Era Wodnika

Opublikowano: 15.08.2014 | Kategorie: Paranauka, Publicystyka

Liczba wyświetleń: 1188

Data publikacji: 14.05.2007

O Erze Wodnika i o New Age ostatnio mówi się na świecie jakby nieco mniej. Pewnie dlatego, że pierwsza euforia opadła, a samo zjawisko zdołało nieco spowszednieć, przede wszystkim z powodu swojej masowości, co nigdy, żadnemu ruchowi na zdrowie nie wychodzi. Było w tym wszystkim mnóstwo egzaltacji i przesady, ale nie to było prawdziwą przyczyną ośmieszenia tego zjawiska.

Mówiąc o ośmieszeniu mam na myśli wyłącznie nasze polskie realia, bo w wielkim, cywilizowanym i zlaicyzowanym świecie New Age nie wzbudza większych emocji. Stałe wyśmiewanie, ironiczne wyszydzanie i uparte straszenie new-age’owymi “diabłami” przez pewne nawykłe do sprawowania władzy i kontroli nad masami siły nie przeszło bez echa i zrobiło swoje. Są takie hasła, nazwiska i zjawiska, o których w pewnych polskich środowiskach lepiej nie wspominać, ponieważ wywołują one natychmiast szyderczy rechot z klepaniem się po udach i reakcję świadczącą o tym, że ludzie ci są dokładnie poinstruowani, jak reagować na “zagrożenia dla ich wiary” (a raczej powinniśmy sprecyzować, że są to zagrożenia dla “wiary w oficjalne nauczanie” narzuconej przez siły sprawujące kontrolę nad ziemską duchowością).

Liczni autorzy, pisząc o Erze Wodnika rozpisują się najczęściej o tym, jaka to świetlana przyszłość czeka ludzkość, gdy tylko tzw. “punkt Barana” znajdzie się przed gwiazdozbiorem (tym razem gwiazdozbiorem, a nie znakiem!!!) Wodnika.

Nasza Ziemia, krążąc po orbicie wokół Słońca obraca się jednocześnie jak dziecięcy bąk wokół własnej osi. I podobnie jak w przypadku tej zabawki, jej oś obrotu zatacza niewielkie koło. Zjawisko to nazywamy precesją. Sprawia ono, że gwiazdozbiory wyznaczone w czasach babilońskich odsunęły się od swojego dawnego położenia. Z tego powodu zodiak nie pokrywa się dziś z tymi gwiazdozbiorami, na których tle leżał tysiące lat temu.

Według powszechnie znanej astrologom teorii, za sprawą precesji punkt Barana (zwany inaczej punktem równonocy) przesuwa się i wędruje przed kolejnymi gwiazdozbiorami, jednak w przeciwną stronę niż znaki zodiaku. Teoria ta mówi, że zależnie od tego, na tle którego gwiazdozbioru aktualnie się on znajduje, na Ziemi następuje zmiana kolejnych Er. Każda Era liczy ok. 2000 lat. Pełny obieg trwa 26 000 lat (dokładnie 25 770 lat). Nasi uczeni ten okres nazywają “rokiem platońskim”, Aztekowie “słońcem”, a Majowie “światem”. Obecnie zbliżamy się do końca “świata” według kalendarza Majów, co nie oznacza wcale końca ludzkości, lecz koniec kolejnego, liczącego 26 000 lat cyklu ewolucyjnego, którego początkiem były narodziny planety Wenus.

W mijającej właśnie Erze punkt Barana znajdował się w gwiazdozbiorze Ryb, a obecnie zbliża się on do gwiazdozbioru Wodnika. Przemiany wobec których staniemy mają być wielkie i wprost niewyobrażalne, podobnie jak wielka jest różnica między archetypowymi cechami obu tych znaków. W pewnym sensie już znajdujemy się w nowej erze, a jednocześnie trwamy w starej. Jak wiadomo zmiana Er nie następuje nagle, lecz stopniowo więc i w tym przejściowym okresie ery przenikają się i mieszają swoje wpływy. Wodnik próbuje rozsiąść się wygodnie na tronie władcy, ale stary król ani myśli abdykować. Stale wybuchają między nimi spory i trwają przepychanki. Dawna era nie zamierza oddać władzy, a nowa nie zamierza się wycofać. To zapowiada okres wstrząsów i niespodzianek. Możemy się więc spodziewać niespodziewanego.

