Internet, prasa i rząd dusz?

Opublikowano: 09.05.2012 | Kategorie: Media, Publicystyka

Liczba wyświetleń: 0

Na naszych oczach trwa rewolucja w społecznej komunikacji. Dotychczas dominujące środki masowego przekazu: prasa, radio i telewizja odchodzą w niebyt a zamiast nich od pewnego czasu króluje internet. Wielu przywita tę informację wzruszeniem ramion, sądząc że prymat tego medium jest już od dłuższego czasu oczywisty, ale wbrew pozorom internetowa rewolucja nie uległa jeszcze zakończeniu. Dostarczanie treści informacyjnych i rozrywkowych odbywa się wciąż za pośrednictwem tradycyjnych mediów. Wygląda to mniej więcej tak. Najpierw jakiś dziennikarz, reporter bądź korespondent otrzymuje informację o nowym wydarzeniu. Kontaktuje się z redakcją, zyskuje akceptację (bądź nie) a następnie przygotowuje materiał: weryfikuje informację, uzupełnia ją, dzwoni do zaprzyjaźnionych ekspertów z prośbą o komentarz itp. Gotowy materiał upubliczniany jest mediach. Dopiero wtedy zaczyna się jego drugie życie w internecie, gdzie jest powielany, przerabiany i komentowany na tysiącach stron i blogów. Co prawda internet stanowi obecnie najważniejsze medium dystrybucji treści, ale jej tworzenie wciąż jeszcze znajduje się w gestii tradycyjnych redakcji prasowych, telewizyjnych i radiowych. Najlepiej świadczy o tym fakt, że nie sposób wymienić żadnego rzeczywiście ważnego i opiniotwórczego medium z własną siatką dziennikarzy i korespondentów, które obecne byłoby wyłącznie w internecie.

Model ten powoli ulega jednak zmianie. Ludzie coraz mniej czasu spędzają przed telewizorem i coraz rzadziej kupują papierową prasę. Za jakiś czas oba rodzaje mediów nie będą w stanie się utrzymać. Wystarczy spojrzeć chociażby na systematycznie malejącą sprzedaż praktycznie wszystkich polskich dzienników. Począwszy od 2007 r. najbardziej opiniotwórcze tytuły: „Gazeta Wyborcza”, „Rzeczpospolita” i „Dziennik Gazeta Prawna” tracą ponad 10 proc. czytelników rocznie. Kiedy ich nakład spadnie poniżej 50-70 tys. sprzedanych egzemplarzy, co nastąpi najpóźniej do 2020 r., zostaną one zamknięte. Jeszcze przez jakiś czas ukazywać się będą tabloidy, ale i one niedługo potem zamkną swoje podwoje.


Podobny trend można zaobserwować na rynku tygodników opiniotwórczych. Jeszcze 10 lat temu najważniejsze z nich: „Newsweek”, „Wprost” i „Polityka” sprzedawały się w nakładzie ponad 200 tysięcy egzemplarzy. Obecnie nabywców znajduje niewiele ponad 100 tys. Na tym tle ciekawie przedstawiają się wyniki czasopism kojarzonych z prawicą. Od ponad roku najczęściej kupowanym tygodnikiem nie jest już lewicowa „Polityka”, ale klerykalny „Gość Niedzielny”. Drugie miejsce zajmuje nie mniej prawicowe „Uważam Rze”. Wyjątkową popularnością cieszy się również wyrosła na kanwie tragedii smoleńskiej „Gazeta Polska”. Wygląda na to, że sympatie polityczne Polaków, przynajmniej tych, którzy aktywnie czytają prasę, przesunęły się wyraźnie w prawo. Co ciekawe, publicyści i czytelnicy tych czasopism od dłuższego czasu lansują tezę, że prawicowe poglądy są dyskryminowane, deprecjonowane i tępione na zdominowanym przez lewicę rynku medialnym w Polsce. Wydaje się, że owo prześladowanie wychodzi im raczej na dobre. Niezależnie od tego nie należy się spodziewać, że nastąpi jakikolwiek renesans drukowanej prasy. Czasopisma prawicowe prędzej czy później czeka taki sam los, jak i ich (centro)lewicowych konkurentów.

