Impuls elektromagnetyczny może zakończyć naszą cywilizację

Opublikowano: 26.02.2019 | Kategorie: Nauka i technika, Publicystyka

Liczba wyświetleń: 48

Niewielu z nas zdaje sobie sprawę, że jednym z największych zagrożeń dla istnienia cywilizacji nie jest ani globalne ocieplenie ani wojna atomowa, lecz zniszczenie sieci energetycznej przez impulsy elektromagnetyczne.

Impuls taki może mieć pochodzenie ludzkie, lub kosmiczne, czyli słoneczne. Ludzkie – bo wystarczy zdetonowanie jednej bomby atomowej specjalnego typu przez zbójeckie państwo lub grupę terrorystyczną a już można wyeliminować sieć energetyczną na całym kontynencie. Bombę taką należy zdetonować wysoko, co nie jest aż tak trudne, jeśli uświadomimy sobie, że może być ona wyniesiona przez pocisk balistyczny, wystrzelony na przykład z frachtowca lub kontenerowca. U wybrzeży Ameryki zagrożenie takie już było wykryte w przeszłości w 2013 r.

Ciekawsza jednak i bardziej przerażająca jest perspektywa impulsu elektromagnetycznego generowanego przez Słońce. Jest to zjawisko naturalne, na które nie mamy żadnego wpływu, a które zdarza się dosyć często. Tymczasem nigdy jeszcze w historii człowieka na Ziemi ludzkość nie była tak uzależniona od energii elektrycznej, jak dziś. Nie chodzi tu zresztą jedynie o linie przesyłowe, ale również o zniszczenie sieci informatycznych oraz urządzeń opartych na półprzewodnikach, a więc między innymi elektroniki samochodów.

Co ciekawe, zagrożenie to jest bardzo realne, a mimo to przeznacza się mu o wiele mniej uwagi niż na przykład tak zwanemu globalnemu ociepleniu, nie wspominając już o jakichkolwiek środkach bezpieczeństwa, które mogą być przedsiębrane. Wolimy opodatkowywać tymczasem emisje gazów cieplarnianych, a jesteśmy zagrożeni egzystencjalną katastrofą, której nawet sobie nie uświadamiamy.

Działająca kilka lat temu komisja Kongresu Stanów Zjednoczonych do spraw impulsu elektromagnetycznego ustaliła, że w przypadku trwającego przez rok blackoutu, liczba ludności w Ameryce zmniejszy się o 90% z powodu głodu, chorób i załamania struktur społecznych. Nie ma w tym cienia przesady ponieważ urządzenia półprzewodnikowe, a więc wszelkiego rodzaju elektronika kontroluje praktycznie wszystkie procesy infrastrukturalne.

Silna burza elektromagnetyczna wyłączy również satelity systemu GPS, pozbawiając nas łatwej nawigacji „dla idiotów”.

Bez elektroniki niemożliwa będzie masowa produkcja żywności, logistyka transportu i inne rzeczy, które obecnie traktujemy jak powietrze. To wszystko zostanie w rezultacie impulsu elektromagnetycznego zmiecione, a odtworzenie będzie wymagało bardzo wielu miesięcy, tym bardziej, że impuls taki zniszczy doszczętnie stacje transformatorowe i większą część kabli sieci energetycznej.

Skąd o tym wiemy? Bo już kilka razy doświadczyliśmy tego rodzaju wydarzenia!

Po raz pierwszy odnotowano je w 1859 r. jako tzw. zdarzenie Carringtona. Wówczas to nie istniały jeszcze sieci energetyczne, ale istniał telegraf i to właśnie telegraf został całkowicie zniszczony, wraz ze świeżo położonym kablem podmorskim biegnącym przez Ocean Atlantycki. Dochodziło też do pożarów wywołanych przez iskrzenie urządzeń telegraficznych.

Inne, podobne wydarzenie miało miejsce w 1921 roku. Znane jest jako railroad storm, bo sparaliżowany został całkowicie system kolejowy . Jak szacuje amerykańska akademia nauk, gdyby tego rodzaju wydarzenie wystąpiło dzisiaj to sieć energetyczna Ameryki Północnej zostałaby zniszczona na około 4 do 10 lat i nie jest pewne czy w ogóle możliwa byłaby jej odbudowa.

