Noc Kupały – rodzime święto zakochanych

Opublikowano: 19.06.2010 | Kategorie: Publicystyka, Społeczeństwo

Liczba wyświetleń wpisu: 22

Kupalnocka to jedna z najdawniejszych uroczystości obchodzonych w czasie przesilenia letniego na obszarach zamieszkiwanych przez ludy słowiańskie, germańskie i celtyckie…

Noc Kupały, zwana też Nocą Kupalną, Kupalnocką czy też Nocą Świętojańską lub potocznie Sobótką to nazwa słowiańskiego święta związanego z letnim przesileniem Słońca, obchodzonego w najkrótszą noc w roku, czyli najczęściej (nie uwzględniając roku przestępnego) z 21 na 22 czerwca (nie należy mylić go z późniejszą wigilią św. Jana, obchodzoną w nocy z 23 na 24 czerwca). Święto ognia, wody, słońca i księżyca, urodzaju, płodności, radości i miłości. “Dzień Kupały – najdłuższy w roku, noc Kupały – najkrótsza, były jednym ciągiem wesela, śpiewu, skoków i obrzędów” – pisał Józef Ignacy Kraszewski w “Starej Baśni”. Przesilenie letnie (podobnie jak pozostałe momenty graniczne w cyklu wędrówki ziemi wokół słońca – czyli również przesilenie zimowe oraz równonoc wiosenna i jesienna) od zarania dziejów fascynowało jednak ludzi także w wielu innych regionach i kulturach świata.

Słowo “kupała” wbrew powszechnie głoszonym opiniom najprawdopodobniej nie ma nic wspólnego z ruską formą słowa “kąpiel”. Tłumaczenie takie zostało wymyślone przez świat chrześcijański nie wcześniej niż w X-XI stuleciu – Kościół nie mogąc wykorzenić z obyczajowości ludowej corocznych obchodów “pogańskiej” Sobótki, podjął próbę zasymilowania tego święta z obrzędowością chrześcijańską. Z racji tego, że Jan Chrzciciel stosował chrzest w formie rytualnej kąpieli (w obrządku wschodnim) próbowano uczynić z niego patrona Nocy Kupalnej, a z czasem wręcz zaczęto zwać go Kupałą (w niektórych regionach Białorusi Jan Chrzciciel to nadal jeszcze Jan Kupała).

Stąd też zapewne w powszechnej świadomości społecznej wziął się inny pogląd, iż nazwa święta pochodzi od imienia rzekomego słowiańskiego bóstwa – patrona miłości i płodności – Kupały. W rzeczywistości teza o istnieniu takiego bóstwa jest najprawdopodobniej efektem wtórnym, stopniowo przeprowadzanej chrystianizacji (to raz przenikającej na tereny pogańskie to znów cofającej się – jako że chrystianizacja bynajmniej nie przebiegała ani specjalnie gwałtownie, jakby kto raptem światło zgasił, ani też bezproblemowo i bez oporów, jak się to niektórym wydaje). Raz wprowadzona postać Jana Kupały, w pewnych regionach mogła natomiast ulec pewnemu wtórnemu przeobrażeniu i następnie powrócić jako personifikacja o charakterze pogańskim.

W rzeczywistości wyraz “kupała” pochodzi najpewniej z indoeuropejskiego pierwiastka “kump”, oznaczającego grupę, czyli gromadę, zbiorowość, z którego wywodzą się słowa takie jak kupa, skupić, kupić (w sensie “gromadzić”). Jeśli natomiast chodzi o słowo “sobótka” (późniejsze określenie Kupalnocki), to prawdopodobnie stworzone zostało przez Kościół i od zarania miało wydźwięk pejoratywny; znaczyło dokładnie tyle, co “mały sabat”. Z nazwą tą wiąże się również pewna legenda, mówiąca o tym, jakoby Sobótka była uroczystością ku czci pięknej dziewczyny o tym właśnie imieniu. Sobótka w bliżej nieokreślonym czasie zamieszkiwała ponoć bliżej nieokreśloną wioskę. Narzeczony jej, Sieciech, powróciwszy z wojny miał swą wybrankę pojąć za żonę, jednak wioska ich została nagle zaatakowana przez hordy wroga. Podczas odpierania ataku Sobótka zginęła, trafiona w samo serce. A działo się to wszystko w noc letniego przesilenia.