Przyszłość mediów to informacja tworzona i rozpowszechniana wyłącznie za pośrednictwem internetu. Co to w praktyce oznacza? Przede wszystkim ogromne rozproszenie źródeł informacji i komentarzy. Obecnie dominujący głos ma zaledwie kilka dużych redakcji prasowych i telewizyjnych: „Gazety Wyborczej”, „Rzeczpospolitej”, „Gazety Polskiej”, „Polityki”, „Wprostu”, TVN-u i może kilku innych. Wynika to stąd, że tradycyjne media są kosztowne i potrzebny jest duży efekt skali, aby mogły się utrzymać. Natomiast dystrybucja przez internet prawie nic nie kosztuje. Dlatego źródeł informacji: blogów, platform i serwisów informacyjnych może być w nim znacznie więcej. Dotychczasowi wydawcy postrzegają to jako zagrożenie. W ostatnim numerze „Polityki” Piotr Stasiak (redaktor naczelny Polityka.pl) ubolewa, że triumf internetu pociągnął za sobą spadek jakości dziennikarstwa:

“Gazeta z zasady sprzedawana jest jako paczka wybranych artykułów, gdzie teksty bardziej przykuwające uwagę niejako subsydiują te mniej medialne, choć równie ciekawe i ważne. W Internecie ta paczka się rozsypała, a reguły masowego rynku informacji, gdzie rozrywka, skandal i plotka przyciągają miliony odbiorców – stały się niezwykle brutalne dla redakcji stawiających na wartościową informację, dogłębną analizę, trudniejsze tematy.”

W podobnym duchu wypowiada się Jacek Żakowski w opublikowanym niedawno filmie dokumentalnym “Blogersi”:

“Moim zdaniem blog to w sensie jakościowym regres, w sensie wolnościowym postęp. Taka redakcja jak „Polityka” na przykład to jest rodzaj think-tanku, instytutu. Jak coś piszę, to obok siedzi prof. Władyka, Janina Paradowska… Bloger, który siedzi przy biurku, sam podejmuje decyzje i nikt go nie złapie za rękę i nie powie ‘zastanów się, czy to na pewno jest słuszne’.(…) [Blogerzy] są podejrzani o niekompetencję, nie są redagowani; często anonimowi, o nieustalonej tożsamości; nie wiemy, kto za nimi stoi; nie wiemy, kto ich stymuluje, jakie jest źródło ich informacji – czy to jest interes jakiejś firmy, czy oni naprawdę tak myślą, czy piszą, bo chcą zarobić…”

Jacek Żakowski słusznie zwraca uwagę na potrzebę krytycyzmu w odbiorze informacji. Nie wiedzieć jednak czemu uważa, że dotyczy to w większym stopniu blogów niż tradycyjnych mediów. Faktem jest, że pojedynczy bloger jest mniej wiarygodny niż cała redakcja prasowa, ale jeśli komuś naprawdę zależy na zmanipulowaniu ważną informacją, to łatwiej mu będzie wpłynąć na kilka scentralizowanych redakcji prasowych bądź telewizyjnych niż na mrowie rozproszonych blogerów. Internet oddaje głos niezliczonym, niezależnym źródłom informacji. Wśród nich znajdą się zarówno wiarygodne, jak i fałszywe, lewicowe i prawicowe, proekologiczne i denialistyczne, zrównoważone i ekstremistyczne. W tym natłoku treści wyzwaniem jest na pewno odpowiednia selekcja, którą każdy odbiorca musi przeprowadzić na własną rękę. Jednak wbrew obawom Piotra Stasiaka, jakość i wszechstronność informacji nie jest zagrożona.

