Konfiskata depozytów coraz bardziej prawdopodobna

Opublikowano: 19.12.2014 | Kategorie: Gospodarka, Publicystyka, Publikacje WM

Liczba wyświetleń: 745

Od czasu rozpoczęcia kryzysu finansowego w 2008 roku praktycznie wszystkie banki centralne na świecie drukują walutę w ogromnych ilościach. Część nowo kreowanych środków idzie na pokrycie ogromnych deficytów. Część na skup obligacji rządowych oraz toksycznych aktywów, które bezmyślnie skupowały banki komercyjne w czasach boomu gospodarczego.

Wielokrotnie podkreślałem, że programy typu QE, czyli popularne quantative easing nie mają nic wspólnego ze stymulacją gospodarki, lecz są ukrytą formą ratowania sektora bankowego. Innym celem dodruku jest skup obligacji zbankrutowanych rządów, na które bez ingerencji banków centralnych nie byłoby kupców, co z kolei przerodziłoby się w bankructwa całych krajów. Dodrukiem waluty politycy kupują czas, jednocześnie pogarszając sytuację.

Jak do tej pory bankiem centralnym, który dewaluował (niszczył) walutę w najmniejszym stopniu był Europejski Bank Centralny. Polityka EBC była odmienna od pozostałych banków centralnych wyłącznie dzięki Niemcom, doskonale pamiętającym tragiczne skutki hiperinflacji.

Międzynarodowa finansjera przez ostatnie miesiące bardzo intensywnie naciskała na Europejski Bank Centralny, aby ten przejął część dodruku wypełniając lukę po FED. Mario Draghi, Prezes EBC (człowiek Goldmana) robił co mógł, by uzyskać zgodę na masowy dodruk, ale wszystko wskazuje na to, że dodruk w strefie Euro został zablokowany. Draghi, mimo iż od dawna forsował projekt „stymulacji” gospodarki europejskiej dodrukiem Euro, to ostatecznie stracił resztki poparcia wewnątrz samego banku centralnego. W praktyce oznacza to, że dwoma walutami najwolniej niszczonymi w kolejnym roku będą Euro oraz CHF sztywno powiązany z walutą europejską. Konserwatywna polityka monetarna jest niezbędna dla prawidłowego funkcjonowania, zarówno pojedynczego państwa, jak i całej strefy walutowej.

Dodruk absolutnie nie jest żadnym lekarstwem na problemy gospodarcze, czego najlepszym dowodem jest Japonia, która mimo 20 lat systematycznego osłabiania waluty nie może wyjść z recesji. Mimo tylu czytelnych dowodów na nieefektywność takiej polityki Japonia przyśpiesza tempo dodruku. Efekty już widać w bardzo wysokiej inflacji.

Wracając jednak do Europy, pozytywna decyzja jaką jest niewątpliwie odmowa dodruku niesie za sobą bardzo poważne konsekwencje. Wiele krajów europejskich jest bowiem zadłużonych ponad stan umożliwiający spłatę długów. Problem szczególnie dotyczy tzw. Południowców, czyli Hiszpanii, Portugalii, Włoch, Grecji, a także Francji.

Szybko może się okazać, że międzynarodowy kapitał, aby ukarać niepokorny EBC zacznie wyprzedawać obligacje eurobankrutów. Z pokazem siły mieliśmy już do czynienia kilka dni temu, kiedy to rentowność obligacji greckich nagle wzrosła z 7% do 9%, a giełda w Atenach zanotowała spadki najsilniejsze od 20 lat. To, co się stało w Grecji jest tylko przedsmakiem tego, co nas czeka na szerszą skalę. Nie ma bowiem fizycznej możliwości, aby długi wielu krajów były uczciwie spłacone.

Z punktu widzenia międzynarodowej finansjery optymalnym wyjściem byłby dodruk do samego końca, czyli do upadku waluty, gdyż długi automatycznie zresetowałyby się wraz z oszczędnościami społeczeństwa. Jeżeli, jednak EBC blokuje taką możliwość, ktoś inny musi ponieść koszty bankructwa kilku krajów. W normalnym świecie koszty spadłyby na banki komercyjne, które bezmyślnie skupowały obligacje licząc, że w przypadku problemów wyratuje je EBC, biorąc złe długi na siebie.

W sytuacji, w której bank centralny nie pali się do pomocy należy zmienić prawo, aby chronić sektor bankowy. Jak się okazało, na niedawnym szczycie G20 w Australii zdecydowano, że rządy nie będą już odpowiedzialne za bail-out największych banków sklasyfikowanych, jako SIFI (systemically important financial institutions), czy TBTF (too big to fail). Zmieniono zatem techniczne definicje sprowadzające właścicieli depozytów do roli wierzycieli banków na równi z posiadaczami obligacji, czy innych papierów wartościowych.