Informacje na temat obchodów Sobótki są dość ubogie z racji tego, że Kościół od zawsze próbował rzeczone obchody początkowo zwalczać (zarówno własnymi środkami, jak i za pośrednictwem zakazów i kar ogłaszanych przez władców świeckich), a później zmieniać – nadając im sens, wyraz i symbolikę chrześcijańską. W wyniku tych działań obchody Kupalnocki stopniowo zaczęły zanikać, ulegały zapomnieniu bądź zniekształceniu już w okresie XII – XV wieku, by w drugiej połowie XVI stulecia znów “odżyć”, wraz z nadejściem epoki głoszącej powrót człowieka do natury, do tego, co dawne i pierwotne. Znalazło to zresztą odzwierciedlenie w literaturze tamtego okresu (vide: “Pieśń Świętojańska o Sobótce” autorstwa Jana Kochanowskiego).

Na pewno wiadomo, że Kupalnocka poświęcona jest przede wszystkim żywiołom wody i ognia, mającym oczyszczającą moc. To również święto miłości, płodności, słońca i księżyca. Na Litwie istnieje pieśń, opowiadająca jak to pierwszej wiosny po stworzeniu świata, Księżyc ożenił się ze Słońcem. Kiedy jednak Słońce po nieprzespanej nocy poślubnej wstało i wzniosło się ponad horyzont, Księżyc je opuścił i zdradził z Jutrzenką. Od tamtej pory oba ciała niebieskie są wrogami, którzy nieustannie ze sobą walczą i rywalizują – najbardziej podczas letniego przesilenia, kiedy noc jest najkrótsza, a dzień najdłuższy.

W niektórych regionach wierzono, że od przesilenia wiosennego do letniego nie można kąpać się za dnia w rzekach, strumieniach czy jeziorach; natomiast kąpiel po zmroku lub przed wschodem słońca leczyła rozmaite dolegliwości (jako, że woda była podówczas uzdrawiającym żywiołem należącym do księżyca). Wiązało się to jednak z innym ryzykiem, czyli narażeniem się na gniew duchów i demonów zamieszkujących dany akwen wodny (skutkującym wręcz nawet utopieniem), które to ryzyko zmniejszało się właśnie od momentu przesilenia letniego (stąd kąpiel właśnie w Noc Kupały nabierała szczególnej mocy oczyszczającej i zdrowotnej).

Obchody Kupalnocki rozpoczynały się od rytualnego skrzesania ognia z drewna jesionu i brzozy (w niektórych źródłach mowa jest tylko o drewnie dębowym), po uprzednim wygaszeniu wszelkich palenisk w całej wsi. W obranym miejscu wbijano w ziemię brzozowy kołek, po czym zakładano nań jesionową piastę, koło ze szprychami owiniętymi smoloną słomą. Następnie obracano koło tak szybko, że w wyniku tarcia zaczynało się ono palić. Wtedy je zdejmowano i płonące toczono do przygotowanych nieopodal stosów, dzięki czemu szybko zajmowały się ogniem. Szeregi stosów układanych zazwyczaj na wzgórzach płonęły owej nocy niemalże w całej Europie. Skakanie przez ogniska i tańce wokół nich miały oczyszczać, chronić przed złymi mocami i chorobą, a palenie na stosach ofiar, składanych z drobnej zwierzyny i ptactwa oraz magicznych ziół, zapewniało urodzaj tudzież płodność zwierząt i ludzi.

Noc sobótkowa była również nocą łączenia się w pary. Niegdyś kojarzenie małżeństw należało do głowy rodu oraz ważniejszej starzyzny rodu i “wynajmowanych” przezeń zawodowych swatów. Ale dla dziewcząt, które nie były jeszcze nikomu narzeczone i pragnęły uniknąć zwyczajowej formy dobierania partnerów (np. z powodu braku odpowiedniego wiana, czy w przypadku młodzieńca niespełniającego wymaganej wysokości posagu) Noc Kupały była wielką szansą na zdobycie ukochanego. Młode niewiasty plotły więc wianki z kwiatów i magicznych ziół, wpinały w nie płonące łuczywo i w zbiorowej ceremonii ze śpiewem i tańcem powierzały je falom rzek i strumieni. Trochę poniżej czekali już chłopcy, którzy – czy to w tajemnym porozumieniu z dziewczętami, czy też liczący po prostu na łut szczęścia – próbowali wyłapywać wianki. Każdy, któremu się to udało, wracał do świętującej gromady, by zidentyfikować właścicielkę wyłowionej zdobyczy. W ten sposób dobrani młodzi mogli kojarzyć się w pary bez obrazy obyczaju, nie narażając się na złośliwe komentarze czy drwiny. Owej nocy przyzwalano im nawet na wspólne oddalenie się od zbiorowiska i samotny spacer po lesie.

