Kalijuga. O młodzieży współczesnej

Opublikowano: 03.03.2019 | Kategorie: Publicystyka, Seks, Społeczeństwo

Liczba wyświetleń: 15

Dziecko pewnych moich znajomych obchodziło 18-kę.

Chłopczyk grzeczny, mamusia mu pierwszy raz kupiła alkohol – zgrzewkę piwa i chyba nawet flaszkę. Była jednak ciekawa kogo zaprosił – bo sama z mężem i młodszymi dziećmi zwalniała chatę na noc.

Chłopczyk wymienił kilka imion, wyłącznie męskich.

– Żadnych dziewcząt? – zdziwiła się mama.

– Nie…. – odparł chłopiec. – Jakby przyszły dziewczyny, to by trzeba z nimi rozmawiać… A my chcemy pograć!

Hmmm, gdy sięgam (z coraz większym trudem) pamięcią – kiedyś jako 18-latkowie znaliśmy już gry, w które można było grać w dwie płcie naraz. Że nawet to się zmienia w dzisiejszym świecie…!

Tańce jednopłciowe

A propos “świat się zmienia”: pamiętam również, jak chciano nam zerówce (czyli w głuchym PRL-u, jeszcze przed stanem wojennym) ubarwić zakończenie roku tańcami. Niestety, w grupie chłopców było więcej niż dziewczynek, wychowawczynie (w dobrej wierze, sądząc, że przecież sam występ jest najważniejszy) zaproponowały więc, by część chłopców zatańczyła w parach jednopłciowych. I dopiero się zaczęło!

Chłopcy awanturowali się, płakali, buntowali, odmawiali takich dziwactw (choć były to czasy, kiedy dzieci nie znały jeszcze pewnych wyrazów, części rowerowe były tylko częściami rowerowymi i o pewnych sprawach się po prostu nie mówiło). I stanęło na tym, że kto miał – tańczył z dziewczynką, a reszta się nie wygłupiała.

Pamiętam tamtych 6-latków i widzę tych 19-latków z warszawskiej studniówki, pokornie godzących się na dziwaczny wygłup z tańcami w parach jednopłciowych. Cholera, znowu coś skręciło w idiotyczną stronę! A dokładniej – poszło bokiem, intensywne bombardowanie (nie)normalnościowe dotknęło bowiem głównie młodzież. To do niej trafia permanentny przekaz nie tylko oswajający dewiacje, ale i promujący postawę w typie “raz na jakiś czas przebierz się w damskie ciuszki, skąd wiesz, że tego nie lubisz – skoro nie spróbowałeś?” itp.

Niestety, to sytuacja niemal bez wyjścia. Sama młodzież zawsze oburzała się i wyśmiewała, gdy ostrzegano ją przed imprintingiem dokonywanym za pomocą piosenek, filmów, telewizji, teraz także gier itd. Również dorośli chętnie uważali takie obawy za dowód szurostwa. Kiedy zaś indoktrynacja już się dokonała – nie ma jak jej cofnąć, w każdym razie nie w jednym pokoleniu…

Komputerowe eunuchy vs. niewolnicy LBGTQ…XYZ?

Mamy więc z jednej strony pierwsze pokolenie, które wydaje się mniej dojrzałe od swych rówieśników generację wcześniej. Do pewnego stopnia może się to wydawać zjawiskiem pozytywnym – wszak obniżany względny próg dorosłości wydawał się już niepowstrzymanie szybować w dół, czego seksualizacja dzieci była tylko jednym z rzucających się w oczy elementów. Jednocześnie jednak czy na pewno alternatywą ma być młodzież, która nie tylko nie umawia się z płcią przeciwną, ale także np. nie stara się o prawo jazdy – bo pierwsze odciąga uwagę od gier, a drugie nie pozwala stale siedzieć w mediach społecznościowych?

Zwłaszcza, że równolegle widzimy, że przecież demoralizacja i ogłupianie wcale nie zwolniły, a przeciwnie, nawet nabrały tempa – tylko się ukierunkowały. I to w sposób szczególnie dotkliwy, podważający same podstawy rozróżnienia na to co normalne, a co wprost przeciwnie. Oto bowiem obecnym etapem inżynierii społecznej stosowanej na młodzieży – wydaje się być (lekko tylko upraszczając) dzielenie jej na tych z grubsza normalnych, ale w takim razie wtórnie infantylizowanych, izolowanych od realnego życia wirtualem, dodatkowo za jego pomocą alienowanych i tych zaangażowanych wprawdzie i nieco aktywniejszych, ale prowadzonych w stronę jeszcze szybszego rozkładu i degrengolady, nie tylko zresztą moralnej, ale wprost logicznej, (anty)rozumowej.

Nie raz w dziejach bywało, że dominującym głosem pokolenia wchodzącego było już nawet nie „nie wiemy czego chcemy”, ale wprost „nie chcemy w ogóle chcieć”. Stan ten zwykle ulegał zmianie czy to w wyniku kataklizmów zewnętrznych (przeważnie wojen), czy kryzysów ekonomicznych, wymuszających zmianę nastawienia – i eliminujących nieprzystosowanych. Zjawisko jednak nieodmiennie powraca, zaś historia ostatnich dekad tego, co zostało z cywilizacji zachodniej pozwala nakreślić stały trend już nie tyle dekadencji, co degeneracji zalienowanych do gruntu, niemal unicestwionych społeczeństw i jednostek pozbawionych elementarnego poczucia sensu i potrzeby szukania drogi wyjścia.

Koniec czy początek?

