Nekrofilia smoleńska

Opublikowano: 10.04.2013 | Kategorie: Polityka, Publicystyka

Liczba wyświetleń: 355

Jak długo można rozpamiętywać traumę? Jak długo można o niej mówić, myśleć, kurczowo trzymać się martwych ciał, pożądać szczątków wraku? Trzy lata to dostatecznie długo, aby pogodzić się z zawodem miłosnym, z odejściem ukochanej osoby, ze śmiercią kogoś bardzo bliskiego. Często wystarcza okres dwa razy krótszy, by pogodzić się ze stratą i powrócić do życia, do teraźniejszości. Jednak można także tkwić w tragedii i krzywdzie, rozpaczać i płakać do końca życia. Gdy wydarzenie ma charakter publiczny, przestaje to być kwestią jednostkowej adaptacji i staje się medialnym tematem absorbującym rzesze ludzi. Cierpienie się wtedy zwielokrotnia. Rozpaczy i złości nie ma końca.

Zamiłowanie do rozdrapywania ran jest cechą charakterystyczną części polskich elit. Zamiast przypominać to, co może stanowić powód do radości, choćby doniosłe wydarzenia kulturalne i sukcesy naukowe, zaś z przeszłości te okresy, gdy w Polsce panował pokój i tolerancja, rozpamiętuje się powstania, w zasadzie wszystkie oprócz tego jedynego, które przyniosło jakieś dobre skutki – Wielkopolskiego. Podkreśla się na przykład, jakimi to bohaterami byli powstańcy styczniowi, którzy w imię swojego klasowego interesu doprowadzili do rozlewu krwi, najczęściej cudzej, do własnej emigracji na mroźny wschód, a w kraju – do represji i przejęcia przez carskie państwo ich mienia, niekiedy wraz z żonami.

W Warszawie w imię fałszywie pojmowanej polityki historycznej powstało muzeum powstania, wznieconego przez grupkę bezpiecznie zadekowanych za granicą politykierów. W wyniku tej ludobójczej w skutkach decyzji zginęło niemal ćwierć miliona niewinnych ludzi, a stolica Polski została prawie całkowicie zniszczona. Po wojnie trud i nakłady włożone w jej odbudowę były wielokrotnie wyższe, niż prawdopodobnie miałoby to miejsce, gdyby, jak w Krakowie, zachowano rozsądek i umiar. Muzeum rzekomo głoszące bohaterstwo powstańców warszawskich to niezamierzone szyderstwo z wartości ludzkiego życia, to apoteoza bezsensownej agresji i martyrologii w imię walki londyńsko-polskich elit o władzę. To wreszcie zapowiedź nekrofilii smoleńskiej, która czekała tylko na dogodny moment. Statek powietrzny swoim upadkiem otworzył puszkę Pandory i uwolnił z niej opary ekstazy wywołanej śmiercią mimowolnych bohaterów.

Zarzuty stawiane polskim śledczym i rosyjskim władzom są przejawem walki politycznej. Ludzie niewiarygodni, ukrywający prawdę, dogadujący się ze spiskowcami z obcego mocarstwa nie zasługują przecież na mandat do rządzenia. Warto ich zohydzić obojętnym, zaś poddać nienawiści i wrogości zaangażowanych. Przejawem doprowadzonych do absurdu aktów rozdrapywania ran, potęgowania bólu, złości i agresji, jest ekshumacja i ponowna identyfikacja szczątków. Przebiega ona pod hasłem naprawienia moralnych szkód, jakie zdaniem jej inicjatorów przyniosło potraktowanie ludzkich szczątków bez należnego im szacunku. Wokół tych wydarzeń zbierają się rzeczywiste i medialne tłumy. Demaskacji zamienionych fragmentów zwłok i ponownym pochówkom towarzyszy atmosfera krzywdy i mściwości.

Zamiłowanie do obcowania ze śmiercią służy konsolidacji wyznawców wokół wartości kulturowo bliskim animatorom tych wydarzeń. Bóg – honor – ojczyzna ożywają wraz ze świadomością śmiertelności ludzi, którym te hasła są bliskie (o teorii opanowywania trwogi w kontekście smoleńskim napiszę osobno). Zajmują się zwłokami i absorbują nimi innych ci, którym zależy na dzieleniu ludzi na prawdziwych Polaków i „postsowieckich zdrajców”. Najbardziej uderzające jest to, że mentalnym i dosłownym wygrzebywaniem zwłok zajmują się ludzie aspirujący do wyższej duchowości, którą ma im zapewniać religijność. Polityczną nekrofilię uprawiają przeważnie ludzie deklarujący wiarę w nieśmiertelność duszy i życie wieczne. Zamiast duszami w Niebie zajmują się zwłokami na Ziemi. No i oczywiście łowieniem duszyczek wyborców.