Gdybym miała określić w kilku słowach, czym będzie Nowa Era, powiedziałabym, że będzie to “KONIEC ŚWIATA ILUZJI”.

To pasuje wprost doskonale do archetypowej energetyki Wodnika i rządzącego nim Urana. I znakomicie wyjaśnia różnicę między nową, a starą erą, której patronowały Ryby, symbolizujące wiarę, będącą przeciwieństwem wiedzy.

Wiara blokuje dostęp do prawdy, wręcz zamyka na nią ludzki umysł.

Świat w którym żyjemy w żadnym razie nie jest czymś obiektywnym. W rzeczywistości każdy z nas ma swój własny, indywidualny świat. I z reguły jest to świat naszej własnej iluzji. Ludzie robią naprawdę dużo, żeby tę iluzję podtrzymywać i ją karmić, a przede wszystkim, by jej bronić przed zakusami świata zewnętrznego. Skupiają się w grupy o podobnym światopoglądzie politycznym lub społecznym, chodzą do “swojego” kościoła lub należą do “swojej” sekty, gdzie słuchają nauk “swoich” politruków, kapłanów lub guru, którzy z wielką sugestywnością przekonują ich, że są reprezentantami świata jedynych prawdziwych wartości. Ludzie ci zawierają małżeństwa wyłącznie w ramach swojej grupy i starannie selekcjonują tych, którzy mają wstęp do ich świata – wszystko po to, żeby umocnić się w złudnym przekonaniu, że ich świat jest prawdziwy i doskonały, a cała reszta to albo samo zło, albo totalna głupota. Żeby owieczki parafialne nie utraciły wiary mówi im się, że świat na zewnątrz jest grzeszny, brudny i zły, że ci wszyscy “nie nasi” skazani są na zagładę, jeśli nie dosłowną, to przynajmniej duchową, bo nie dostąpią zbawienia i nigdy nie będą oglądać bożego oblicza. Owieczkom politycznym wmawia się odpowiednie inne teorie, np. o “narodzie panów”, o wyższości komunizmu, białej rasy lub zachodniej cywilizacji nad niecywilizowanymi Słowianami, Murzynami i innymi dzikusami, przed którymi trzeba się bronić itp. Bogacze mają swój świat, nędzarze swój…

Ludziom ery Ryb można wmówić naprawdę wszystko.

Jedni śpiewają pieśni uwielbienia dla swojego papieża, a inni takie same optymistyczne i pełne miłości pieśni śpiewają Stalinowi lub Kim Dzong Il’owi. I wszyscy oni czują się zagrożeni w swojej oblężonej twierdzy, której obrona wciąż wymaga krwawych ofiar.

Jedni wierzą w religię, inni w naukę.

Symbolizujący między innymi wiarę i religię znak Ryb spolaryzowany jest przez opozycję z analitycznym i naukowym znakiem Panny. To właśnie dlatego w Erze rządzonej przez wiarę rozwinęła się nauka. Te dwie tendencje początkowo odnosiły się do siebie z jawną wrogością, czego wyrazem było palenie na stosie pierwszych naukowców, a i dziś, mimo oficjalnego uznania przez Kościół odkryć naukowych z najbardziej sporną teorią Darwina włącznie, wciąż wybuchają między nimi bardziej i mniej ostre polemiki i czuje się wzajemną wrogość.

Obie strony sporu zgodne są tylko pod jednym względem – gorąco nienawidzą reprezentującego energię Wodnika nurtu “New Age” i z jednakową zajadłością zwalczają jej idee i przedstawicieli. Kto nie wierzy niech zajrzy na strony internetowe kościelne i racjonalistyczne. Obie opcje wciąż znajdują się po przeciwnych stronach barykady, ostro się ostrzeliwując, ale zarówno na jednych jak i na drugich New Age jest wymieniana jako wróg numer jeden i zwalczana z wielką pasją i zawziętością. Gdyby zaszła taka konieczność, to nie wątpię, że oba obozy zapomniałyby o animozjach, by ramię w ramię zaatakować wspólnego wroga. A potem znów by się wzajemnie zwalczały.