Wręcz przeciwnie. Aby się utrzymać (pokryć ogromne koszty stałe), tradycyjne media potrzebują dużej liczby czytelników bądź widzów. W tym celu muszą zachowywać się trochę jak partie polityczne, czyli schlebiać gustom przeciętnego (medianowego) odbiorcy. Z jednej strony oznacza to, że nie mogą zejść poniżej pewnego poziomu wiarygodności ani przedstawiać skrajnych opinii i komentarzy, które działają odstraszająco. Z drugiej strony prezentowana przez nie informacja poddana jest wewnętrznej cenzurze, przez co okazuje się często nijaka, uboga i politycznie poprawna. Rozpowszechnienie internetu sprawiło, że owa cenzura znikła a swoje miejsce znalazły informacje oraz komentarze dawniej niedostępne i często skrajne, zarówno z powodu swojej głupoty, jak i geniuszu. Czy ucierpi na tym jakość dziennikarstwa? Nie, ponieważ zapotrzebowanie na dobre dziennikarstwo i tzw. trudne tematy nie zmalało. Zmieniła się jedynie jego forma i sposób finansowania. Czas wielkich tytułów medialnych odchodzi w przeszłość a coraz większą rolę odgrywają mniejsze, niezależne środowiska intelektualne i artystyczne. Każde z nich znajduje swój własny sposób na istnienie i to często bez konieczności pójścia na dalekie kompromisy. Nie szukając daleko, jednym z takich środowisk jest Instytut Misesa. Także blogerzy sportretowani w przywołanym wcześniej filmie “Blogersi” potrafią związać koniec z końcem. Nie mówiąc już o tym, że i sam ten dokument, którego jakości nie można wiele zarzucić, został stworzony przez niezależnego producenta.

Na koniec warto zadać pytanie, kto w nowej rzeczywistości medialnej sprawuje lub będzie sprawował rząd dusz, a więc kontrolował poglądy i reakcje tłumów. Na pewno zanika opiniotwórcza rola dawnych wielkich redakcji prasowych i telewizyjnych. Wzrosła liczba źródeł informacji, przez co trudniej jest je kontrolować a w konsekwencji sprawować rząd dusz. Dawniej wystarczyło zdobyć jedną redakcję i zyskiwało się wpływ na setki tysięcy czytelników. Obecnie nie istnieje żadne takie centrum czwartej władzy. Trzeba więc stworzyć własne, co jest o wiele trudniejsze. Nie znaczy to jednak, że niebezpieczeństwo demagogii nie zanikło. Internet otworzył pole poglądom skrajnym, które pewnego dnia mogą owładnąć umysłami tłumu. Na razie nic takiego jeszcze nie nastąpiło i jeżeli ktoś sprawuje rząd dusz, to raczej tzw. przeciętny odbiorca, który siedzi wygodnie w swoim fotelu i najbardziej interesuje go święty spokój. Zmierzch tradycyjnych mediów i triumf internetu otworzył jednak drogę nowym ideom ze wszystkimi szansami i zagrożeniami, jakie się z tym wiążą.

Autor: Karol Pogorzelski
Wykresy: Związek Kontroli Dystrybucji Prasy
Źródło: Instytut Misesa

1 Star2 Stars3 Stars4 Stars5 Stars Zostań pierwszą osobą, która oceni ten wpis!
Loading...

TAGI: , , , ,

OD ADMINISTRATORA PORTALU

Hej! Cieszę się, że odwiedziłeś naszą stronę! Naprawdę! Jeśli zależy Ci na dalszym rozpowszechnianiu niezależnych informacji, ujawnianiu tego co przemilczane, niewygodne lub ukrywane, możesz dołożyć swoją cegiełkę i wesprzeć "Wolne Media" finansowo. Darowizna jest też pewną formą „pozytywnej energii” – podziękowaniem za wiedzę, którą tutaj zdobywasz. Media obywatelskie, jak nasz portal, nie mają dochodów z prenumerat ani nie są sponsorowane przez bogate korporacje by realizowały ich ukryte cele. Musimy radzić sobie sami. Jak możesz pomóc? Dowiesz się TUTAJ. Z góry dziękuję za wsparcie i nieobojętność!

Poglądy wyrażane przez autorów i komentujących użytkowników są ich prywatnymi poglądami i nie muszą odzwierciedlać poglądów administracji "Wolnych Mediów". Jeżeli materiał narusza Twoje prawa autorskie, przeczytaj informacje dostępne tutaj, a następnie (jeśli wciąż tak uważasz) skontaktuj się z nami! Jeśli artykuł lub komentarz łamie prawo lub regulamin, powiadom nas o tym formularzem kontaktowym.