Nekrofilia smoleńska nie byłaby nieuchronna, gdyby nie paranoja – wierzę, że szczera, nie udawana – animatorów rozdrapywania ran i ich akolitów. Nikt nie uznaje za bohaterów ofiar wypadków samochodowych, ludzi zaczadzonych we śnie, zmarłych w pożarze. Podobnie nikt nie mógłby w sensowny sposób uzasadnić rzekomego bohaterstwa ofiar nieudanego lądowania samolotu pod Smoleńskiem, gdyby nie wiara w zamach rzekomo zaaranżowany przez władze rzekomo nieprzyjaznego Polsce mocarstwa. W spisek Putina wymierzony w Lecha Kaczyńskiego (Izabela Jaruga-Nowacka i kilkadziesiąt innych osób to tylko ofiary uboczne?) wierzą inteligenci, naukowcy, erudyci, a także tak zwani prości ludzie, których wspólną cechą jest skrajna nieufność wobec polityków i niechęć wobec Rosji, postrzeganej jako mocarstwo niemal tożsame z tym, przeciwko którym polskie elity wysyłały na rzeź niewinnych Polaków w 1863 i 1944 roku.

Paradoksalnie, dzisiaj pozostałe przy życiu elity próbują podburzać ludzi przeciwko innym żywym elitom, powołując się na rzekomy spisek, przebiegłych rosyjskich kontrolerów lotu, umyślne nieprzystosowanie nawigacji na wojskowym lotnisku do potrzeb cywilnych VIP-ów, brzozę zdradziecko posadzoną, sztuczną mgłę i trotyl. Każde z tych narzędzi zbrodniczej wielkomocarstwowej polityki wystarczyłoby do spowodowania wypadku lotniczego, zaś wszystkie razem lub łączone w kombinacje potwierdzają tylko spisek. Jeśli eksperci zaprzeczają, wskazując na merytoryczne słabości argumentów i logiczne luki wywodów, tym lepiej dla spisku. Przecież on polega na tajności, mataczeniu, spiskowaniu. Nawet zwłoki pozamieniano dla zatarcia śladów. Czego więcej potrzeba, żeby uwierzyć w nieuchronne bohaterstwo „poległych” pod Smoleńskiem?

10 kwietnia nie musi być symbolem tragedii i cierpienia. Można by uczynić ten dzień świętem współczucia i wspólnoty. Podobnie jak na stypie wspomina się zmarłych w atmosferze wzajemnej życzliwości, tak i w rocznicę, skoro ma być obchodzona, nie ma potrzeby oceniać, oskarżać, atakować. Tylko czy najwięksi orędownicy upamiętniania dnia katastrofy gotowi są odstąpić od piętnowania politycznych przeciwników i wskazywania osobistych wrogów? Czy gotowi są wybaczyć, jeśli czują się skrzywdzeni i nie czynić nikomu wyrzutów?

Przecież nie wszyscy umarliśmy pod Smoleńskiem. Póki my żyjemy, niekiedy bywa nam ciężko. W imię czego mamy czynić nasze życie jeszcze cięższym?

Autor: Jarosław Klebaniuk
Źródło: Lewica i NaTemat

1 Star2 Stars3 Stars4 Stars5 Stars Zostań pierwszą osobą, która oceni ten wpis!
Loading...

TAGI:

Poznaj plan rządu!

OD ADMINISTRATORA PORTALU

Hej! Cieszę się, że odwiedziłeś naszą stronę! Naprawdę! Jeśli zależy Ci na dalszym rozpowszechnianiu niezależnych informacji, ujawnianiu tego co przemilczane, niewygodne lub ukrywane, możesz dołożyć swoją cegiełkę i wesprzeć "Wolne Media" finansowo. Darowizna jest też pewną formą „pozytywnej energii” – podziękowaniem za wiedzę, którą tutaj zdobywasz. Media obywatelskie, jak nasz portal, nie mają dochodów z prenumerat ani nie są sponsorowane przez bogate korporacje by realizowały ich ukryte cele. Musimy radzić sobie sami. Jak możesz pomóc? Dowiesz się TUTAJ. Z góry dziękuję za wsparcie i nieobojętność!

Poglądy wyrażane przez autorów i komentujących użytkowników są ich prywatnymi poglądami i nie muszą odzwierciedlać poglądów administracji "Wolnych Mediów". Jeżeli materiał narusza Twoje prawa autorskie, przeczytaj informacje dostępne tutaj, a następnie (jeśli wciąż tak uważasz) skontaktuj się z nami! Jeśli artykuł lub komentarz łamie prawo lub regulamin, powiadom nas o tym formularzem kontaktowym.

8
Dodaj komentarz

Chcesz skomentować? Zaloguj się!
  Subskrybuj  
najnowszy najstarszy
Powiadom o
devilan1410
Użytkownik

Ktoś, kto pyta ‘Jak długo można rozpamiętywać traumę?’ sam siebie ukazuje w nieciekawym świetle. Dlaczego? Ano dlatego, że to pytanie ukazuje totalny brak wiedzy nt. tego co się stało w Smoleńsku, tego co robił i nadal robi rząd.

