Lakmusowa świątynia

Opublikowano: 10.04.2017 | Kategorie: Polityka, Publicystyka, Wierzenia

Liczba wyświetleń: 839

Czy nominacja kapłana Adityanatha na premiera stanu Uttar Pradesz zapowiada wojnę religijną w Indiach?

Po tym jak rządząca w Indiach wielkohinduska partia nacjonalistyczna Bharatiya Janata miażdżącą przewagą wygrała marcowe wybory w Uttar Pradesz, najludniejszym stanie Indii (220 milionów mieszkańców!), premierem lokalnego rządu został tam 44-letni bramin Yogi Adityanath.

Ogromnie popularny świątobliwy mąż jest jednak postacią wielce kontrowersyjną. Dla bardzo wielu ten charyzmatyczny, ogolony na łyso, i ubrany w pomarańczową szatę kapłan wielkiego boga Śiwy, który już pięć razy z rzędu był wybierany na posła do indyjskiego parlamentu, jest niemal święty. Wierni z Gorakhpur na wschodzie Uttar Pradesz, gdzie przez wiele lat był głównym kapłanem (mahant) XI-wiecznej śiwaickiej świątyni Gorakhnath Math z czcią dotykają jego stóp i tytułują wielkim królem (maharadż). Dla wielu innych jednak, jego wybór na tak eksponowane stanowisko polityczne jest zapowiedzią nadchodzących kłopotów politycznych, a może i gwałtownych wydarzeń. Pratap Bhanu Mehta, znany publicysta dziennika Indian Express, który rzadko używa ostrego języka, nazwał go „najbardziej dzielącą, przeciągającą strunę i polaryzującą postacią w polityce Uttar Pradesz” (the single most divisive, abusive, polarising figure in UP politics).

Trudno się z tą opinią nie zgodzić. Odkąd w 1998 roku Yogi Adityanath został najmłodszym w Indiach posłem do parlamentu, dał się poznać z niezłomnie wojowniczej postawy na najbardziej fanatycznych i reakcyjnych odcinkach hinduistycznego frontu: zakazu uboju krów, zachowania systemu kastowego, ale zwłaszcza w promowaniu idei odbudowy słynnej prastarej świątyni w Ayodhya, w miejscu urodzin boga Ramy. W XVI wieku zburzyli ją do gruntu okrutni muzułmańscy władcy Indii, aroganccy Mogułowie, i na jej miejscu zbudowali wspaniały meczet. W 1992 roku tłum fanatycznych hinduistów zburzył ten upokarzający i znienawidzony symbol dawnego muzułmańskiego panowania, co wywołało w całych Indiach krwawe starcia hindusko-muzułmańskie, w których zginęło ok. 2000 osób. Od początku było wiadomo, że hindusom będzie chodziło o odbudowę świątyni Ramy na miejscu szybko zburzonego i rozebranego do gruntu wielkiego meczetu. Konflikt jako żywo przypomina żydowsko-muzułmańskie napięcia wokół wzgórza świątynnego w Jerozolimie, gdzie w miejscu historycznej światyni Jahwe stoi słynny meczet Saladyna. Żydowscy fanatycy muszą go najpierw zburzyć, jeśli chcą zbudować swoją świątynię po raz trzeci. Wiadomo, że chcą. Wiadomo też, że muzułmanie nie zechcą do tego dopuścić… Taka sama sytuacja panuje wokół prowizorycznej jeszcze świątyni Ramy w Ayodhya. Umiarkowani dotąd doradzali cierpliwość. Triumfaliści poganiają obecnie ku jej rychłej odbudowie. Nietrudno zgadnąć, po której stronie stoi kapłan Yogi.

Jego czcigodna świątobliwość nie ogranicza zresztą swych ambicji do Indii. Sąsiadem stanu UP od północy jest Nepal. Adityanath wzywa w internecie do tego, aby Indie dopomogły w „zniszczeniu muzułmańskich i chrześcijańskich separatystów działających w Nepalu pod przykrywką maoistowskiej partyzantki” i zachowały ten kraj jako hinduistyczne królestwo i część wielkiej hinduskiej ekumeny. Alarm jest przesadny, bo muzułmanie i chrześcijanie razem wzięci stanowią mniej niż 6% wśród 28-milionowej ludności Nepalu, są wzajemnie skłóceni i żyją raczej w rozproszeniu.