Ludzie religijni bronią swojej wiary i nie słuchają ani astrologów, ani nauk misjonarzy innych wyznań, które nazywają destrukcyjnymi, niebezpiecznymi sektami (mała uwaga: w Polsce do ludzi “religijnych” można zaliczyć również niektórych świeżo nawróconych buddystów, którzy – jeśliby rzeczywiście byli buddystami – nie przejawialiby takiej neofickiej gorliwości religijnej i nie zwalczali oraz nie wyśmiewali idei New Age ani żadnych innych idei. Prawdziwy buddysta to głęboki filozof, odnoszący się z ciekawością i zrozumieniem do wszystkich innych religii i myśli; nie znaczy to, że przyjmujący je bezkrytycznie. Ale wyśmiewający się buddysta lub osobnik fanatyczny, zaślepiony i uzależniony intelektualnie i duchowo od swojego nauczyciela to z całą pewnością nie buddysta).

Ludzie nauki bronią swojej wiary w słowa akademickich autorytetów i tylko z tego powodu nie chcą poznać ani astrologii, ani religii, które określają mianem ciemnoty i nieuctwa i twierdząc, że nie będą robić z siebie idiotów, słuchając tych bredni. Wierność autorytetom jest dla nich ważniejsza od możliwości poznania prawdy lub zdobycia nowej wiedzy.

Wiara oślepia i zupełnie uniemożliwia poznanie prawdy.

Skutki utraty wiary mogą być prawdziwie dramatyczne. Im silniejsza wiara, tym boleśniejsze rozczarowanie w razie jej utraty.

“Born in the USA” wykrzykuje ironicznie Bruce Sprinsteen. Amerykanie wierzš, że ich kraj jest najwspanialszy na świecie i że bycie Amerykaninem jest największym zaszczytem. Większość jego rodaków oddaje honory sztandarom i godłu, kocha swojego prezydenta i wierzy w armię, która w ich mniemaniu powołana jest nie tylko dla obrony kraju, ale i światowej demokracji oraz porządku. Ludzie ci wierzą, że największym honorem jest oddać życie dla ojczyzny. W to samo wierzyły i wierzą dalej miliony Europejczyków, którzy na przestrzeni wieków historii szli ginąć za swoją wiarę lub za swój kraj. Ludzie ci nie mieli pojęcia o tym, w jakim bezsensie biorą udział i jak bardzo są oszukiwani przez przywódców i dowódców, którym wierzyli.

Piękną ilustrację przemiany stanu ducha opisuje film “Wojna w zatoce”. Pan senator, wielki patriota, wierzący w swój kraj, w prezydenta i armię jest człowiekiem uczciwym i praworządnym. Ślubował wierność ideałom i nie zamierza tych ślubów łamać. Trwa wojna w Zatoce, a w kraju rośnie niezadowolenie. Grupy nieodpowiedzialnych w jego mniemaniu krzykaczy wzniecają zamieszki, a prasa pisze rzeczy, które praworządnym obywatelom bardzo się nie podobają, ponieważ podważają zaufanie do rządu i prezydenta. Również senator atakowany jest przez jakichś ekstremistów, którzy domagają się, aby ich przyjął i zapoznał się z pozostającymi w ich posiadaniu dokumentami, rzekomo ujawniającymi “prawdę” na temat wojny. W końcu ogromna góra teczek ląduje na jego biurku, a sekretarka dyskretnie sugeruje, by do nich zajrzał. Teczki leżą i przeszkadzają, bo przy każdym ruchu spadają na podłogę. Senator czuje opór i niechęć, coś go powstrzymuje przed zapoznaniem się z ich treścią. W końcu niechętnie sięga po jedną z nich…

Gdy następnego dnia sekretarka przychodzi do pracy jest zdumiona i pyta: “tak wcześnie przyszedł pan dziś do pracy?” a senator odpowiada “wcale stąd nie wychodziłem”.

Tak zaczyna się dramatyczna opowieść o poszukiwaniu prawdy.

Tej nocy świat iluzji senatora zawalił się jak domek z kart. Runęła jego wiara w kraj i prezydenta, w armię i sens tej całej wojny. W miarę zapoznawania się z dokumentami nabierał przekonania, że żył w świecie złudzeń. Dowiedział się o malwersacjach, o świadomym szafowaniu życiem żołnierzy, o karygodnej i w pełni świadomej nieodpowiedzialności dowódców, wysyłających “naszych chłopców” bez zabezpieczeń do prac przy usuwaniu śmiertelnie niebezpiecznych skażeń chemicznych i bakteriologicznych, powodujących ich pewną, chociaż powolną śmierć. Ludzie ci chorują i umierają już po powrocie do kraju, a co gorsze zarażają swoje żony i dzieci, które rodzą się z dziwnymi i strasznymi wadami genetycznymi.