W 2014 r. NASA poinformowała, że 2 lata wcześniej 23 lipca 2012 roku, Ziemia o mały włos uniknęła podobnej burzy jak wydarzenie Carringtona. Słońce wyrzuciło bowiem masę plazmy wielkości porównywalnej do tej z 1859. roku, która ominęła naszą planetę jedynie o 3 dni orbitalne. Wedle szacunków NASA, zdarzenie to miałoby katastrofalne skutki dla całej cywilizacji ludzkiej redukując populację o miliardy.

Niebezpieczeństwo narasta w ostatnich latach również z uwagi na szybkie słabnięcie ziemskiego pola elektromagnetycznego i prawdopodobnie następujące obecnie przebiegunowanie ziemskiego pola magnetycznego. Bieguny magnetyczne zaczęły przemieszczać się z niespotykaną do tej pory szybkością, co pozwala przypuszczać, że wkrótce będziemy musieli się liczyć z okresem przejściowym charakteryzującym się wielkimi fluktuacjami ziemskiego pola elektromagnetycznego co za tym idzie przestanie ono dawać nam taką ochronę przed promieniowaniem kosmicznym oraz słonecznym, w tym również wyrzucaną ze Słońca plazmą, jak do tej pory.

Wszystkie te zagrożenia są bardzo realne i każdy może sobie znaleźć na ten temat wiarygodne informacje, mimo to nie ma praktycznie żadnej debaty społecznej, a jeśli już mówimy o zagrożeniach środowiskowych to raczej mamy na myśli zmiany klimatyczne. Tymczasem wiadomo z całą pewnością, że impuls elektromagnetyczny wydarzy się w czasie naszego życia lub życia naszych dzieci lub wnuków. Prawdopodobieństwo impulsu elektromagnetycznego wielkiej mocy szacowane jest na 12% w ciągu dekady. Oznacza to, że powinniśmy z wielką troską podchodzić do zabezpieczenia urządzeń oraz sieci energetycznych i informatycznych. Tego rodzaju zabezpieczenia na kontynencie amerykańskim są nieliczne, niewystarczające, lub praktycznie nie istnieją. A co takiego stało się w 1859 roku? Otóż, między 28 sierpnia a 2 września 1859 obserwowano liczne plamy na Słońcu. Tuż po jedenastej 1 września angielski astronom-amator Richard Christopher Carrington zaobserwował rozbłysk, który, jak wiadomo z badań współczesnych, utworzył wówczas koronalny wyrzut masy (CME). Obłok dotarł do Ziemi po 18 godzinach, gdy zazwyczaj czas ten wynosi 3–4 dni. Ta burza słoneczna była przyczyną jednej z najbardziej intensywnych burz magnetycznych na Ziemi w dotychczasowej historii, a rozpoczęła się 2 września. Zaburzenia ziemskiego magnetyzmu spowodowały awarie sieci telegraficznych w całej Europie i Ameryce Północnej, a nawet okazjonalne zapalanie się od iskier papieru w telegrafach. Mimo odłączenia baterii, indukowany prąd był na tyle silny, iż pozwalał na przesyłanie wiadomości telegraficznych. Zorza polarna widoczna wówczas na całym świecie, została zaobserwowana nawet na Karaibach, a w Górach Skalistych była tak jasna, że blask budził kopaczy złota, którzy zaczęli przygotowywać śniadanie, myśląc, że to już ranek.

Promieniowanie docierające do atmosfery ziemskiej podczas burz słonecznych powoduje wiązanie azotu atmosferycznego w azotany. Burza z roku 1859 wytworzyła znaczne ilości azotanów. Jedną z metod badania stężenia tego związku w atmosferze w przeszłości jest analiza zawartości związków azotu w rdzeniach lodowców. Badania takie dostarczają dowodów, iż podobnie intensywne zdarzenia, jak odnotowane w 1859 roku, występują średnio raz na 500 lat.

W raporcie National Research Council of the National Academy of Sciences (Amerykańska Akademia Nauk) naukowcy ostrzegają, iż podobna burza, jak ta z roku 1859, dzisiaj mogłaby spowodować globalną katastrofę. Szybkie zmiany pola magnetycznego na dużym obszarze podczas burzy magnetycznej powodują indukowanie się siły elektromotorycznej w przewodnikach, która może spowodować zniszczenie transformatora wysokiego napięcia. Burza wielkości tej z 1859 roku mogłaby zniszczyć cały system energetyczny krajów uprzemysłowionych. Spalone transformatory nie mogą być naprawione, trzeba je wymienić na nowe, a czas produkcji jednego wynosi ok. 12 miesięcy, pod warunkiem, że fabryka ma zapewnione dostawy surowca i energii, na co w takich warunkach trudno liczyć. Zapasów transformatorów prawie nie ma.