Śri Adityanath, mimo swej popularności, zdołał już swymi wypowiedziami obrazić lub zrazić wiele grup, zwłaszcza jeśli są one przeciw niemu podburzane przez „życzliwych”. Kobiety mogą mu mieć za złe jego powtarzane stwierdzenia, że są płcią słabszą i nie powinny imać się ciężkiej pracy ani zajęć tradycyjnie zastrzeżonych dla mężczyzn, ponieważ wtedy łatwiej dają się opaść przez „bhuty” (demony). Zwolennicy świątobliwego męża wskazują jednak, że w ten sposób sprzeciwia się on zwłaszcza nadmiernemu wyzyskowi kobiet, które w Indiach pracują za miskę ryżu przy najcięższych pracach fizycznych: na budowach, w kopalniach odkrywkowych i kamieniołomach itp. Jest ich tam zwykle więcej niż mężczyzn. Sprawia to, że wiele z tych kobiet doznaje poronień, ulega wypadkom i w efekcie w ogóle rodzi mniej dzieci niż muzułmanki, które tradycyjnie są trzymane w domach, nie pracują poza obejściem i rodzą więcej zdrowych dzieci. Sprawa większego demograficznego wigoru muzułmanów, których w Indiach jest już 180 milionów i których proporcjonalnie przybywa szybciej niż hinduistów, wydaje się spędzać sen z powiek naszego bramina. Często podnosi on – znowu przesadnie – sprawę zjawiska „miłosnego dżihadu”, czyli uwodzenia hinduskich dziewcząt przez muzułmanów i idącej za tym ich konwersji na islam. Rywalizacja hindusko-muzułmańska, jak również pamięć okrutnych i masowych represji popełnianych wobec hinduistów pod muzułmańskim panowaniem (1526-1857), jest w stanie UP szczególnie żywa, bo właśnie tu mieściło się centrum władzy Wielkich Mogułów, tureckiej z krwi, a perskiej z ducha dynastii, która upowszechniła w Indiach islam siłą. Ta zadawniona pamięć krzywd jest glebą, na której wyrosła popularność wojowniczego kapłana i wiązane z nim nadzieje na kulturalno-religijny odwet hinduizmu. Adityanath już do tej pory pozamykał w UP wszystkie rzeźnie i sklepy podejrzewane o handel wołowiną. Założył też wojowniczą organizację młodzieżową, której bojówki m.in. tropią muzułmańskich podrywaczy łasych na hinduskie dziewczęta i gotowych je religijnie zbałamucić. Ale jego najważniejszym, choć dotąd mało eksponowanym programem będzie zapewne indyjska puszka Pandory i papierek lakmusowy nastrojów w tym wielkim kraju – świątynia Ramy w Ayodhya.

Dlaczego Modi mianował szefem rządu tak kontrowersyjną postać ryzykując, że w Indiach znów rozpali się wkrótce krwawy konflikt religijny? Są dwie możliwe odpowiedzi: polityczna i ideologiczna. Jedni uważają, że przez pierwszą połowę swej kadencji Modi budował sobie poparcie w tej części indyjskiego społeczeństwa, którą u nas określa się jako „młodzi, wykształceni i z dużych miast”, czyli indyjskiej klasy średniej. Sięgając po krewkiego i bardzo popularnego kapłana Modi zwraca się teraz ku najważniejszej części swego elektoratu: hinduistyczno-nacjonalistycznej wsi, która ma zapewnić mu miażdżącą większość głosów w ogólnoindyjskich wyborach w 2019 roku.

Drudzy uważają, że wielkie zwycięstwo odniesione w Uttar Pradesz dowodzi, że Bharatiya Janatha nie będzie miała godnych siebie rywali również w wyborach za dwa lata. Rozwiązuje to Modiemu ręce i pokazuje, że już najwyższy czas przejść do realizacji jego wielkiej nacjonalistyczno-religijnej wizji, z jaką jego partia weszła do indyjskiej polityki.

Autorstwo: Bogusław Jeznach
Źródło: NEon24.pl


TAGI: ,

Poznaj plan rządu!

OD ADMINISTRATORA PORTALU

Hej! Cieszę się, że odwiedziłeś naszą stronę! Naprawdę! Jeśli zależy Ci na dalszym rozpowszechnianiu niezależnych informacji, ujawnianiu tego co przemilczane, niewygodne lub ukrywane, możesz dołożyć swoją cegiełkę i wesprzeć "Wolne Media" finansowo. Darowizna jest też pewną formą „pozytywnej energii” – podziękowaniem za wiedzę, którą tutaj zdobywasz. Media obywatelskie, jak nasz portal, nie mają dochodów z prenumerat ani nie są sponsorowane przez bogate korporacje by realizowały ich ukryte cele. Musimy radzić sobie sami. Jak możesz pomóc? Dowiesz się TUTAJ. Z góry dziękuję za wsparcie i nieobojętność!

Poglądy wyrażane przez autorów i komentujących użytkowników są ich prywatnymi poglądami i nie muszą odzwierciedlać poglądów administracji "Wolnych Mediów". Jeżeli materiał narusza Twoje prawa autorskie, przeczytaj informacje dostępne tutaj, a następnie (jeśli wciąż tak uważasz) skontaktuj się z nami! Jeśli artykuł lub komentarz łamie prawo lub regulamin, powiadom nas o tym formularzem kontaktowym.