Manipuluje się ludzkim jakoby uwielbieniem do wspominania śmierci tych ludzi, nie mówiąc natomiast NIC o tym, że zainteresowanie tą tzw. katastrofą jest tak ogromne ze względu na to, że od początku jest zakłamane i widać jasno, że to po prostu teatrzyk. Ludzie są w stanie przeboleć utratę pieniędzy, ale w tym kraju utrata honoru, prawdy i wolności boli najmocniej, i to jest widoczne coraz lepiej. Ludzie upomną się o swoje, niezależnie jak będzie to wyglądało. Przyjdzie czas, że manipulatorzy nie będą mogli spać spokojnie, bo świadomość ludzka nie da im spać.

lboo
Użytkownik
lboo

@Fenix: Prawda to coś czego politycy obawiają sie najbardziej.

Mirazi Heket
Użytkownik
Mirazi Heket

Rozpamiętują, bo prawda nie wyszła na jaw. Właściwie wyszła ale ciemnogród (tvn, wyborcza, radio zet/rmf) dalej wie swoje. Druga sprawa, że trąbią o jednym, żeby nie było zamieszania z drugim (pewnie próbują znowu jakieś ustawy przepchać albo coś jeszcze gorszego).

Roger
Użytkownik
Roger

> Jak długo można o niej mówić, myśleć, … pożądać szczątków wraku?

Wyjątkowo podłe słowa.

Długo? A ile trwało zmierzenie średnicy brzozy i jej oględziny? Dwa i pół roku!

Ile trzeba czekać na prawdę?
W przypadku zbrodni katyńskiej 40 lat. Początkowo rząd USA kłamał w sprawie zbrodni katyńskiej. Przez pierwsze lata szaleństwem było wątpić w oficjalną wersję.

Ile trzeba czekać na prawdę o katasfrofie samolotu TU-154?

Będziemy żądać zwrotu: wraku, czarnych skrzynek, broni oficerów BOR aż do skutku. Bez tego nie można zakończyć śledztwa. Oczywiście doktorzy nauku i politycy wolą żyć w niewiedzy ale zwykli ludzie potrzebują prawdy.

Prawdy, tylko prawdy i całej prawdy!

kamistrz
Użytkownik
kamistrz

Wspominanie ofiar to nie rozpamiętywanie traumy, a chęć wyjaśnienia (rzetelnego) przyczyn katastrofy to nie jest próba dzielenia Polaków.
Gdyby śledztwo przebiegało jak należy to sądzę, że o sprawie mówiono by dziś jak o śmierci JP2 tzn. pamiętamy, ale nie wzbudza to w nas silnych emocji. Osoby z lewicowego świecznika starają się obrzydzić opinii publicznej temat Smoleńska (w tym tonie pisze również autor).
Zgadzam się z xxx31 artykuł ma za wszelką cenę odciągnąć uwagę od sedna sprawy, świadczy o tym chociażby tytuł ( sam Palikot by się nie powstydził). I jeszcze ta wzmianka o tolerancji… :)

kamistrz
Użytkownik
kamistrz

Mam więc rozumieć, że ktoś kto zginął w wypadku jadąc służbowym samochodem na koszt pracodawcy zapłacił tym za swoją pazerność, bo mógł przecież jechać autem prywatnym lub iść pieszo? Masz rację, podstawową przyczyną katastrofy jest to, że polecieli, a pośrednio winę za to ponoszą bracia Wright.
Delegacja RP leciała do Smoleńska oddać hołd ofiarom zbrodni katyńskiej również w moim imieniu (należę od grupy mitycznych “ciężko tyrających fizycznie Polaków”).Niestety pasażerowie feralnego lotu zginęli, a przyjęło się powszechnie, że ludzie nie powinni ginąć podczas lądowania samolotu, dlatego wszczęto śledztwo. Sprawę trzeba wyjaśnić bez okrzyków “zamach! ratuj się kto może!” albo “znowu kultywowanie klęsk narodu!”. Rzetelne śledztwo którego wynik rozwiałby wszelkie wątpliwości powinno usatysfakcjonować obywateli i zastopować wszelkie próby promowania się na tej katastrofie.

Jedr02
Użytkownik
Jedr02

Mnie to też nie obchodzi, zero u mnie u mnie toższamości narodowej. Ale ze mnie cymbał :)

LeeFak
Użytkownik
LeeFak

@Łukasz Mastalarek- Normalni czyli tacy jak ty ? Lemingi przebrzydle? Powtarzacz i posluszni pokiwacze glowami? Zalosny jestes…ALe mozna Ci wybaczyc..Leminga nie jest to wina…