8
Dodaj komentarz

Chcesz skomentować? Zaloguj się!
  Subskrybuj  
najnowszy najstarszy
Powiadom o
jakiskretyn
Użytkownik
jakiskretyn

Ja tam bym nie był pesymistą. Niech będą różne wieści w sieci, mniej lub bardziej wiarygodne, na ludziach to się odbije tylko dobrze. No, poza tymi, w których interesie leżało robienie masom wody z mózgu. Reszta w końcu i tak wybierze dobrze. Z resztą, do jasnej ciasnej, ciągły pęd do centralizowania wszystkiego jest nienaturalny, a związana z nim entropia powoduje ogromne nakłady potrzebne do jego utrzymania.

Szymon Dąbrowski
Użytkownik

Decentralizacja i oddolny proces tworzenia i dystrybucji – to przyszłość nie tylko sektora mediów. Ostatnią rewolucją decentralizacyjną będzie sektor produkcji dóbr – w Chinach już taki model istnieje i ma się coraz lepiej. By jednak nie hamować tak ukierunkowanego postępu, należy likwidować przeszkody na jego drodze – jedną z nich jest obecna formuła tzw. ‘Praw Autorskich” oraz “Patentów”. Aktualny kierunek proponowanych zmian w tym względzie pogłębia jedynie ekskluzywność bazy zasobów oraz nadaje ‘nieokreślony status’ wszelkim inicjatywom/kreacjom oddolnym – nieokreślony status w sztucznej, sztywnej hierarchii obecnej “patentologii”.

Angel
Użytkownik
Angel

Prawdziwe Dziennikarstwo to jest Wikileaks. kopiowanie faktów. to jest dziennikarstwo.

bez internetu i anonimowych źródeł informacji, anonimowych publicystów, ukrytych sponsorów, ukrytych transakcji, ukrytych serwerów, czy też serwerów wyrwanych spod prawnej jurysdykcji przeciętnego “zachodniego” kraju takiego dziennikarstwo nigdy by nie było, i dlatego go nigdy w konwencjonalnym rozumieniu – nie było.

Prawdziwa Publicystyka to jest publicystyka w stylu DO IT YOURSELF. to znaczy że każdy bez cenzury, i bez kryteriów z góry narzuconej interpretacji wartościowania i oceny, środowiska opinii autorytetów redakcji itp może usiąść i publikować to co uważa za stosowne. Prawdziwa Publicystyka zyskała popularność dopiero w internecie, dzięki anonimowości, i przede wszystkim redakcyjnej niezależności. Blog – to publicystyka. Wortal / Portal Tematyczny – to publicystyka. “felieton” w Nie czy Wyborczej, to jest produkt komercyjny bądź “linia programowa” kierująca się ‘interesem politycznym’ redakcji. Publicystykę to prowadzi na przykład Michalkiewicz w swoich publicystycznych nagraniach. a nie redaktor Żakowski który pisze felieton do Wyborczej czy Polityki. zawężone rzemiosło pracownika mediów który nie ma żadnej niezależności i który jest sterowany przez agentów służb specjalnych bądź sam jest takim agentem zyskało alternatywę, w postaci niekontrolowanych przecieków wszelkich informacji do internetu, włącznie z tajemnicami państwowymi. nie ma cenzury. bo jak nie 100, to 101 “bloger”, serwis, serwer opublikuje i utrzyma informację, którą można zdjąć jedynie dzięki atakom ddos, czy hakerskim popisom. Publicystyka powinna w myśl Wolnego Myślenia wymknąć się spod wszelkiej jakiekolwiek Kontroli i nie mieć narzuconych żadnych odgórnych kryteriów zawężających jej rozpiętość publikacji.