3 komentarze

  1. Radek 10.04.2017 15:01

    W artykule nic nie napisano o tym kto do tej pory rządził stanem Uttar Pradesh. A jest to bardzo kluczowy element w rozpatrywaniu czemu wybrano tak skrajną osobę do na to stanowisko. Otóż do tej pory rządziła partia socjalistyczna znana z swoich mafijnych korzeni i silnego promowania i wspierania islamu. Na przykład parę miesięcy temu zakazali używania w świątyniach hinduskich głośników w czasie miesiąca ramadanu, aby muzułmanie nie “zanieczyszczali” się dźwiękami innej religii.
    Wyobraźcie sobie, co by było jakby w czasie ramadanu w Polsce zakazano używania w kościołach dzwonów aby nie obrażać muzułmanów. Naturalnie większość społeczeństwa nie byłaby zachwycona takimi rozporządzeniami.
    Problemem też są muzułmańskie chłopaki, podrywające dziewczyny i potem po zaspokojeniu swojego popędu zostawiające. Te gwałty o których było kilka lat temu głośno, to właśnie w w tym stanie i, czego się nie mówi głośno, bo media głównego nurtu też są sterowane z Europy, prawie wszyscy gwałciciele to muzłumanie. A czy wiecie jak zareagował były premier stanu na gwałty i morderstwo? Publicznie powiedział, że: “chłopaki popełniają czasami błędy, chcieli się zabawić”.
    W tym kontekście ludzie już po prostu mieli dosyć władzy wspierającej bandytów i wybrali tradycyjną partię, która może jakiś porządek zaprowadzi. Oczywiście wszystkiego rodzaju feministki, (które oczywiście garną się do najcięższej pracy) będą krzyczeć, że jest nierównouprawnienie i np. kobieta wchodzi bez kolejki, ustępuje się im miejsca w autobusie itd. a nie zagania do pracy poza domem.

    Ogólnie artykuł ciekawy, ale dla polskiego czytelnika, który nie zna w ogóle realiów w tamtym rejonie Indii, to raczej za mało wyjaśnia sytuację. Mam też wrażenie, że osoba pisząca też zrzynała z jakiegoś szmatławca i nie zna się w ogóle na kulturze Indii, tylko sieje papkę propagandową w stylu GW. Np. Pisze, “świętobliwy mąż”, kapłan itd. Zamiast po prostu napisać, że jest to ZAKONNIK, z tradycji Gorakhnatha i dlatego MUSI jako zakonnik nosić szaty. Poza tym zakonnicy są poza systemem kastowym, więc nie można go tytułować “bramin”.

    Pozdrawiam

  2. Hassasin 10.04.2017 16:39

    @Radek … jak możesz to poszerz proszę, swoją wypowiedź na powyższy temat, w kontekście Pakistanu. Jak ta sytuacja wpłynie na stosunki z islamskim sąsiadem ?

  3. Radek 10.04.2017 19:01

    Budowa świątyni w miejscu urodzenia Ramy jest ważną rozgrywką polityczną pomiędzy politykami islamskimi mieszkającymi w Indiach a politykami pro-hinduskimi. Ale takie lokalne sprawy w stanie Uttar Pradesh który jest daleko od Pakistanu według mnie nie powinny mieć większego wpływu na politykę Indii względem Pakistanu. Obecny premier Indii obiera politykę zgody również z Pakistanem, ale nie ulegania. Dlatego też zrobił akcję odwetową jak Pakistańczycy weszli na teren Indii w nocy i wymordowali śpiących żołnierzy.

    Z drugiej strony w Pakistanie podczas podziału Indii przez Anglików na Pakistan i Indie, wyburzono prawie wszystkie świątynie hinduskie i wygnano prawie wszystkich hindusów z ich domów. I to ludzie pamiętają. Dlatego Pakistan nie będzie interweniował w sprawie zburzenia jakiegoś meczetu, jeżeli by coś takiego miało miejsce. A to prawie nie możliwe obecnie. Trudno jest podburzyć hindusów do jakiegoś ruchu zbrojnego przeciwko muzułmanom. Bo obie społeczności żyją w symbiozie i tak naprawdę nikomu się to nie opłaca.

    Oprócz tego w Indiach tak jak i w innych krajach specjalnie wysłani z Arabii Saudyjskiej misjonarze islamscy radykalizują młodzież muzułmańską. Inaczej po kilkudziesięciu latach byłby to taki hinduislam.

    Wracając do artykułu, to fajne jest zdanie “Kobiety mogą mu mieć za złe jego powtarzane stwierdzenia, że są płcią słabszą i nie powinny imać się ciężkiej pracy ani zajęć tradycyjnie zastrzeżonych dla mężczyzn, ponieważ wtedy łatwiej dają się opaść przez „bhuty” (demony)” .
    Oczywiście piszący zakłada, że kobiety, to jakieś dziwolągi i chcą pracować jak najciężej aby tylko być równe facetom. No i oczywiście mogą mieć za złe… po prostu ręce opadają na takie stwierdzenia. A o demonach to chyba całkowicie wyssane z palca albo błąd w tłumaczeniu.

Dodaj komentarz

Zaloguj się aby dodać komentarz.
Jeśli już się logowałeś - odśwież stronę.