To tylko kilka dość pospolitych obserwacji obyczajowych, nie epos cywilizacyjny. Nie w narzekaniu na młodzież też rzecz – to bowiem starcy zwłaszcza również potrafili z upodobaniem zawsze. I nawet nie w dostrzeganiu samego upadku, któremu przecież przeciwstawia się trwanie postaw aktywnych, moralnych, patriotycznych z jednej, z drugiej zaś strony żywych emocji, dalszej afirmacji wolności jednostek rozumianej bardziej szczerze i osobiście niż powielanie hasełek z plagiatowanych w nieskończoność pioseneczek. Nie, kluczowe, jak zwykle – pozostaje otwarte pytanie: co przyjdzie następne? Znów kataklizm i odrodzenie, droga od początku – czy jednak doprowadzenie całego procesu do czegoś, co z braku lepszej nazwy można by nazwać końcem, choć przecież nikt nie może sobie nawet wyobrazić co miałoby nim być?

Żyjemy w wieku żelaznym, ale Astrea opuściła już Ziemię…

Autorstwo: Konrad Rękas
Źródło: NEon24.pl

1 Star2 Stars3 Stars4 Stars5 Stars Liczba głosów: 2, średnia ocena: 4,50 (max 5)
Loading...

TAGI: , , , , , ,

OD ADMINISTRATORA PORTALU

Hej! Cieszę się, że odwiedziłeś naszą stronę! Naprawdę! Jeśli zależy Ci na dalszym rozpowszechnianiu niezależnych informacji, ujawnianiu tego co przemilczane, niewygodne lub ukrywane, możesz dołożyć swoją cegiełkę i wesprzeć "Wolne Media" finansowo. Darowizna jest też pewną formą „pozytywnej energii” – podziękowaniem za wiedzę, którą tutaj zdobywasz. Media obywatelskie, jak nasz portal, nie mają dochodów z prenumerat ani nie są sponsorowane przez bogate korporacje by realizowały ich ukryte cele. Musimy radzić sobie sami. Jak możesz pomóc? Dowiesz się TUTAJ. Z góry dziękuję za wsparcie i nieobojętność!

Poglądy wyrażane przez autorów i komentujących użytkowników są ich prywatnymi poglądami i nie muszą odzwierciedlać poglądów administracji "Wolnych Mediów". Jeżeli materiał narusza Twoje prawa autorskie, przeczytaj informacje dostępne tutaj, a następnie (jeśli wciąż tak uważasz) skontaktuj się z nami! Jeśli artykuł lub komentarz łamie prawo lub regulamin, powiadom nas o tym formularzem kontaktowym.

1
Dodaj komentarz

Chcesz skomentować? Zaloguj się!
  Subskrybuj  
najnowszy najstarszy
Powiadom o
kuralol
Użytkownik

Klub Rzymski w połowie lat 50 doszedł do wniosku że po okropnościach drugiej wojny światowej i barbarzyństwie Holokaustu należy uczynić wszystko, aby podobna sytuacja nie powtórzyła się nigdy więcej. Ponieważ w czasie wojny człowiek pokazał całe zło, do jakiego jest zdolny, należało go całkowicie przemodelować jako gatunek i tak zarządzać masami ludzkimi przy pomocy cybernetyki, informatyki i elektroniki, by móc sprawować całkowitą kontrolę nad każdym przejawem życia społecznego. Szczególny nacisk kładziono na wyeliminowanie tzw. złych instynktów i emocji poszczególnych jednostek a także na zapobieganie rozprzestrzeniania się tych negatywnych nastrojów wśród ludzi.

Kluczem do bezkolizyjnego zarządzania tym „folwarkiem ludzkim” miała być właśnie telekomunikacja. Należało bezwzględnie zatomizować społeczeństwo oddzielając człowieka od człowieka przy pomocy elektronicznych urządzeń, które z czasem stałyby się dla ludzi niezbędnymi protezami, bez których nie wyobrażaliby sobie życia. Następnie zdalnie – przedrostek TELE w tytułowej telekomunikacji był najważniejszym elementem tej układanki – i precyzyjnie za pomocą fal radiowych określonej częstotliwości chciano wpływać na wszystkie parametry psychofizyczne człowieka tak, by spełniał wszelkie oczekiwania swoich „projektodawców” czy „programistów”.

Ulubioną metaforą tego procesu przemieniania ludzi w ubezwłasnowolnione, zdalnie sterowane obiekty inżynierii społecznej było twierdzenie Pana Profesora, że za jakieś 20 do 30 lat będzie można ludzi dostrajać tak jak stroi się stacje radiowe.

Otóż egzamin dotyczył kolejnych etapów wprowadzania tego „szczytnego” planu w życie i pod koniec należało opisać sytuację docelową, gdzie przy pomocy wszechobecnej infrastruktury łączności będzie można monitorować w czasie realnym (tzn. bez opóźnienia w przesyle sygnału) całą ludzkość, a co za tym idzie, wpleść nas wszystkich w cybernetyczną pętlę zadaniową, podobnie jak to robimy z komputerami. Chodziło w tym przede wszystkim o zbudowanie globalnego interfejsu mózg-komputer, gdzie za pośrednictwem urządzeń telekomunikacyjnych podwójnej łączności będzie można uśrednić czy ujednolicić ludzkie zachowania i obdarzyć nas wszystkich świadomością roju (hive mind).

5G jest właśnie próbą zbudowania tego systemu totalitarnej łączności, przed którym nie będzie ucieczki, zaś obiecywany nam jako świetlana przyszłość Internet Rzeczy będzie tylko krótkim etapem przejściowym do wprowadzenia Internetu Ludzi.

Fragment z: http://alexjones.pl/aj/aj-nwo/item/144324-5g-narzedzie-masowej-kontroli-umyslu-wyklad