Senator tak długo opierał się przed zapoznaniem się z dokumentacją, ponieważ czuł podświadomie, że może to być koniec jego wiary i świata iluzji, w których żył dotąd.

Nagłe zawalenie się świata iluzji może mieć daleko bardziej dramatyczne skutki.

Sławny i powszechnie znienawidzony wróg publiczny Ameryki, Timothy McVeigh jest tragicznym przykładem ilustrującym, co może się stać, gdy człowiek obudzi się zbyt gwałtownie.

Tim był trudnym dzieckiem i sprawiał w szkole kłopoty wychowawcze, jednak nie były one zbyt drastyczne. Gdy zaczął dorastać nagle odkrył, że jego życie jest puste i pozbawione ideałów. I z dnia na dzień stał się patriotą. Stale czynił wyrzuty swoim kolegom, że są bezideowi i niezaangażowani politycznie i społecznie. Wstąpił do organizacji paramilitarnej, a potem do armii. Był tam wzorowym żołnierzem, więc po odpowiednim przeszkoleniu wysłano go do Iraku. Gdy płynął do celu zachowywał się jak transie, bo był przekonany, że powierzono mu wielką i odpowiedzialną misję zbawienia ludzkości. Był dumny i gotów do walki. Jednak już wkrótce, gdy wspólnie z kolegami odnieśli pierwsze zwycięstwo w walce, zobaczył rzeczy, na które nie był przygotowany. Stosy porozrywanych cywilnych trupów, zabite i ranne dzieci, lamentujące na zgliszczach kobiety, to był widok, który go poraził. W przeciwieństwie do innych żołnierzy nie mógł na to patrzeć, nie umiał dźgać tych ludzi bagnetem, ani brutalnie zaganiać ich do niewoli. Stracił ducha walki i wkrótce został odesłany do rezerwy. Po powrocie do domu dręczyło go przekonanie, że jego kraj jest zły, że rząd i prezydent są uosobieniem zła i że trzeba coś z tym zrobić, aby położyć kres dalszemu trwaniu tego systemu. Związał się z grupą terrorystów i wspólnie z nimi postanowił dokonać zamachu na jakiś budynek rządowy, żeby zwrócić uwagę uśpionego społeczeństwa na to, co dzieje się wokół.

I znów miał pecha. W budynku Oklahoma City Center, który został wybrany jako obiekt ataku było przedszkole, o czym nie wiedział. Po zamachu wynoszono ciała zabitych dzieci, a naród szalał z nienawiści do tych, którzy tego dokonali.

Naród dyszał żądzą zemsty, lecz dwaj starzy i doświadczeni adwokaci, którzy z urzędu bronili McVeigh’a byli wprost wstrząśnięci jego historią i głęboką przemianą duchową, którą przeszedł na skutek tych przeżyć. Robili co mogli, żeby go uratować od śmierci, lecz sam McVeigh chciał umrzeć i nie tylko nie zamierzał się bronić, ale wręcz domagał się najwyższego wyroku. Skończyło się tak, że praworządni, dobrzy obywatele nie tylko wywalczyli dla niego karę śmierci, ale zażądali publicznego przeprowadzenia egzekucji i ich żądaniom stało się za dość!!!

