Cywilizacja kultu wojny

Opublikowano: 20.02.2012 | Kategorie: Historia, Publicystyka

Liczba wyświetleń: 2

Czyli jak zrobiono z nas barbarzyńców.

Mówi się, że żyjemy w cywilizacji łacińskiej. Czasami używa się określenia alternatywnego cywilizacji judeochrześcijańskiej lub po prostu cywilizacji zachodniej. Nie zamierzam roztrząsać, które z tych określeń jest najbliższe prawdy, każde z nich jest bowiem zbudowane na kłamstwie.

Przez długi okres czasu pojęcia cywilizacja używano tylko i wyłącznie w liczbie pojedynczej. Był to synonim postępu. Z czasem jednak zaczęto dostrzegać, że inne społeczności, oparte na całkowicie odmiennych zasadach również mogą być w tej sposób określone. Pojęcie to również rozszerzono na niektóre kultury starożytne, tym samym “awansując” je społecznie. Samo pojęcie cywilizacji jest niejasne, nieścisłe i oparte o wiele czynników. Jednym z najistotniejszych jest pojęcie państwa jako organizacji społecznej. Państwo, w iście faszystowski sposób zostało uznane za najwyższą z form organizacji społecznej. W oparciu o zdolność stworzenia struktur państwowych społeczeństwa są kwalifikowane do grona “cywilizowanych”.

W kontekście Polski przyjęło się powszechnie rozgłaszać, że państwo polskie istnieje od 966 roku. Niektórzy, co bardziej tolerancyjni historycy rozszerzają okres naszej państwowości na bezpośrednich przodków Mieszka I. Tak czy inaczej mówienie o państwowości polskiej przed rokiem 800 jest powszechnie uważane przez historyków za konfabulacje. W literaturze możemy spotkać się z określeniami, że dopiero za Mieszka I możemy mówić o posiadaniu pierwszych udokumentowanych atrybutach państwowości. Dowiedzmy się więc czym są te atrybuty państwowości. Zgodnie z konwencją przyjętą w Montevideo w 1933 roku państwo jako osobowość prawna powinno posiadać następujące atrybuty:

– stałą ludność,

– określone terytorium,

– zdolność wchodzenia w relacje międzynarodowe,

– suwerenną władzę.

Zastanówmy się więc, o których z wspomnianych wyżej atrybutach mówią historycy przyznając Polsce miano państwa dopiero od czasów Mieszka I.

Stała ludność – określenie to jest dość niefortunne. Ludność w kraju przecież ulega przemianom pokoleniowym, migracjom i wielu innym zmianom. Ciężko jest więc mówić o stałej ludności. Przyjmując jednak, że określenie to dotyczy społeczności osiadłej jako odróżnieniu względem ludności koczowniczej jest ono praktycznie tożsame z określeniem terytorium.

Terytorium – przyjęło się uważać, że terytorium jest tożsame z obszarem wyznaczonym przez granice.

Zdolność wchodzenia w relacje międzynarodowe – jest zdolnością do zawierania sojuszy pomiędzy społecznościami narodowymi, jak również zdolnością do prowadzenia wojen terytorialnych.

Suwerenna władza – stanowi określenie dla zdolności wywierania istotnego wpływu przez grupę bądź jednostkę na aspekty życia społeczeństwa.

Jak już w opisie konkretnych atrybutów zauważyłem, pojęcie stałej ludności jest tożsame z pojęciem terytorium dla ludności osiadłej. To właśnie kwestie terytorium i granic stanowi jeden z najistotniejszych elementów przypisywanych dopiero Mieszkowi I. Czy odpowiada to stanowi faktycznemu? Oczywiście nie. Istnieje jeden bardzo istotny dowód, świadczący o tym, że przypisywanie wyznaczonych granic dopiero czasom Mieszka I jest błędem. Tym dowodem jest samo określenie “granica”. Praktycznie każdy wie, że w języku niemieckim “granica” tłumaczone jest na “grenzen”. Językoznawcy są w tej kwestii jednogłośni, że słowo to zostało zapożyczone z języków słowiańskich, języka polskiego w szczególności. Z licznych dowodów pisanych dowiadujemy się, że wyraz “grenzen” wyparł w języku niemieckim określenie “mark” – będące zapożyczeniem z języka łacińskiego. Od wyrazu “mark” pochodzi określenie marchii jako terytorium granicznego. Jak widać, Niemcom pojęcie granic było obce (trzeba przyznać, że wywarło to dość istotny wpływ na ich politykę ;) ). Wyraz określający linię podziału terytorium został więc zapożyczony na zachodzie od Rzymian, a na wschodzie od Słowian. Jest to całkowicie wystarczający dowód na to, że Słowianie ze swoimi strukturami społecznymi nie byli, jak twierdzi wielu historyków społecznością plemienną, którego obszar występowania był zależny od obszaru zamieszkania, posiadali oni pojęcie określające granicę terytorium, byli więc społeczeństwem terytorialnym, nie plemiennym. Co więcej, posiadali to określenie jeszcze przed kontaktem z cywilizacją rzymską. Jest to niepodważalny dowód na to, że terytorialny atrybut państwowości był zdecydowanie starszy aniżeli czasy Mieszka I, co więcej powstał on całkowicie równolegle do określenia wywodzącego się z Rzymu.