Przy okazji rzeczonego spaceru młode pary najczęściej udawały się na mokradła lub w ostępy leśne na poszukiwanie legendarnego, wróżącego pomyślność losu, kwiatu paproci… O ile jednak pierwotnie młodzi chłopcy niewątpliwie poszukiwali pewnego kwiatu to zapewne chodziło o taki, który każda panna stracić może tylko raz (sam kwiat paproci – pod tą właśnie nazwą znaczeniową, pozostającą w sprzeczności z przyrodniczym doświadczeniem botaników mówiącym w sposób zdecydowany, że paproć nie kwitnie; należy bowiem do rzędu roślin bezkwiatowych – po raz pierwszy pojawia się jednak dość późno, bo najprawdopodobniej na początku XIX w. w baśniach Braci Grimm). Tu jednak nie należy ulegać powszechnej, dalece przesadzanej, opinii o szczególnej rozwiązłości towarzyszącej temu świętu. O ile bowiem faktycznie zdarzyć się mogło, że któraś z panien tej nocy straciła swój wianek, to tylko wówczas jeśli w dalszej kolejności szły za tym poważniejsze zobowiązania – czyli swaćba (ślub). Warto przy tym pamiętać, że najstarsze relacje z tych świąt sporządzane były zazwyczaj przez (raczej niezbyt przychylnych pogaństwu) kościelnych duchowych, dla których nawet pół odsłoniętej w tańcu łydki często stanowiło zupełnie wystarczający powód do zgorszenia i obrazy moralności. O świcie młodzi powracali jednak do wciąż płonących ognisk by przepasawszy się bylicą i trzymając za dłonie przeskoczyć przez płomienie ogniska. Skok ów kończył obrządek przechodzenia przez wodę i ogień, i w tym jednym dniu w roku stanowił podobnież swojego czasu symboliczny rytuał zawarcia małżeństwa.

Według innej koncepcji (przy czym jedna nie musiała bynajmniej wykluczać drugiej, a wręcz doskonale się uzupełniały i wzajemnie przenikały) legendy i obrzędy związane z motywem kwiatu paproci (których pochodzenie i ślady są znacznie starsze, a które mogły stać się inspiracją dla baśni Braci Grimm) wynikać mogą z faktu, że nazwy roślin stanowiły aż po XVIII-XIX wiek prawdziwy chaos (i to nie tylko w naszym języku). Ta sama roślina w rożnych okręgach (nawet sąsiednich osiedlach) nosić mogła inne nazwy (ta sama nazwa na rożnych terenach albo w rożnych okresach, mogła oznaczać odmienne rośliny). Wyraz paproć (albo paprotka) stanowił oryginalnie nazwę nie jakiejś określonej rośliny, ale był terminem ogólnym, oznaczającym zbiorowo wiele rodzajów roślin znajdowanych na gruntach podmokłych. Sam wyraz wywodzi się z pierwiastka indoeuropejskiego “pap-r,” oznaczającego sitowie (a z niego wywodzą się takie wyrazy jak: papka, papię, paproch, paprać itd., a także grecki papyros, skąd papier.) Naturalnie rośliny nazywane “paproć”, podobnie jak rośliny nazywane “trawa” lub “ziele”, miały także swoje szczegółowe nazwy rodzajowe.

Paprociami były zatem np.: długosz, gnieźnik, karlik, mokrzyca, nasięźrzał, parlist, podejźron, rososzka, zanognica, zapartnica, zylwa itd. (ta lista nawet nie obejmuje połowy nazw). W większości są to istotnie różne odmiany roślin z rodziny paprociowatych (w terminologii botanicznej Filicalae) ale są tu też rośliny innych rodzajów. Tak wiec do rodziny storczykowatych (Orchidacae) należą: podkołan, parlist, gnieźnik i karlik, których kwiaty otwierają się albo pachną tylko w nocy. Jest tu też roślina z rodziny owełkowatych (Proteaceae), należącej do najstarszych na świecie roślin kwitnących, mianowicie rososzka, nazywana także rososna, lub rososzla. Z drugiej jednak strony nazwa rososzla, lub rososz oznacza także gatunek paproci Martensia dichotoma. Roślina zwana zapartnica, albo zanokcica należy do rośliny połoniczkowatych (Caryophyllaceae) albo goździankowatych (Ilicineae) (nie jest dobrze zidentyfikowana); w obu wypadkach jest to roślina lub krzew kwitnący. Ale nazwa zanogcica (przez g) oznacza także paproć Asplenum ruta-muraria, której inne nazwy są słodziszka, albo mokrzyca. Ta sama jednak nazwa – mokrzyca – oznacza też roślinę kwiatowa (z rodziny Alsineae), której inne nazwy są: muszec, ptasie ziele, lub… zanokcica (przez k). Tak wiec “kwiat paproci” to mogła być którakolwiek z tych roślin. Wiele z nich zakwita właśnie w czerwcu…