Ochronę mogą stanowić systemy wczesnego ostrzegania oraz kondensatory zabezpieczające transformatory energetyczne. Obecnie jednak system wczesnego ostrzegania posiada tylko USA i jest on zużyty, a żadna inna ochrona nie jest stosowana.

13 marca 1989 roku w całej prowincji Quebec zgasło światło. Wyłączenie prądu było skutkiem słonecznej burzy. 13 marca 1989 roku burza słoneczna wywołała 12-godzinną awarię prądu. 10 marca 1989 astronomowie zaobserwowali ogromną eksplozję na powierzchni Słońca. W ciągu kilku minut wypuściło obłok gazu o masie miliardów ton. Była to eksplozja porównywalna z jednoczesnym wybuchem tysięcy bomb atomowych. Obłok gazu popędził w stronę Ziemi z ogromną prędkością. Rozbłysk słoneczny, który towarzyszył eksplozji, spowodował zakłócenie fal radiowych, a Radio Wolna Europa przestało odbierać w Rosji. Wtedy myślano, że blokada radia to działanie Kremla.

12 marca chmura słonecznej plazmy zderzyła się z polem magnetycznym Ziemi. Skutkiem tego była zorza polarna, którą widziano nawet na Florydzie i na Kubie. Zaburzenia magnetyczne były tak silne, że 13 marca sieć energetyczna Quebecu przestała działać na 12 godzin. Zamknięte zostało metro w Montrealu, a także lotnisko Dorval.

Wyładowanie dotknęło nie tylko część Kanady. Problemy z sieciami energetycznymi miały też stany Nowy Jork i Nowa Anglia w USA, a satelity i wahadłowiec Discovery zanotowały liczne anomalie.

Od tamtego czasu „blackout w Quebec” zyskał legendarny status, zwłaszcza wśród naukowców. Jest dramatycznym przykładem na to, jak ogromną siłę mają słoneczne burze i jak bardzo potrafią oddziaływać na ludzkość. Proces niszczenia infrastruktury naszej cywilizacji przez burzę słoneczną ma charakter wielostopniowy.

Po pierwsze, intensywne zmiany pola magnetycznego w magnetosferze indukują pola elektryczne i prądy na wielkich obszarach Ziemi. Z kolei pola geoelektryczne wytwarzają prądy indukowane geomagnetycznie (GICs – Geomagneticaly Induced Currents) przepływające przez dowolny dostępny przewodnik – łącznie z liniami wysokiego napięcia, gazo- i ropociągami, torami kolejowymi i kablami telekomunikacyjnymi. Tak rozległe sieci działają jak gigantyczne anteny, propagujące wyindukowane prądy.

Takie przepływy prądów rzędu 300 A mogą doprowadzić do zapłonu papierową izolację transformatora wysokiego napięcia, stopienia żył miedzianych i zniszczenia natychmiastowego lub po pewnym czasie.

Silna burza geomagnetyczna, obejmująca teren skali kontynentu, może powodować awarie wielokrotne i równoczesne. Podczas pierwszych 30 sekund burzy z r. 1989 sieć Quebecu doznała piętnastu równoczesnych awarii i nie było niespodzianką, że skutkiem była awaria katastrofalna, która objęła całą prowincję.

Na dodatek burza słoneczna z 1989 roku nie była największą spośród dotychczas obserwowanych.

