Federalizm w kleszczach porodowych

Opublikowano: 20.07.2012 | Kategorie: Polityka, Publicystyka

Liczba wyświetleń: 459

Największe katastrofy zachęcają wierzących do jeszcze większej pobożności. Podobnie dzieje się z europejskimi federalistami. Nie tylko nie wyobrażają sobie, że pewnego dnia społeczeństwa Unii Europejskiej mogą odwrócić się plecami do polityki integracyjnej – walutowej, budżetowej, handlowej – która zaostrzyła kryzys, podczas gdy oni ją propagowali, ale na domiar złego usilnie starają się umocnić władzę tych, którzy prowadzili tę politykę. Cóż z tego, że szczyty europejskie, pakty stabilności, mechanizmy dyscyplinarne nic nie załatwiły? Nie załatwiły, twierdzą nasi dewoci, bo nie poszły dostatecznie daleko: wszelki sukces zawdzięczamy temu, że jest Europa, a wszelkie fiasko temu, że Europy nie ma [1]. Ta wiara węglarza [2] pozwala im spać błogim snem i mieć urocze sny.

Również koszmary, bo federaliści lubią burze. Zapowiadanie burz pozwala im nawet łamać wszelki opór, który wzbudzają ich wielkie zamysły, pod pretekstem, że pilnie trzeba coś załatwić w trybie nadzwyczajnym. Gdy forsuje się rzekę w bród pod ostrzałem, nikt nie powinien się cofać. Albo dotrzemy na drugi brzeg, albo się potopimy – albo czym prędzej poderwiemy się do boju o Europę federalną, albo pogodzimy się z katastrofą. „Jeśli obecna konfederacja nie będzie ewoluowała ku federacji politycznej z władzą centralną”, orzekł w listopadzie ub.r. były niemiecki minister spraw zagranicznych Joschka Fischer, „strefa euro – i cała Unia – się rozpadnie” [3]. We Francji trzy wielkie radia krajowe i dwie główne gazety codziennie odmawiają tę antyfonę.

Gdy ktoś słucha federalistów, to wyobraża sobie, że instancjom europejskim brakuje władzy i zasobów, a nieograniczonymi mocami i środkami dysponują państwa członkowskie. Tymczasem Europejski Bank Centralny, który zarządza kryzysem z wiadomym powodzeniem i niedawno przeznaczył bilion euro na refinansowanie banków, nie zależy ani od rządów, ani od wyborców unijnych. Harmonizacji polityk europejskich wcale nie krępuje niedostatek jakiejkolwiek integracji (wspólnego budżetu, takiego czy innego europejskiego ministra itp.), bo przecież plany oszczędnościowe forsowane w całej Europie przez rząd niemiecki przyniosły owoce – pogłębiając zadłużenie państw i ubóstwo społeczeństw…

Lecz dzisiejsze Kasandry to wczorajsi prorocy sukcesu. Przez 30 lat kleszczami porodowymi wydzierali państwom europejskim kolejne posunięcia integracyjne, najpierw fetując największy na świecie rynek, następnie jednolitą walutę, później „politykę cywilizacyjną” itd., ignorując werdykt ludowy ilekroć taki zapadał oraz niszcząc wszelki projekt integracji europejskiej, który mógłby polegać na dobrobycie socjalnym, usługach publicznych, śluzach na unijnych granicach. Bije północ, karoca zamienia się w dynię; nagle zapominają oni o swojej niegdysiejszej uciesze i przysięgają, że zawsze nas ostrzegali, iż to nie może się udać.

Czy dramatyzacja finansowa posłuży za pretekst do wymuszenia nowego – tym razem federalnego – wielkiego skoku do przodu, którego znów nie podda się pod powszechne głosowanie? Czy Unia Europejska, która już jest w kiepskim stanie, naprawdę może raz jeszcze odmówić swoim społeczeństwom demokracji?

Autor: Serge Halimi
Tłumaczenie: Zbigniew M. Kowalewski
Źródło: Le Monde diplomatique – edycja polska

PRZYPISY

[1] Zob. P. Rimbert, „Le théorème de Guetta”, Le Monde diplomatique, listopad 2008 r.

[2] Wyrażenie fides carbonaria (wiara węglarza) wywodzi się ze średniowiecznej anegdoty o tragarzu węgla, który mawiał, że wierzy w to, w co Kościół wierzy, a pytany, w co wierzy Kościół, odpowiadał: „W to samo, w co ja wierzę”.

[3] Le Figaro, 7 listopada 2011 r.


TAGI: , , ,

Poznaj plan rządu!

OD ADMINISTRATORA PORTALU

Hej! Cieszę się, że odwiedziłeś naszą stronę! Naprawdę! Jeśli zależy Ci na dalszym rozpowszechnianiu niezależnych informacji, ujawnianiu tego co przemilczane, niewygodne lub ukrywane, możesz dołożyć swoją cegiełkę i wesprzeć "Wolne Media" finansowo. Darowizna jest też pewną formą „pozytywnej energii” – podziękowaniem za wiedzę, którą tutaj zdobywasz. Media obywatelskie, jak nasz portal, nie mają dochodów z prenumerat ani nie są sponsorowane przez bogate korporacje by realizowały ich ukryte cele. Musimy radzić sobie sami. Jak możesz pomóc? Dowiesz się TUTAJ. Z góry dziękuję za wsparcie i nieobojętność!

Poglądy wyrażane przez autorów i komentujących użytkowników są ich prywatnymi poglądami i nie muszą odzwierciedlać poglądów administracji "Wolnych Mediów". Jeżeli materiał narusza Twoje prawa autorskie, przeczytaj informacje dostępne tutaj, a następnie (jeśli wciąż tak uważasz) skontaktuj się z nami! Jeśli artykuł lub komentarz łamie prawo lub regulamin, powiadom nas o tym formularzem kontaktowym.

1 wypowiedź

  1. Prometeo 21.07.2012 23:55

    Federacja niepodległych państw była by lepszym rozwiązaniem dla europy niż marksistowski twór zwany unią .Wbrew pozorom w podzielonej europie tkwi o wiele większy potencjał niż w zjednoczonej pod jednym sztandarem. Każde z państw ma własne tradycje kulturę i ambicje ,w zdrowej konkurencji gospodarczej i wspólnej polityce wobec reszty świata widział bym przyszłość dla naszego kraju w tym tworze sterowanym przez korporacje o charakterze globalnym nie widzę nic napawającego optymizmem na przyszłość .Rozwijające się niezależnie kraje mogą na bazie swojej kultury odnajdywać nowe rozwiązania i w razie problemów liczyć na pomoc sąsiadów . Zintegrowana europa to zintegrowane porażki. Siła naszego kontynentu tkwi w podziałach a nie wspólnocie.

Dodaj komentarz

Zaloguj się aby dodać komentarz.
Jeśli już się logowałeś - odśwież stronę.