Omówiłem kwestie ludności i terytorium. Warto więc zastanowić się nad atrybutem państwowości określanym mianem zdolności wchodzenia w relacje międzynarodowe. Trzeba przyznać, że w przypadku Mieszka I nie ma najmniejszych wątpliwości, że atrybut ten był mu przynależny. Czy jednak to dopiero za jego czasów społeczność zamieszkała w dorzeczu Wisły była zdolna zawierać sojusze i prowadzić wojny? Oczywiście nie. Możemy wskazać w historii liczne przykłady zawierania sojuszy przez społeczności słowiańskie, datowane na długo przed Mieszkiem I. By daleko nie szukać, sojusz plemion słowiańskich dokonał inwazji na Bizancjum w 550 roku, przeszło 400 lat przed panowaniem Mieszka I. W artykule tym nie będę podejmował prób udowadniania, że społeczności słowiańskie zamieszkiwały nasze ziemie na długo przed oficjalną wersją opiewającą na VI wiek. Choć jest to temat tyleż ciekawy co kontrowersyjny nie jest on szerzej związany z tym artykułem.

Pozostałym atrybutem, od którego uzależnia się określenie państwowości jest kwestia suwerennej władzy. Z punktu widzenia tytułu artykułu to właśnie ten punkt jest najistotniejszy. Określenie państwa mianem najwyższego stopnia rozwoju społeczeństwa, przy równoczesnym przypisywaniu tej kwestii do miana wyznacznika cywilizowanej społeczności stanowi jednoznaczne potwierdzenie tezy, że cywilizacja nazywana dla niepoznaki mianem łacińskiej jest cywilizacją kultu wojny. Kiedy przedstawisz bowiem wspomniane przeze mnie powyżej argumenty na istnienie państwowości polskiej przed Mieszkiem I, historyk natychmiastowo odpowie, że nie możemy mówić o państwie na naszych ziemiach, ponieważ nie istniała na nim władza.

Czym więc jest władza? Zdolnością wywierania wpływu na społeczeństwo, ktoś odpowie. Jaki więc wpływ może mieć władza? Jedynym argumentem w tym zakresie jest argument siły. Trwała zdolność do posługiwania się siłą wobec społeczeństwa stanowi jedyny wyznacznik władzy. W czasach poprzedzających Mieszka I najprawdopodobniej na naszych ziemiach panował model zbliżony do tego, który funkcjonował wśród plemion zachodniej słowiańszczyzny, jedynej choć szczątkowo opisanej w źródłach historycznych. Z kronik dowiadujemy się, że wśród plemion tych panowały zasady demokracji wojennej. Oznaczało to, że wódz wybierany był tylko na czas wojny, a społeczność nie posiadała stałej armii zwanej w tych czasach drużyną. Konsekwencją takiego stanu rzeczy był brak podatków. Nie można bowiem opodatkować ludności nie posiadając armii zdolnej wyegzekwować należności.