W filmie Fahrenheit 911 Michaela Moora poznajemy pewną wzorową obywatelkę i działaczkę polityczną. Wierzy ona, a wraz z nią cała jej liczna rodzina, że ich kraj jest wspaniały, prezydent cudowny i uczciwy, a kariera w armii jest rozwiązaniem idealnym dla każdego młodego człowieka. Mówi ona, że jedyną instytucją godną zaufania i mającą przed sobą świetlaną przyszłość jest armia. Wrogo wypowiada się o ludziach bezideowych, którzy sieją zamęt i pikietują Biały Dom, domagając się zmiany polityki i okazując brak szacunku dla prezydenta i państwa. Dlatego najpierw jej córka, a później młodszy syn wstępują do wojska. Nasza doskonała obywatelka codziennie rano wiesza na swym domu flagi, uważając przy tym, by tkanina, z której są uszyte nie dotknęła ziemi, bo to byłaby profanacja świętości narodowej. Zdejmuje je codziennie wieczorem, by nie zmokły w razie deszczu lub rosy. I tak trwa, a nawet umacnia się w swojej wierze. Jednak sytuacja polityczna ulega napięciu i prezydent wypowiada wojnę Irakowi. Syn naszej obywatelki jest szeregowcem, a więc to właśnie on, a nie córka, która jest już oficerem, idzie na front. Chłopak jest śmiertelnie przerażony i dręczą go najgorsze przeczucia. Prawdę mówiąc załamuje się zupełnie i z płaczem błaga, by mógł zostać w domu. Rodzice tłumaczą mu, że strach to bardzo dobra rzecz, bo pozwala działać ostrożnie i udzielają mu swojego błogosławieństwa w drodze na front. Żołnierz wyjeżdża, a matkę zaczyna dręczyć narastający niepokój. Wieczorami przełącza pilotem wszystkie możliwe kanały telewizyjne, szukając informacji z frontu, a te są coraz bardziej niepokojące. Jedna z wiadomości naprawdę ją przeraża i sprawia, że przez całą noc nie może zasnąć. Wcześnie rano dzwoni telefon i ona już wie… słuchawka wypada jej z ręki. Jej syn był w helikopterze, który został zestrzelony. Zginęli wszyscy.

Kobieta jest załamana i czuje się winna, bo to ona namówiła syna do służby w armii i do wyjazdu na front.

Co więcej, w jednej chwili zawalił się świat jej wierzeń. Zobaczyła, że to, w co wierzyła było czystą iluzją. Na skutek tej przemiany jedzie do Waszyngtonu i przyłącza się do działaczy antywojennych. Od razu wchodzi w ostry konflikt z osobą wierzącą w system i agitującą za nim. Krok w krok za nią podążają tajniacy i rządowi agitatorzy, próbujący zrobić z niej w oczach społeczeństwa wariatkę, której nikt nie powinien słuchać. To boli. Tak bardzo, że aż z tego bólu zwija się cała na środku placu. Ale życia synowi nie wróci.

Nauka czasem kosztuje bardzo dużo…

W nadchodzącej epoce ludzie masowo będą tracili swoją wiarę, zarówno religijną, jak i polityczną czy “racjonalną”, a ich światy iluzji będą się walić w gruzy. Może to być proces szokujący i bardzo bolesny i mieć dramatyczny przebieg. Nie wszyscy muszą reagować tak, jak McVeigh, ale na pewno powinniśmy się spodziewać wielu wstrząsów i niespodzianek. Jak wielu już się przebudziło widać prawie na każdym kroku.

Siły ciemności próbowały wzniecić trzecią wojnę światową atakując WTC. Wydawałoby się, że po takiej zbrodni świat powinien pogrążyć się w chaosie i utonąć we krwi, a ludzie masowo wstępować do armii, żeby walczyć z wrogiem. A jednak tak się nie stało. Naród zażądał wyjaśnień od polityków i samego prezydenta, którzy powinni byli o tym wszystkim wiedzieć wcześniej i uprzedzić ludzi o niebezpieczeństwie. Co więc robiły te wszystkie tak sowicie opłacane służby specjalne i wywiad? Wszczęto w tej sprawie dochodzenie, na czym ucierpiała reputacja polityków i rządu.

Gdy prezydent Bush zaczął swoją propagandę wojenną ludzie na całym świecie masowo wylegli na ulice w pokojowych marszach i demonstracjach. Powstało mnóstwo stron internetowych, które ujawniały prawdę na temat interesów polityków, demaskowały propagandowe kłamstwa i ukazywały prawdziwe oblicze tej rzekomo “szlachetnej” wojny. W tej sytuacji trudno było tak jak dawniej manipulować nastrojami społecznymi.

Internet, telewizja satelitarna, komputery i elektronika są dziedzinami podlegającymi władzy Wodnika. I to właśnie one przyczyniły się do zmiany myślenia ludzi. Propaganda (wszelkie mydlenie oczu to domena Ery Ryb) straciła swoją siłę oddziaływania na masy ludzkie, ponieważ ludzie mają natychmiastowy dostęp do alternatywnych źródeł informacji. Ludzie wiedzą więcej, dzięki internetowi zawierają osobiste przyjaźnie z przedstawicielami innych narodów, a nawet kontynentów i wiedzą, że wszędzie żyją ludzie tak samo pragnący pokoju, miłości i szczęścia jak oni. To osłabia fobie i lęki, ponieważ ludzie wiedzą, że na innych kontynentach nie żyją zagrażające im “potwory” o dwóch głowach i czterech rękach, lecz istoty takie same jak oni.