Należy też dodać, że są gatunki paproci, mniej pospolite, jak np. gatunek zwany długosz, albo fijołki (nie fiołek – fijołki jest mianownikiem liczby pojedynczej przymiotnika oznaczającego kolor, analogicznie, jak np. “niebieski”), nazwa botaniczna Osmunda regalis. Albo gatunek zwany podejźron, obejmujący kilka odmian Botrychium (virginianum, lunaria, multifidum), wreszcie gatunek zwany nasięźrzal, masierzon albo języcznik (Ophiglossum vulgatum). Ich sporonośne liście są drobne, zebrane w obfite grona na wydłużonych łodygach i sprawiają wrażenie gron kwiatowych, tym bardziej, że rośliny te maja inne liście bez sporów. Wszystkie one noszą tez nazwę… “paproć kwitnąca” (również i w innych językach europejskich: flowering fern, fougère fleuri, Rispenfarn, etc.). Zatem szukanie i znajdowanie “kwiatu paproci” – niekoniecznie w każdym przypadku takiej samej rośliny – choć utrudnione podmokłym gruntem leśnym i nocą – wcale nie było niemożliwe. Każda z par sobótkowych miała wcale niezłą szansę znalezienia takiego czy innego “kwiatu paproci” a z nim i widoków pomyślnego losu.

Legendy o kwiecie paproci, zwanym też “Perunowym Kwiatem” (napięcie w przyrodzie podczas burz miało sprzyjać kwitnieniu tej rośliny) znane są zatem z przeróżnych podań i gdzieniegdzie przetrwały do dziś. Opowiadają o wielu ludziach, którzy błądzili po lasach i mokradłach próbując odnaleźć magiczny, obdarzający bogactwem, siłą i mądrością, widzialny tylko przez okamgnienie kwiat paproci. W podaniach czeskich i niemieckich znalazca kwiatu paproci powinien szukać skarbów w ciemnym borze. We francuskich – na najwyższym w okolicy wzgórzu, do którego ma dobiec przyświecając sobie ognistym kwiatem jak pochodnią. W legendach rosyjskich natomiast po zerwaniu gorejącego kwiatu należy wyrzucić go jak najwyżej w powietrze i szukać skarbu tam, gdzie spadnie. A zdobycie rośliny nie było łatwe – strzegły jej widzialne i niewidzialne straszydła, czyniące straszliwy łoskot, gdy tylko ktoś próbował się do perunowego kwiatu zbliżyć.

Poza skakaniem przez ogień i szukaniem kwiatu paproci w Noc Kupały odprawiano również szereg rozmaitych wróżb, bardzo często związanych z miłością, mających pomóc poznać przyszłość. Wróżono ze zrywanych w całkowitym milczeniu kwiatów polnych i z wody w studniach (przepiękny opis rzeczonych dwóch wróżb znajduje się nawet w jednej z bajek dla dzieci o Muminkach autorstwa Tove Jansson), wróżono z rumianku i kwiatów dzikiego bzu, z cząbru, ze szczypiorku, z siedmioletniego krzewu kocierpki, z bylicy… i z mnóstwa innych roślin oraz znaków. Powszechnie wierzono też, iż osoby biorące czynny udział w sobótkowych uroczystościach przez cały rok będą żyły w szczęściu i dostatku.

Pomimo tego, że wiele praktyk magicznych towarzyszących temu świętu wyparto i zapomniano, to zachowało się jednak dostatecznie wiele by współcześnie Noc Kupały nadal obchodzona była przez rodzimowierców słowiańskich w kontekście czysto religijnym. Choć sama liturgia w trakcie obrzędów może różnić się w zależności od grup reprezentujących poszczególne środowiska, o tyle zawsze wyodrębnić można kilka najważniejszych wspólnych elementów. Jednym z nich jest złożenie stosownych ofiar (składających się zazwyczaj z plonów rolnych – chleba, kaszy, miodu i piwa) słowiańskim Bóstwom. Wiążą się z tym zazwyczaj modlitwy dziękczynne za okazaną przez te Bóstwa dotychczasową przychylność oraz prośby o jej okazanie w przyszłości. Innym stałym elementem są zabiegi związane z żywiołami wody i ognia, mające magiczną, oczyszczającą uczestników, moc (pierwsza tegoroczna kąpiel w rzece lub jeziorze, czy rytualne skoki przez ogień). Kolejnym elementem są wróżby, szczególnie te mające aspekt miłosny, z których najbardziej znaną jest naturalnie puszczanie wianków. Obchody zamyka zaś (jak większość rodzimych słowiańskich świąt, które cechuje radość życia) huczna biesiada do białego rana. Zaproszenia na tego rodzaju obchody znaleźć można bez problemu na stronach internetowych poszczególnych związków lub chociażby (po za wielkoformatowymi imprezami kulturalnymi, luźno inspirowanymi tą rodzimą tradycją) w zapowiedziach serwisu WikiNews.