niestety Publicystyka umieszczona w Chaosie Możliwości, a także Dziennikarstwo rozumiane jako Biblioteka złożona z wszelkich Informacji i Kopii Informacji nie objętych klauzulą tajności, ani praktykami manipulacji są zagrożone przez obecne, i nadchodzące prawodawstwo próbujące wymusić Cenzurę w dostępie do zarówno Informacji, ich Interpretacji, jak i Wolności Niezależnych Opinii i Poglądów Publikacji. zarówno poprzez zakaz publikowania Wszystkich Treści, odpowiedzialność Karną za ich umieszczenie, jak i poprzez tworzenie Mechanizmów umożliwiających Blokadę Nadawcy, czy Dostępu Do Treści na zasadzie działań Prewencyjnych, i niezweryfikowanych drogą sądową (tzw. skrócona procedura) jak i ostatecznie zniszczenia Anonimowości w internecie i zastąpienia jej Pełną Inwigilacją i Jawnością.

do tej pory Media realizowały przede wszystkim

1) Interes Władzy (Systemu, Państwa)
2) Interes Grup Trzymających Władzę (Służby Specjalne, Agentura Wpływu, różne Układy stosunkowo wąskich Środowisk)
3) Interes określonych Firm za którymi stali ludzie tworzący finansowy “establishment”

dopóki te 3 ośrodki Władzy a więc Służby Specjalne, Międzynarodowo Usytuowane Korporacje i Firmy mające Władzę Finansową, a także wąskie Środowiska “establishmentu” finansowego i częściowo politycznego, a także System będą miały odpowiednie instrumenty i możliwości nacisku, no i pieniądze NIGDY NIE ZNIKNĄ z rynku! ponieważ działają one tylko we własnym interesie. to czy ktoś przy okazji przeczyta, i kupi nie ma większego znaczenia dlatego że nigdy one nie działały dla czytelników, widzów i słuchaczy ale dla samych siebie! wystarczy że media będą reklamowały Władzę, że będą reklamowały zaprzyjaźnione Firmy z odpowiednim Kapitałem i realizowały ich interesy, i będą sterowane przez Służby Specjalne, i obracały pieniędzmi między sobą! oni są samowystarczalni! ‘rząd dusz’ może być mniejszy, ale długo będą czekali na konkurencję w postaci jakiegoś zorganizowanego ośrodka, który odejmie im najbardziej naiwnych konsumentów. tak więc nawet jak one utracą rząd dusz, nikt następny go nie uzyska. trzeba pamiętać że nie dla niego one istnieją, ale dla samych siebie! zagrożenie dopiero może stanowić Konkurencja.

czym jest Konkurencja?

1) Konkurencja mogąca odebrać Władzę.
2) Konkurencja mogąca odebrać Kapitał
3) Konkurencja mogąca stworzyć własny ‘establishment’ za którym pójdą ludzie.

Internet temu nie służy.

memento
Użytkownik

@Angel, a teraz Media reliazują interes: 4) fanatyków i psychopatów

Yogipower
Użytkownik
Yogipower

I bardzo dobrze, powoli zmniejsza się pranie mózgu.
Wogóle jak można czytać taki szmatławiec jak fakt?

memento
Użytkownik

@Yogipower, w internecie masz dużo więcej bzdur, w które wierzą ludzie. Taka natura, kompletny brak krytycyzmu – srać pod siebie i bajać o kosmitach, ot cała rasa ludzka.

margoth
Gość
margoth

nie wiem dlaczego jesteście tacy pewni, że w internecie nie będzie kontroli… manipulacja zaczęła się już dawno – na portalach informacyjnych typu onet, wp lub gazeta… blogerzy też się sprzedadzą…

szkot
Użytkownik
szkot

Najciekawsze jest to pytanie-kto będzie kontrolował i narzucał poglądy jako 4 władza. Czas już pokazuje że umiera ta władza powoli i skutecznie. Internetowa epoka to-jak rzekł ktoś tam-to najbardziej twórczy okres w dziejach świata. KAŻDY człowiek może coś tworzyć.Na pewno mody będą sterowały grupami zainteresowanych, mocne wydarzenia ale sternik już zbędni.Żeglujemy sami.To ciekawe zjawisko i warto obserwować jego rozwój. Widać też w tych rzesza tworzących że są i tacy którzy tylko chcą sobie poplotkować, pogadać. To ich twórczość i tak ma być.