To wszystko prawda, ale nie spodziewajmy się od razu cudów.

Czeka nas jeszcze wiele zmagań. Na świecie żyją całe rzesze ludzi, którzy śpią i nie chcą się obudzić. Stary system nie podda się tak łatwo i zrobi wszystko, by jeszcze udowodnić swoją władzę. Ryby symbolizują również ofiarę, więc musimy liczyć się z tym, że tych ofiar będzie jeszcze bardzo wiele. Przepowiednie zapowiadają wielkie zmiany na 2012 rok, ale zanim ten rok nastanie wydarzy się zarówno wiele złego, jak i dobrego.

Autor: Maria Sobolewska
Źródło: Gabinet Astropsychologii


TAGI:

Poznaj plan rządu!

OD ADMINISTRATORA PORTALU

Hej! Cieszę się, że odwiedziłeś naszą stronę! Naprawdę! Jeśli zależy Ci na dalszym rozpowszechnianiu niezależnych informacji, ujawnianiu tego co przemilczane, niewygodne lub ukrywane, możesz dołożyć swoją cegiełkę i wesprzeć "Wolne Media" finansowo. Darowizna jest też pewną formą „pozytywnej energii” – podziękowaniem za wiedzę, którą tutaj zdobywasz. Media obywatelskie, jak nasz portal, nie mają dochodów z prenumerat ani nie są sponsorowane przez bogate korporacje by realizowały ich ukryte cele. Musimy radzić sobie sami. Jak możesz pomóc? Dowiesz się TUTAJ. Z góry dziękuję za wsparcie i nieobojętność!

Poglądy wyrażane przez autorów i komentujących użytkowników są ich prywatnymi poglądami i nie muszą odzwierciedlać poglądów administracji "Wolnych Mediów". Jeżeli materiał narusza Twoje prawa autorskie, przeczytaj informacje dostępne tutaj, a następnie (jeśli wciąż tak uważasz) skontaktuj się z nami! Jeśli artykuł lub komentarz łamie prawo lub regulamin, powiadom nas o tym formularzem kontaktowym.

5 komentarzy

  1. memento 17.05.2008 13:40

    “Wiara oślepia i zupełnie uniemożliwia poznanie prawdy.

    Skutki utraty wiary mogą być prawdziwie dramatyczne. Im silniejsza wiara, tym boleśniejsze rozczarowanie w razie jej utraty.”
    ;]

  2. Jedr02 15.08.2014 17:35

    Wiara jest podstawą wszelkiego działania w naszym stanie. Jest to wiara w istnienie tego działa, wiara efekty działania naszej woli, następnie wiara w osiagniecie jakiś efektów itd. Wiara w możliwosć poznania prawdy jest potrzebna do podjęcia działać dla poznania prawdy. W New Age używa się takich haseł jest to odpowiedź na potrzeby pewnych ludzi. Ludzie wszyscy szukają szczęścia, bardzo różnie je rozumieją, bardzo często z tym szczęściem kojarzą wolność. Wolność, czy bycie nieograniczanym, zmuszanym. Religie i techniki przez nie używane przez to że w większości są sterowane przez polityków i sekciarzy stały się pewnym symbolem ograniczania tej wolności. Nawoływanie więc do ich odrzucenia brzmi przyjemnie dla niektórych poszukujących wolności. Jednak razem z sekciarstwem odrzuca się również całą reszte, najwyżej wybierając całkowicie według swojego uznania co nam się podoba i coś tam zostawić. Nie jest to specjalnie uzasadnione. Od starożytnych czasów ludzie naprawde poszukujący wolności i uwalniające się od fałszywego utożsamiania zaczynają od pewnych uregulowanych ścieżek opartych na naukach pism i mistrzów którzy to osiągneli. Czy to jogini, waisznawowie czy buddyści. Wszyscy oni przyjmują jakiś rygor i pewne założenia na początku drogi by z czasem wraz z praktyktą tą wiedze teoretyczną i założenia zrealizować w praktyce. W tym wszystkim zaczyna się od wiary i założeń. Są regulacje, zakazy i nakazy. Mamy więc dążenie do wolności które jest ograniczone zasadami, wolnością się wydaje więc nie być. I tak też jest. Można to porównać to do sytuacji w której jesteśmy zamknięci w klatce i mamy klucz. Nie możemy zrobić cokolwiek by z niej wyjść, musimy użyć klucza, wsadzić go do dziurki, przekręcić i dopiero wtedy możemy wyjść. Uwolnienie się z klatki iluzji wymaga odpowiedniego uregulowania i procesu. Aby podjąć to uregulowanie i proces trzeba włożyć w to wiarę. W New Age tego nie przyjmują, robią co chcą, medytują jak chcą i zachowują się jak chcą, dlatego nie sposób znaleźć kogoś u nich kto jest uwolniony z iluzji, zaś nie sposób znaleźć kogoś kto by o tym nie mówił.

