrości. Biały nie lubi ludzi o ciemnym kolorze skóry, gdyż tak pożądaną przez niego opaleniznę posiedli oni naturalnie i dożywotnio. I nie muszą się męczyć słońcem, tłumami, zagubionymi dziećmi, meduzami ani nachalnymi sprzedawcami zeschniętych pączków.

Autor: Radosław Zapałowski
Zdjęcie: Maurycy Hawranek
Źródło: eLondyn.co.uk

PRZYPIS

[1] Nie dlatego jednak przegrywają konkurencję z umięśnionymi mężczyznami. Młode dziewczęta wychodzą z plaży z kulturystami, gdyż w wyniku wyniszczającej diety są niezwykle słabe i potrzebują silnej męskiej ręki, aby się poruszać.

TAGI:

OD ADMINISTRATORA PORTALU: Hej! Cieszę się, że odwiedziłeś naszą stronę! Naprawdę! Jeśli zależy Ci na dalszym rozpowszechnianiu niezależnych informacji, ujawnianiu tego co przemilczane, niewygodne lub ukrywane, możesz dołożyć swoją cegiełkę i wesprzeć "Wolne Media" finansowo. Darowizna jest też pewną formą „pozytywnej energii” – podziękowaniem za wiedzę, którą tutaj zdobywasz. Media obywatelskie, jak nasz portal, nie mają dochodów z prenumerat ani nie są sponsorowane przez bogate korporacje by realizowały ich ukryte cele. Musimy radzić sobie sami. Jak możesz pomóc? Dowiesz się TUTAJ. Z góry dziękuję za wsparcie i nieobojętność!

Poglądy wyrażane przez autorów i komentujących użytkowników są ich prywatnymi poglądami i nie muszą odzwierciedlać poglądów administracji "Wolnych Mediów". Jeżeli materiał narusza Twoje prawa autorskie, przeczytaj informacje dostępne tutaj, a następnie (jeśli wciąż tak uważasz) skontaktuj się z nami! Jeśli artykuł lub komentarz łamie prawo lub regulamin, powiadom nas o tym formularzem kontaktowym.

9 komentarzy
  1. Hanah 29.06.2013 11:36

    Fajny artykuł :) W sam raz na początek wakacji.

    W sumie artykuł pokazuje prawdę o większości ludzi :)
    95% moich znajomych nie stać na urlop, a te pozostałe 5% jak rozłożyć na kolejne analizy to trzeba przyznać, że 98% z nich odpowiada właśnie tym z opisanych w artykule :)
    Na szczęście nie mam konta na facebooku, ale wiem co np.ludzie umieszczają na NK – jak pisał autor w/w artykułu: fotki nowo narodzonych dzieci i fotki z urlopu, albo z fototapety z podpisem „tu byłem” :))) Bywają jeszcze fotki robione w autosalonach albo koło jakiegoś ferrari zaparkowanego na ulicy :)

    Na szczęście ja na urlop jeżdżę przed albo po sezonie, unikam tłocznych miejsc, nie kupuję ofert w biurach podróży i nie daję zarobić hotelarzom. I jeszcze jedno:
    unikam ofert typu „w tym roku najmodniejsze jest ” – bo jest duże prawdopodobieństwo, że tam spotka się wszystkich :)

  2. Maximov 29.06.2013 11:58

    Niezły artykuł.
    Smutna prawda dotycząca sporej części urlopowiczów. Ja nigdzie nie jeżdżę na wakacje. Mój domek mi wystarczy. Jak jest pogoda to się opalam. Jak chcę się ochłodzić to mam prysznic. Mogę pojeździć na rowerze, pobiegać, czytać, słuchać radia, muzy… I wszystko bez wyjazdu za straszne pieniądze nie wiadomo dokąd.
    Zastanówcie się czasami, co takiego robicie na urlopie z dala od domu, czego nie dałoby się zorganizować na miejscu (poza obcowaniem z przyrodą). Może wyjść tego zaskakująco mało…
    Pozostaje też kwestia anonimowości. Tam nas nie znają co znacząco wpływa na nasze zachowania.

  3. Hanah 29.06.2013 12:21

    no ja niestety nie mam domu więc nie mogę w nim spędzać urlopu :)

    Są różne grupy urlopowiczów:
    – tacy, którzy leczą kompleksy i jeżdżą tam gdzie pozazdroszczą im tego znajomi
    – jadą połazić po sklepach, bo przecież sukienka kupiona na deptaku w Paryżu jest lepsza od tej kupionej w Strzelcach Opolskich (abstrahuję od innej mody)
    – przez 2 tygodnie będą leżeć na plaży nie wiedząc nawet co jest 5km dalej, a w knajpie zamówią kotlet schabowy z frytkami zamiast lokalnej potrawy, no ale będą znajomym opowiadać, że znają ten/czy tamten kraj..
    (znajoma z Tunezji mówiła mi kiedyś, że bardzo drażni ją gdy ludzie przyjeżdżający na wakacje do Tunezji, siedzący 2 tygodnie w hotelu i nie opuszczający miasta opowiadają potem znajomym, że poznali AFRYKĘ)