Pozostaje jeszcze kwestia egzekucji prawa. Choć pojęcie prawa nie stanowi według powszechnie uznanej konwencji z Montevideo atrybutu państwowości to jednak poruszę ten temat. Z punktu widzenia rozsądku, poszanowanie prawa jeśli nawet nie stanowi atrybutu państwowości jest z całą pewnością atrybutem cywilizacji. Pojęcie prawa jak łatwo zauważyć z samej konstrukcji wyrazu nie było obce społecznościom sprzed panowania Mieszka I. Wyraz ten nie wywodzi się z łaciny, nie pochodzi z języka niemieckiego, absurdem byłoby też uważanie go za neologizm z czasów Mieszka I. Z kronik możemy się dowiedzieć, że państwa słowiańskie uznawały za podstawę prawną prawo zwyczajowe. Jest to ten sam model, z którego wywodzi się prawo rzymskie. Określenia takie jak sędzia, sąd są pochodzenia stricte słowiańskiego. Odnoszą się one do siwizny we włosach i tak zwykło się w językoznawstwie je wywodzić. Sądy przeprowadzane były przez osoby z uznanym autorytetem. Czy była to starszyzna plemienna, czy obopólnie zatwierdzony sędzia dziś już nie wiemy.

Ze wszystkich atrybutów państwowości jedynym, którego istnienie podlega dyskusji w społeczeństwie sprzed Mieszka I pozostaje więc stała armia. Stała armia oznacza ciągłą zdolność do prowadzenia wojen. Tym samym Polacy uznani zostali za barbarzyńców ponieważ nie posiadali ciągłej zdolności do mordowania innych. Zdolność do mordu na sąsiadach tym samym stała się wyznacznikiem cywilizowanego społeczeństwa. W sytuacji takiej chyba warto się zastanowić jak wyglądała nasza społeczność przed panowaniem naszego pierwszego uznanego, przez cywilizację kultu wojny władcę. Całkowity brak źródeł pisanych dotyczących tego okresu jest zjawiskiem dziwnym. Nikt nie opisał naszych wierzeń, nie zachowały się żadne źródła pisane odnośnie naszych ziem z tamtego okresu. Porównując nas z innymi narodami jest to zjawisko tyle dziwne co niepokojące. Jedyne źródło jakie nam pozostało to nasz język. Mówi on więcej aniżeli pragnęliby zachować nasi przeciwnicy. Przykładowo samo określenie władcy jako książę. Wielu językoznawców stara się wywodzić ten wyraz od księżyca. Bawi mnie to. W szczególności gdy spojrzeć na kniazia naszych wschodnich sąsiadów. Kniazia bowiem nijak od księżyca nie wywiedziesz. Od knigi natomiast wręcz bezpośrednio. Książę-książka, księża-księgi, kniazie-knigi. Oczywiście można rzec, że przecież Słowianie nie znali pisma, a książka została wywiedziona od książąt. Nijak ma się to jednak do bukw oznaczających litery w językach słowiańskich. Można próbować wywodzić książęta od księży, jednak i tu natrafiamy na problem. Księża nijak mają się do wszelkich określeń kapłanów w zachodnich językach.

Jeżeli jednak książę wywodził się od książki oznacza to, że władza u naszych przodków należała do najmądrzejszych. Jakie mądrości mogliby nam przekazać raczej się nie dowiemy. Szansa na to, że archeolodzy odnajdą zachowane bukowe tabliczki, zalegające w ziemi od przeszło tysiąca lat jest znikoma. W szczególności, że wyjątkowo gorliwie dołożono starań by nie zachowały się takie materiały. Tego, że istniały jestem pewien.

Autor: Andarian
Źródło: Nowy Ekran

1 Star2 Stars3 Stars4 Stars5 Stars Zostań pierwszą osobą, która oceni ten wpis!
Loading...

TAGI: , ,

OD ADMINISTRATORA PORTALU

Hej! Cieszę się, że odwiedziłeś naszą stronę! Naprawdę! Jeśli zależy Ci na dalszym rozpowszechnianiu niezależnych informacji, ujawnianiu tego co przemilczane, niewygodne lub ukrywane, możesz dołożyć swoją cegiełkę i wesprzeć "Wolne Media" finansowo. Darowizna jest też pewną formą „pozytywnej energii” – podziękowaniem za wiedzę, którą tutaj zdobywasz. Media obywatelskie, jak nasz portal, nie mają dochodów z prenumerat ani nie są sponsorowane przez bogate korporacje by realizowały ich ukryte cele. Musimy radzić sobie sami. Jak możesz pomóc? Dowiesz się TUTAJ. Z góry dziękuję za wsparcie i nieobojętność!

Poglądy wyrażane przez autorów i komentujących użytkowników są ich prywatnymi poglądami i nie muszą odzwierciedlać poglądów administracji "Wolnych Mediów". Jeżeli materiał narusza Twoje prawa autorskie, przeczytaj informacje dostępne tutaj, a następnie (jeśli wciąż tak uważasz) skontaktuj się z nami! Jeśli artykuł lub komentarz łamie prawo lub regulamin, powiadom nas o tym formularzem kontaktowym.