  3. narajana 16.08.2014 22:10

    Do autora ( bo może przeczyta )

    Znaki zodiaku nigdy nie były równe gwiazdozbiorom, nazwa znaków zodiaku jest zaczerpnięta z gwiazdozbiorów, znaki zodiaku powstały w sposób numerologiczny poprzez podział 360 stopni na 12 sektorów po 30 stopni.

    Pani wywód na temat astrologii jest ewidentną kalką tego co pisze Leszek Weres i to w dodatku bardzo słabą. Jeśli pisze pani, że:
    “Symbolizujący między innymi wiarę i religię znak Ryb spolaryzowany jest przez opozycję z analitycznym i naukowym znakiem Panny. To właśnie dlatego w Erze rządzonej przez wiarę rozwinęła się nauka.”
    to coś tu nie gra dlatego iż nauka, która to się rozwinęła jest reprezentowana przez strzelca bo w strzelcu są naukowcy, uniwersytety, wiedza wyższa i jak pani zauważy to powstaje tu kwadratura a opozycja ryby-panna tworzy podstawy egzystencji ludzkiej, panna jako najniższe potrzeby takie jak jedzenie, zdrowie, praca a ryby jako czynnik duchowy, jako określone miejsce w społeczeństwie, dlatego iż panna nie jest społeczna przeciwieństwie do znaku ryb, ( zaraz mi tu pani zarzuci że przecież ryby to izolacja, no tak więzienie, obóz koncentracyjny, szpital wszędzie tam jest izolacja określonej grupy od społeczeństwa dlatego ryby są społeczne) pominę już fakt, że panna jako znak żeński i zmienny, może co najwyżej muchy na ścianach atakować.

    Kolejną rzeczą jest łączenie państwowości z fazą ryb, państwowość symbolizuje koziorożec dlatego iż to on jest architektem, to on rozdaje karty a ryby są z natury bierne więc nie rozdają kart, mogą co najwyżej wspierać koziorożca ale nie nim sterować.

    Kolejną rzeczą jest sile, negatywne nacechowanie ryb co ma je postawić w złym świetle i pokazać że oto przychodzi wielki wybawca z ciemnoty wodnik. O jakimś ataku panny na wodnika to już nawet się nie wypowiadam bo to jest absolutnie poza kategorią, wodnika to może byk atakować i to zawzięcie. Wszystko ma swoje dobre i złe strony i z jednej strony ryby wprowadzają zaciemnienie, ale z drugiej poświęcenie dla bliźniego, bo jak młodziak poniesie babci torbę z zakupami to uruchamiają się ryby a później rak z panną. Jeśli mówi się o epoce wodnika to zaczęła się ona od prądu i przechodzi w wprost olbrzymi skok technologiczny co jest dosyć typowe dla wodnika, ale negatywne skutki wodnika to zatracanie warstw moralnych w ludziach poprzez uruchomienie kwadratu z bykiem i skorpionem a ucieczka w opozycję czyli lew ( bo trzeba pokazać co się ma i kim się jest, być może dlatego im większy pajac tym większy ma posłuch wśród prostego ludu ).

    Wodnik nigdy nie wypchnie ryb tak jak by sobie pani tego życzyła, dlatego że są to elementy, które muszą istnieć obok siebie i są to elementy nie zmienne. Ryby nie wypchały barana bo skutki są odczuwane do dziś tak samu wodnik nie usunie elementu rozwoju jakim są ryby.