    Inna grupa – prawdziwych turystów:
    – jedzie poznać kraj, ludzi, kulturę,..
    – skosztować tamtejszej kuchni
    – najczęściej spędza urlop z dala od gwarnych miast (tam gdzie lokalny folklor jest najmniej widoczny, a wszystko robione jest pod turystów, na masówkę) – np.mój znajomy podróżuje często rowerem, sypia i jada u tubylców, nierzadko odpłacając się za nocleg i strawę jakąś pracą.. – wtedy można powiedzieć, że poznał tamtejsze obyczaje, ludzi i kraj

    Jeżeli gdzieś jestem: chcę znać historię i kulturę tego kraju, chcę wiedzieć jakiej słucha się tam muzyki i co się jada. Stronię od głównym miast i punktów turystycznych – czasem tam wpadam, ale na krótko – zobaczyć jak tu to wygląda, (prawie zawsze rysuje się ten sam scenariusz: pasaże, sklepy, kafejki, ludzie kupujący byle co za kupę kasy i gwar, no i turyści z aparatami robiący sobie fotki koło auta, sklepu, pomnika – nawet nie wiadomo kogo…)
    Dla mnie ważne są głównie: natura, krajobraz, folklor..

  4. Maximov 29.06.2013 12:46

    Opolszczyzna rządzi! :)
    Moja krytyka dotyczyła właśnie tej sporej części. Na szczęście jest też niewielka grupa świadomych podróżników. Sam kilku znajomych, których pasją jest podróżowanie. Potrafią oszczędzać cały rok na wyjazd do Australii, Gruzji lub Tajlandii.
    Można też spakować plecak, namiot i ruszyć pieszo wzdłuż rzeki lub mało uczęsczanej linii kolejowej. Biwakować i cieszyć się naturą. Kwestia pomysłu i podejścia…

  5. onelove 29.06.2013 14:20

    Mimo tego wszystkiego co było opisane w artykule nie przejmować sie iść na plaże spedzić miło dzień i wystawić na słońce bo witamina D to fundament wpływa na nas w zdwoy sposób. Już dawno przestałem rozmyślać o tego typu rzeczach co są w artykule bo ludzka głupota nie ma granic :) Pozdrawiam. W sierpniu jade w pewne miejsce i plaża też tam bedzie ale nie będę umieszczał tego na fejsbuku bo nie mam i trąbił jak tir w około. Będę chciał sie zrelaksować i tak żeby cały stres i inne negatywne bzdruy sie wymyły.

  6. przemex 30.06.2013 10:30

    Aby wyprodukować wystarczającą dzienną dawkę witaminy D wystarczy 15 minutowa ekspozycja na słońce.

    Artykuł owszem, opisuje typowe, biedne polskie lemingi. Tak się jakoś składa że fota z Egiptu czy innej Tunezji świadczy ewidentnie o braku gustu i braku funduszy na normalne wakacje. Niestety na dresach z blokowiska takie wspomnienia ciągle jeszcze robią wrażenie …

  7. dfg 03.08.2016 09:15

    Nie ma co uogólniać. Jest pewien trend płynący z grupy społeczeństwa mniej zamożnego i mniej wykształconego, który zdominował nadmorskie kurorty. Pod nich dostosowany jest cały system rozrywki (muzyka umpa-umpa podczas rejsów widokowych), usług („świeże „mrożone dorsze, standard kwater, prymitywne budy zwane sklepami w których oszukują aż się kurzy, niskiej jakości rozrywka) i towarów (tandetny i przaśny szrot z Chin, badziewne produkty spożywcze). Wizyta w takim miejscu jak np. Łeba od razu pozwoli się zorientować jaka grupa społeczeństwa zdominowała to miejsce. Ale jest też inne podejście do kwestii wypoczynku, przeczące powyższemu. Preferuje je mniejszość ludzi, a co za tym idzie, nie przebija się ono do społecznej świadomości. Zawsze niestety plebs dominuje, a szczególnie wówczas, gdy się go do tego zachęca i mu to umożliwia. Ot, takie pokłosie wyniesienia na wyżyny klasy robotniczej, jej zasad i wartości.

  8. skyhigh 03.08.2016 10:07

    coś mi sie wydaje, że autor zazdrości bo nie moze poplażować albo ma spore kompleksy, zapewne jedno i drugie
    artykuł stronniczy i tendencyjny

  9. Wędrowny 03.08.2016 17:38

    No w tym roku to naprawdę dzięki 500+ pojechałem z żoną i z dwoma naszymi synkami na t y d z i e ń nad jezioro na Kaszubach. I kupiłem na pamiątkę piękny kubek ręcznej roboty kaszubskiej produkcji, za 16 złotych. Jednego dnia obiad w barze, drugiego z grilla dla przyjemności i oszczędności.

Dodaj komentarz

Zaloguj się aby dodać komentarz.
Jeśli już się logowałeś - odśwież stronę.