Autor: Ratomir Wilkowski
Źródło: iThink

BIBLIOGRAFIA

1. Rodzimy Kościół Polski – Noc Kupały

2. Polska.pl – Noc Kupały

3. J. P. Horzelski – Świętojańskie wianki i kwiat paproci, Wiadomości 21/1521, Londyn 1975

4. Slowianie.Rrepublika.pl Święto ognia i wody

5. Wikipedia – Noc Kupały

Print Friendly, PDF & Email

1 Star2 Stars3 Stars4 Stars5 Stars Zostań pierwszą osobą, która oceni ten wpis!
Loading...



19
Dodaj komentarz

Chcesz skomentować? Zaloguj się!
  Subskrybuj  
najnowszy najstarszy
Powiadom o
Ciemnogrodzianka

Dzięki Bogu i Kościołowi ludzie doszli do rozumu i nie potrzebują oddawać czci żywiołom (= bezmyślnej materii), szukać mitycznego kwiatu paproci, którego ,jak dowodzi sam autor, nie ma, bądź unikać kąpieli ze względu na narażenie się domonom- stąd kąpiemy się kiedy chcemy i gdzie chcemy.
Jeden prastary obyczaj przetrwał do dzisiaj i rozwija się nadzwyczj pomyśnie: składanie ofiary słowiańskiemu Bóstwu w postaci piwa (lech, żubr, harnaś okocim itd), który to kult jest niemal powszechny. I dzięki za to wszystko Bogu i Kościołowi!

rysio

Ten kościół i bóg, któremu pokłony bije m.in. koleżanka Ciemnogrodzianka, to taka sama sekciarska bzdura jak każda inna na rynku usług religijnych. Dominująca w ciemnym grodzie sekta czci obrazki i pomniki niejakiej Maryśki, w czwartkowe święto “pańskiej skórki” wychodzą na ulice i robią czary – mary przy czasowo budowanych miejscach obrzędowych, z niemowlaków wypędzają demony polewając je brudną, zimną wodą, wymieniają się zarazkami mocząc kończyny przy wejściu do publicznego domu modlitewnego… można bzdury wymieniać bez końca – dlatego proponuję wojny religijne prowadzić w innym wymiarze, gdyż przypierdzielanie się do innego sekciarstwa wróci jak bumerang…

@Ciemnogrodzianka “I dzięki za to wszystko Bogu i Kościołowi!”

Boga lepiej w to nie mieszaj, bo się jeszcze obrazi. A Watykanowi będzie można podziękować dopiero, jak wycofa stąd swoje interesy… w Afryce ich bardziej potrzebują :)

Religia chrześcijańska jest wysterowana i zmanipulowana ,to fakt ,ale wszystkiego zafałszować się nie da i wciąż zawiera wiele ponadczasowych wartości ludzkich ,moralnych i duchowych . Oczywiście mam na myśli wyłącznie chrześcijaństwo nowotestamentowe .
Starosłowiańskie wierzenia ,w mojej opinii ,pozwalały lepiej zrozumieć rzeczywistość w którym żyjemy ,były usytuowane bliżej natury ,ukazywały człowieka jako integralną część przyrody ,zawierały sporą wiedze na temat mechanizmów i prawideł funkcjonowania świata .Słowianie nie patrzyli na świat jak na pozbawioną ducha materie .Przeciwnie ,wszędzie dostrzegali świadomość ,sprawczą inteligencje

@rysio .Pacnij się w łeb swoim talmudzikiem . Diaboliczna judeo-pralnia mózgu ,to jest dopiero kpina ,praktycznie nieograniczona ,rasistowski system nienawiści