4
Dodaj komentarz

Chcesz skomentować? Zaloguj się!
  Subskrybuj  
najnowszy najstarszy
Powiadom o
jj44
Użytkownik
jj44

Bardzo ciekawy artykuł, przydało by się więcej takich ciekawostek.

herodotrk
Użytkownik

Taaak… ciekawy…
Użyłeś definicji z 1933 roku do określenia poziomu państwowości z czasów wczesnego średniowiecza?!? Ja akurat nie jestem mediewistą bo zawsze wolałem historię współczesną, ale jeśli jakiś mediewista to przeczytał to pęka ze śmiechu. Jak można współczesne definicje odnosić do tamtych czasów i próbować wyciągać z tego wnioski.
Poza tym, w sumie nie wiem co właściwie chcesz udowodnić? To, że początki państwowości polskiej zaczęły się znacznie wcześniej niż od Mieszka I? A niby kto to podważa? Nie zgadza się z tym? Wiekszość badaczy tego okresu jest zgodna z tym, że musiały już wcześniej istnieć silne ( jak na wczesne średniowiecze) ośrodki władzy i organizacji pańswowej. Po prostu państwa nie powstają ot tak sobie, to na ogół powolny i długi proces zanim z jakaś “wędrówka ludów” przekształci się w państwo. Przy czym słowo państwo jest tu bardzo nieadekwatne. Wg. tej definicji wymienionej przez autora tekstu – to nie było wówczas żadnego państwa w europie. Ani królestwo francji, Cesarstwo Rzymskie ( tak, tak – ówcześni Mieszka I czyli Otton I tytułował się Cesarzem RZYMU a nie niemiec…ach Ci panslawiści z wiedzą historyczną za dychę…) To w ogóle nie ma sensu takie porównywanie.
Istnieje mnóstwo źródeł archeologicznych potwierdzających, że początki państwowości na ziemiach polskich zaczęły się na grubo przed Mieszkiem. Np. badania dendrologiczne potwierdziły, że palisady wokół głównych grodów były budowane już w latach 800-900. Dlatego też, zgadzam się z autorem, ale autor pisze o tym jakby odkrył amerykę – a On po prostu niewiele czytał na ten temat…
Aczkolwiek w tym co pisze jest coś na rzeczy. Chodzi o to, że współczesna historigografia i Archeologia niewiele ze sobą współpracują ( to niestety wielki problem w ogóle nauki akademickiej – brak badań interdyscyplinarnych) Historcy piszą o tym – co wyczytają. Inaczej – dla nich historia zaczyna się tam, gdzie mają źródła pisane. A że o Mieszku jest tylko jedno zdanie – Mesko dux baptizatur – i nic więcej. To i faktycznie wszyscy piszą od historię od Mieszka. A Archeolodzy w ogóle nic nie piszą – oni tylko kopią , kopią… raportują, opisują i uważają że interpretować tych źródeł już w żaden sposób nie można a nawet nie wolno. ( archeologia anglosaska twierdzi coś przeciwnego)
Piszę to tylko dla osób, które niechcący mogłyby uznać coś na rzeczy w tym artykule. Więc powtarzam jeszcze raz, oficjalna historiografia nigdy nie twierdziła, że historia Państwa Polskiego zaczyna się od Mieszka – źródła pisane zaczynają się od Mieszka ( tzn jedno zdanie…)

Hassasin
Użytkownik
Hassasin

@herodotrk No ale przecież naukowiec to nie synonim debila ! ;)

Il
Użytkownik

a walka o ogień?

a Polanie?
i polano, pole, język Polan

Polski Polanin piastuje nad swoim potomstwem na polu.
Poczęte pacholęta pójdą pielęgnować porośnięte pożywieniem pola.
Piękny ptak pogoni przeklętego pstrokatego ptaka.
Posłyszą pieśń prawdziwego pokoju.
Piękna Polanka.
Poróżnią się dla niej Polanie.
Rozpocznie się wojna o Polankę.

… no i między innymi stąd wzieły się wojny.

Na koniec góralsko-ceprowa psyśpiewka:
“Za górami za lasami, za dolinami
pobili się dwaj górale ciupagami.
Hej górale
nie bijta sie
NIE JEDYNA TA DZIEWCYNA NA ŚWIECIE”