Implikacje tego mogą być różnorakie. Od wykluczenia z systemu gwarantowanych depozytów, na pokrycie których i tak nie ma wystarczających środków, po zamianę depozytów na akcje upadłego banku, o czym pisałem przy okazji Cypru (Grabież depozytów na globalną skalę czyli Cypr 2.0). Ciężko jest obecnie prorokować, w którą stronę pójdą rozwiązania, ale biorąc pod uwagę postawę EBC, konfiskata części depozytów jest coraz bardziej realna.

Optymistycznie patrząc możemy domniemywać, że ryzyko upadku części sektora bankowego w związku z bail-in jest na tyle duże, że długi południowców będące w posiadaniu wielu banków, zostaną przejęte przez bank centralny Japonii kosztem wyższej inflacji w tym kraju. Być może po krótkim okresie przejściowym FED znowu przyśpieszy dodruk i podobnie jak w 2008 roku wyratuje europejskie banki. Z drugiej strony, jeżeli w USA pojawią się problemy czy chociażby petrodolar zostanie zaatakowany, to celowe wywołanie problemów w strefie Euro byłoby Amerykanom na rękę. Ostatecznie, rozpadający się jen oraz problemy strefy euro przekierowałyby natychmiast ogromny strumień kapitału w kierunku dolara.

Niezależnie czy działania EBC zostały wymuszone groźbą porzucenia strefy Euro przez Niemcy czy innymi czynnikami, to na dłuższą metę są bardzo pozytywne. Niestety rozsądne i trudne decyzje czasami oznaczają krótkotrwałe problemy. A problemy mogą oznaczać znaczny wzrost niebezpieczeństwa dla całego sektora bankowego. Jeżeli żaden bank centralny nie zacznie skupować długów europejskich, to ich ciężar ostatecznie spadnie na społeczeństwo. W pierwszej kolejności zapewne straty dotkną posiadaczy depozytów powyżej 100 tys. euro.

Moim zdaniem, ucierpią także posiadacze mniejszych kwot, których depozyty mogą być zamienione na bezwartościowe akcje banków. W Polsce co prawda sytuacja sektora bankowego jest dobra na tle innych krajów, ale nie zapominajmy, że większość „polskich” banków jest w posiadaniu zagranicznych instytucji finansowych. W mojej opinii, trzymanie w bankach większych środków, zwłaszcza w sytuacji zerowych stóp procentowych jest niepotrzebnym ryzykiem. Aby sytuacja wróciła do normy niezbędnych jest kilka ruchów, na które potrzeba czasu.

Po pierwsze, należy ponownie rozgraniczyć bankowość oszczędnościowo – kredytową od bankowości inwestycyjnej. Po drugie, należy wprowadzić ograniczenia, co do stopnia zalewarowania na rynku derywatów. Ostatecznie, co najbardziej bolesne, należy zredukować zadłużenie niemalże wszystkich rozwiniętych krajów do rozsądnych poziomów. Ruch ten jednak związany jest z koniecznym, ale i bardzo bolesnym resetem, który różnymi trikami jest ciągle odsuwany w czasie.

Autor: Trader21
Źródło: Independent Trader
Nadesłano do “Wolnych Mediów”


TAGI: , ,

Poznaj plan rządu!

OD ADMINISTRATORA PORTALU

Hej! Cieszę się, że odwiedziłeś naszą stronę! Naprawdę! Jeśli zależy Ci na dalszym rozpowszechnianiu niezależnych informacji, ujawnianiu tego co przemilczane, niewygodne lub ukrywane, możesz dołożyć swoją cegiełkę i wesprzeć "Wolne Media" finansowo. Darowizna jest też pewną formą „pozytywnej energii” – podziękowaniem za wiedzę, którą tutaj zdobywasz. Media obywatelskie, jak nasz portal, nie mają dochodów z prenumerat ani nie są sponsorowane przez bogate korporacje by realizowały ich ukryte cele. Musimy radzić sobie sami. Jak możesz pomóc? Dowiesz się TUTAJ. Z góry dziękuję za wsparcie i nieobojętność!

Poglądy wyrażane przez autorów i komentujących użytkowników są ich prywatnymi poglądami i nie muszą odzwierciedlać poglądów administracji "Wolnych Mediów". Jeżeli materiał narusza Twoje prawa autorskie, przeczytaj informacje dostępne tutaj, a następnie (jeśli wciąż tak uważasz) skontaktuj się z nami! Jeśli artykuł lub komentarz łamie prawo lub regulamin, powiadom nas o tym formularzem kontaktowym.