    I włos się na głowie jeży jak na pani stronie pojawiają się nazwiska pana Prinke i Weresa, bo powołuje się pani na ich autorytet i ich wiedzę, a podstawy kuleją. Weres stworzył najprawdopodobniej najlepszą na świecie książkę do zrozumienia zodiaku, ale nie do astrologii jako całości. I najśmieszniejsze jest to iż najsłabszą jej częścią jest właśnie silne spłaszczenie fazy ryb o czym sam autor jest świadomy i tłumaczy to innym położeniem indywidualnych planet, co jest zgoła logiczne, bo skoro autor nie posiada nic w rybach to mało je rozumie.

    Co do USA to są pod silnym wpływem fazy raka dlatego Born in the USA i nie ironicznie tylko z mocą i dumą śpiewa Bruce Sprinsteen, rak ma to do siebie, że hołduje swojej “kolebce” i jej wartością niezależnie jakie one są. Ocenia pani negatywnie politykę władców USA ale oni tylko dbają o interesy swojego ludu kosztem innych, także doskonale wykonują swoją rolę. Największy okres prosperity Francji to Napoleon, Niemiec Hitler a patrzyli oni tylko interesu swoich narodów kosztem innych. I w interesie mas leży żyć w iluzji bo prawda może być nie do zniesienia, a niewiedza jest błogością.

  4. beth 21.08.2014 11:07

    ad @ narajana z dnia 16.08.2014

    Muszę niestety odnieść do w/w komentarza i uprzejmie dodać, że u protoplasty polskiej astrologii Leszka Weresa;

    urodzeniowe słońce wprawdzie znajduje się w znaku BYKA lecz w dwadzie RYB,
    zatem pestkę jego osobowości przedstawiają właśnie RYBY.

  5. narajana 21.08.2014 20:07

    @ beth

    Leszek Weres nie jest żadnym protoplastom polskiej astrologii chodź mam wrażenie iż chodziło tu o astrologie jaką mamy obecnie, ale to już bardziej Leszek Szuman, chodź mało kto zdaje sobie z tego sprawę. Weres był po prostu niesamowicie inteligentnym człowiekiem, który poszedł w astrologię (był bo teraz odfrunął na inną planetę ) co do dwady ryb… porównam to do auta bo mi najłatwiej. można mieć wv, opla, citroena, fiata itd. załóżmy że mamy wv, i to o czym tu mówimy to model, ale wv zawsze będzie wv a nie powiedzmy citroen, są to rzeczy niezmienne, zgodnie z zasadą rozwoju możemy sobie kupić nowego wv ale nie citroena. Czy ktoś ktoś użytkuje wv może coś wiedzieć o citroenie? Tak z opowieści jedynie… Dwady są świetne jeśli patrzy się na progresywny rozwój człowieka ale czy są tak widoczne w życiu? na dziesiątki ludzi, które analizowałem nigdy tego nie widać bez doszukiwania się. Jeśli L.W. na 10 planet plus AS i MC posiada 0 ryby plus dwady czyli 1/12 to ryby, i ktoś stara mi się się pokazać, że ktoś taki wie co to ryby, to nie wiem czy piszemy o tym samym… Chodź porównanie do pestki mi się bardzo podoba bo świetnie oddaje byka i ryby. Ale może uściślę o co chodzi z tymi rybami i Leszkiem Weresem, pan ten lubi poziomować, tylko problem w tym iż przy rybach jest to poziomowanie najniższej warstwy ryb, Jan Valjean czy Ania z zielonego wzgórza jako wyższe fazy ryb to po prostu nie zrozumienie ryb, jeśli przy rybach nie pojawiają się takie nazwiska jak Johannes Morinus, Edgar Casey czy choćby Jezus to autor ledwo zahacza o temat, jeśli podaje się przykład Iwaszkiewicza, który w określonym czasie był uważany za wielkiego artystę to niestety jako człowiek pełzał on jako alkoholik i narkoman po podłodze, a to już ocenia astrologia – jakimi ludźmi jesteśmy, to jak to wykorzystujemy, to już inna sprawa. Jeśli ktoś analizuje ryby to myślę iż powinien raczej spojrzeć jak na człowieka, który jest “uwięziony” pomiędzy tu i tam i szuka przejścia, najniższe formy w alkoholizmie a wyższe w uruchomieniu ” duszy” bo stąd wynika to rybie szczęście i przeczucie.

Dodaj komentarz

Zaloguj się aby dodać komentarz.
Jeśli już się logowałeś - odśwież stronę.