Kojarzenie zjawisk występujących na Słońcu i tych, które wydarzyły się na Ziemi trwało jakiś czas. Nie jest to zaskakujące, bowiem rozdział tych zdarzeń zachodzi zarówno w czasie, jak i przestrzeni. Sprawy pozostały nierozstrzygnięte aż do r. 1959, gdy obserwacje satelitarne stwierdziły bezsporne istnienie wiatru słonecznego. Stwierdzono ponadto, że burze geomagnetyczne mogą występować w dowolnym punkcie czasowym cyklu słonecznego i nie wszystkie erupcje lub wyrzuty masy z korony Słońca mogą spowodować burze. Większość z tych zjawisk omija Ziemię, a te, które w nią uderzają powodują uszkodzenia zależne (między innymi) od polaryzacji pola magnetycznego, indukowanego przez wiatr słoneczny. Jeżeli biegun magnetyczny Ziemi ma polarność taką, jak powodowany przez ten wiatr, to większość cząstek będzie odrzucona w przestrzeń, nie oddziałując na Ziemię. Ale też możliwy jest efekt wzmocnienia oddziaływania i super burza o rozmiarach nigdy jeszcze nie obserwowanych. I na to jesteśmy całkowicie nieprzygotowani.

Opracowanie: ak
Źródło: Goniec.net

1 Star2 Stars3 Stars4 Stars5 Stars Liczba głosów: 7, średnia ocena: 5,00 (max 5)
Loading...

TAGI: , , , ,

OD ADMINISTRATORA PORTALU

Hej! Cieszę się, że odwiedziłeś naszą stronę! Naprawdę! Jeśli zależy Ci na dalszym rozpowszechnianiu niezależnych informacji, ujawnianiu tego co przemilczane, niewygodne lub ukrywane, możesz dołożyć swoją cegiełkę i wesprzeć "Wolne Media" finansowo. Darowizna jest też pewną formą „pozytywnej energii” – podziękowaniem za wiedzę, którą tutaj zdobywasz. Media obywatelskie, jak nasz portal, nie mają dochodów z prenumerat ani nie są sponsorowane przez bogate korporacje by realizowały ich ukryte cele. Musimy radzić sobie sami. Jak możesz pomóc? Dowiesz się TUTAJ. Z góry dziękuję za wsparcie i nieobojętność!

Poglądy wyrażane przez autorów i komentujących użytkowników są ich prywatnymi poglądami i nie muszą odzwierciedlać poglądów administracji "Wolnych Mediów". Jeżeli materiał narusza Twoje prawa autorskie, przeczytaj informacje dostępne tutaj, a następnie (jeśli wciąż tak uważasz) skontaktuj się z nami! Jeśli artykuł lub komentarz łamie prawo lub regulamin, powiadom nas o tym formularzem kontaktowym.

4
Dodaj komentarz

Chcesz skomentować? Zaloguj się!
  Subskrybuj  
najnowszy najstarszy
Powiadom o
gajowy
Użytkownik
gajowy

Przecież są generatory prądu na diesel, benzynę. W krajach gdzie brakuje dostaw prądu (Irak w czasie wojny) ludzie masowo ich używają. Podraża to cały interes ale prąd jest nadal.

kuralol
Użytkownik

Taki impuls słoneczny może spowodować silne erupcje wulkanów, nawet kilku jednocześnie. Niekończąca się zima może trwać od roku do 50 lat. Już takie wydarzenia bywały w historii ludzkości. Ostanie całkiem niedawno bo w 1816. Jest dużo o tym roku w internecie. Cytuję ciekawy fragment:

“…Zainteresowany wydarzeniem anomalii pogodowej w latach 535-536 n.e. dowiedziałem się że rok 1816 zwany był “Rokiem bez lata” gdyż podobna aberracja (choć na mniejszą skalę) wtedy wystąpiła. Przypuszcza się że obu przypadkach winę za tą sytuacje ponoszą eksplozje wulkanów….”
Tak to prawda – największe anomalia pogodowe były związane najczęściej z erupcjami wulkanicznymi i to jak pisze Prof. R. d’Arrigo w strefach sub- lub tropikalnych.
Od końca XVIII wieku wulkany były w tych regionach bardzo “…niegrzeczne…” i po kolei się odzywały, a rzecz całą rozpoczął wulkan na wyspie Reunion. Autor książki “Frankenstain’s Weather” (skleroza zapomniała nazwiska) pisze iż był to – mimo tak ogromnej odległości – proces zainicjowany przez trzęsienia ziemi i ruchy tektoniczne Grzbietu Atlantyckiego (trzęsienie ziemi które zrównało z ziemią Lizbonę, a zarazem było tak silne, że nawet w Cieplicach – znów ładne parę tysięcy kilometrów – przez kilka dni po kataklizmie woda w źródłach i nawet w studniach wrzała). Później “…obudził się…” wulkan Soufriere na wyspie Saint Vincent w archipelagu Antyli i od 1809 do połowy 1812 roku regularnie wyrzucał dym i materiały piroklastyczne. Skutki – mamy w “Pamiętnikach czasów moich” Niemcewicza gdy w czerwcu w Polsce spadł obfity śnieg (pisze “…bzowe krze połamał a słowiki pod śniegiem śpiewały…”). Przypuszczalnie w 1810 roku po raz pierwszy dał o sobie znać wulkan Tambora na Sumbawie o czym pisze Brytyjczyk Stamford Russel i zaraz po nim ogromny (stożek był wysokości góry Fuji w Japonii) wulkan Mayon na Filipinach. Badania rdzeni lodowych z Grenlandii sugerują, iż mogła być jeszcze jakaś erupcja w tzw. ognistym pierścieniu Pacyfiku (albo Kamczatka albo Alaska) w regionach wówczas słabo zaludnionych i nie odwiedzanych przez Europejczyków.
…a co to dało.
Suszę i upał w 1811 roku kiedy między Warszawą a Modlinem wysycha Wisła o czym wspominają Jaszowski i Prądzyński. W Księstwie Warszawskim już wówczas panował głód – St. Staszic i Warszawskie Królewskie Towarzystwo Przyjaciół Nauk o tym pisało (jest taki tekst bodajże w AGAD-zie co dodawać do mąki by piec chleb, pojawia się urzędowa cena najtańszego pieczywa by każdy mógł przynajmniej raz dziennie zjeść kawałek (taryfy są w “Gazecie Warszawskiej” – pieczono tzw. placki solone typu pumpernikla).
Zima 1811/12 jest niezwykle łagodna, nie zamarzają rzeki w tym Newa w Petersburgu.
…no i mamy rok 1812.
Anomalia tzw. zimy atomowej – tu związane z erupcją wulkaniczną – zaczęła się w czerwcu gigantyczną burzą która trwała trzy doby. Lipiec, sierpień, wrzesień i październik to czas straszliwych upałów (w sierpniu ok.+40.0 C., tuż po bitwie pod Borodino +32.0 C. – wysychają rzeki o czym wspomina L.Kicki)są gigantyczne burze z piorunami (o tym pisze P.Lelewel)
…i potem jak w scenariuszu filmu grozy (dziś zasymulowanego komputerowo choć przypomina to trochę film “Pojutrze”) w przeciągu jednej doby nadchodzi mróz.
…rok 1812/13
Wahania temperatury w skali dobowej sięgają kilkunastu stopni (tu listy A.Sułkowskiego do żony i Jej odpowiedź). W sierpniu – tuż po bitwie pod Dreznem – pada deszcz ze śniegiem, a 18/19 października na Lipskiem przetacza się znów ogromna burza.
…rok 1815
Zimą ulewy permanentne – to faza opadania pyłów wulkanicznych stanowiących jądra kondensacji.
…wszystko jak gdyby się uspakaja.
I wówczas przychodzi 10 kwietnia – straszliwa erupcja wulkanu Tambora na Sumbawie. Wyspa w znacznej części przestaje istnieć. Góra o wysokości ok. 4200 m. traci 2/3 zaś słup pyłu sięga 44 kilometrów wysokości.
Pył rozegnany wiatrami – szczególnie pasatowymi – opada przez około 20 lat.
…no cóż

MasaKalambura
Użytkownik
MasaKalambura

Taki naturalny impuls może być pretekstem lub impulsem do rozpoczęcia działań zbrojnych na wielką skalę. Oby nie.

polantek
Użytkownik
polantek

Zachowanie Słońca w koniunkcji z pozostałymi planetami mozna łatwo prześledzić , zarówno wstecz jak i do przodu. Jest to niepodważalny fakt ,że koniunkcje planet powodują wyrzucanie plazmy ze Słońca, gorzej że współczesna “nauka” ignoruje to zjawisko. Nie ma co straszyc tylko należy się do tego przygotować organizując np. sieć UPSów i generatorów , które sa juz obecnie w użytkowaniu. Myslę tu o przemysłowych, szpitalnych i telekomunikacyjnych elementach zasilania, które należy spiąć niezawodnymi, podziemnymi połączeniami. To np. zamiast FortuT.