Ciemnogrodzianka

@ realisto czy potrafisz czytać teksty, m.in. mój komentarz, który ściśle wiąże się z powyższym artykułem ze zrozumieniem? Poza tym pewnie nie wiesz, że Kościół k. powstał w kręgu kultury śródziemnomorskiej i o ile coś przejął to z judaizmu, misteriów greckich i rzymskich.A.Brückner np. twierdzi,że Światowit, to nikt inny , jak Święty Wit. zatem to nie ze Słowiańszczyzny do chrześcijaństwa. lecz odwrotnie.A .wypowiadam się tylko dlatego, ze akurat wiem sporo na ten temat.
@ rysio, szczególnie umiłowany przeze mnie, w swym zacietrzewiniu pomylił świątynię katolicką z meczetem.
Schlebia mi, że żaden z moich interlokutorów nie potrafił znaleźć logicznych argumentów przeciw mojemu wywodowi.
Wszystkich czterech Panów zapraszam na rytuał oddawania czci bożkowi piwa- tylko Lech!

“to już wolę swojskie, rodzime “zabobony”… .. .”

…w których może być ukrytych więcej mądrości i odniesień do natury rzeczywistości niż w syntetycznych przeszczepach tworzonych na zamówienie.
Indian się mordowało, nie dla tego, że byli dzikusami, tylko, że za mądrzy byli, by się mogli dopasować do raka.

Ciemnogrodzianka

@ realista-A. Brückner w: “Mitologia słowiańska i polska”, cyt.” .. co gdzieś u jakiś Słowian znachodzono, niezwłocznie na wszystkich przenoszono “.,.” upatrywano w Świętowicie albo w Perunie bóstwa ogólnosłowiańskie.(…) W istocie Słowianie pierwotni ani jednego, ani drugiego bóstwa nie znali nigdy: Świętowita czczono wylącznie na Rui, nie znano go poza nią(…): Piorun wcale nie byl pochodzenia słowiańskiego.” A zatem Świętowit był lokalnym bóstwem słowiańskim, choć dla Słowian późniejszych.W tymże samym rozdziale Brückner wspomina o rytualnych mordach dokonywanych przez Słowian, piciu krwi z czaszek itd.Nawiasem mówiąc, jakie podobieństwo do obrzędów azteckich Indian. Oczywiście Świętowit, a nie Światowit; której to nazwy użylam, jako powszechniej znanej

@ Raptor :Ględzenie o wyższości mitologi naszych przodków nad kulturo- i cywilizacyjnotwórczą rolą chrześcijaństwa wpisuje się w narzekanie ryb na wilgotność wody.
Życzę Panom pomyślności w poszukiwaniu kwiatu paproci, unikaniu kapieli w określonych akwenach ze względu na narażenie się domonom i hasania po krzakach za wybranką swego serca, a wreszcie podczas chłeptania krwi z czaszek ofiar – smacznego!
Dzieki Bogu i Kościołowi chrześcijanie są z tego zwolnieni! Chyba zostanę chrześcijanką!

@Ciemnogrodzianka “Ględzenie o wyższości mitologi naszych przodków nad kulturo- i cywilizacyjnotwórczą rolą chrześcijaństwa wpisuje się w narzekanie ryb na wilgotność wody.”

To samo tyczy się ględzenia o wyższości chrześcijaństwa nad mitologiami naszych przodków.

W.

Wyznawcy Peruna czcili Peruna bo bali się piorunów, które widzieli na własne oczy.
Wyznawcy Jahwy czczą Jahwę, bo boją się go, chociaż nigdy go nie widzieli.

Która religia mądrzejsza?

Ciemnogrodzianka

12 @ Raptor- czy rzeczywiście widzisz rolę kulturo- i cywilizacyjnotwórczą słowiańskiego pogaństwa ? Jaką?
Spożywanie Ciała i Krwi Zbawiciela, a zwykłego człowieka- przymusowej ofiary rytualnej- jest różnicą.
13.@ W. czczenie Jahwe a kult Peruna- pioruna:
Jahwe stworzyciel Wszechświata, w tym piorunów.
Obrazowo: Jahwe (Stworzyciel wszechrzeczy) do Peruna -pioruna ma się tak, jak inżynier-konstruktor mercedesa do tegoż samochodu. Czy jeśli czegoś nie widzę, to owa rzecz nie istnieje? Nie widać Sprawcy, ale widoczne jego dzieła, no i która religia mądrzejsza?
Może warto zainteresować się teorią Inteligentnego Projektu.

@Ciemnogrodzianka “Spożywanie Ciała i Krwi Zbawiciela, a zwykłego człowieka- przymusowej ofiary rytualnej- jest różnicą.”

Znasz jakiegoś dobrego lekarza, czy potrzebujesz pomocy?

W.