6 komentarzy

  1. kudlaty72 19.12.2014 19:15

    Spokojnie, powoli i systematycznie Polska jest wyprzedawana w ręce żydowskiej lichwy i jej emisariuszy. Mechanizm emisji pieniądza finalnie doprowadzi do tego, że spłata długu, tak jak w Grecji, odbędzie się poprzez zajęcie zasobów naturalnych kraju, licytację nieruchomości publicznych i lasów państwowych, a na końcu przejęcia ostatniej własności prywatnej Polaków — katastralnym podatkiem od nieruchomości.

    Kłamstwem wszechczasów żydowskiej lichwy jest twierdzenie, iż zwiększanie podaży pieniądza (tzw. drukowanie pieniędzy) automatycznie prowadzi do inflacji. Jest to bzdura powtarzana przez wszystkich opłacanych za szekle ekonomistów, polityków oraz pożytecznych idiotów.

    Pieniądze są potrzebne do funkcjonowania gospodarki. Im bardziej rozwinięta gospodarka, im więcej produkuje się towarów, im więcej transakcji się dokonuje, — tym więcej trzeba pieniędzy (ekonomiści nazywają to wzrostem popytu na pieniądz). Jeśli PKB wzrasta, trzeba dodrukować pieniędzy. Zwiększenie ilości pieniądza na rynku powoduje wzrost konsumpcji — ludzi stać na zakupy. Wzrost konsumpcji pociąga za sobą wzrost sprzedaży towarów i usług co powoduje wzrost produkcji. Przy zwiększeniu produkcji maleje koszt wytworzenia jednostkowego produktu. Jest to oczywiste dla każdego kto kiedykolwiek robił hurtowe zakupy — im większe ilości towaru kupujesz tym cena jednostkowa jest niższa. Zwiększają się obroty przedsiębiorstw, co również prowadzi, poprzez efekt skali, do obniżki cen produktów.

    Druk pieniądza (w oparciu o PKB) nie prowadzi do inflacji. Druk pieniądza prowadzi do deflacji czyli spadku cen. W Japonii, pomimo intensywnego dodruku pieniądza – wystąpiła deflacja. W USA w latach 1929-1939 również – mimo zwiększenia bazy monetarnej występowała deflacja.

    Gdy pieniędzy na rynku jest za mało spada konsumpcja — w portfelu brakuje gotówki na zakupy. Spadek konsumpcji pociąga za sobą spadek sprzedaży towarów i usług co prowadzi do spadku produkcji. Spadek produkcji powoduje wzrost ceny jednostkowego produktu przy równoczesnym spadku obrotów przedsiębiorstw. Zwiększa się koszt wytworzenia produktu, spadają obroty — a zobowiązania stałe (stałe koszta prowadzenia działalności) pozostają na tym samym poziomie.

    Aby uchronić się przed bankructwem przedsiębiorstwa są zmuszone podnieść ceny oferowanych produktów. Sprzedają mniej za drożej. Rośnie inflacja. Wzrost cen prowadzi do kolejnego spadku konsumpcji. Maleją wpływy do budżetu z podatków. Rząd, aby ratować zadłużony budżet przed bankructwem szuka przychodów poprzez podniesienie podatków. Wzrost podatków zwiększa stałe koszta prowadzenia działalności przedsiębiostw. Ceny produktów rosną. Zwiększa się inflacja… i tak w kółko.

    Główną przyczyną inflacji nie jest emisja pieniądza ale jego niedobór przy równoczesnym wzroście zobowiązań rządu wobec lichwy, co przekłada się na wzrost ucisku fiskalnego.

    Od początku tzw. transformacji ustrojowej Polska jest dojną krową żydowskich lichwiarzy. Majątek narodowy został wyprzedany, gospodarka została oddana w żydowskie ręce a pieniądze z tej zbrodniczej grabieży zostały z Polski wytransferoweane. W żydowskich mediach bombarodwani jesteśmy propagandą kłamstwa czyli odwróceniem podstawowych pojęć. Starszy się nas, iż to dodruk pieniądza powoduje inflację, a ratuje nas przed tym lichwa. Benzyna jest sprzedawana jako najlepszy środek do gaszenia pożarów a woda jest zakazana z powodu swojej rzekomej łatwopalności.

    Podstawowym obowiązkiem każdego suwerennego rządu jest emisja, tworzenie swoich własnych pieniędzy na potrzeby swoich obywateli. Oddanie tej funkcji przez rządy w ręce żydowskich lichwiarzy jest największą zdradą Polski

  2. realista 19.12.2014 20:35

    cyt.:”Kłamstwem wszechczasów żydowskiej lichwy jest twierdzenie, iż zwiększanie podaży pieniądza (tzw. drukowanie pieniędzy) automatycznie prowadzi do inflacji. Jest to bzdura (…)”

    dokładnie, absolutnie się z tym zgadzam. w tej chwili pieniądze “pojawiają się” (nawet nie są drukowane) “dzięki” bankom w postaci pożyczek, a to powinna być WYŁĄCZNIE rola państwa. jestem za “państwem minimum”, ale uważam, że to powinna być jedna z niewielu funkcji, jaką państwo winno sprawować – podaż pieniądza… .. .