Słowianie też mieli boga, który stworzył wszechświat. Generalnie wierzyli, że jest jeden bóg Świętowit występujący w postaciach wielu bóstw (dopiero pod koniec świetności czasów pogan zaczęli tworzyć wizerunki bóstw, aby móc konkurować z Kościołem, który pokazywał swojego boga na krzyżu). Między wierzeniami Greków i Słowian nie można stawiać znaku równości, bo mitologia inna i inny sposób pojmowania świata. U Greków były to posiadający ludzkie cechy osoby o boskich mocach, a u Słowian siły przyrody. Jahwe z kolei to według ST tyran okrutny i mściwiec-despota, każący mordować wszystkich, którzy się przed nim nie płaszczą albo postępują nie tak, jak żąda (składano mu krwawe ofiary z ludzi) a według NT sado-masochista i samobójca (bo chciał umrzeć w męczarniach, choć mógł śmierci uniknąć – sam doprowadził i chciał swojej śmierci) nawołujący do picia jego krwi i jedzenia ciała. Brrr… Tajemnicą wiary chrześcijańskiej jest chyba to, jak bardzo trzeba być zaślepionym, by widzieć to zło i wciąż mówić, że jest miłością i dobrem.

Słowianie w odróżnieniu od wyznawców Jahwy, nie narzucali swej wiary mieczem i podstępem, lecz szerzyli ją przykładem i byli tolerancyjni religijnie (nie zabijali innowierców – chyba, że zbezcześcili ich święte miejsca, jak św. Wojciech, który świadomie wyrąbał drzewa w których żyły duchy zmarłych krewnych).

Słowianie czcząc przyrodę dbali o nią – byli proekologiczni. Wyznawcy Jahwe nie czczą przyrody, bo Jahwe dał im całą Ziemię we władanie i pozwolił robić z nią co chcą, i skutki tej filozofii religijnej są dzisiaj widoczne – wszędzie śmieci i skażenia.

Ciemnogrodzianka

B. dziękuję @realiście i @ W za rzeczowe odnoszenie się do moich komentarzy,a @ Raptorowi za cool humor! .
11@realista i 18@ Raptor spożywanie Krwi i Ciała pod postaciami chleba i wina.
16@realista – pt 1) nie pytałam o Greków i Rzymian, bo ich osiągnięcia+ chrześcijaństwo dały podwaliny pod cywilizację europejską ( wł. łacińską).
pt.2) -o słowiańskich ofiarach-mój post 10.Słowianie proekologiczni? To skąd wzięły się pola, choćby w Wielkopolsce? Uczono mnie, że stało się tak wskutek wypalania lasów.Chwalebne czczenie pojedynczych drzew to nie ekologia.Gdzie bylibyśmy, gdybyśmy pozostali przy wierzeniach naszych praprzodków? Entuzjaści dawnych kultur mają, jeszcze! mozliwość udania się do obszarów nietkniętych cywilizacją. Powodzenia!
pt3) nie miejsce tu, by prowadzić długie wywody . Skąś się cały Wszechśwait musiał wziąć.Nie sądzę, aby kiedykolwiek nauka potrafiła to wyjaśnić. O początku i końcu wszechrzeczy mówią religie. Nie mamy wiedzy, więc wierzymy. A przecież ok. 2/3 Wszechświata składa sie z niematerialnego tworzywa, jak więc może to badać nauka, która zajmuje się, w przeważającej części, materią? To jest pole dla metafizyki.
19@ W- Świętowit był bóstwem lokalnym ( Rugia) i wtórnym- wł. święty Wit- zapożyczenie z chrześcijaństwa. ( post 7)
Cywilizacja łacińska opiera się chrześcijańskiej idei: miłości Boga i bliźniego ( każdego bez względu na płeć, wiek, narodowość stan). Jest to jednoznacznie dobre. W innych cywilizacjach istnieją odmienne pojęcia dobra, np. w islamie pogardzanie kobietą, dżihad, czy w hinduizmie nietykalni.
Dobro w pojęciu chrześcijańskim jest istotą człowieczeństwa. Przy tym tylko chrześcijaństwo umożliwia rozwój duchowy człowieka, stąd takie osiągnięcia w nauce,kulturze, sztuce i gospodarce.W/w przełożyły się na rozwój techniczny, którego beneficjentami jest cała ludzkość.
Naturalnie,między ideami a realem jest pewien rozziew, ale taka to słabująca kondycja człowieka.