  3. bartolomeo 20.12.2014 08:47

    Zgadzam się z przedmówcami i uważam również, że dodruk pieniędzy byłby jedynym skutecznym sposobem na uratowanie systemu emerytalnego w Polsce i zlikwidowanie piramidy finansowej o nazwie ZUS. Można by wprowadzić emerytury w 100% kapitałowe i nowo wpłacanych składek nie ruszać, a na obecne świadczenia (na które składki już dawno temu się rozeszły) drukować pieniądze. Na rynku nie byłoby wtedy ani złotówki więcej niż teraz a nie trzeba by kombinować skąd wziąć pieniądze na wypłatę emerytur, majstrować z wiekiem emerytalnym itp. Jeśli się mylę to proszę o wyprowadzenie mnie z błędu.

  4. Rozbi 20.12.2014 22:40

    Miałem napisać wielki długi komentarz ale znalazłem artykuł Gwiazdowskiego więc pozwole sobię go wkleić:

    http://blog.gwiazdowski.pl/index.php?subcontent=1&id=288

    Poza tym dodam od siebie że jest różnica między pojawianiem się pieniędzy w tabelkach banku które spłacają wirutalne długi innym firmom które za spłacone długi spłacają swoje długi itp itd – czyli pieniądze trafiają w próżnie.
    A czym innym jest wprowadzanie pieniędzy do realnej gospodarki np poprzez wzrost pensji / świdczeń itp itd.

    Swoją drogą realista to ciekawe co proponujesz – emerytury spłacać z dodruku – tylko co ze składkami? Jeśli przyjmując że kilka milionów ludzi płaci 900 zł miesięcznie za ZUS to byłby wzrost rzędu kilku miliardów złotych realnych pensji. – de facto 22,5% (czy jakoś tak) więcej pieniędzy w realnej gospodarce wydawanej w sklepach.
    Moim zdaniem to miałoby wpływ na inflacje czego uczy nas historia (np lata 90-te w Polsce i innych krajach byłego bloku radzieckiego)

    Dlatego podkreślam iż jest duża różnica między ilością pieniędzy które trafiają do przeciętnego Kowalskiego a tymi które trafiają do wirutalnego systemu bankowego.

    Pozdrawiam.

  5. realista 21.12.2014 01:25

    chodzi mi nie o emerytury z drukarni tylko bardzo wyważone uzupełnianie ilości pieniądza.
    jeśli produkowanie pieniędzy przez banki nie powoduje inflacji to dlaczego produkowanie ich przez państwo miałoby ją powodować?
    czym się różni wirtualny pieniądz od realnego? oprócz tworzenia realnego długu… .. .

  6. kudlaty72 21.12.2014 15:10

    Niestety konstytucja Kwaśniewskiego vel Stolzmana z 1997 r. oddała emisję pieniądza w ręce żydowskiej lichwy. Art. 220 konstytucji zabrania finansowania deficytu budżetowego przez „zaciąganie zobowiązania w centralnym banku państwa”. Innymi słowy Narodowi Polskiemu odebrano możliwość emisji własnej waluty i oddano ją w ręce żydowskie.
    Chciał to zmienić śp.Skrzypek ale “spadł” i ostatnio Belka (co prawda z innych powodów) ale dzień przed głosowaniem w Sejmie “wybuchła” tzw afera podsłuchowa i głosowania nie było.
    Zmienić należy cały system finansowy.Rządy powinny być finansowane przez własne,narodowe banki centralne.Własne czyli państwowe ,a nie takie jak większość banków centralnych z FEDem na czele,które są instytucjami prywatnymi.
    W tej chwili na świecie jedynym emitentem pieniądza na rynek jest żydowska międzynarodowa lichwa NWO. Pieniądze są emitowane na rynek w postaci lichwiarskiej pożyczki udzielanej rządom. W tym mechanizmie jedynym sposobem spłacania długów jest zaciąganie kolejnych pożyczek co prowadzi do spirali zadłużenia a w konsekwencji wyprzedaży majątku narodowego, oddania gospodarki w ręce kapitału żydowskiego a na końcu zajęciu własności prywatnej

Dodaj komentarz

Zaloguj się aby dodać komentarz.
Jeśli już się logowałeś - odśwież stronę.