Ciemnogrodzianka

@realisto- przyznam, że z niejakim trudem podążam Twoją ścieżką rozumowania, ponieważ moja wiedza historyczna różni się od Twojej , co do faktów. Nie wiem, w jakiej by dziedzinie czasy antyczne przewyższały średniowiecze ? No, może w sztuce rzeźbiarskiej i filozofii. Choć i tu arystotelejskie postrzeganie świata rozwinął i wzniósł na wyżynyludzkich możliwości św. Tomasz z Akwinu.
Największym osiągnięciem czasów średnich stał się upadek niewolnictwa i zapanowanie feudalizmu. Był to niebywały postęp w dziejach ludzkości. Za tym potoczyły się liczne zmiany.
Prawdziwymi drożdżami rozwoju stała się oświata, której ośrodkami były klasztory ( np. Cluny). Dość liczne, jak na tamte czasy szkółki przyklasztorne umożliwiły rozpowszechnienie wiedzy w takim stopniu i na takim poziomie ,że od XIIw. powstają uniwersytety, zjawisko niespotykane w innych cywilizacjach.Wynalezienie druku, odkrycia geograficzne, teoria Kopernika itd- nie zaistniałyby, gdyby nie średniowiecze. Tu rola Kościoła jest nie do przecenienia! Zresztą, oświata po wiek XIX była całkowicie w rękach Kościoła. Ale… jak mam uczyć historii w komentarzu ? B. ciekawy post 16. jest materią na dłuższą dyskusję. Pozdrawiam.

Ciemnogrodzianka

@Raptor-Twoja celna riposta (18) na moją gafę (15) wywołała salwę gromkiego śmiechu w Ciemnogrodzie i okolicach. Toteż Ciemnogrodzianie postanowili nadać Ci tytuł : Honorowego Pogromcy Ciemnogrodziańskich Gaf. Ja ze swej strony gratuluję, życzę czujności i trafnych bon motów w przypadkach podobnych do mojego.

@realista
Piękne, aczkolwiek smutne podsumowanie.

@Ciemnogrodzianka: “Toteż Ciemnogrodzianie postanowili nadać Ci tytuł : Honorowego Pogromcy Ciemnogrodziańskich Gaf.”

Dziękuję serdecznie. Gdzie i kiedy mam się zgłosić po odbiór nagrody?

Pozdro.

Ciemnogrodzianka

@ Raptor- to tylko Tytuł. Zastanawiam się natomiast, jak zrealizować moje zaproszenie z postu 7.? Tymczasem muszę dojść do siebie po Nocy Kupały, a jako amatorkę chrześcijaństwa, czeka mnie jeszcze nocna kąpiel (oczywiście w akwenie na otwartym powietrzu) z racji wigili św. Jana Chrzciciela. Gdzie? Tam gdzie Ty! Pozdr. i do spotkania!

nore13

Oj, widzę że o nocy kupały się rozmówka rozwinęła… Właściwie to wiele już zostało powiedziane i niewiele zostało do dodania, ale coś myślę że i od siebie jeszcze dodać mogę…
Na pierwszy ogień bym wrzucił mocno przecenianą cywilizacyjno twórczą rolę chrześcijaństwa, oczywiście nie można takiej roli kościołowi odmówić, bo przeczylibyśmy faktom, ale należy na to spojrzeć z szerszej perspektywy. Bo z tą cywilizacyjno twórczą rolą chrześcijaństwa, to trochę jak patrzenie na kwiatek, a nie dostrzeganie że wyrósł na górze gówna i gnijących zwłok… Albo jeszcze jedno porównanie; to jak chwalenie obozu koncentracyjnego za to, że w więźniach rodziło się poczucie braterstwa i chęć pomocy współwięźniom… I się chyba w tym względzie do tych dwóch porównań ograniczę, bo są chyba wystarczająco wymowne…

Co do Peruna np. i starożytnych kultów w ogóle, to nie wiemy o nich nic prawie, a nasze pojęcie w tym temacie jest budowane na jakiś raczej mało obiektywnych, szczątkowych informacjach. A może ta cała mitologia to cienie odległej nauki, wiedzy. Taki Perun np. może być terminem zawierający konkretną wiedzę, właściwości, związek przyczynowo skutkowy…
Taki przykład, nasza cywilizacja przestaje istnieć w wyniku wojny atomowej, czy upadku meteoru… Część ludzi przeżywa, i opowiada potomkom o elektromagnetyzmie, esencja tych opowieści z biegiem lat się zaciera… Tysiąc lat później udaje odbudować się cywilizacje, a znawca piszę: “Elektromagnetyzm był bogiem piorunów i burzy, czczonym przez pradawne prymitywne plemiona naukowców.” He, he…

pl Polski
X